sny
nazywam się: PotVornA ISOlatka
wiek: 15
namiar mailowy: nata@tek-art.com.pl
adres wuwu: http://isolatka.art.pl/
: Snilo mi sie, ze facet ktorego kocham i jego dziewczyna mieli dziecko. I oni mi to dziecko zaraz po urodzeniu pozyczyli. Wszystko byloby OK, gdyby nie fakt, ze dziecko wieczorem dostalo padaczki. No i z tym nie byloby problemu, kierunek -> szpital. Tylko ze ja sie akurat pierwszy raz zajaralam i mialam straszne psychodele przed oczami. Ale nic, biore dziecko i do samochodu! Kradzionego. Zawiozlam dziecko do szpitala, lekarz mowi: operujemy na watrobe. Czemu na watrobe - nie wiem. Dziecko mam odebrac rano. Siadlam w samochodzie, szaro-buro na dworze. szyby zaparowaly, zimno jak cholera. Chucham na lapska. Wqrzylam sie, nie bede tak siedziec. I tak ledwie widze to co jest prawdziwe - to co zmyslone widze lepiej. Wiec wysiadam... A przede mna wielki, ale to wieeeeelki most. Taki ogromniasty. I sie telepie na boki, bo wiatr. wchodze na most, a tam sami skejci. Ja punkowa - nie bardzo pasuje. Ale to nic. Zagaduje, rozmawiam z ludzmi, uuuuua, most sie telepie, albo to ja... Nio, jest super... Mowia mi, chodz z nami, przycpamy, zabawimy sie na imprezce... To ide. Na drugim koncu mostu wielka DYSKOTEKA. Wchodze - dyskoteka TEKNO! No nie! Przeciez ja tego nie zniose cala noc! Ale to blad, blad! Bralam, co dawali. Kwas, amfetamina, heroina, kokaina, ganda, wodka, szampan... I bylo mi tak... dobrze. Nie slyszalam muzyki. Nie widzialam dyskoteki. Nic nie widzialam. Bylam ja - i moja dusza. I nic poza tym. To bylo jak... jak nieustajacy orgazm... W pewnym momencie otworzylam oczy. Slonce saczylo sie przez lufcik. Wszyscy kimali pod scianami. Podnioslam sie na nogi. Powoli doczlapalam sie do ubikacji. Tam slonca bylo pelno. Umylam twarz. Lodowata woda... I wyszlam. Byla moze piata rano. Och, wszedzie jasno, wakacje - to slonce wczesnie wstaje. Poszlam do szpitala - dziecko oddali rodzicom. I wszystko OK. Jk gdyby nigdy nic. Wrocilam do samochodu i tam trzezwialam. Kimnelam sie z godzinke i wrocilam do domu.
Sunday March 25th 2001 10:26:07
nazywam się: Vico
wiek: 18
namiar mailowy: vico@kki.net.pl
adres wuwu: nie mam. repl vicosny
: raz mialem taki sen, którego przebiegu zbytnio nie pamietam, ale byl ciekawy ze wzgledu na odkrycie którego w tym snie dokonalem. A dokonalem na prawde wielkiego odkrycia, snilo mi sie, ze wynalazlem [sorki za okreslenie]- perpetum mobile o malej wydajnosci. Mialem walizke, w której znajdowaly sie rózne pierwiastki chemiczne. Bedac ze soba razem reagowaly, czego wynikiem reakcji byly 'robaki krzemowe' - robaki na bazie krzemu. ] Otwieram walizke, jakis bialy plyn i widze jak zachodzi reakcja chemiczna. Z plynu wydzielaja sie jakies zwiazki, po czym syntetyzuja sie na kilka krzemowych robali (zajebisty morphing! zajebisty efekt przechodzenia plynu w róznokolorowe robale. Fraktalowy morphing - tak to mozna chyba nazwac) W trakcie reakcji syntezy tych kilku robali wytwarza sie energia w postaci ciepla. Robale chwile istnieja, po czym zachodzi reakcja do niej przeciwna. Robale rozpuszczaja sie, plynace nózki robali zamieniaja sie miejscami, wszystko sie rozpuszcza i znowu widze tylko bialy plyn. W reakcji rozkladu takze otrzymujemy energie w postaci ciepla(ok. 47-57C?). Robale raz syntetyzuja sie, raz zamieniaja sie w plyn i tak w kólko, a cieplo caly czas sie wydziela bez jakiegokolwiek ubytku z mieszaniny. -Podczas tego snu nie kumalem o co w nim chodzi, ale gdy sie obudzilem, to pomyslalem, ze ta energie w postaci ciepla mozna by na cos spozytkowac - podpiac do jakiegos zródla przetwarzania, zeby otrzymac np. prad. I to wszystko za darmo! Mieszasz substancje, które nie ubywaja, ale reakcja zachodzi i wydziela sie cieplo. Raz zapoczatkowana reakcja trwa i trwa bez konca niczym perpetu mobile. Ale wracajac do snu- Musze podkreslic dziwnosc tych robali, która przykula moja uwage - nie byly to robaki zywe, byly to jakies krzemowe, syntetyczne twory, które powstaly w wyniku reakcji, ale nie ma w nich zadnego zycia. Ta krzemowosc, ta sztucznosc. Cudownie wygladalo jak reakcja zachodzila, a pózniej odwrotna do niej - plynne ruchy, synteza robali, i z powrotem - fajny morphing. Potem w tym snie z tego co pamietam na bazie tego jakis koles wymyslil specjalne bakterie, które zyja na podobnej zasadzie. Dal mi biala butelke jasnego plynu i powiedzial, zebym podlal moja ulubiona rosline, bo jest to odzywka, która po jednym dniu od podlania sprawi, ze moja roslina podrosnie tak jak przez okres kilku miesiecy. I co mialem zrobic? Podlalem 10cm wysoka konopie, patrze na drugi dzien(w tym snie of koz), a ona ma pól metra, cala rozlozysta, silna, zdrowa lodyga. Podrosla o ponad poł metra przez jedna dobe. To tyle! Nie wiem czy to ciekawy sen, czy nie, ale postanowilem go opisac ze wzgledu na niekonwencjonalne podejscie do otrzymania perpepepemuetu mobile. Ciekawe czy jest taka mieszanka substancji? :-P Nara!
Saturday March 24th 2001 04:02:52
nazywam się: Vico
wiek: *
namiar mailowy: vico@kki.net.pl
adres wuwu: repl:vico sny
: Przypomnial mi sie taki sen z okresu dziecinstwa. Snilo mi sie, ze stoje ze stara, siostra i bratem przed jakby bajkowym chinskim domkiem. W okól swieci sloneczko, jest ladna pogoda, cieplo, drzewa. W tym snie praktycznie nic sie nie dzialo, ale dziwne bylo, to, ze snil mi sie w odcinkach (4 dni pod rzad) Nic praktycznie sie nie dzialo, a jednak sen z kazdego dnia, róznil sie troche od poprzedniego. Jednego dnia przez srodek domku przeplywala sobie rzeczka, plywaly w niej malutkie pasiaste rybki. Moja stara wziela do reki dwie(za ogonek) i od razu zamienily sie w rybki do gumowania(gumki rybki) .Innego dnia np. weszlismy do tego chinskiego domku, który okazal sie byc obszerniejszy niz sie wydawal. W srodku jakies pomalowane na czerwono regaly które doskonale komponowaly sie ze specyficznym ciezkim do opisania nastrojem tego snu. Obok stal zrobiony z gabki kangurek(a moze dzien swistaka :-?) Innego dnia stalismy przed domem, a ten kangurek zamoczyl sobie gabkowy ogonek niechcaco w rzeczce. Kazdy dzien snu róznil sie jakimis szczególami, ale kazdy charakteryzowal ten ciezki do opisania nastrój snu. Ten cudowny klimacik! Sloneczko swieci, jest ciepelko, przez srodek bajkowego chinskiego domku przeplywa sobie w srodku szemrzaca rzeczka, w wodzie plywaja rybki, które po wyjeciu zamieniaja sie w gumki do gumowania. Ten przyjemny nastrój tego snu, ta cudowna beztroska! Ciezko to opisac, nie pamietam wielu szczególów, bo snilo mi sie to bardzo dawno, ale ten nastrój przyjemnej beztroski byl czyms cudownym! I to cztery dni pod rzad :)
Saturday March 24th 2001 03:45:32
nazywam się: Vico
wiek: 18
namiar mailowy: vico@kki.net.pl
adres wuwu: topic reply vicosny, nie mam strony sny
: Mialem raz taki sen, ze stoje sobie na kortach... ...albo nie! Zaczne od real life. Bedac podstawówczakiem(4 - 5kl) chodzilem czasem z kumplami na korty i stawalismy z drugiej strony sciany, o która odbijaja pilke ziomale na kortach(cwicza sobie) Wiedzielismy, ze zawsze komus tutaj pilka wpadnie i nie bedzie mu sie chcialo jej szukac, albo lezy gdzies w chaszczach porzucona przez kolesia, który jej nie znalazl. W ten sposób zbieralismy pilki tenisowe(dla zabawy - wiadomo szczeniackie lata, itd :) I raz mialem taki sen, ze stoje sobie na kortach... :) ...za ta sciana i czekam, az jakis koles przebije pilke poza sciane i bede mógl sobie ja wziasc. I nagle z tego miejsca spada na mnie grad pilek tenisowych (moze 300?) Pilki spadaja na ziemie. Wsród chaszczy i desek dostrzegam oparty o sciane worek. Patrze co jest w srodku, a tam pelno pilek tenisowych. Gdy sie obudzilem bardzo zdziwil mnie ten sen i po lekcjach postanowilem zobaczyc na korty czy sa jakies elementy wspólne z moim snem. Wszystko bylo mniej wiecej tak samo - chaszcze, deski, itd. I przypomnialem sobie o worku z pilkami(ze snu), ide w tamto miejsce gdzie lezal we snie, patrze a tu co? Co? Lezy w tym samym miejscu zamiast worka peknieta pilka tenisowa. Znalazlem w tym miejscu gdzie snil mi sie worek peknieta pilke tenisowa! I co? I nie wiem jakie bylo przeslanie tego snu, co dalo mi znalezienie tej pilki? Jaki z tego moral? Nie wiem, ale pamietam ten PROROCZY sen mimo uplywu czasu. O co w nim chodzilo? P.S. - korty tenisowe/sciana - Chorzowski Wojewódzki Park Kultury i wypoczynku :)
Saturday March 24th 2001 03:32:07
nazywam się: Vico
wiek: *
namiar mailowy: vico@kki.net.pl
adres wuwu: strona stronnictwa stroicielów strusi z ustronia
: Zanim mialem 'raz' taki sen. :) [ciezko wytloomaczyc] Tak wiec kiedys gdy wiedzialem, ze uda mi sie swiadomie zasnac chcialem sobie wkrecic jakis fajny klimat. Wyczekiwalem momentu kiedy nadejdzie 'swiadome zasypianie' i gdy wszystko sie zaczelo cale do 'przedzasnieciowe' buczenie w uszach wiedzialem, ze nie moge zbytnio skupiac uwagi, bo nie zasne, tylko wróce w stan czuwania. Zamknelem oczy i juz spalem swiadomie, ale do konca nie bylem pewien czy spie, czy jeszcze czuwam, bo caly czas mialem swiadomosc (o to chodzi w swiadomym zasypianiu) Nie wiedzialem, czy spie, czy nie i postanowilem otworzyc oczy. Wtedy to lekko sie rozbudzilem, ale zasypianie znowu sie zaczelo z tym, ze przy otwartych oczach. Widzialem plamki i stopniowo przymykalem oczy zasypiajac. Tak na prawde myslalem w tym momencie, ze nie spie, ze mam jakas dziwna korbe po nie wiadomo czym. Przestalem myslec o tym czy spie czy nie, ale wkretka, która sobie zapodalem(z ta bania) zaczela procentowac. Pojawil sie zajebisty sen! Sen: Snilo mi sie, ze tak wlasciwie nie zasnelem, tylko mam banie po jakims dziwnym drugu. Przeszedlem po pokoju i w miejscu szafki, zobaczylem zajebiscie dziwne ksztalty. W tym snie mialem rózne dziwne haloony i mysli, nie podobne do tych które znam po mj, albo innych rzeczach. Tak jakbym wzial calkiem nowy narkotyk o nie poznanym jeszcze przeze mnie dzialaniu. Chodzilem(oczywiscie snilem, ze chodze) po pokoju i co chwile mialem jakies haloony. Niezwykla bania - chwila przestrachu, co to jest, aha widze cos dziwnego, odwracam sie w inna strone i znowu chwila przestraszenia i nowy halun. Ciezko opisac ta jazde po "wysnionym" narkotyku, ale jej reguly byly znacznie inne od innych znanych mi drugs. To co rzucilo mi sie na uwage, to to, ze byl to najbardziej 'syntesezencjonalny(?)' trip jaki mialem. syntezesenscjonanoasndoslny - (widziec zapach, slyszec kolory, czuc dzwieki). Np. Wydawalo mi sie, ze cos slysze, np. odglos klapniecia i to klapniecie przenioslo moja wyobraznie do jakiegos bogatego salonu(pokój zmienil sie w salon of koz), w którym to salonie ja lezalem na ziemi, a w sasiednim pokoju jakis bogaty biznesmen odbijal sobie pilke do kosza(odglos klapniecia). I znowu inny dzwiek, i cala sceneria przemienia sie zgodnie z tym czym kojarzyl mi sie ten dzwiek na pierwszy rzut oka(ucha?) Bardzo nietypowy trip, szkoda, ze snil mi sie tylko raz :) W ogóle czasami jak sie swiadomie zasypia , to w pierwszym momencie po zasnieciu ma sie trudnosci w odróznieniu co pochodzi ze snu snu a co z rzeczywistosci. Np. kiedys tak zasypialem, a w innym pokoju leciala techniawa i gdy zasnelem, to nie wiedzialem, czy to dalej ta z radia czy juz ze snu. W ogóle najlepiej w swiadomym zasypianiu wkrecic sobie jakis fajny sen i zapomniec o tym, ze sie spi swiadomie - wybierasz sen i niech sobie leci, ty w niego nie ingerujesz, niech kontrole przejmie nad nim spiaca czesc twojego umyslu, a nie racjonalne myslenie. Ty wybierasz sen, zapominasz o tym, ze snisz i wtedy leci on normalnym torem. O wiele latwiej jest zapamietac te sny, czesto sa dosc pouczajace. Polecam... ViCo
Saturday March 24th 2001 03:18:01
nazywam się: Vico
wiek: *
namiar mailowy: vico@kki.net.pl
adres wuwu: topic :snyvicowuwu!
