INFOMAFIA Egmont R. Koch, Jochen Sperber Wstęp Przedmiotem tej książki są spisek i morderstwo, szpiegostwo i handel bronią, pieniądze oraz władza. Jest to prawdziwa opowieść kryminalna ze świata informatycznego, w której amerykański wywiad technologiczny National Security Agency (NSA) oraz izraelski Mossad z pomocą najwyższych instancji rządowych wykradają niewielkiej firmie software'owej tajemniczy program komputerowy o nazwie PROMIS, aby dzięki niemu dostać się kuchennymi drzwiami do poufnych baz danych banków , koncernów i urzędów. Pewien amerykański dziennikarz zbierający informacje w tej sprawie, a interesujący się przede wszystkim powiązaniami służb specjalnych z przestępczością zorganizowaną, umiera w tajemniczych okolicznościach, natomiast jeden z jego informatorów, współpracujący z NSA, zostaje zamordowany. Big Brother is killing you. Służby specjalne podsłuchują rozmowy telefoniczne, czytają faksy i teleksy, gromadzą i opracowują informacje na gigantyczną skalę. Elektronicznego szpiegostwa nie sposób kontrolować. Dlatego też hakerzy działający na zlecenie służb państwowych kierują się w dużym stopniu wyłącznie własnym uznaniem i nie mają skrupułów . Dozwolone jest wszystko, co daje wyniki. Celem tych działań jest próba uzyskania pełnej kontroli nad społeczeństwem, podobnie jak przed dwudziestu laty , kiedy to wywiad technologiczny NSA z pomocą elektroniki inwigilował przeciwników wojny wietnamskiej i obrońców praw człowieka. Jednak w porównaniu z obecnie dostępną techniką komputerową ówczesny projekt robi wrażenie niemalże dziecięcej zabawy. Big Brother is watching you. 7 Przerażająca wizja Wielkiego Brata, jaką brytyjski pisarz George OrweIl przedstawił w 1948 roku, będąc jeszcze pod wrażeniem totalitarnego faszyzmu, może stać się obecnie rzeczywistością. Możliwy już jest dyktator, który wszystko słyszy, widzi i wie. Poprzez globalne sieci komunikacyjne służby specjalne zyskują wgląd w poufne uzgodnienia i dostęp do zamkniętych baz danych. Już wkrótce sieci połączą przedsiębiorstwa, instytucje finansowe, zakłady usług telefonicznych, urzędy skarbowe, urzędy ds. socjalnych, zakłady ubezpieczeniowe, urzędy ds. komunikacji drogowej, Iinie Iotnicze i organa bezpieczeństwa, ale sieci te nie będą efektywnie chronione przed profesjonalnymi elektronicznymi włamywaczami, wypełniającymi tajne misje państwowe. Posiadają oni dorobione klucze, a nawet - jak w wypadku PROMIS - zupełnie osobne wejścia. Po zebraniu takich informacji i danych z przeróżnych źródeł łatwo byłoby stworzyć "profile osobowe". Nie byłoby już spraw poufnych, a sfera prywatna każdego obywatela zostałaby prześwietlona na wylot. Nie ma wątpliwości, że na skutek szaleńczych aktów terrorystycznych, jak wypuszczenie trującego gazu w tokijskim metrze czy zamach bombowy w Oklahoma City, instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa stanęły przed poważnym wyzwaniem, bo być może następnym razem w rękach fanatyków znajdzie się materiał jądrowy. Jest pewne, że międzynarodowy handel narkotykami i przestępczość zorganizowana zagrażają nam wszystkim. Równie pewne jest to, iż sieciowe ściganie przestępców za pomocą analizy danych komputerowych daje tajnym służbom efektywne narzędzie do identyfikacji terrorystów i groźnych przestępców oraz umożliwia udowodnienie winy. Lecz za jaką cenę? A poza tym, kto pytał nas, czy za zwiększenie własnego bezpieczeństwa chcemy zapłacić taką cenę? Osobiście przeżyliśmy fascynację globalnym wyszukiwaniem informacji, wędrując po starych hakerskich ścieżkach 8 i podróżując po nowych infostradach. Pracę nad tą książką rozpoczęliśmy przed dwoma Iaty , korzystając z tej samej metody, która umożliwia "informatycznej mafii" pomnażanie jej sekretnej wiedzy . Przez światową sieć komputerową Internet ściągnęliśmy informacje i dokumenty z najprzeróżniejszych, publicznie dostępnych źródeł, między innymi raporty i ekspertyzy Kongresu USA, dokumenty i wyciągi z rozlicznych archiwów oraz rejestrów, wywiady i wypowiedzi ważnych osobistości, a nawet ich oświadczenia składane w Iokalnych stacjach radiowych. Stopniowo udało się poskładać w całość poszczególne elementy gigantycznej afery szpiegowskiej zwanej INSLAW Affairs. Zebrane w ten sposób informacje wyznaczyły kierunek