: Raz mialem dziwnie zakrecony sen. Snilo mi sie, ze ze starymi mieszkam na dziwnym, opuszczonym osiedlu. Czulem zapach siarki, co nigdy nie zdarza mi sie w snach (zeby czuc zapach). Po wyjsciu z szarego bloku zobaczylem, ze na trawniku nie rosnie prawie nic. Bulgoczace blotko, troche zwyklej postarzalej trawy, jakies gumowe rury(z pralki frania :) wystaja z ziemi. Dziwny widok, poniewaz zza sasiedniego bloku widac ladnie przeswitujace slonce. Kepy nieznacznie porosniete trawa, itd. I widze nagle mojego starego jak gada z jakims kolesiem urzednikiem/robotnikiem?) Kolo gada, ze tu gdzie mieszkamy jest strefa zagrozenia ekologicznego i skazenie jest tak wysokie, ze nie powinnismy tu mieszkac. (klimat podobny jak w reportazowych filmach po awarii w CzarnoBilu - te opuszczone osiedle). Moj stary pyta - co mamy robic? Czy nie mozna sprowadzic liczników, które zmierzą stopień skażenia? koles na to, ze sprowadzili ostatnio profesjonalne liczniki pomiarowe z Niemiec, ale stezenie bylo tak wysokie, ze je porozpierdalalo...:)
Saturday March 24th 2001 02:54:02
nazywam się: Wiktoryna
wiek: 24
namiar mailowy: kiw1@poczta.wp.pl.
: Snil mi sie Chrystus wiszacy w powietrzu metr od krzyza z poobcinanymi dlonmi w nadgarstkach i stopami przy kostkach. Stopy i nadgarstki rowniez lawirowaly w przestrzeni tak jakby byly przyciagane do reszty ciala ale nie mogly sie z nia zlaczyc.
Thursday March 22nd 2001 05:28:49
nazywam się: Wiktoryna
wiek: 24
namiar mailowy: kiw1@poczta.wp.pl
: Snila mi sie lekcja w ktorej uczestniczyly trzy osoby: ja, moja przyjaciolka Tekla i kolezanka Magda. Nauczycielami i egzaminatorami sa: papiez i szczur. Odbywa sie klasowka. Moim, Tekli i Magdy zadaniem jest narysowanie kredkami swiecowymi skory czlowieka. Tym czlowiekiem jest moj facet. Tekla rysuje skore w kolorze kremowo-sinym, Magda w zielonym, a ja w fioletowym. Papiez ocenil prace moich kolezanek jako bdb. i db. mnie zganil. Szczur przebiegl po stole obwachal oba rysunki, a gdy doszedl do mojego rzucil mi sie na twarz. Wtedy sie obudzilam.
Wednesday March 21st 2001 12:57:12
nazywam się: natik
wiek: 23
namiar mailowy: natik@canada.com
adres wuwu: ...
: mnie sie snilo, ze sie budze, podchodze do lustra i widze, ze nie mam uszu tylko takie gladkie miejsca (nie to ze obciete czy cos takiego - po prostu jakby ich tam nigdy nie bylo) i nie martwie sie tym (nawet o tym nie mysle)ze nie bede nic slyszec. martwie sie tym ze nie bede miala za co zakladac wlosow... drugi sen byl mniej przyjemny. wygladam przez okno - zbliza sie do mojego domu olbrzymia traba powietrzna. wiem - nie ma ucieczki jestem z kims w pokoju. na razie nie mowie o tym, co widzialam na zewnatrz. wiem, ze niedawno mi sie to wlasnie snilo a teraz prosze - to dzieje sie naprawde... probuje polozyc sie na podlodze - wierze, ze to pomoze. znajduje sie nagle na zewnatrz budynku teraz juz sama widze jak wir powietrzny sie zbliza ale nie nieszczy jakos niczego po drodze tak jakby byl tylko dla mnie przeznaczony. mysle, ze to koniec swiata ze jestem ostatnia osoba - ze to bedzie bardzo bolalo boje sie tego bolu. wiem ze inni bezpowrotnie znikneli. patrze z nadzieja na czarne niebo widze na nim nagle swietliscie bialego pegaza, ktory biegnie po niebosklonie - jak w ruskich bajkach taki konik garbusek migaja przy nim gwiazdki - usmiecham sie. lapie sie trzepaka - wiem, ze zaraz bedzie koniec. jest bajkowo-tajemniczo mysle, ze powinnam przeciez zobaczyc jezdzcow apokalipsy a nie pegaza. juz nie boje sie, ze bedzie bolalo. budze sie.
Monday March 19th 2001 08:31:01
nazywam się: hans desk
wiek: -
namiar mailowy: wojtek@jho.pol.pl
adres wuwu: -
: Mialem straszny sen. Do naszego mieszkanka na Plockiej wlamywal sie demoniczny Adam Malysz, ktory jednoczesnie byl tybetanskim mnichem. Lysy, mial na sobie jasnopomaranczowe sari, zas jego glupkowata twarz wyrazala nikczemny grymas. Sial metafizyczny terror, niszczac opornych za pomoca telekinezy i sily woli. Kontekst snu (to, co bylo dla mnie oczywiste) wskazywal wyraznie, ze Malysz dla szczegolnej przyjemnosci torturuje i zabija male dziatki. Wieksze organizmy druzgocze zas rutynowo. Bylo dla mnie jasne, ze Adam Malysz chce udreczyc a nastepnie zabic Gosie - na moich oczach. Nastepnie zrobi to samo ze mna. Nie moglem do tego dopuscic. Sen byl przesycony adrenalina i mobilizujacym lekiem. Przygotowywalem sie do obrony. Bylem bohaterski. Udalo mi sie odpeprzec pierwszy atak Adama, ktory dotarl az na srodek duzego pokoju (nie pamietam dobrze, ale chyba udalo mi sie go przestraszyc magicznym okrzykiem). Malysz wycofal sie do drzwi i wowczas udalo mi sie przytrzasnac jego reke. Zostala wewnatrz, szamoczaca sie przy framudze, nie oddzielona od ciala, ktore wylo na klatce. Ja zas zamknalem zamki. Reka wkrotce zwiedla i zanikla. Wiedzialem jednak, ze nie ma juz odwrotu. Pozalowalem nawet, ze tak podstepnie go okaleczylem, gdyz teraz na pewno strasznie sie zemsci. A nuz chcial zrezygnowac?... Moje przypuszczenia, jak wszystkie senne przypuszczenia, okazaly sie calkowice sluszne. Malysz rozpoczal oblezenie naszego mieszkania. Siedzial na klatce a jego demoniczny smiech niosl sie po pietrach. Wygladalem przez judasza ryzykujac wbicie w oko dlugiego szydla (bardzo sie tego obawialem). Dlatego zaopatrzylem sie w cienki szpikulec. Taka byla logika snu: zeby nie zostac ugodzonym w oko, musialem sam byc gotowy do wykonania klucia. W judaszu co chwila pojawialo sie straszne oko Malysza, niczym w bigbraderze. Jednak drzwi byly nie do sforsowania. Malysz wtedy siegnal po metode najpodlejsza: szantaz. Ze zgroza stwierdzilem, ze na klatce znjaduja sie male dzieci. Bylo jasne, ze demon bedzie je po kolei zabijal, dopoki sie nie poddam. Moje morale leglo w gruzach. Wycofalem sie do pokoju. Wtedy z kibla wyszla Pani Wladyslawa, ludzaco podobna do repatrianki z Kazachstanu, ktora mieszka u Lubiczow w Klanie. Dopadla mnie przerazajaca swiadomosc. Regularnie, kilka razy dziennie Pani Wladyslawa wychodzi z kibla i opuszcza mieszkanie. Nie istnialo pytanie, w jaki sposob Pani Wladzia klika razy dziennie pojawia sie w klozecie, ktory ma jedne drzwi. Ona nigdy do niego nie wchodzila, pojawiala sie tylko wewnatrz. Wylegala sie tam i rutynowo wykonywala swoja trase. Pani Wladyslawa w pelnej nieswiadomosci, jak zawsze skierowala sie ku drzwiom. Krzyknalem: nie! Niech Pani nie otwiera zamkow! Ale glos uwiazl mi w gardle. To bylo potworne. Pani Wladyslawa spojrzala na mnie, wzruszyla ramionami, bez wysilku uchylila drzwi i wyszla. Dopadlem do nich i ze zgroza stwierdzilem, ze zamki zniknely. W ich miejscu widnialy trzy dziury wielkosci pilek do ping-ponga. Stracilem ostatnia nadzieje. Nie pozostalo nic innego, niz walczyc do konca. Wycofalem sie na z gory upatrzone pozycje uzbrojony w krotka noge od stolu oraz spora porcelanowa sarne. Przycupnalem we wnece - tam gdzie lezy materac i szykowalem sie, by znienacka zadac cios napastnikowi. Gosia lezala na kanapie. Malysz wkroczyl. Uslyszlaem tylko przerazone "O Boze" Gosi i ujrzalem go jak wjezdza do pokoju siedzac okrakiem na mojej wiezy SONY, ktora miala z przodu uzde. Malysz trzymal w reku lejce i poruszal sie jakby klusujac. Wtedy sprezylem sie do skoku, zeby rozbic ne jego lbie porcelanowa sarne, choc wiedzialem, ze nie mam szans. Mogl przeciez bez trudu powstrzymac mnie sila woli. Wyskoczylem z mojej kryjowki gotowy na smierc... i obudzilem sie. Hans
Monday March 19th 2001 07:58:55
nazywam się: natik*
wiek: 23
namiar mailowy: natik@canada.com
adres wuwu: tiaaaa...
: ...wiec sen moj byl taki. snilo mi sie, ze na moim osiedlu, tuz przy takim malym lasku zrobili zjazd jakiejs organizacji religijnej z indii ale tylko dla kobiet a ja akurat przy tym lasku razem z Lesiem kupowalam piwo (taka budka tam byla, ktorej w rzeczywistosci nie istnieje) kupujemy to piwo a Lesiu do mnie mowi, ze by tam pojsc w celu antropologicznego doswiadczenia i td. Powiedzialam mu, ze jakby na to nie patrzec nie jest on kobieta i nagle taki senny typowy bzzzyg i znajdujemy sie na tym zjezdzie dookola same kobiety w kolorowych sari wszystkie indyjki z kropami na czole i Lesio przebrany za laske - w pomaranczowym sari i czerwonej szyfonowej huscie, z ustami pomalowanymi mocno karminowa szminka, z intensywnym makijarzem. krecil sie w okol tego wszystkiego jakby sie tam czul jak u siebie to zagadywal jakies panie, to dyskutowal o kolorze sari i takie tam ja stalam troche na uboczu i nie wiedziec czemu popijamam biale wino. zaczelo sie spotkanie. przyszedl taki ktos kto chyba w domysle byl przywodca duchowym czy czyms takim. i wychodzi z taka typowa mowa na wszystkich tego rodzaju meetingach ze trzeba mocno w cos wierzyc itd wiecie - takie pierdoly. i nagle mowi - patrzcie, mam tu kawalek pieczonej kaczki (btw. uwielbiam pieczona kaczke!) prosze - mozecie sprobowac (i wybral dwie kobiety z tlumu, takie wiecie - natchnione) jedza - i mowia jaaakie pyszne i tak dalej i sie zachwycaja i tym podobne. "a teraz wy sprobojcie" to mowiac daje Lesiowi i jeszcze jakiejs osobie a te wybiegaja w krzaki ze skrzywiona mina i tam ze tak powiem oddaja pokarm droga zwrotna... "widzicie to jest kwestia wiary. one w to uwierzyly, oni nie..." (tak jakby wiedzial, ze Lesio nie jest tym za kogo sie podaje...) a ja strasznie zalowalam, ze nie moglam sprobowac... "wiara przenosi gory..." slysze i wydaje mi sie, ze to nawet ja mowie. ale ja widzialam ta kaczke, widzialam ze to jest to a nie nic innego. "to wiara czyni nasze zycie bardziej realnym" wstaje: "wiara w Boga?" cisza.... cisza... "wiara w swiat rzeczywisty" ale bzdury!
Monday March 5th 2001 12:32:09
nazywam się: Pawel
wiek: 22
namiar mailowy: pawel-zukowski@wp.pl
: Snilo mi sie, ze mialem halucynacje. Siedzialem w swoim pokoju i dostawalem roznych fobii. Bralem do rak przedmioty, ktore potem znikaly, rozplywaly sie itepe... patrzylem w jeden rog pokoju po to, zeby stwierdzic, ze wlasciwie patrze sie na cos zupelnie innego. Chcialem posluchac muzyki, ale musialem zamknac okno. Zamknalem okno, odwrocilem sie, schylilem do kupki z plytami. Rzucilem jeszcze raz okiem na okno - bylo otwarte. Stwierdzilem,ze to halucynacja, bo przeciez zamykalem okno chwile wczesniej... podszedlem do otwartego okna z wyciagnietymi rekami, rece przeszly przez okno jakby go nie bylo... nagle zobaczylem zamkniete okno, uspokoilem sie i znowu schylilem sie do plyt. Spojrzalem w bok i uswiadomilem sobie, ze wcale nie schylilem sie, tylko stoje nadal kolo okna i wlasciwie jestem w dwoch osobach... podszedlem do siebie, obejrzalem sie dookola, stwierdzilem, ze wlasciwie jestem przystojnym facetem i ze teraz mam jedyna okazje isc ze soba do lozka! Pocalowalem swoj klon bardzo namietnie, wyladowalismy w usciskach w lozku.... reszta jest milczeniem :-)))
Sunday March 4th 2001 10:20:13
nazywam się: Resry
wiek: 20
namiar mailowy: matsuri@go2.pl
: Jest dżungla. Jakaś taka dziwna dżungla. Mój dom w dolince. Mignęła jakaś karawana ludzi. W pewnym momencie poczułem się jak na obronie pracy dyplomowej. Głos jakiejś kobiety mówi mi co mam robić. Głos zaczął drwić ze mnie gdy zrobiłem coś na kształt pudła, z którego wystawały dwie tuby gramofonowe zwrócone w przeciwnych kierunkach. W pewnym momencie wziąłem do ręki jakiś multimetr. Pełno kabelków. Zacząłem sprawdzać kabelki. Jakieś dziecko wstawiło się za mną . Zaczęło pyskować do głosu. Nagle zacząłem biec. Biec to mało powiedziane. Zacząłem popinać przez dżunglę jak dzik przez puszczę. Chwytałem się gałęzi, odbijałem od pni drzew. To było niesamowite. Tak jakbym osiągną prędkość warpową podóżując przez las. Czułem, że mam poranione ręce, kolana i stopy. Nie czułem bólu, nie widziałem krwi, ale wiedziałem, że mam poranione kończyny. Dogoniłem głos. Jakaś polanka, kilka sosenek (dziwne - ostatnio byłem w dżungli). Nikogo nie ma. Ale głos jest. Nagle pojawił się diabełek Piszczałka z tej potrzaskanej polskiej bajeczki. POwiedział coś, dmuchną ogniem na krzaczek i zza krzaczka wyleciał motylek i zaczął mówić głosem. Przysiadł na pobliskim drzewku. Uświadomiłem sobie, że motylek jest ginekologiem. Rzuciłem się w jego kierunku. Dopadłem go końcem koniuszka palca. Spadł na ziemię i zamienił się w pieska (?). Budzik :(
Friday March 2nd 2001 06:10:11
nazywam się: siostra
wiek: 25
namiar mailowy: warsawgirl@excite.com
: Snilo mi sie, ze pracowalam w fabryce farb. Bylam w magazynie i staralam sie dobrac kolor farby dla jakiegos klienta. W dlugim rzedzie staly wiadra z biala farba a ja z takich malych pojemniczkow wlewalam do nich barwniki i mieszalam. W koncu jakis odcien spodobal mi sie i zapakowalam ten kolor do samochodu (polonez kombi). Jechalam ulica Powstancow Slaskich i mialam wypadek. Samochod sie calkiem rozwalil a ja polecialam jakos na pobocze i wpadlam do duzego wojskowego namiotu. Zarylam w ziemie i wykopalam cos - zawiniete w brudna scierke srebrne sztuce. Budzik.
Monday February 26th 2001 02:36:13
nazywam się: Sylwek
wiek: 19
namiar mailowy: shocky@termit.ie.tu.koszalin.pl
adres wuwu: termit.ie.tu.koszalin.pl/~shocky
: Śniło mi się, że byłem kreskówką.... I to było dziwne. Obudziłem się we śnie i dojrzałem nowy żywy świat. Kolory były inne, byłem szczęśliwy..... Teraz też śnię. To wszystko co czytasz w tej chwili jest snem, strasznym snem. Mam nadzieję, że obudzę się znowu w tym pięknym świecie życia, kolorów, szczęścia.. Ale to nie takie łatwe
Thursday February 22nd 2001 08:20:56
nazywam się: natik*
wiek: 23
namiar mailowy: natik@canada.com
adres wuwu: ciagle jeszcze nie!
: dzis calego snu nie pamietam, w sumie, tylko maly fragment. bylam na jakims wykwintnym, snobistycznym przyjeciu, takim z kelnerami niosacymi szampana na tacach, z damami w sukniach wieczorowych, panami w garniturach w duzej sali - dosc nowoczesnej, wygladajacej na salon w jakiejs willi... siedzialam przy stoliczku i pilam drinki pamietam, ze w tym snie strasznie chcialam sie upic ale nie pamietam dlaczego... pamietam, ze akurat siedzialam z kieliszkiem martinii i probowalam palcami wyjac oliwke i przelac martinni (nie wiedziec czemu) do szampanetki (ale takiej dluuugiej i strasznie waskiej) mecze sie z ta oliwka dlubie w tym kieliszku i nic... troche sie juz zaczelam denerwowac,... gdzies na drugim planie dzwiekowym (na pierwszym slychac bylo gwar przyjecia, muzyke i brzdek szkla) slyszalam mimochodem podekscytowane szepty, powoli dochodzil do mnie sens slow: "patrz, patrz - ten czlowiek wyglada zupelnie jak Szekspir..." po jakims czasie w koncu ciekawosc wziela gore i wstalam od stolika(swoja droga byl to stolik taki plastikowy, krzesla takze, taki jakie sa w przydroznych barach, z parasolem - tandeta) i proboje wychylic sie zza tlumu wyjrzec, zobaczec tego czlowieka co wyglada jak Szekspir, ale nie moglam bylam za mala, tlum sie zagescil wszyscy szeptali "on wyglada jak Szekspir" a ja stalam z tylu wkurzona! obudzilam sie zla!
Wednesday February 21st 2001 01:16:20
nazywam się: irha
wiek: 20
namiar mailowy: patrykkubajczyk@poczta.wp.pl
adres wuwu: -----
: Cze¶ć,jestem tu po raz pierwszy.Mam zadziwiaj±ce sny.Wczoraj ¶nił mi się sklep zoologiczny, akwaria z rybami i z piżmakami.Zapytałam się ekspedientki, czy w tym akwarium nie pływa przypadkiem ryba z rodziny jesiotrowatych, a ona na to aby wszyscy klienci się cofnęli bo ona chce zrobić zdjęcie rybkom w akwarium.Sklep był olbrzymi, w jednym z wielkich terrariów był malutki basenik a w nim 4-letni blondynek bawi±cy się z chomikiem - jako żywa dekoracja.W tym sklepie można było jeszcze kupić japońskie ciasteczka z wróżbami i japońskie obrazki.
Monday February 19th 2001 01:23:36
nazywam się: magda buczek
wiek: ?
namiar mailowy: masmag@poczta.wp.pl
adres wuwu: ?
: > mój sen z dzisiaj typowy początek, ide sobe obcym miastem i, żeby schować się przed jakimśtam przechodniem, wchodze do obskurnego sklepu z ciuchami na wagę, gdzie, w korytkach kłębią się ubrania.....zajebiste, glamowe, skórzane fartuszki, kamizelki, spódniczni powucinane w skosy - odkrycie tygodnia, więc podnoszę wzrok i kogo widzę? - kolesia wystylizowanego do granic wszelkigo smaku z wyrazem twarzy Wilema Dafoe,stojącego przy kasie. OK, oprowadza mnie po budynku, okazuje się, że wynajmuje metry od jakiegoś rzemieślnika, co wyrabia ręcznie witrażowe lampki dla dzieci, a że na jego towar nie ma popytu, to liczył, że potencjalni klienci lumpexu to jego przyszli klienci, wiadomo reklama itede. LUMPEX TEŻ JEST WYEŁNIONY NIETYPOWYM DOŚĆ SPRZĘTEM, BO GUMOWYMI GADŻETAMI, rodem z galerii sztuki nowoczesnej czy raczej sexshopu dla niezdecydowanych, żeby obejrzeć wszystkie "atrakcje", nie mówiąc o wypróbowaniu, potrzebowałabym tyle czsu, co na zwiedzenie watykańskiego muzeum, ale oczywiście jest już ZA PÓŹNO na jakąkolwiek ucieczkę, mijają godziny, a ja jestem więźniem psychopatycznego sprzedawcy odzieży z drugiej ręki!!!! - atmosfera jak z piwnicy ZEDA Z pulp fiction, ale udekorowanej na new- agowy bal maturalny.... Na szczęście w porę przypominam sobie, że w kieszeni mam komórę i mogę zatelefonować nie wiem, chociażby do domu, tylko, że zbyt długo zastanawiam się jaki to jest numer, jasne, że koleś widzi, co chcę zrobić, więc mam przejebane, oczywiście wyjaśniam, że chce sobie pograć w węża, bo lubię zabawki elektroniczne i takie tam- co go kręci, więc gram w tego węża, kciuki mnie już bolą, 500 kurwa punktów mam bankowo, gdy nagle komóra zaczyna dzwonić! Nie rozpoznaję numeru, ale chwytam się tej brzytwy i krzyczę do aparatu dane osobowe, żeby przysłali policję, głos mnie uspokaja, że oczywiście, gdy nagle z drugiego pokoju wychodzi rzemieślnik co lampy wyrabia z komórą przy uchu i do swojego koleżki puszcza perskie oko.... Kurwa, kurwa, kurwa, jest mi makabrycznie, wiedzą już, że wypróbuję wszystkie swoje sposoby ucieczki, zbliżają się z cieniutką igłą na insulinówce i wstrzykują mi jakieś badziewie w szyję, ja oczywiście jakieś powidoki, niezbornymi ruchami jednak wywijam się jakoś i niewyobrażlnym wysiłkiem doczołguję się do wyjścia. Słaniając się uciekam na zajebiście słoneczną ulicę, gdzie błagam jakiegoś kolesia o wyglądzie Remka z Agenta o pomoc, on nic nie kuma, a to, że jestem boso interpretuje tak, że ucieka ode mnie - jak od zbiegłego więźnia albo lokalnego pojeba. Za mną w pogoń puszcza się sprzedawca z lumpexu, podczas gdy ja od narratora mojego koszmaru dowiaduję się, że gościowi odjebało, bo dawno temu ktoś uciął mu penisa i on teraz zwabia ofiary do swojego mrocznego gadżetowego imperium by je tam gwałcić gumowymi zabawkami, a tak w ogóle to koleś OD ZAWSZE był dziewczynką, zamordował z resztą w dzieciństwie całą swoją rodzinę, teraz, gdy goni mnie ulicami, z każdym krokiem staje się o kilka lat starszy, co ostatecznie demaskuje go jako kobietę, bo ciuszki glamboya zamieniają się w spódnice i urzędniczą bluzkę, wyrstają mu blond włosy, po czym zaplatają się w koka, w końcu goni mnie pięćdziesięcioletnia kobieta, podobna do jakiejś polskiej aktorki! Mam więc nowy problem, bo nie wiem PRZED KIM mam uciekać, wszystkie baby w tym wieku wyglądają przecież identycznie, i- co się dzieje? dobiegam do transparentu z napisem STO TWARZY KRYSTYNY JANDY!!!!!!!!!
Thursday February 15th 2001 08:21:49
nazywam się: natik*
wiek: 23
namiar mailowy: natik@canada.com
adres wuwu: nadal nie mam...