daIszych dziennikarskich poszukiwań, ale oczywiście ich nie zastąpiły. Doszły do tego rozmowy ze "źródłami" różnego pochodzenia, których tożsamość nie zawsze dawało się ustalić, a ponadto wewnętrzne materiały ze świata służb specjalnych: raporty NSA nie klasyfikowane już wprawdzie jako top secret (ściśle tajne), niemniej jednak umożliwiające rzut oka na poczynania nowych karteli informatycznych. Dzięki tej książce zamierzamy także ożywić rozgorzałą piętnaście Iat temu dyskusję o ochronie i bezpieczeństwie danych. Dzislaj ochrona ta jest nam potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. "Państwo Orwella" zbliża się cichutko, na paluszkach, a dalej najprawdopodobniej będzie szło po trupach. Musimy więc stawić mu czoło. Brema-Hanower czerwiec 1995 Egmont R. Koch, Jochen Sperber 9 Część I Piraci komputerowych sieci W "kosmosie" sieci komputerowych lat osiemdziesiątych roilo się od elektronicznych podróżników , którzy czuli się tam jak w "globalnej wiosce". W upatrzonych komputerach urządzali sobie "stale elektroniczne knajpki", w których mogli porozmawiać i wymienić się nowinkami. Nie ograniczali się jednak wylącznie do tego. Niektórzy pozwalali sobie na elektroniczne wyglupy ijako hakerzy wlamywali się do obcych komputerów. Słynne stało się w Niemczech włamanie do komputerów NASA w 1987 roku oraz włamanie do komputerów KGB w 1988. W pierwszym wypadku kilku desperados pragnęło jedynie zaspokoić swoją techniczną ciekawość, w drugim chodziło już o pieniądze i szpiegostwo. Hakerzy przekształcili się w elektronicznych piratów sprzedających zdobyte dane, lecz mimo swoich szpiegowskich sukcesów pozostali amatorami. Nasze intensywne poszukiwania materiałów do tej książki rozpoczęliśmy od "amatorów", rozszerzając je następnie również na "zawodowców". Włamanie do NASA oraz książka byłego izraelskiego agenta Ari Ben-Menashego były dla nas w 1993 roku pierwszym bodźcem. Wyczyny hakerów z pewnością powtarzały służby wywiadowcze, uprawiając szpiegostwo komputerowe. Wiele było spekulacji na ten temat, lecz dopiero "historia" wspomnianego wcześniej szpiegowskiego programu PROMIS unaoczniła, w jakim wymiarze i do jakich celów wykorzystywano elektronikę. 12 Postacie Alter, Walter Prawdopodobnie student. Prowadzi w Kaliforni "elektroniczną tablicę ogłoszeń " z mnóstwem "konspiracyjnych" tekstów. Bulow, Andreas von Były deputowany do Bundestagu z ramienia SPD. Obawiał się, że dziurę software'ową mogą wykorzystać do swoich niecnych celów nie tylko hakerzy, lecz również służby specjalne. Hansen, Helmut Administrator sieci w jednym z północnoniemieckich uniwersytetów. Udzielał pomocy technicznej i skutecznie wykorzystywał oprogramowanie w prowadzonych przez nas poszukiwaniach (jego imię i nazwisko są zmienione). MAXXIM Złota rączka niemieckich hakerów, uwielbiający komputery serii VAX. MAXXIM był w niewielkiej grupie hakerów o nazwie VAXbuster specjalistą od software'u. VAXbuster Nazwa garstki hakerów, którzy od 1985 do 1988 roku włamywali się do komputerów serii VAX. Sportowa ambicja i techniczna ciekawość uczniów i studentów skupionych wokół hamburskiego Klubu Komputerowego Chaos owocowała niezwykłymi osiągnięciami elektronicznymi, dopóki nie wpadli. 13 Software'owa dziura Tajemnica koni trojańskich "Congratulations" napisał 29 kwietnia 1987 roku do "System-Programming-Department" Instytutu Maxa Plancka w Heidelbergu pewien haker UŻywający pseudonimu M. "Hi all - pisał dalej po angielsku - dzięki opieszałości jednego z moich współpracowników macie wielki zaszczyt spotkać się z naszą fantastyczną LIO"l. Wiadomość ta na jakiś czas zakończyła trwające od kilku miesięcy poszukiwania "dziury software'owej" w systemie, prowadzone przez ekspertów centrum obliczeniowego. Informatycy pracujący na wydziale fizyki jądrowej coraz częściej natrafiali na ślady grupy hakerów o nazwie VAXbuster. Hakerzy, którzy włamywali się do ich komputerów, zaatakowali stamtąd za pomocą klawiatury setki komputerów od USA po Japonię. Akcja znana była pod nazwą "Włam do NASA", ponieważ celem VAXbusterów i ich naśladowców2 stała się właśnie Amerykańska Agencja Kontroli Lotów Kosmicznych (NASA). Właściwie jest to jedynie - przynajmniej tak można by sądzić - nowy wariant bardzo starej historyjki, choć ma ona pewne cechy, które mogłyby być wytworem wyobraźni autora thrillerów. I jak to zwykle bywa, również tutaj główną rolę odegrał przypadek. Zupełnie nieoczekiwanie ktoś pociągnął za koniuszek większej serwety. Nie mógł oczywiście wiedzieć, co znajdowało się na stole, ale mimo to pociągnął. To, co spadło, miało związek ze służbami wywiadowczymi, ze światowym handlem bronią i narkotykami, z przestępczością na wielką skalę. Swoją rolę odegrali w tej historii nawet terroryści. Ale wróćmy do NASA i jej komputerów oraz do dziur w oprogramowaniu systemowym. 