: dzisiaj milam dziwny sen. jechalam samochodem z moim ojcem - on prowadzil, ja jechalam z tylu. bylam w jakims obcym miejscu - chyba nawet za granica. zwiedzalam. siedzialam na tym tylnim siedzeniu i robilam jedno zdjecie za drugim. nagle widze jakis most a na nim taka zabytkowa ciuchcie ale strasznie kolorowo pomalowana i bardzo chcialam zdrobic jej zdjecie i zamiast poprosic ojca, zeby sie na chwile zatrzymal bym mogla zrobic zdjecie to wychylam sie z tego samochodu, wyginam i nagle patrze - zrobilam zdjecie jakiemus samochodowi, ktory za mna jechal - i juz czuje, ze cos nie tak! zajezdzaja nam droge jak na bondowskich filmach - kaza wysiadac, ojca nagle nie ma - nie wiem - zabrali go czy po prostu sam sie ulotnil a ja krzycze: "tylko nie przeswietlajcie mi filmu!!!!" wiem, ze strasznie mi zalezalo na tym filmie bo mialam tam jakies zdjecia z wakacji i w ogole jakies dziwne rzeczy... wiec mowie do nich, zeby mi zabrali film, sobie wywolali zabrali te "niejasne" zdjecia a potem mi oddali reszte a oni mnie do lasu wioda i jakis facet - myslalam najpierw, ze to rzadowiec - kopie mnie w brzuch (swoja droga nic nie czuje nawet w tym snie...) to bylo tak jakby w teatrze - ze niby mnie kopie a wcale tak nie robi, tak jakby przed kims udawal... - potem bije - ja nadal nic. Potem okazalo sie,ze byl z mafii. mowi: "oddawaj ten film" a ja: "jaki film, przeciez ja tu jestem tylko sluzbowo" wyciagam paszport i mowie : "oto moja pieczatka AB. jestem tu sluzbowo" facet: "wyjazdy sluzbowe zlikwidowano w 95 roku! nie wiesz tego?!" wtedy sie na serio przestraszylam i mowie: "ale ja nad morze..." ...nagle znajduje sie nad takim cukierkowo lazurowym morzem, slonce i te sprawy mocze nogi w wodzie z pomostu...(nie wiem ale wydaje mi sie, ze nad morzem zwykle nie ma pomostow...) i nagle widze, ze to tylko scena, ze odsuwa sie kotara a zza kotary wychodzi czlowiek w palszczu rybaka i mowi "niezmiennie pogoda utrzymywala sie sloneczna". schodzi w dol schodami a wszyscy klaszcza (nie wiem kto bo nie widze ale klaszcza) ja trzymam nagle nogi nie w morzu lecz w pomaranczowej plastikowej misce dzwoni telefon komorkowy i budze sie... ale glupi sen przepraszam natik*
Wednesday February 14th 2001 03:42:56
nazywam się: flEa
wiek: ?
namiar mailowy: ?
adres wuwu: ?
: i ja mialem sen naprawde posluchajcie: snilo mi sie ze szedlem przez Sluzewiec przeyslowy - moje rodzinne strony. to bylo jeszcze zanim wybodowali te wzystkie biznescentry, a moze i nie, w kazdym razie tego gowna tam nie bylo, ybly za to stare fabryki, jak dawniej. no i przelazlem przez teren jakiegos zakladu, bo wiedzialem, ze po drugiej stronie (geograficznie - realnie to tam jest linia kolejowa na Radom, dalej ogrodki dzialkowe i Rakowiec) konczy sie miasto i jest stare grodzisko czy cos takiego. Grodzisko to takie wiecie - dawni slowianie budowali okragle gorki z ziemi. No i przeszedlem przez te fabryke, jedno podworze, drugie, potem jakas dziura w plocie, kundel mnie obszczekal, i wyszedlem z drugiej strony. A tam polna droga, zielone trawy faluja, pachnia laka [czyt. fon. uounka], niebieskie niebo, a z nieba leje sie zar sloneczny. obok drogi staw, w stawie plywaja kaczki i rzesa wodna. Skads sie pojawil jamnik mojej rodziny i brykal sobie po drodze. A ja chcialem sie dostac na druga strone bajorka, bo tam bylo wzgorze, na ktorym stal kiedys Boleslaw Chrobry patrzac na... no wlasnie - tego nie wiem. cos pierdyknelo w mom snie i nie pamietam nic dalej nara' f- plomp!
Tuesday February 13th 2001 10:40:11
nazywam się: bujnos
wiek: 27
namiar mailowy: @orthodox.ocm
adres wuwu: http://books.dreambook.com/bujnos/bujnos@kki..
: uau, sen sprzed momentu- za chwile juz go zapomne :) jakas zaawansowana rosja, pustkowie, polmrok, zero drzew, niebo brunatne, ciagla mzawka, deszcz, w zasadzie deszcz blota, rzadka ruda breja saczy sie z nieba i tworzy wielkie kaluze przez ktore z rzadka przemykaja wszystkoodporne rosyjskie samochody. glownie ciezarowki ale zdarzaja sie jakies osobowe- wszystkie i tak tego samego koloru- brunatnego. nie wiem skad sie ten pyl/piasek bierze w powietrzu, cos mi mowi ze to jakis baaardzo uprzemyslowiony okreg, widac ropa albo cos tu jest, skoro nie zalezy nikomu na drzewach. wszystko ogladam przez szybe samochodu, w pewnym momencie gdzies wysoooko widze jasny trapez, takie okienko przez ktore widac kawalek jasniejszego nieba. jedziemy w jego kierunku, zaczynam dostrzegac szczegoly, ten trapez jest na szczycie lub na zboczu jakiejs gory, podjezdzamy pod nia zadziwiajaco sprawnie i okazuje sie ze ten jasny twor to cos w rodzaju kurtyny wodnej pomiedzy smogiem na dole a czyst(sz)ym niebem na gorze. ogrooomna instalacja-prysznic przez ktora przejezdzaja samochody i bez problemu przelatuja wielkie samoloty i smiglowce. wszystkie wpadaja w gigantyczna brame oblepione blotem a wychodza z niej czyste. w ciagu kazdej sekundy kurtyna przepuszcza monstrualne ilosci wody. zadziwiajaco szybko wjezdzamy na te gore, przebijamy sie na druga strone i widzimy tam jakies miasto, nie jest slonecznie ale jasno, chlodno, glowna ulica chodza ludzie czego nie widywalo sie w ogole "na dole", mijalismy np faceta w czapce na cala glowe, takiej jak maja pod kaskami kierowcy wyscigowi, z otworkami na usta, nos, oczy, tylko ze byla ciemna i "na misiu"- otworki okolone byly na obrzezach futerkiem. fajna rzecz i praktyczna- pomyslalem sobie. w tym miescie bylo lotnisko i mnostwo wielkich budynkow, nie docieral tu juz smog, nie padal blotny deszcz (w ogole nie padalo) i bylo normalnie i jasno.
Tuesday February 13th 2001 09:01:03
nazywam się: siny
wiek: prawie25
namiar mailowy: esbe@wp.pl
adres wuwu: wuwulałbym nie
: wrocław, tu od paru lat mieszkam, pracuje, studiuję, imprezuje, chyba żyję. MAM OBAWY GDY WSIADAM DO AUTOBUSU 142!!! sen: biegłem Obornick± na Bezpieczn± na przystanek 142 w kierunku na uniwerek na Placu Daniłowskiego. chciałem bardzo zd±żyć, a autobus już odjeżdżał, ale kierowca miłosiernie mnie wpu¶cił pierwszymi drzwiami. podziekowałem mu stoj±c przyklejony do jego akwarium. !!!!!!!!NAGLE...!!!!!!!!!!!!!!!!: usłyszałem strzał i ból w plecach . bardzo szybko traciłem siły, osuwałem sie w dół, robiło sie coraz ciemniej. nie widziałem mego kata. było ciemno. bardzo ciemno. pomyslałem sobie: "tak wygl±da ¶mierć? nawet się nie mogłem zastanowić!" a więc już nie żyję. ciemno! w panice i z krzykiem na ustach szukałem nocnej lampki przy łóżku. znalazłem.... wł±czyłem..... .............. ¶wiatło!!!!!!!! ............ A WIĘC KURWA ŻYJĘ!!!!!!! ale od tej pory boję się biec na 142 i wsiadać pierwszymi drzwiami oraz dziękować kierowcy. je¶li już to odwracam się by sprawdzic czy nikt we mnie nie celuje. ufff!!!
Monday February 12th 2001 04:07:07
nazywam się: malutka
wiek: 20
namiar mailowy: natasza3@wp.pl
: ..miałam sen,od paru nocy powtarza sie,:jestem na jakims pustkowiu(chodzi o to ze wiem ze jestem sama,nie ma nikogo lub nikogo po prostu nie znam i nikt sie mna nie interesuje),jestem spokojna ale wiem ze juz nie długo,wiem ze musze szukac schronienia,bo one zaraz sie zjawia...wilki,to ich sie boje(białe,nastawione agresywnie),zawsze nastepuje moment,ze zaczynaja mnie gonic i ja uciekam,raz do koscioła,raz do samochodu,raz dostarego- opuszczonego domu(własciwie to ruina,ale sa jeszcze sprzety-meble,zasłony,drobne porcelanowe figurki,etc.);wilki zapedzaja mnie w jakis róg,musze sie wspinac wysoko pod sufit za kazdym razem zeby mnie nie dosiegły;ostatnim razem gdy uciekałam do samochodu to nie zdazyłam zamknac drzwi-nie zdazyłam bo wczesniej chowałam torebke,na tylne siedzenie-nie zdazyłam izłapal mnie za noge(tak sadze,bo wtedy własnie sie obudziłam w srodku nocy- byłam spanikowana,pzerazona).Przez cały sen niesamowicie sie boje,paralizuje mnie strach,ale kiedy znajduje miejsce gdzie nie moga mnie dosiegnac uspokajam sie.Za kazdym razem jestem sama,tylko raz towarzyszył mi jakis mezczyzna(wtedy gdy znalezlismy schronienie na oknie opuszczonego domu- usiedlismy tam i rozmawialismy).
Thursday February 8th 2001 03:54:14
nazywam się: eda
wiek: 23
namiar mailowy: gianduj8@hotmail.com
adres wuwu: nie
: Mieszkalam w starym domu do ktorego zmuszona bylam sie wyprowadzic z powodu moich rodzicow.Kilka lat wczesniej zmarl w nim moj ojciec... Polozylam sie do lozka..zasnelam.Snilo mi sie,ze do mojego mieszkania weszli jacys"ludzie";wypowiadali dziwne slowa.otworzylam oczy,czulam pot na plecach,nie potrafilam sie ruszyc.Nie wiem jak dlugo pozostawalam w stanie polswiadomym.Nie potrafilam juz tego zniesc,probowalam zmusic sie do ruchu.Wydawalo mi sie ,ze widze tate-zaczelam sie modlic....obudzilam sie.Reszte nocy spedzilam w domu rodzicow.
Saturday February 3rd 2001 06:25:44
nazywam się: natik*
wiek: 23
namiar mailowy: natik@canada.com
adres wuwu: a nie mam!
: sa takie kartki mailowe animowane gdzie taki milojal spada z niba i cos tam mowi w "chmurkach" i te kartki mozna samemu komponwac, no wiecie... mnie sie dzis snilo ze ukladalam wlasnie taka kartke, i na postaci wybralam jakiegos dziwnego mikolaja i kolesia. zaczyna sie akcja: mikolaj spada z nieba i rozbija sie na sniegu, wychodzi dziwny koles z chatki. a ten mikolaj do niego: mr kowalski? koles: yes, it's me. mikolaj: where is your family? koles: inside, in a house. wtedy z domu wychodzi zona i dwojka dzieci. nagle zamieniaja sie w aniolki (wiecie, jak to zawsze w kreskowkach jest, gdy ktos umiera, to mu sie takie skrzydelka pojawiaja i harfa i aureolka i unosza sie do nieba...), i teraz tez sie stalo. niewiadomo skad pojawili sie "pomocnicy mikolaja", ktorzy zaczeli tlumaczyc sie, ze to nie oni, ze to nie ich wina tylko tego "kolesia". mikolaj wrzeszczy na nich "gdzie on jest?!!" (teraz juz po polsku - wczesniej wszyscy gadali "chmurkami" po angielsku...), a oni do niego, ze zszedl tam na dol-i pokazuja mu waska szpare w sniegu idaca wglab ziemi..."poszedl do piekla", ... tu konwenca snu sie zmienia, nagle to ja zagladam w ta szpare i waham sie - zejsc czy nie zejsc??? za mna ktos mowi - "trudno, idziemy!". schodze w dol po schodach - jakis dziwny klub, mrocznie dziwnie, slysze czyis smiech, podchodze do baru, przy ladzie siedzi rubaszny, wasaty czlowiek kolo 50 - wiem, ze to nie ten, na kolanach siedzi mu jakas panna i erotycznie sie o niego ociera mowi: "misu, no misuuu, tylko jeszcze raaz", koles smieje sie rubasznie i pociera swoje wasy... siadam zrezygnowana na barowym stolku, podpieram glowe rekami, wiem, ze tamtego juz nie zlapie, zamawiam u barmana piwo. patrze na tego barmana, patrze i nagle do mnie dociera, ze to Marcin Chlopas z Radiostacji. mysle sobie, co on robi w tym calym piekle. a on mi nieprzyzwoite propozycje sklada, a ja sie rumienie, pokrywam zazenowanie zmiechem i udaje, ze nie wiem o co chodzi. kiedy w koncu robi sie za bardzo natarczywy mowie - ok! ale tutaj, przy tych wszystkich ludziach, na tym stole!!! a on na to zawstydza sie, robi sie niewinny niczym maly chlopczyk, a ja wtedy: co toza pieklo??!! on: rzecz w tym, ze my wlasnie nie jestesmy w piekle... w tym momencie obudzilam sie... wlaczylam radio - a tu Macin Chlopas!!!!... no wiecie co panstwo?!
Friday February 2nd 2001 07:40:06
nazywam się: Morph
wiek: 18
namiar mailowy: Morph@inetia.pl
: Ten sen pojawil sie zaraz po tym jak zaczolem sie interesowac swiadomym snieniem. Byl to bardzo glupi sen poniewarz bardzo zalezal mi na tym aby miec swiadomy sen. sen zaczol sie tym ze szedlem spac, po zasniecu zorientowalem sie ze to swadomy sen (nie do konca o to mi chodzilo nie byl to swadomy sen lecz tylko snilo mi sie ze mam swiadomy sen wiem ze trudno to pojac :) )po paru perypetiach w psychodelicznym swiecie w ktorm nic nie moglem zmienic bo w ogule o tym nie myslalem ze w ogule cos w tym snie moge zmienic (dlatego ten sen nie byl swiadomy) podszedlem do komputera i zobaczylem winampa i zaowarzylem ze cos zlego sie dzieje (zlego raczej w sesie biblijnym nie chodzi o to ze cos sie wieszalo tylko o prawdziwe zlo) przestraszylem sie i zresetowalem komputer po resecie pojawil sie jeszcze bardziej zly obraz jakies czaszki itp. po chwili sen znow powrocil do wczesniejszego psychodelicznego swiata i wtedy wpadlem na gnijalna mysl ;) Gdy otworze szeroko oczy we snie to powinienem takze otworzyc oczy na jawie co tez zrobilem i obudzilem sie Jak ktos ma ochote to zapraszam do korespondencji email jest gdzies wyzej.
Wednesday January 24th 2001 02:40:00
nazywam się: enenel
wiek: nie
namiar mailowy: nie
adres wuwu: nie
: i jesscze klasyk, nei puszcza mnie od 5 lat cyganska wioska, chodze, ale wiem, ze jest wojna atomowa. wiem to. nagle, jestem w aluminiowej puszce, nakrywam sie gazeta, ale wiem ze aluminiowe puszki sa po to zebym w nich umarl. na scianie puszki jest wielki wyswiatlacz LCD, czerwony, na ktorym widze, za ile do jdzie do mnei fala uderzeniowa z wielkiego GRZYBA ktory rosnie na hgoryzoncie. siedze i placze.. nakrywam sie gazeta, na horyzoncie jst tsunami ognia. pies sika na gazety potem eksploduje , lodowka w ktorej siedze zaczyna sie zarzyc, ja placze, umieram
Wednesday January 24th 2001 04:09:43
nazywam się: enenek, jak zwykle
wiek: 24
namiar mailowy: ear@nnk.kurwoniespamuj.art.pl
adres wuwu: http://www.nnk.art.pl/
: snil mi sie czlowiek ktory miel trzecie oko. na srodku nosa ktorego nie mial tylko zamist niego jakis wrzod. a oko dopiero sie wyrzynalo.
Wednesday January 24th 2001 03:53:56
nazywam się: Pavel
wiek: 17
namiar mailowy: kruppa@go2.pl
adres wuwu: brak
: mam taki sen: Jestem facetem, chodziłem do żłobka, do przedszkola, do podstawówki, teraz chodzę do średniej. Jem śniadania, jem obiady, jem kolacje. Sypiam i budzę się. Stoję, siedzę, leżę. Nie mogę się obudzić!
Saturday January 20th 2001 03:29:13
nazywam się: wojciak
wiek: 16
namiar mailowy: wojciak@poczta.fm
adres wuwu: http://www.wojciak.prv.pl/
: zaczne tak: w pewnym momencie zyskalem swiadomosc i poczulem ze przepadam jakby w przepasc, czulem powiew powietrz, spadalem z duza predkoscia nagle w uszach pojawil sie ten przerazliwy dzwiek jakby spadanie bomby, taki swist, byl coraz glosniejszy w uszach poczulem straszny bol, cos jakby wiercenie wiertlem dentystycznym, pamietam ze balem sie czy nie strace sluchu ( rano sprawdzalem stan mojego sluchu ;) wytrzymalem jednak i wkrotce pojawil sie wysoce swiadomy sen ...
Friday January 19th 2001 01:05:11
nazywam się: tak poprostu pawel
wiek: 17
namiar mailowy: psychiczny@poland.com
: tak.. zgodnie z szablonem - mialem sen/ snilo misie jak kto woli... to bylo straszne a moze nie.. niewiem.. straszne pani profesor od histori , byla luzna lekcja baba opowiadala nam o roznych trendach filozoficznych.. takowiec.. snilo mi sie .. ze sie obudzilem (smieszne) w zakladzie dla szalencow.. i nagle , nagle uzmyslowilem sobie ze CALE moje zycie , moje milosci nienawisci imie, znajomi rodzina ideologie i wartosci to tylko sen, _narkotyczne wizje_ ... straszne.. zawsze nazekalem na moje zycie ze jest plytkie i bez sensu (ale nowosc powiedzialem) a tu sie okazalo ze zaczelem teskinc, plakac mi sie kcialo , ze to tylko wizka narkotyczna.. a najgorsze bylo to .. ze takich wizji byly dziesiatki, dziesiatki zywotow.. ktos zrobil sobie jaja z reinkarnacji.. a ja zakazdym razem BUDZILEM SIE ..w zalu i zgryzocie.. zeby znowu przezyc kolejne zycie.. posrana sprawa.. i to wrazenie niemocy ,nic niemoglem zoric straszne straszne straszne ... zycze wam .. czego??? zebyscie zyli jednak w prawdziwym zyciu.. albo.. ZEBYSCIE SIE NIGDY NIE PRZEBUDZILI...
Monday January 1st 2001 03:54:30
nazywam się: Jolka
wiek: 24
namiar mailowy: jolau@wp.pl
adres wuwu: brak
: Miałam sen o polu pełnym kapusty. To koszmar z dzieciństwa, a nie następna legenda o przychodzeniu na świat. Zamiast szczęścia raczej pot i niemiłosierne słońce, poranione ręce i jakieś dziwne ptaki na niebie. Coś na kształt niewolnictwa i wolności, a wszystko w znajomym miejscu i w odnajdywalnym czasie. Brr, żeby tylko nie mieć znowu 12lat, to nie był dobry czas.
Monday December 11th 2000 05:48:37
nazywam się: curious
wiek: 19
namiar mailowy: curious@hyperreal.pl
adres wuwu: http://www.hyperreal.pl/curious
: snilo mi sie kiedys, ze we snie wrzucilem sobie kwasa. i tak chodze, i nie wiem o co chodzi, spaceruje miedzy znajomymi , a tu nagle jakas kobieta pyta sie mnie dlaczego zmieniam sie w lwa, dlaczego ukrywam to, skoro to widac na pierwszy rzut oka. spojrzalem w lustro i zobaczylem jak zaczyna rosnac mi grzywa.
Thursday December 7th 2000 08:52:50
nazywam się: Wanda Kowalska
wiek: 55
namiar mailowy: nie mam
adres wuwu: VooVoo?
: dziendobry moi mili. jestem rencistka pierwszej grupy - cierpie na narkolepsje, w zwiazku z tym zdarza mi sie zasnac w autobusie w drodze np. do kosciola, czy na cmentarz, bo jestem wierzaca. gdy tak zasypiam - mam sny. ostatnio przysnilo mi sie naprawde cos dziwnego: jestem w kosciele, msze odprawia ksiadz stanislaw, obok mnie moj maz - karol i kuzynka terenia. po podniesieniu poczulam, ze sie unosze do gory i lece i nurkuje prosto w kielich trzymany przez ksiedza stanislawa. przestraszylam sie bardzo bo nigdy nie pilam alkoholu... dlugo opadalam na dno po drodze spotykajac wszystkich dotychczasowych papiezy. jeden z nich powiedzial do mnie: lepiej sie uczesz, na dole jest bal! poprawilam wiec fryzure, na ile pozwalala otaczajaca mnie ciecz. faktycznie - gdy opadlam na dno ujrzalam ozdobne wrota przypominajace oltarz w kosciele mariackim w krakowie, ktury widzialam z wycieczka pracownicza zakladow produkcji lozysk tocznych w krasniku, gdzie pracowalam na tasmie, mniejsza o to kiedy. nad wrotami zawieszono ogromny transparent z napisem: wodewil narciarzy na dnie jeziora. pomyslalam - alez to niemozliwe! wiedziona ciekawoscia weszlam jednak do srodka i oczom moim ukazala sie wielka podwodna jaskinia: z lewej strony bylo stanowisko orkiestry radosnie popryskujacych wielorybow pod batuta s.p. jerzego waldorffa, zas zprawej, na krysztalowej scenie wystepowal pan jerzy polomski. bardzo sie ucieszylam bo lubie tego artyste. radosc moja nie trwala dlugo, bowiem po chwili dolaczyl do pana jurka, nikt inny jak... ksiadz stanislaw! W DODATKU NAGO, Z ROGAMI I OGONEM!!!tego bylo za wiele! obudzilam sie i pobieglam do konfesjonalu. co za dziwny sen... nie wiem do dzis co o nim myslec. jestem zaniepokojona. ksiadz stanislaw zaproponowal mi egzorcyzmy, ale pani doktor borzecka, mowi ze mam uczulenie. jestem w kropce: komu zaufac, co robic? pomozcie. modlcie sie za mnie dzieci kochane i uwazajcie, bo diabel przychodzi pod roznymi postaciami: a to pod postacia pijaka, a to pod postacia choroby, czy zlej pogody... pozdrawiam was serdecznie. szczesc boze. wasza - wanda p.s. bardzo podobaja mi sie wasze strony www. lubie sluchac agd (fajna nazwa) przy pracach domowych. pa
Tuesday November 21st 2000 10:03:34
nazywam się: piecia
wiek: 22
: Opowiem jak umierałem we ¶nie.... Akcja snu dzieje się w jakim¶ mie¶cie i na pewno w przyszło¶ci. Ale miasto nie jest jakie¶ ultranowoczesne albo co¶ w tym stylu. Całkiem takie same jak dzisiejsze. Stałem na przystanku autobusowym na jakim¶ pustkowi. Razem ze mn± była jaka¶ grupka ludzi w tym moi kumple. Nagle podeszli do nas jacy¶ mężczyĽni z broni± automatyczn± i zagadali, że dla bajeru mogliby¶my poudawać ich zakładników, a oni by chcieli to wykorzystać do wymuszenia jakiego¶ okupu.. Wszyscy się jako¶ zgodzili. Więc ustawili nas w dwuszeregu. Ja szedłem na końcu. Wszyscy mieli ręce na karku. No i szli¶my chodnikiem a ja wpadłem na pomysł że to nie jest na niby tylko na prawdę wzieli nas na zakładników. W pewnym momencie zobaczyłem blok w którym mieszka mój znajomy i bez zastanowienia zerwałem się do biegu w tym kierunku... Od razu za mn± pobiegł jeden z kolesi z broni±.Strzelał ale jakim¶ fuksem kule ¶migały obok. Dobiegłem do klatki schodowej i zaczęłem dzwonić domofonem do kumpla, do wszystkich żeby kto¶ otworzył. Kule rozbijały się o ¶cianę wokół mnie. Nikt mi nie otwierał a ja nagle się zorientowałem że drzywi s± niedomknięte. Wpadłem na klatkę i domknęłem drzwi co w jaki¶ sposób uniemożliwiło wej¶cie kolesiowi do bloku. Wbiegłem do kolegi do kuchni w jego mieszkaniu i pokazywałem mu przez okno że mnie kto¶ goni. W tym momencie seria z karabinu rozbiła szybę i zraniła kumpla. Ja rzuciłem się na podłogę przy ¶cianie pod oknem. Nagle bandzior wpadł do kuchni przez okno. Ja w panice zaczęłem uciekać na przedpokój kiedy oberwałem w ramię. Impet pocisku rzucił mnie na podłogę obracaj±c tak że upadłem na plecy. Miałem rozerwane ramię z którego jak diabli lała się krew. Kole¶ z karabine spokojnie podszedł do mnie... Czas jakby zwolnił... wycelował i władował mi prosto w twarz.. W zasadzie nie pamietam strzału... Nagle zrobiło się czerwono. Potem coraz ja¶niej i ja¶niej... O¶lepiaj±co... Obudziłem się... Letnie, poranne słońce ¶wieciło mi prosto w oczy... O¶lepiony nic nie widziałem... Serca waliło mi jak szalone... Pierwsza my¶l po przebudzeniu: Czy ja jeszcze żyje???