14 Dla wielu hakerów lat osiemdziesiątych "otwarcie" komputera nie było specjalnie trudnym zadaniem. Wystarczyło być cierpliwym i sprawdzać, czy port nie jest przypadkiem otwarty i czy nie ma możliwości przeskoczenia z jednego komputera do drugiego. W końcu jednak bezpośrednio poszkodowany i zirytowany administrator systemu zauważał poczynania hakerów i komputery zaczęto uszczelniać. Haker musiał zatem szukać innego komputera, o ile wcześniej nie zdążył się gdzieś zagnieździć na dobre. Dla hakerów nadchodziły trudniejsze czasy. Aby skutecznie utrudniać życie administratorom systemów i nie dać się wyrzucić z otwartego z takim trudem komputera trzeba było stworzyć kilka narzędzi w postaci programów. Pięciu VAXbusterów z Hamburga i Karlsruhe należało w 1987 roku do elity niemieckich hakerów i uchodziło za wirtuozów swojej sztuki. Lepszych i śmielszych włamywaczy do sieci komputerowych nie wydali nawet Amerykanie, Brytyjczycy czy Holendrzy. VAXbusterzy byli pierwszym pokoleniem komputerowych dzieciaków, które rozrabiały swoimi komputerkami otrzymanymi od rodziców pod choinkę. Wielu rodziców tamtych czasów uważało za wspaniały pomysł podarować synkowi coś "rozsądnego", na przykład Commodore 64, jaki widzieli u chłopaka sąsiadów. A tymczasem junior postarał się o łącznik akustyczny albo tajwański modem do przesyłania danych, podłączył się do gniazda telefonu i zaczął wdzierać się do wielkich komputerów. O mailboxach czy twardych dyskach ówczesne dzieciaki ze względów finansowych mogły tylko marzyć; były dla nich nieosiągalne. Podobnie zresztą jak surfowanie po sieciach. Ku utrapieniu rodziców koszty edukacji dochodziły często do 1000 marek miesięcznie. Junior zaczął więc obciążać swoimi astronomicznymi rachunkami obce komputery. Firma 3M szczęśliwie straciła jedynie 10 000 marek, filia Lloyd of London Press 55 000, a firmę Eichler KG poproszono o uregulowanie 15 rachunku na 62 000 marek. Podobne koszta poniosły firmy Siemens, Olympia, Olivetti, Nixdorf, Triumph-Adler, Bertelsmann, Coca-Cola czy Loewe Opta - aby wymienić tylko co ważniejsze 3. VAXbusterzy i naśladujący ich hakerzy preferowali VAX-y firmy Digital Equipment, komputery niezwykle wydajne i przyjazne dla użytkownika, a co ważniejsze, wykorzystywane do badań naukowych. W przeciwieństwie do wielu niedouczonych hakerów VAXbusterzy dysponowali dogłębną wiedzą o systemach operacyjnych i zaawansowanymi umiejętnościami programowania, dzięki którym odkryli dziury w oprogramowaniu systemowym komputerów VAX, w pełni wykorzystując je do swoich informatycznych podróży. Ponadto ich specjaInością stały się narzędzia do elektronicznych włamań oraz programy manipulacyjne służące maskowaniu hakerskiej działalności. Po zamontowaniu takich narzędzi w komputerze żaden administrator systemu nie miał już szans na wykrycie u siebie obecności hakerów. Takim software'owym specjalistą był ów M., używający ksywy MAXXIM, który w realnym życiu studiował informatykę w Karlsruhe 4. Większość dzieciaków rzadko interesowała się subtelniejszymi danymi. W zabawie przy komputerze wielu z nich zaspokajało swoje sportowe ambicje; bawiło ich włamywanie się do trudnych komputerów i zdobywanie tam statusu superusera, co wśród hakerów robiło wrażenie. W niejednych komputerowych koszach na śmieci, tak zwanych hang-outs, wtajemniczeni wymieniali między sobą najnowsze triki, umawiali się na nowe akcje, przechwalali swoimi ostatnimi hakerskimi sukcesami czy też po prostu rozmawiali o tym i owym. VAXbusterzy mieli jednak parę ambitnych pomysłów, które odróżniały ich od pozostałych hakerów. Zamierzali doprowadzić swoje hakerskie techniki do takiej perfekcji, aby móc niepostrzeżenie