Wednesday November 8th 2000 08:04:36
nazywam się: enenek
wiek: 23
namiar mailowy: ear@nnk.art.pl
adres wuwu: http://www.nnk.art.pl/
: Sniło mi się, że zdradziła mnie jaka¶ dziewczyna, ale to nieważne, wazny jest ten moment : akcja : ja dowiedzialem sie i zadam wyjasnien odpowiedz : bo bylo tak zimno i kot byl taki wibrujacy i wtedy spojrzalam i zapytalam czy moge ogrzac sie miedzy jego udami. ladny tekst
Monday October 9th 2000 04:24:54
nazywam się: Lernakow, Nikołaj Pawłowicz
wiek: 27?
namiar mailowy: lernakow@pro.onet.pl
: Mialem sen: W restauracji zamawiam kanapke z łososiem. Restauracja jest elegancka, ale wszędzie stoj± stare komputery, przez które go¶cie kontaktuj± się z obsług±. Kanapkę zamawiam na wynos, kosztuje mnie to trochę ponad 20 złotych. Daj± do niej herbatę w szklance, ale że chciałem na wynos to herbaty nie biorę. Wychodzę i widzę, że jestem na placu Zamkowym na warszawskiej Starówce. Wchodzę do s±siedniego sklepu, co się stało z kanapk± nie wiem. Jest to sklep ze smokami. Taki nieduży, powierzchnia kilka metrów, zastawiony, domy¶lnie z dużym, również zastawionymk zapleczem. Ogl±dam towar - s± to różnej wielko¶ci i różnego rodzaju rzeĽby i obrazy smoków, głównie chińskich. S± też preparaty w słojach, smoki wypchane itp. Ustawiam się w kolejce, nie wiem po co, bo nie widzę niczego, co bym chciał kupić. Do sklepu wchodzi dwoje młodych ludzi, oboje całkiem na czarno, dziewczyna typ patykowatej metalówy, ma jakie¶ ultra nowoczesne buty. Jest strasznie nieskoordynowana, jakby nieprztomna, naprana, czy co¶. Generalnie j± widzę dobrze, a jego tylko k±tem oka. Ona jest tu chyba pierwszy raz, a on jej tłumaczy, że te rzeĽby s± nieciekawe, ale jest tu jeden prawdziwy smok. Zdaje się, że chodziło o jeden z preparatów w słojach. Wreszcie dziewczyna przestaje chodzić po sklepie i staje przy chłopaku. Dalej obserwuję ich k±tem oka i widzę, że chłopak na moment odchyla połę kurtki, czy może klapę torby-konsolówki i przeładowuje pistolet. Duży, czarny, nowoczesny. Zamek przesun±ł się zdumiewaj±co łatwo, więc pomy¶lałem, że to jaka¶ podróba dla dzieci, ale im dłużej stoję, tym bardziej zaczynam podejrzewać, że on po prostu jest silny i ma duże obycie z broni±. Wreszcie stało się - chłopak wyjmuje giwerę, żeby o¶wiadczyć, że to napad, ale w zdenerwowaniu przy wyszarpnięciu poci±ga za spust i kula trafia mnie w prawe biodro. Powinno strzaskać mi miednicę, przewrócić i pozbawić przytomno¶ci z bólu, ale jest tylko mała dziurka i nawet krew za mocno nie leci. Chłopak mówi czego chce (nie pamiętam), dziewczyna mówi, że oboje polali się benzyn± i je¶li nie spełni się ich oczekiwań to się podpal± (po co - skoro maj± zakładników i wła¶ciciela sklepu, do którego skierowane s± ż±dania pod luf±). Ja mówię, że jestem ranny i żeby wezwali karetkę. Po zaledwie kilkunastu sekundach wpada facet w cywilu, podaje się za sanitariusza i wyci±ga mnie ze sklepu (na czas wyci±gania kładę się na podłodze). Na zewn±trz okazuje się, że sklep jest w bramie (jak wchodziłem był prosto z placu) i stoj± tam dwa citroeny: takie starsze i mniejsze berlingo (nie wiem jak się nazywa, chyba c35) i taki większy, furgonetka. Kładę się w tym mniejszym z tyłu, a sanitariusz mówi, że mogę już jechać (kierowcy nie ma), a ona sam wraca do sklepu. Znika w bramie, ja próbuję zmie¶cić się w wozie (trochę wystaję) gdy nagle z bramy dochodzi wybuch i mnóstwo ognia. Czę¶ciowo zasłania mnie furgonetka, czę¶ciowo płomienie po prostu nie dochodz± aż do mnie. Jadę miejscu po prawej, a samochód jest już osobowy i koło mnie jest jaka¶ kobieta, na oko koło czterdziestki i robi mi jakie¶ wyrzuty. Jadę po pr±d jednokierunkow± dróżk± przez pola, okazuje się, że kierownica jest po prawej (czyli u mnie). Zawracam, żeby pojechać z pr±dem, ona mówi, żebym zrobił wreszcie prawo jazdy, a ja odpowiadam, że przecież mam raka, więc po co? Budzę się. Lernakow.
Saturday October 7th 2000 06:09:23
nazywam się: Dariusz Grożyński
wiek: 34
namiar mailowy: ug_lisewo@pro.onet.pl
: Siedziałem w jakiejś poczekalni, za oknem leżeli zabici ludzie, po pustym pomieszczeniu chodził Jezus, opowiadał mi swoje przygody...
Thursday September 28th 2000 04:05:07
nazywam się: natik*
wiek: 22
namiar mailowy: natalia.zurowska@healey-baker.com.pl
adres wuwu: braki
: to byl sen o koncu swiata, zaczynajacym sie w snie o przedswicie. zupelnie niewinnie, z poczatku, szlam pusta ulica, szara, nieoswietlona, samotnie. moje stopy zaczal pochlaniac przeciekajacy przez szpary w chodniku ogien, straszliwy, rosnacy, trawiacy wszystko na swej drodze. i wtedy znalazlam sie pod woda - za glegoka zeby wyplynac, za glegoka zeby utonac, zielonkawo-sina, bezkresna. i chwila... i wielka pustka, cichosc, niezwykle namacalny uplywajacy czas, wdzierajacy sie w mysli swym dzwiekiem przemijania a jednoczesnie niezwyklej niezmiennosci. czas uplywal, jednoczesnie sie nie zmieniajac, nie ruszajac. byl dotyklany, otaczal mnie scislym kregiem, czulam kazda minute, kazda sekunde, i nie wiedzialam jednoczesnie jak dlugo juz tu jestem. ciemnosc. cichosc. moj krzyk w nieskonczonosc. przerazenie pustka i bezczasem. przerazenie niebytem. nie bylo zupelnie nic.
Tuesday September 26th 2000 07:29:50
nazywam się: wiola
wiek: 23
: wczesnowiosenny wieczor,jestem z kolega i jakas nieznajoma para.uciekamy rowerami przed ogromna ciezarowa-smieciarka? w kabinie siedza jacys dwaj kolesie o zlowieszczym wygladzie.jedziemy przez blotniste polne drogi,lasy,tamci cosik szemza, ze nie tedy.docieramy jednak do miasta, robi sie troche bepieczniej.kupujemy zeton B,zostawiamy pare na lawcei dzwonimy ze starego,zdezylowanego aparatu,bez skutku. wracamy, a na laweczce obok pary dwa typy z ciezarowki. wyglada na to, ze sie znaja.usmiechaja sie glupawo i pytaja jak sie pisze policjant.odpowiadam i robi sie dziwnie nieprzyjemnie,takie przeczucie zlego.jeden z typkow wyjmuje mlotek i nie uderzajac przymierza go do glowy mojego kumpla. raz i drugi.nie wytrzymuje, zabiram mu mlotek i wale go po glowie.koles nie protestuje,wciaz lezy z otwartymi oczami.uciekamy,zostaje panna z telefonem.koles pyta:'masz telefon?'ona:'tak'on:'cudownie,bedziemy rozmawiac godzinami'ona:'ale ja mam limit'.zaczynaja sie calowac.ostatni 'kadr'snu to oczy, takie naprawde straszne spojzenie.
Wednesday September 20th 2000 12:05:49
nazywam się: lakonia cyrulik
wiek: 24
namiar mailowy: lakonia@kki.net.pl
adres wuwu: co to jest?
: moja matka była opętana przez duchy. Sama się dała im opetać, bo nie chciała pewnych rzeczy widzieć tzn. wolała sie oszukiwać niż czuc ból, samotność. Ja ją egzorcyzmowałam krzyżem. Wśród płaczu i jej histerii mówiłam jej, że jestem silniejsza od duchów i dlatego musi mi uwierzyć. Wtedy ona powiedziała mi, że jeśl;i jestem silniejsza, to niech ję podniosę i utrzymam na ekach przynajmniej 3 minuty ( dużo waży). nie mogłam tego uczynić. Wywróciłam ją na ziemię i kazałam patrzeć na krzyż. Udało mi się ją uwolnić. drugi sen Byłam w parku - na jego środku, po przejściu kilku schodków dochodziło sie do świątyni. Poszłam do niej. Potem już gdzie indziej rozmawiałam z jakimis ludźmi, powiedziałam im o świątyni, a on mi na to, że tam nie można chodzić, bo ona zabija. nie uwierzyłam, bo przecież tam byłam i przeżyłam. Poszłam więc tam jeszcze raz i wtedy świątynia mnie zabiła zanim jeszcze doszłam do niej, na schodkach.
Tuesday September 19th 2000 11:19:52
nazywam się: flEa
wiek: 26
namiar mailowy: flea@venus.pk.edu.pl
: SEN z nocy 18/19 IX 2000 Byłem w lesie, a las był sosnowy. Tak mi się przynajmniej wydaje teraz, kiedy staram się sobie to wszystko przypomnieć. Sosny były stare i grube i pięły się wysoko, wiem, chociaż nie patrzyłem w górę. Na ziemi leżał śnieg, mimo, że to nie była zima ani nie było wcale zimno. Za to było ciemno, albo przynajmniej półmrok. Byłem sam. Na ziemi, tam gdzie stałem był strumyk. Podkreślam - był, bo nie płynął i nie widać było wody, a jedynie ślad na ziemi, właściwie śniegu, taki jaki zostaje właśnie po strumieniu przysypanym grubą warstwą śniegu. Strumień nazywał się strumieniem Adolfa Hitlera, a ja (będąc zagorzałym antynazistą) wziąłem młotek, taki zwyczajny młotek i zacząłem ten strumień rozbijać. Tak jak rozbija się młotkiem gładką powierzchnię śniegu. Tłukłem systematycznie w tą ciemniejszą smugę zostawiając taką śniegową ("śniegową") rozbabraną kaszę, a młotek był trochę obluzowany, to znaczy końcówka, czyli "młotek właściwy", chwiała się na trzonku przy uderzeniach. Rozbiłem w ten sposób może coś koło metra strumienia. Potem, chociaż nie wiem czy od razu potem, zobaczyłem, że z prawej strony odchodzi od niego prawie prostopadle drugi, większy strumień. Wyglądało to jakby strumień znalazł sposób na ominięcie mnie i mojego młotka. Poczułem się oszukany i dałem spokój tłuczeniu młotkiem. Teraz, gdy myślę o tym rano, wydaje mi się, choć nie wiem tego na pewno, że ten drugi, większy strumień mógł być strumieniem Ewy Braun. Ale jak wspomniałem, niekoniecznie. ... w tym miejscu mam przerwę, nie mogę na sto procent powiedzieć czy jakieś wydarzenia nie miały jednak miejsca pomiędzy poprzednim a następnym akapitem ... Z lewej strony strumienia teren lekko się wznosił, a las gęstniał. Jeszcze dalej robił się podmokły i sosny ustępowały jakimś drzewom liściastym, które już w ogóle nie przepuszczały z góry światła. Przez ten gęsty las prowadziła droga prostopadła do strumienia, a może to była grobla. Daleko na drodze zobaczyłem jakieś postacie i uświadomiłem sobie, że nie mam karabinu. Takiego zwykłego, z komorą na kilka pocisków, przeładowywanego ręcznie po każdym strzale, wzór z czasów mniej więcej II wojny. Postacie zjawiły się koło mnie i wtedy zobaczyłem że to dwie dziewczyny, na oko liceum albo pierwszy rok studiów. Jedna poszła w stronę strumienia Adolfa, druga czegoś szukała. Potem okazało się, że tam gdzie teren się wznosił stała mała chatka, właściwie barak otoczony siatką z drutu (chyba). Furtka była od strony strumienia i jedna z dziewczyn weszła do środka. Pamiętam jeszcze, że druga, ta co poszła do strumienia pokazywała z daleka tabliczkę, przyczepioną do grubego pnia sosny na wysokości jakichś kilku metrów. Na tabliczce (tablicy?) było napisane coś istotnego, jakieś zawiadomienie - jak to na takiej tablicy. Nie pamiętam co, chociaż wtedy gdy tam byłem wiedziałem. Nie wiem czy w tym momencie się obudziłem, ale tu właśnie sen się urywa... Już rano, w łazience, przypomniałem sobie, że w tym dzisiejszym śnie posługiwałem się (trochę później niż miały miejsce opisywane powyżej zdarzenia, o ile się nie mylę) biletem autobusowym wielokrotnego przejazdu, który kupiłem i skasowałem w Łodzi we śnie wczorajszej nocy.
Tuesday September 19th 2000 01:15:30
nazywam się: niukifor
wiek: 22
namiar mailowy: niukifor@interia.pl
adres wuwu: -
: Kiedy¶ chciałem zdawać na archietkturę, było to nieco stresuj±ce zajęcie, tak się martwić i martwić. Nie odpoczywałem nawet w nocy...jeden sen uwolnił mnie wtedy od wszystkiego - Trwa egzamin wstępny. W ogromnym przeszklonym refektarzu siedzi szanowna komisja przy dlugiej szklanej ławie-stole, nie pamietam. Witraz barwi swiatło i kolorowe plamy przez szkło stołu padaj± na granatow± wykładzinę . Wyzolona kobieta z komisji(zawsze sie takich bałem)pyta - "No i co pan ma dla nas?" Wyci±gam z teczki te kilka skromnych wypracowanych wcze¶niej rysunków. Femme podnosi je ku swiatłu, okulary lekko ssuwaj± jej się na nos - ta zamierzona ale juz rutynowa prowokacyjnosć. Ona atrzy, patrzy - czuję sie jak Józef K., nie wiem co będzie, o co chodzi, szanowne brody kolegów profesorki wachaj± się za wachaniami profesorskich krzeseł. Nagle kobieta rzuca o stół rysunkami, podnosi sie i wygłasza zdania CO TO JEST, CO PAN PZRYNIÓSŁ, KONIK POLNY MA SZE¦Ć NÓg WIĘC NIECH SKACZE PO SZKLE, wtedy nagle wszyscy zaczynamy słyszeć znan± z Pankracka piosenkę "łapy, łapy, cztery łapy, a na łapach pies kudłaty, kto dogoni psa, kto dogoni psa, może ty?, moze ty?, może jednak ja?" do tej pory nie przy¶niło mi się nic bardziej zaskakuj±cego, o architekturze zapmniałem
Tuesday September 5th 2000 01:26:17
nazywam się: ear enenek
wiek: 24?
namiar mailowy: ear@nnk.art.pl
adres wuwu: http://www.nnk.art.pl%20%20:)/
: a ja mialem taki jestem zankniety w jakims miescie pod jakas kopula, jak w ogromnym kosciele wszystko jest pomaranczowe pracuje w szpitalu jako strazak i moim zadaniem jest wlanie wody z cysterny do jakiejs dziury kolo ktorej jest prstryczekj elektryczek wsadzam tam rure zrobilem pstyryk i wcignelo mi cala rurre przerazilem sie zaczalem wsadzac tam lape i wyciagac to ale wyciagnelem 2 (dwa) przedluzacze siedzialem obok przyszla kasi apiwko ( wysiadla z samochodu marki syrena), przyszla z jamnikiem i powiedizal tak: "kochanie musimy sie rozstac bo Pikus jest glodny" super co (tez ukradziony sen-b.)