wedrzeć się do każdego komputera serii VAX. Był to ambitny projekt, 16 bo w komputerach Instytutu Maxa Plancka w Heidelbergu odkrywano już obecność cudownej bestii LIO. Ośmieszanie świata komputerowego przez VAXbusterów musiało w końcu zainteresować wywiad technologiczny USA, National Security Agency (NSA). O sukcesie hakerów zadecydowała dziura software'owa w systemie. Umożliwiła ona wejście do rzekomo zabezpieczonego pliku z hasłami, umieszczenie w rejestrze samego siebie i wyposażenie się we wszelkie możliwe uprawnienia użytkownika. Raz zagnieżdżony haker mógł wbudować "klucz ogólny" i zainstalować "czapkę niewidkę", aby zamaskować swoją obecność w komputerze i wyłączyć system alarmowy. Ukrytemu gościowi nie wolno było pod żadnym pozorem dać się zauważyć. Program wykradający przechwytywał ponadto tysiące nazwisk i haseł należących do niczego nie przeczuwających użytkowników. Rozkodowane hasła były niezbędne, aby wejść w rolę innych użytkowników komputerów. LIO ukrywała swoje odkrycia tam, gdzie najmniej mogłoby się to rzucać w oczy - w systemowym pliku z hasłami. Po tak udanym generalnym ataku właściciel komputera nie miał szans na odkrycie intruzów i nawet nie zauważał, że daje się oszukiwać trojańskiemu koniowi. "Koń trojański to program komputerowy wstawiany do obcej stajni (komputera), który nakarmiony odpowiednim hasłem otwiera wszystkie drzwi" wyjaśniał Steffen Wemery z Komputerowego Klubu Chaos po " włamie do NASA " w 1987 roku5. Definicja ta dokładnie pasowała do cudownej broni VAXbusterów - do programu LIO. W Iegendzie Grecy po kryjomu opuścili konia ustawionego w Troi, aby późną nocą otworzyć swoim towarzyszom bramy miasta; podobnie kluczem ogólnym można było automatycznie otworzyć na oścież bramę komputera. Zadziwiające, jak wiele dokonali VAXbusterzy i spółka. Wykorzystywali VAX-y o nazwie v AMPI należące do fizyków 17 jądrowych w Heidelbergu, aby dokonać przeskoku do NASA i jej komputerów CASTOR i POLLUX; potrafili również wejść w samej NASA do tak zwanych MIL VAX-ów w celu przeniesienia się na komputery wojskowe, na przykład w Fort Stewart w USA czy w amerykańskiej bazie Iotniczej w Ramstein w Niemczech. Ulubionym celem włamań były uniwersytety i instytuty badawcze, jak choćby Europejskie Laboratorium Biologii Molekularnej w Heidelbergu, Instytut Badań jądrowych KEK w Japonii, akcelerator liniowy w amerykańskim Stanford, University of British Columbia w Kanadzie, DESY (Deutsches Elektronen-Synchrotron) w Hamburgu czy też Centrum Badań Nuklearnych (CERN) w Genewie. Ofiarą hakerów padła zarówno Europejska Agencja Aeronautyki (ESA), jak i jej centrum operacyjne ESOC w Darmstadt. W komputerach koncernu zbrojeniowego Mitre w USA roiło się nie tylko od VAXbusterów, buszowały tam całe chmary innych hakerów, podczas gdy strażnicy pilnie strzegli ogrodzenia. Podobnie było z koncernem zbrojeniowym SGS Thomson czy też Urzędem Kontroli Badań lądrowych we Francji. Podsumujmy: VAXbusterzy wpuścili swoją cudowną bestię LIO do około 135 VAX-ów. Trafiło się przy tym kilka osobliwości: Urząd Pocztowy Koebmagergade w Kopenhadze, Urząd Nadzoru Budowlanego w Hamburgu czy Niemieckie Związki Zawodowe. Szlagierem była jednak wycieczka do bazy danych Pentagonu OPTIMIS, zawierającej raporty wojskowe oraz informacje o generałach i admirałach. Do poszkodowanych należeli również Lufthansa, Porsche, Telefunken Electronics w Heilbronn, Ernst Leitz GmbH w Wetzlar, Eurosil w Eching 6. Nie zawsze jednak szło tak gładko. W kręgach hakerskich mówiło się, że jeden z hamburskich VAXbusterów przez uniwersytet w Stuttgarcie włamał się do VAX-a firmy Porsche i dokonał w nim pewnych manipulacji 7. Następnie dumny z siebie po- 18 informował o tym swojego kolegę hakera, który jednak najnormalniej w świecie wściekł się. Manipulację trzeba było koniecznie cofnąć, gdyż kolega ów pracował u pewnego informatycznego kooperanta firmy Porsche i nie chciał stracić tam dobrej opinii. Musiano zatem wycofać LIO, ale jak? Haker, który włamał się do firmy Porsche, nie potrafił już tego zrobić. Trzeba było ściągnąć czystą wersję oprogramowania systemowego. Haker udał się więc w elektroniczną podróż, aby na innych VAX-ach znaleźć coś na podmianę dla "zabrudzonego" oprogramowania systemowego. lednak wszystko, co znalazł, było już zmanipulowane. W końcu udał mu się wątpliwej jakości skok. Podczas jakiegoś weekendu wykradł gdzieś oprogramowanie systemowe dla Micro VAX-a i wgrał je. Dziwnym trafem liczba użytkowników była w nim programowo ograniczona do dwóch, a więc w poniedziałek rano w firmie Porsche połapano się, że coś jest nie w porządku, bo stwierdzono, że na komputerze może pracować tylko dwóch pracowników. No i kłopot! Administratorzy systemów dziwili się, że VAXbusterzy tak łatwo zagnieżdżali swoją LIO. Hakerzy posiedli swego rodzaju tajną broń. Musiały być jednak spełnione pewne warunki: komputer powinien mieć choćby odrobinkę uchylone drzwi dla gości i nowych użytkowników oraz musiał pracować z programem sieciowym DECNET. VAXbusterzy napisali program, który penetrował obcy komputer i ściągał programy pomocnicze. Były wśród nich programy do obserwacji użytkowników obcych komputerów, do wykradania haseł i do maskowania własnej nielegalnej obecności. W zasadzie hakerzy stworzyli już wszystko, co było im potrzebne do komputerowych włamań, ale poszli jeszcze o krok dalej. Podczas pewnej symulacji chcieli sprawdzić, czy dzięki swoim sztuczkom programowym będą mogli jednocześnie wchodzić do wielu obcych komputerów. Chodziło o to, aby można było, siedząc wygodnie w fotelu, czekać tylko, aż program z pomocą ogólnego klucza otworzy po kolei wszystkie komputery i przystosuje je do użycia. Pilotażowym projektem objęto komputery w Darmstadt i VAX-y we włoskiej sieci Infnet. Próba zakończyła się stuprocentowym sukcesem. Eksperymentu jednak nie kontynuowano ze względu na wpadkę przy włamaniu do NASA w 1987 roku. VAXbusterzy przyznali się do swojej działalności na policji i przed Urzędem Ochrony Konstytucji, mimo to żaden z nich nie stanął przed sądem. Wielki "Bit Bang", a tym samym koniec kariery hakerskiej dla większości VAXbusterów, nadszedł we wrześniu 1987 roku. 19 Dla zaangażowanych w sprawę hakerów stopniowo stawało się jasne, że pomimo wszelkich środków ostrożności na dłuższą metę nie są w stanie utrzymać w tajemnicy swojej działalności. Z pomocą Komputerowego Klubu Chaos zdecydowali się przyśpieszyć bieg wydarzeń i podać do publicznej wiadomości informacje o komputerowych włamaniach. Wcześniej jednak zadbali o swego rodzaju zminimalizowanie ewentualnych szkód, uświadamiając Digital Equipment i zagrożone sieci, a także informując Urząd Ochrony Konstytucji. Firmy komputerowej Digital Equipment przez długi czas nie można było przekonać o niebezpieczeństwie. Problem ochrony danych został tam po prostu zignorowany. Dopiero 15 września 1987 roku, na kilka godzin przed wieczorną Panoramą telewizyjnej stacji NDR, którą poświęcono hakerom od włamania do NASA, sformułowano w Interoffice Memorandum brytyjskiego Euro-Security-Manager ostrzeżenie o niebezpieczeństwie, ogłoszono "potencjalny kryzys gospodarczy" i zaprezentowano plan antykryzysowy. Jak przystało na porządnego hakera MAXXIM także przeczytał memorandum. Zresztą razem z VAXbusterami i wraz z wieloma innymi hakerami już dawno buszował po tej firmie komputerowej i doskonale orientował 20 się w jej komputerach - czy to w Monachium, Singapurze, w Mexico City czy w głównej siedzibie w USA 8. Owiana złą sławą i tak bezwzględnie wykorzystana przez hakerów od NASA dziura software'owa odchodziła już niemal w zapomnienie, gdy w 1992 roku znowu zaczęto się nią interesować. Na swoim Communications Congress odbywającym się między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem, członkowie Klubu Komputerowego Chaos opowiadali, iż pewien deputowany do Bundestagu ponownie zaczął się interesować ową dziurą software'ową i domagał się bliższych informacji na jej temat. Chodziło o doktora Andreasa von Bulowa, deputowanego z ramienia SPD, który przeczytał właśnie książkę Profits of War niejakiego Ari Ben-Menashego 9. Ben-Menashe to były izraeIski handlarz bronią, przez długi czas korzystający z ochrony najwyższych kręgów politycznych i posiadający doskonałe kontakty z izraelskim wywiadem, a mimo to aresztowany w 1989 roku. Książka Ben-Menashego zawiera rozdział o pewnym programie szpiegowskim. Nie warto byłoby o tym wspominać, gdyby nie sprzedawano go na całym świecie jako swego rodzaju konia trojańskiego. Program