Monday September 4th 2000 02:58:20
nazywam się: natalia
wiek: 24
: (tzn ja-bujnos ukradlem natalii sen z nnkgrupy i wklejam tutaj) > A ostatnio sen mialam taki: > bylam na jakims przyjeciu, na jakiejs imprezie u mojej kolezanki > ktos pukal do drzwi - poszlam otworzyc > na korytarzu klatki stalo kilkanascie osob - wygladajacych troche jak > kontrkultura lat 80 (ale ta taka gorsza), > weszli na impreze i zaczely sie niemile klimaty. > postanowilam z tamtad wyjsc i idac przez przedpokoj zobaczylam > mlodego chlopaka, ktory wlasnie wciagal bialy proszeczek. > wyszedl za mna na klatke. > zeszlam w dol schodami i wychodze na zewnatrz > i patrze, ze stoje na chmurach i ze jestem w niebie > i strasznie chcialam wrocic na ziemie bo zrobilo mi sie zimno. > patrze - pod moimi stopami - otwor, przez ktory mozna przecisnac sie na > ziemie > patrze - idzie za mna ten czlowiek, szybko przeciskam sie przez otwor > i spadam powoli na ziemie > i patrze on leci za mna i nagle widze, ze go znam - ze nie jest wrogiem > spadamy w dol razem, mowie do niego ze musimy stac sie hiperplascy, zeby nie > rozbic sie na ziemi. musimy wypuscic z siebie cale powietrze > i stalismy sie plascy jak kartki papieru i tylko glowy mielismy normalne, > okragle > spadlismy na ziemie i on zamienil sie w krolika i w polmroku gdzies znikna > a ja sie znalazlam na polu namiotowym, po srodku nocy i nagle patrze > przed soba widze siebie jak ide z przodu, juz w sloncu a nie mroku > i ide wiec za soba, potykam sie o linki namiotowe, denerwuje sie, ze ta ja > przed soba > ide juz w swietle a ja tutaj nic nie widze, nie moge zrobic kroku... > i doganiam sie i chwytam sie za ramie i... > ...i budze sie. > > sorry za dluzyzny. nie musieliscie tego czytac, w sumie... > natik*
Monday September 4th 2000 02:56:19
nazywam się: hydrogen
namiar mailowy: hydrogen@yage.net
adres wuwu: http://hyperreal.pl/hydrogen/
: Witam Dzisiaj przysnila mi sie dziwna rzecz, moze niezbyt ciekawa od strny ciekawych snow, ale szczegolnie ciekawa od strony szamanizmu. Otoz kiedys prawdopodobnie udalo mi sie namowic wrony zeby byly moimi sprzymierzencami w szamanskich wedrowkach (oczywiscie nie potrafie do dzisiaj wchodzic w szamanskie stany swiadomosci bez pomocy halucynogenow ;) ). Wtedy bylo tak, ze glosne krakanie wrony trzy razy przebudzilo mnie w nocy. Na drugi dzien owa sytuacja sie powtorzyla! Przed tym dziwnym wydarzeniem wypowiedzialem _raz_ na dworze ze poszukuje swojego sprzymierzenca, czy cos takiego (nie pamietam). Minelo sporo czasu od tamtych wydarzen, nic szczegolnego sie nie dzialo az tu nagle dzisiaj w nocy! Snilo mi sie ze bylem na grzybach, bylo bardzo duzo 'kozakow' i kilka 'prawdziwkow', zbieralem wszystkie. Wiem ze moglem nazbierac duzo wiecej, ale gdzies sie spieszylem, chyba dlatego ze juz sie robilo ciemno i balem sie ze nie wyjde z lasu. Pamietam ze po niebie lataly dziwne wrony(?) - piekne kolory (rozowe bodajze) i bardzo duze ptaki. Gdy chodzily po ziemi - przypominaly wrony z tym ze byly wlasnie rozowe. Pozniej cos sie stalo ze znalazlem sie ze znajomym i znajomym znajomego na sciezce, gdzie obok przechodzila wlasnie taka wrona, odrozniala sie tym od innych ze byla duzo wieksza i byla zamknieta w metalowych ramach (takie akwarium bez szyb, a w srodku ten ptak). Myslalem nad tym zeby ja zabic i zeby pozniej wlozyc jej skore na siebie (tak jak to robia szamani zeby 'wczuc' sie w sprzymierzenca), ale balem sie zabic zwierze. Nagle znajomy znajomego chwycil zwierze i zaczal je dusic, ja natomiast skoczylem na niego i zaczalem go gryzc w szyje(!). Po jakims czasie puscil on zwierze, ktore bylo juz kolorowe jak papuga (piekne kolory!), bylo ranne. Wymyslilem, ze zamiast je zabijac, odczepie je z tej metalowej ramy, nie pamietam czy to zrobilem (chyba tak)... Nastepnie sie przebudzilem i... za oknem krakala wrona(!) Nie wiem czy dobrze postapilem nei zabijajac wrony (IMO dobrze), moze byl to test na to czy zalezy mi na tym sprzymierzencu? Nie wiem... Wiem natomiast ze byl to bardzo dziwny sen... Nie czesto snia mi sie takei rzeczy...
Sunday September 3rd 2000 06:18:44
nazywam się: cyberkot
wiek: 18
namiar mailowy: asia@cyberkot.cjb.net
adres wuwu: cyberkot.cjb.net
: mialam ostatnio taki sen: bylam na wielkiej imprezie na wyspie calej z lodu, gdzies pod biegunem. zabawa przednia - lyzwy, itd. nagle wyspa zaczela sie rozpadac na kry, ludzie spadali do wody i byli miazdzeni przez lod albo zamarzali. straszna masakra. ja stalam na krze, ktora powoli dzielila sie na mniejsze i mniejsze, wreszcie spadlam do wody. widzialam, jak podplywa wielki kawal lodu, juz juz mial mnie przygniesc, gdy przypomnialam sobie, ze mam pigulke w kieszeni, ktora zapewni mi bezbolesna smierc. szybko polknelam ja i powoli tracilam przytomnosc. kiedy poczulam, ze to juz KONIEC, obudzilam sie przerazona. nikomu nie zycze takich przyjemnych koszmarow...
Wednesday August 30th 2000 07:16:11
nazywam się: rapatang
wiek: 29
namiar mailowy: rapatang_sundance@go2.pl
: otwieram oczy, stoje wsrod dojrzewajacej kukurydzy, kolby napeczniale. Gdzies przede mna wznosi sie krzyz, rosnie wysoko az do nieba. nagle wszystko ogarniaja plomienie. Plonie krzyz. czernieje od dolu. sklada ramiona i odlatuje w strone slonca. co prawda to nie byl sen sensu stricto, lecz wizja ktora mnie naszla gdy na blokowej klatce podpalalem papierosa a nagle zgaslo swiatlo
Monday August 28th 2000 04:52:05
nazywam się: belle.de.jour
wiek: 23?
namiar mailowy:
adres wuwu: http://www.belle.art.pl/
: zaaajebiscie! mi sie dzisiaj snilo. bardzo wyraznie. najpierw niby pojechalismy do jakiegos wrocka czy gdzies na koncert kur. taaa, cena 45 zeta (niezawodnie to wszystko to reminiscencje ostatbich dni, hehe), teren gdzie mialo dziac to byl jakis taki betonowy futurystyczny twor - gdzies tam w domysle katowicki spodek. ale bardziej kosmiczny i na jakims bagnistym terenie, no, powiedzmy - blotnistym. ale to nie on. potem okazalo sie, ze to koncert tych wszystkich amerykanskich zespolow, co ja lubie: belle and sebastian, luna, itp. dostalem cynk jak wejsc za free i caaaala banda sie wladowala. nie tylko 'naszych' ale mnostwo jakis badziewiakow tez. no trudno. potem z tego w mgnieniu oka to zmienilo sie to w sale kinowa. tyle ze rzedy siedzen byly tak gesto, ze same siedzonka byly w pionie, ale mozna sie bylo przeciskac. a, no i z calej brygady w kinie byly juz z nas tylko 3 osoby. natalka, bujnos i ja. a film to w domysle byl matrix, ale to nie on, mowie wam. a bujnos mnie ciagle wyciagal na jakies peregrynacje po korytarzach tego kina. a tam jak u kafki, jakies zakurzone korytarze, jacys dziwni ludzie, mnostwo jakis katalogow z szufladkami. co jakis czas bujnos spotykal jakiego znajomka typu risenkampf, czy jakis innych partyzantow. potem chcialem wrocic na sale, ale z tego lazenia po korytarzach nagle znalezlismy sie gdzies na zewnatrz (wedrowka do jakiegos sklepu?) az zaczelo nagle padac, ale tak rzesiscie. rozstajne drogi - na centralny, czy do kina? do kina - mowie i gonimy. to znaczy ja gonie, bo bujnos sie wysforowal. i jak juz myslalem, ze zaraz bedziemy w kinie, ktos zastepuje nam droge, zatrzymujemy sie, mamy zaczac rozmowe. no i wtedy obudzila mnie madre, bo zadzwonil ostry. chm. oczywiscie cala sensualnosc nie zostala przekazana w tym opisie. ale fajnie bylo. kurcze. more!
Tuesday August 8th 2000 09:53:43
nazywam się: bujnos
wiek: 26
namiar mailowy: bujnos@orthodox.com
: wsiadam lub juz siedze w 607 na emilii plater, zaczyna sie jazda i po chwili zaczyna sie JAZDA- autobus zajebisciie szybko zasuwa pulawska, jest zrednio zapelniony, kanar (w nocnym!!)jest jedna z niewielu osob ktore nie siedza, na pocz troche na odwrot bo do pulawskeij to ludzi eraczej sie DOsiadaja, w koncu podchodzi do mnie i costam do niego belkocze ze czynnniki i okolicznosci ale jakis taki wsttawiam tekst ze sam jestem zdezzorienntoany i mnie przerasta, czywiscie facet z rezygnacja idzie dalej, tak kolo dolinki sluzewieckiej ktos z wysiadajacych widac tez bez biletu, kolo z panna, tuz przed wyjsciem podchodza do kanara i daja mu w lape 10 zeta, jakos tak w poczuciu winy, wiec opierdalam kolesia ze to glupota, ze kanar karmi sie naszyzm strachem i takimi lapowkami, zeby nie robil tego wiecej bo tylko bedzie wiecej kanarow, kolo troche spekany, mnie boi sie tez, panna go ciagnie do drzwi, jaccys inni wysiadajacy cos mrucza pod nosem ze oj dobra, spoko, ze to nie tak wiele, wysiadaja. no i teraz autobus dojezdza do konca ulicy i wjezdza w jakies waskie uliczki, miedzy male niskie fabryczki/warsztaty, kluczy nimi jak slowackie autokary, bardzo sprawnie, widac kierowca zna trase, wczesniej wsiada jakas dziewczyna taka 15-17 lat ubrana na remiza-disko ale trzezwa :) i rozprawia z tym kanarem- (corka?) a uliczki ktorymi jedziemy sa juz wezsze niz autobus! w koncu dojezdzamy do jakiegos zaulka, nie wiem czy dzieciecy wozek by tam zawrocil, a kierowca bez wahania wjezdza w jakis zalom, wycofuje, jedzie dalej kilka metroww tylem, tylem w nastepny zaulek, staje, widac petla :) rownie sprawnnie wyjezdza i wraca takim samym sposobem, na normalna trase, i wiezie mnie i innych w strone chaty.
Tuesday August 8th 2000 09:50:47
nazywam się: vsevolod
wiek: 26?