nazywał się PROMIS, ale równie dobrze mógł być rozprowadzany pod inną nazwą. Umożliwiał on analizowanie akt i ściąganie danych z raportów i innych tekstów z baz danych. Po zapoznaniu się z rozdziałem o PROMIS deputowany von Bulow zastanawiał się, czy ów program szpiegowski nie mógł być w zmodyfikowanej postaci wykorzystywany do penetracji banku infonnacji władz niemieckich. Obawiał się, że programu PROMIS używał wywiad niemiecki, przez co CIA i Mossad w każdej chwili mogły zaglądać drugiej stronie w karty. Von Bulow spekulował następnie, czy pomimo embarga na zaawansowane technologie umyślnie nie sprzedawano do krajów Bloku Wschodniego komputerów z dziurami w oprogramowaniu systemowym. Deputowany ten został w końcu członkiem komisji dochodzeniowej, badającej dziedzinę "komercyjnych koordynacji" enerdowskiego organizatora dewiz Alexandra Schalck-Golodkowskiego. 21 Na liście zakupów Schalck-Golodkowskiego znajdowały się VAX-y firmy Digital Equipment, a także komputery zupełnie innych firm. I tak z początkiem 1988 roku poprzez "sprawdzoną linię embarga Sunny" z pomocą "nieformalnego współpracownika Hansa" NRD zakupiła 64-bitowy komputer serii Convex o wartości 5,7 milionów dolarów. Ten niezwykle wydajny komputer miał być wykorzystywany w symulacji pracy mikroprocesorów, do obliczeń odbić promieni laserowych, do usuwania zagrożeń wypadkowych w elektrowniach jądrowych oraz w strategicznych dziedzinach wojskowości. Dodatkowo zakupiono procesor zmiennoprzecinkowy Floating Point System 264 o wartości 5,2 milionów dolarów. Miał on podnieść zdolność obliczeniową VAX-ów w zakresie "przetwarzania danych graficznych i rozpoznawania obrazu, systemów optycznych i orbit satelitamych" 10. Spekulacji Bulowa nie można było po prostu odrzucić jako niedorzecznych. PROMIS był wprawdzie programem użytkowym, a nie oprogramowaniem systemowym, to jednak nic jeszcze nie znaczyło. Haker MAXXIM dokładnie przestudiował dziurę software'ową w systemie operacyjnym VAX-ów. Specjalista od LIO stwierdził, że błąd ujawniał się tam, gdzie oprogramowanie systemowe przewidywało rozszerzone możliwości zastosowań, w tym telekomunikację. Ze względu na niestaranne wykonanie zastosowania takie miały jednak dosyć skromny wymiar podsumowywał MAXXIM. To oczywiście tylko śmiała spekulacja, ale czyż nie było możliwe wbudowanie tego błędu z premedytacją, aby ułatwić włamywanie się do VAX-ów? W końcu służby wywiadowcze musiały być zainteresowane wykorzystaniem elektroniki do swoich szpiegowskich celów. W krajach Bloku Wschodniego używano przecież także VAX-ów i działo się to, być może, za sprawą zachodnich służb wywiadowczych. Poza tym ten sam programista pozostawił dziurę bezpieczeństwa również we wcześniejszej wersji systemu. 22 Podsumowując można stwierdzić, że wszystko to nie musiało być dziełem przypadku - kończył MAXXIM 11. Eksperci od bezpieczeństwa danych przeczyli, jakoby dziurę w systemie stworzono rozmyślnie. W końcu o wiele łatwiej byłoby tak wbudować tajne uprawnienia dostępu, aby nikt nie był w stanie odkryć hasła czy odgadnąć go przypadkiem. Programiści systemów operacyjnych stosują przecież coś takiego i pozostawiają sobie furtkę, aby w razie potrzeby późniejszej modyfikacji dostać się do środka bez wielkich problemów. Ułatwia to serwis u klienta, który zwykle nic o tym triku nie wie. Owych kuchennych, tylnych wejść nie sposób odkryć. Firma taka jak Digital Equipment nie przekazuje oprogramowania systemowego w tak zwanym kodzie źródłowym, jaki widzi programista na ekranie, lecz w niemal maszynowym kodzie wynikowym, nieczytelnym dla ludzi. Przełożenie kodu na język oryginału wcale nie gwarantuje uzyskania poprawnych informacji. Zatem otrzymując program jedynie w kodzie wynikowym, nie można wiedzieć, czy w rzeczywistości nie ma się wbudowanego konia trojańskiego. Stąd też, przy planowanym elektronicznym rozpoznaniu przeciwnika, manipulacje na oprogramowaniu mogą być dla wywiadów ze wszech miar bardzo ciekawe. Tajemnicy programu PROMIS nie mógł odsłonić jedynie wspomniany rozdział książki Ben-Menashego. Inspiratorzy instalowania konia trojańskiego wywodzili się z amerykańskich v służb wywiadowczych, a zatem potencjalni partnerzy do rozmowy byli daleko w Ameryce. W końcu jednak znalazł się sposób wyszukiwania nowych informacji, a było nim elektroniczne 23 szperanie. Idąc dalej elektronicznym tropem programu PROMIS, doszliśmy do spraw bardzo odległych od techniki i wykorzystania szpiegowskiego programu. I tak właśnie wyszła na jaw historia ludzi, ich dokonań i zbrodni - kryminalna historia mrożąca krew w żyłach. Elektroniczne szperanie Gorące informacje z banku danych - A więc co chcemy znaleźć? - spytał Helmut Hansen. Komputerowy ekspert był administratorem sieci w komputerowym centrum obliczeniowym jednego z północnoniemieckich uniwersytetów. Komputer potrzebuje hasła, którego ma szukać. Wpisz PROMIS - padła odpowiedź. - Gdzie dokładnie komputer ma szukać? - pytał dalej Hansen. - Może szukać po całym świecie, może ograniczyć się do Europy. A może ma szukać w Stanach Zjednoczonych? Musimy wprowadzić te dane, a resztę zrobi za nas maszyna. No cóż, spróbujmy wpisać PROMIS i STANY ZJEONOCZONE. Zobaczymy, co maszyna znajdzie. Maszyna niczego nie znalazła. Hasło PROMIS nie było prawidłowe. Ale istniały przecież jeszcze inne możliwości 12. Hansen skorzystał z pomocy Veroniki z Kolonii. Veronica nie jest panią bibliotekarką; ale jako "istota przyjazna" potrafi równie skutecznie pomóc w poszukiwaniach. Veronica jest programem. Wytrwałość szperacza została w niej zaprogramowana. Veronica nieustannie penetruje wszystkie komputery wyposażone w tak zwane gophery. Nazwa ta pochodzi od pewnych drobnych ssaków ryjących, zwanych świstakami. Zwierzątko wygląda jak suseł, należy jednak do rodziny wiewiórek ziemnych. Ktoś nazwał kiedyś w ten sposób program komputerowy, ponieważ z jego pomocą można i należy przeszukiwać dane oraz dlatego, że istnieje pewna dowcipna kreskówka z tym zwierzakiem w roli głównej. Veronica nie kopie jednak w ziemi, lecz wprowadza do swojego rejestru nagłówki dokumentów i tekstów z całego świata, od Berlina po Tajpej, od Magdeburga po Vancouver. Następnie porównuje je z własną listą i zapisuje wyniki pod nowymi nagłówkami. Penetrując "świstacze terytorium", Veronica potrzebowała kilku dni na zebranie danych z całego świata. Na świecie bowiem było sporo ludzi, którzy wpadli na pomysł, aby drogą komputerową bezpłatnie udostępniać informacje. Niektórzy traktowali to jako hobby, inni dbali o udostępnianie informacji naukowych, a instytucje państwowe chciały w ten sposób zjednywać ludzi dla swojej polityki, jak choćby rząd Stanów Zjednoczonych. 25 Kto zwróci się z pytaniem do Veroniki i poda jej odpowiednie dane, uzyska dostęp do informacyjnego eldorado. Veronica wskaże poszukiwaczowi skarbów drogę do komputera, w którym znajdują się pożądane teksty i dane - o ile oczywiście taki komputer istnieje. A przy tym jest jej zupełnie obojętne, czy podróż po informacje odbędzie się na hasło "CIA" i doprowadzi do komputera w Stanach, czy też na hasło "disaster" dotrzemy do Kanady, do informacji o kataklizmach. Veronica jest wyspecjalizowanym programem wykorzystywanym przede wszystkim na uniwersytetach - do elektronicznego przeszukiwania zasobów wielu komputerów. Pod koniec nie było około 1000 gopherów, z czego około 100 w Niemczech. Gophery można znaleźć zarówno na uniwersytetach we Frankfurcie, w Halle czy w Munster, jak i na Politechnice w Dreźnie czy w Wyższej Szkole Zawodowej we Wschodniej Fryzji. Uniwersytet w Heidelbergu posiada archiwum papirusologii wyposażone w gophera. Synoptycy mogą ściągać najświeższe dane z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, dane z ostatniej pół godziny. Oferta jest bogata: od baz danych na CD z informacjami o ponad 40 000 tytułów w Berlinie aż po badania naukowe prowadzone w Giessen. 