: mi sie kiedys snilo, ze szedlem do Kijowa jakas dziwna droga, a wsszyscy szli w przeciwna strone... w koncu spytalem jakas staruszke czy dobrze ide, na co odpowiedziala mi, ze dobrze, ale lepiej by bylo isc w druga strone, bo ta droga jest niebezpieczna, ale poszedlem dalej. w koncu dotarlem do metra, wszedlem na schody ruchome jadace w gore i zaczalem po nich schodzic, bo innych nie bylo. az nagle pojawili sie milicjanci, kktorzy mnie zatrzymali, szybko odbyla sie rozprawa i zostalem skazany na 30 lat za chodzenie w druga strone. siedzialem w ciemnej celi, w ktorej poza tym bylo absolutnie cicho, tylko raz do roku dzwonil dzwonek, zebym wiedzial, ze minal wlasnie rok... pamietam, ze odsiedzialem tam 25 lat, az sie obudzilem - dzwonil telefon (hehe, kolezanka miala mnie obudzic do pracy i gdy podnioslem sluchawke byla juz oburzona tym jak ciezko okazalo sie mnie obudzic - odebralem of koz po 25 sygnale:))
Tuesday August 8th 2000 09:49:01
nazywam się: gaga
wiek: 25
: a ja mam dla was jeden sen fajny jest zimno, swiatlo jak w pochmurny dzien. jestem w wojskowym ubraniu i uciekam przed jakimis wojskowymi. miasto zniszczone jak wawa po wyjsciu nazistow. biegne razem z jakims przyjacielem, ale nie widze jego twarzy bo mamy wojskowe helmy. skaczemy z jednego polamanego dachu na drugi, uciekamy suterenami i przez zniszczone budynki. caly czas slysze jak moje serce bije pikpik pikpik pikpik, slysze swoj oddech ciezki i zmeczony slysze ze oddzial za nami sie zbliza . przed nami ogromny mur - skacze i ten drugi uciekinier lapie mojq dlon z niesamowitq silq przerzuca mnie ponad murem i spadamy razem przez b.gestq mgle. mgla jest gesta jak miod i opadanie jest bardzo powolne . wynurzam sie przy samej ziemi i wtedy juz widze ze spadlam do przepieknego ogrodu w samym srodku lata. sciqgam helm. jestem bardzo zmeczona. moj towarzysz tez sciqga helm i wtedy widze ze to moj przyjaciel, ktory umarl dawno temu. usmiecha sie do mnie. jakos tak smutno... ------------------------------ budze sie z mieszankq uczuc. moglabym plakac i smiac sie jednoczesnie
Tuesday August 8th 2000 09:47:49
nazywam się: jagoda
wiek: 23?
: hieh, sny to jest w ogole zajebista sprawa te najbrdziej nafilmione mam zapisane w zoltym notesie, jak czasem czytam, to sie dziwie skad takie jazdy sie biora... a co do snow metrowych - snilo mi sie kiedys, ze mialam jechac gdzies metrem w wawie i zeby wsiasc do wagonu nalezalo w otwor przy drzwiach wrzucic taka plastikowa monete, jak kiedys uzywalo sie do zabaw [w przedszkolu, hehe]. wiec wrzucilam swoja, ale drzwi sie nie otworzyly, wiec jakis pan uzyczyl mi swoich piecdziesieciu groszy [takich funkcjonujacych w latach 80-tych] i wtedy dopiero wsiadlam. bo te piecdziesieciogroszowki plastikowe to byly bilety w warszawskim metrze. potem jechalo sie, a pociag mknal nie pod ziemia, ale miedzy jakimis blokami i w pewnym momencie stwierdzilam, ze to jest imielin i tu powinnismy wysiadac, o czym kogos poinformowalam. a okolice byly zupelnie jak gdanska morena. a ostatniej nocy tez mialam sen podrozniczy - pociagowy. z ekipa znajomych biegalismy po katowickim dworcu w poszukiwaniu pociagu jadacego do katowic [?]. i nie moglismy takowego znalezc na zadnym peronie. a biegalismy wielce zdenerwowani, bo ow pociag powinien byl za chwile odjezdzac. jak na zlosc nie bylo go na zadnym wyswietlaczu ani go w ogole nie zapowiadano. kolega dal mi do trzymania swoja kurtke i namiot w worku, wiec biegalam z nimi i z plecakiem, a co dobiegalismy do jakiegos peronu to okazywalo sie, ze namiot i kurtke gdzies zgubilam po drodze, ale ktos inny ponownie dostarczal je do moich rak. w pewnym momencie zatrzymalismy sie pod peronem pierwszym, gdzie stal pociag do katowic. z peronu zszedl kolejarz i przeprosil za zamieszani i dezorientacje, ale byla awaria chipow w szynach [zademonstrowal dwie zepsute bialo-srebrne plytki] i rzekl iz pociag odjedzie z poltoragodzinnym opoznieniem. my natomiast zaczelismy nerwowo sprawdzac nasze bilety - czy sa dobre. kolezanka miala bilet z katowic do pily, ale nie moglysmy znalezc biletu do slupska. a ja sie zastanawialam dlaczego oni chca jechac przez pile, skoro jest bezposredni pociag do s. i sie ze wszystkimi poklocilam, po czym poszlam sie klocic z kims w informacji. i wtedy okazalo sie, ze mamy jeszcze jeden bilet - z katowic do slupska. a potem sie obudzilam. huh, ide spac, moze znowu cos glupiego mi sie przysni :>
Tuesday August 8th 2000 09:46:15
nazywam się: schiZma
wiek: ?
namiar mailowy: ?
: Mialem dzisiaj niesamowity sen. Nie pamietam z kim ,ale z kims palilem w klubie Pod Reka (a'propos www.klubpodreka.prv.pl hehe;]). Po chwili palenia zdalem sobie sprawe,ze snie. Nie obudzilem sie. Czulem ,ze gandzia dziala. Czulem ,ze snie. To bylo niesamowite uczucie. Rozmawialem z barmanka z ktora zawsze rozmawiam. Siedzac tak przy barze poczulem ,ze potrzebuje nowego szkicownika (ktory w rzeczy samej byl potrzebny bo stary juz zarysowalem;]). Udalem sie do sklepu z art. dla plastykow. Przeszedlem caly rynek. Padalo. Dookola bylo pelno golebi.Lekko zaczynalo switac.Bylo zimno. Wszedlem do sklepu przy rynku (w ktorym jest sklep muzyczny nie z art. dla plastykow w rzeczywistosci ;]). Wszedlem do srodka.Schodkami na gore. W tym momecie zdalem sobie sprawe z dwoch rzeczy: primo "jestem spalony jak jasna cholera. nie moge nawet otworzyc ust i wyartykolowac czego mi trzeba" secundo: "przeciez ja snie. moge wszystko". Stanalem przed lada miedzy setkami rulonow bialego bristolu. Z zaplecza wyszla sliczna brunetka w czarnym zwiewnym swetrze. Zapytala czego mi trzeba. W tym momecie poczolem ,ze nos mi sie zatyka a z nosa jakas magma leci dalej do gardla. Zaczalem pochrzakiwac na co ona robila zgorszona mine. Wreszcie udalo mi sie wybelkotac ,ze chce szkicownik. Szkicownik maly,kieszonkowy. Pokazala mi pare modeli. Ja ogladalem ,ale nie bylo tego co chce. Chrzakalem,kaslalem. Obraz skakal i rozmywal sie jak na produkcjach demosceny. Prosilem ,ze dala mi taki zielony z czarnym drucikiem na gorze. Ona nie odpowiadala - stala jak posag i kiwala glowa mowiac ,ze nie ma. Pokazywala duze,srdnie,male ,ale nie taki jaki potrzebowalem. Podczas przegladania szkicownikow zaczelo mi cos piszczec w glowie - *bzzyt* *bzzyyt* - pomyslalem: "ktos dzwoni". Szybko wylecialem ze sklepu. To chyba byla najbardziej niesamowita czesc tego snu. Obrazy skakaly mi przed poczami. Byly to obrazy ulic,domow,ludzi ,ktorych mijalbym idac z miejsca w ktorym bylem we snie. Skakaly one straszliwie szybko i w jednej chwili znalazlem sie w progu mojego pokoju. Zauwarzylem telefon lezacy na podlodze kolo lozka. Skoczylem w jego strone i podnioslem. W tym momecie uslyszalem bardzo glosne *bzzzzzzyt* i obudzilem sie w rzeczy samej. Podnioslem sluchawke telefonu ,ale uslyszalem tylko *bip* *bip* *bip*. Byc moze na ten sen miala wplyw to ,ze do 3 rano czytalem dzienniki Gombrowicza popijajac orzechowa v00dka ;]. Nie wiem co to bylo ,ale chcialbym tak co noc;] Pelna swiadomosc. Wiedzialem co robier i czego chce. To bylo jak gra komputerowa. Widzialem jak w grach FPP a czasami jakbym wychodzil sam z siebie i kierowal swoja postacia. Naprawde niesamowite przezycie. schiZma
Tuesday August 8th 2000 09:43:49
nazywam się: Rom
wiek: ?
namiar mailowy: rpa@friko6.onet.pl
: Wrzucałem D.X.M (ac.odin) - 2,6 mg/kg masy ciała. Jak mi przeszło i zasnąłem miałem dziwny  wiadomy sen: Szedłem korytarzem mojej starej szkoły, i sobie pomy lałem, czemu mam i ć prosto, skoro mogę robić co mi się podoba. wszedłem do klasy i zaczęłem robić rozpierdol. Nagle zorientowałem się, ze uczniowie, którzy tam byli to moi starzy znajomi z liceum. Odwróciłem się i zobaczyłem siebie jak siedzę na krze le. Podchodze bliżej i widze siebie dokładniej niż w lustrze w rzeczywisto ci, aż z przerażenia się obudziłem. Rom
Tuesday August 8th 2000 09:42:08
nazywam się: Nika
wiek: ?
namiar mailowy: polara@tenbit.pl
: A teraz kawałek snu, który sobie w związku z tym przypomniałam: Po solidnym paleniu (na szczęscie nie głupa:) i małym piwku usnęłam jak niemowle. Wczesniej długo siedziałam przez komputerem (taka praca...) i klęłam na Telepsa za zbyt częsne taktowanie impulsów. Tymczasem w snie to ja byłam Siecią i to ja przewodziłam impulsy. Niesamowite prędkosci, jazda podobna jak z serialu, w którym skakali do jakiejs dziury i przenosili się pomiędzy swiatami (tytuł jakos mi uleciał...). Mała dygresja: w mojej sieci nie byłoby problemów z rejestracją #cokolwiek... Pozdro Nika
Tuesday August 8th 2000 09:40:34
nazywam się: Lookash
wiek: ?
namiar mailowy: lukbar@artpex.com.pl
: Hello TO moze i ja cos napisze. Ostatnio mialem dziwny sen: Snilo mi sie ze ide z moim najlepszym przyjacielem do mojej babci, idziemy widac jej blok, a ja nagle zaczynam wchodzic po jakby niewidzialnych schodach. Czulem ze sie unosze, szedlem do gory i nagle jestem w swoim pokoju leze w lozku, a kolomnie lezy Moja osoba, a ja widze jak ona spi. Unioslem sie do gory i dalej widzialem ze spie, slyszalem glosy krzatajacej sie matki, czulem ze latam. Wisialem tak chwile w powietrzu, i wiedzialem ze lece, i sie "obudzilem". Wstalem i popatrzalem sie na siebie, zadzwonil budzik, i dopiero wtedy sie naprawde obudzilem. I nie wiem sam, czy snilo mi sie za naprawde wyszedlem z siebiem, czy naprawde wyszedlem... Als sie naisalem;-)) Sory za brak skladni i ladu, ale wlasnie z kolesiem wypilismy "kilka" piwek i zabardzo enie jaze o co chodzi;-)) Lukasz - Zielona Gora
Tuesday August 8th 2000 09:39:14
nazywam się: Rom
wiek: ?
namiar mailowy: rpa@friko6.onet.pl
: Jak juz wiekszosc fazy przeszlo, to mnie troche bolała głowa (tez tak macie ?), wiec wsiadlem w auto i uderzylem do nocnej apteki po Dormicum (lek nasenny), bo perspektywa meczenia sie bez snu mnie dobijała. Jak wróciłem to wzięłem 2 tabl. Dormicum, wykapalem sie i poszedlem spac. Cialo zasnelo, ale umysl nie chcial. Nagle przy zamknietych oczach zaczalem widzieć wszystko w swoim pokoju i zauwazylem pol-prze roczyste ro liny rozwijajace sie w takim tepie, ze zaczlły wypelniac pokój. To było tak realne, ze zerwałem sie z luzka i zapalilem swiatlo, zeby to sprawdzic, ale rosliny znikły.....
Tuesday August 8th 2000 09:38:03
nazywam się: vsevolod
wiek: 26?
namiar mailowy: ?
: a kto by sie spodziewal? - hehe, przejdzmy lepiej do sedna sprawy - pogadajmy o nakotykach, bo rzeczywiscie wyglada na to, ze po tej przerwie wszyscy chca tylko sie witac i opowiadac jak to bylo fatalnie bez listy:)) a co sie dzialo? dzialo sie - w moim przypadku - bardzo sympatycznie:( otoz w piatek obudzilem sie nagle w srodku nocy, gdyz uslyszalem szum wody (pod woda). otworzylem oczy i zobaczylem, ze wszystko jest fioletowo-czarne, a ja sie znajduje w akwarium - caly wystroj pokoju sie nie zmienil, ale byl on az do sufitu wypelniony woda, ktora nie tylko slyszalem, ale rowniez czulem. przez chwile nie chcialo mi sie wierzyc, sprobowalem wstac, ale udalo mi sie to z trudem, gdyz opor wody bardzo mi przeszkadzal... po chwili (gdy gleboko westchnalem) wiedzialem juz, ze nie ma zadnej wody, ale przez to nie zrobilo mi sie wcale lzej - odwrotnie - nadal czulem, ze poruszam sie pod woda i slyszalem jej dzwiek... musze zaznaczyc, ze po raz ostatni bralem cokolwiek kilka dni wczescniej, wiec... bardzo sie zmartwilem i rano zadzwonilem do wszystkich przyjaciol i znajomych z prosba, by od razu mi wp..., gdy tylko zaczne po raz kolejny gadac o dragach...
Tuesday August 8th 2000 09:31:56