26 Miłośnicy elektronicznych przygód "gofrują" po całym świecie. Niemal żartobliwie brzmi przy tym wiadomość o istnieniu holiday-gophera o nazwie Delphi, który zawiera wskazówki dotyczące pielęgnowama roślin doniczkowych. Do refleksji skłania jednak fakt, że elektronicznych informacji udostępniają nie tylko uniwersytety, ale również przemysł i polityka, NASA i UNESCO. Biały Dom w Waszyngtonie publikuje przemówlenia i dokumenty, departament rolnictwa informuje farmerów o konkurencji ze strony Europy; departament handlu włącza się elektronicznie do przestawiania zakładów zbrojeniowych na produkcję dóbr cywilnych; FBI publikuje listy gończe; instytucje naukowe doskonalą swoją wiedzę o zaawansowanych technologiach; Library of Congress w Waszyngtonie udostępnia drogą elektroniczną swoje książki i katalogi. A Izraelczycy wykorzystują gophera do badań naukowych na potrzeby przemysłu. Nawet nie przeczuwamy, jakie możliwości stwarzają sieci gopherów. Pozwalają one ściągnąć materiały o sektach czy spiskowcach bądź też zebrać z archiwów filmowych wszystko o konkretnych filmach. Po wprowadzeniu hasła PROMlS Veronica poddała się: no hit. Przy następnej próbie należało więc wprowadzić nazwę firmy, która niegdyś stworzyła ten program: INSLAW. Rezultat: pięć trafień. Veronica wskazała drogę do uniwersyteckiego komputera w Missouri o nazwie MIZZOU 1. Komputer ten okazał się być skrzynką poczty elektronicznej jakichś aktywistów i posiadał olbrzymią bazę danych. Znajdowały się tam raporty Amnesty Intemational o Gwatemali i Salwadorze, raporty o stacjach telewizyjnych w Stanach Zjednoczonych, o sekcie i organizacji niejakiego Lyndona LaRouche'a, raporty Narodów Zjednoczonych o sytuacji kobiet na świecie, omówienia książek o CIA i wiele innych rzeczy. Sporo tekstów w postaci cyfrowej złożyli tu najprawdopodobniej bojownicy o prawa człowieka, obrońcy środowiska naturalnego, ale również zwolennicy teorii spiskowych i zainteresowani problematyką sekt. To jednak nie wszystko! Przez cały czas prowadzono tu ożywioną elektroniczną korespondencję. Były tygodnie, w których pojawiało się 25 000 nagłówków listów. 27 Na wpisane klawiaturą polecenie przeszukano zawartość komputera. Wkrótce okazało się, że wprowadzenie hasła INSLAW dało bardzo skromne rezultaty. Znalazł się jednak niejaki John DiNardo, który najwidoczniej bardzo gorliwie nasłuchiwał radia albo też miał dostęp do archiwum rozgłośni - sprawa nie jest do końca jasna. Audycja, którą zajmował się szczególnie wnikliwie, poświęcona była śmierci dziennikarza Danny'ego Casolaro. Casolaro najprawdopodobniej również interesował się sprawą INSLAW lub programem PROMlS i w swoich poszukiwaniach natknął się na świeży trop. Zanim jednak zdołał pójść nim dalej, odszedł gwałtownie z tego świata w łazience pewnego hotelu 13. Historia zaczęła nabierać konkretnych kształtów. John DiNardo musiał to widzieć podobnie, gdyż sporządzał transkrypcje audycji częściami, co tydzień jeden odcinek. Razem było 35 odcinków, przy czym podczas porządkowania i numerowania materiału autor zapisu tracił czasami orientację. Teraz należało teksty i dokumenty umieścić w elektronicznej kopercie, i ściągnąć ją do własnego komputera. Długi czas wszystko przebiegało prawidłowo. Następnie komputer w Missouri stwierdził, że 20 akcji wyczerpuje dzienny limit transmisji. Błyskawicznie wymyślono nowy adres elektroniczny i zabawa w transfer danych rozpoczęła się od nowa, przy czym cały czas trzeba się było zastanawiać, gdzie DiNardo mógł ukryć następny odcinek. Wszystko to nieco trwało. Przy dziewiątym czy dziesiątym odcinku w tekście pojawiła się wskazówka na temat komputera tego samego typu w Michigan 14. Nie był to gopher, lecz maszyna z grupy serwerów FTP. Na maszynach z protokołem FTP nie stosuje się Veroniki, lecz system Archie. Archie przejmuje tu zadania Veroniki. 28 Akcja przeniosła się więc do Michigan. Również tutaj można było znaleźć dzieła zebrane DiNardo, jednak tym razem były one już uporządkowane, a ponadto zawierały coś, czego na pierwszy rzut oka nie można było dostrzec. Afera INSLAW musiała mieć coś wspólnego także z niejakim Michaelem Riconosciuto, który - słusznie czy nie - siedział w więzieniu za rzekome prowadzenie laboratorium zajmującego się produkcją narkotyków. Jego żona Roberta "Bobby" Riconosciuto rozpaczliwie próbowała utrzymać siebie i trójkę dzieci. Gdzieś między wierszami pojawił się nawet Ari Ben-Menashe. Udzielał różnych wywiadów i był przedmiotem artykułów w czasopismach "Village Voice" oraz "In These Times". I tutaj zaczyna się dość dzika historia, której porozrzucane elementy z pomocą elektroniki da się, być może, jakoś poskładać. Rezultat poszukiwań w przeróżnych komputerach był już widoczny. Istniał też obszemy raport z dochodzenia komisji prawnej amerykańskiej Izby Reprezentantów na temat tzw. afery INSLAW i związanej z nią sprawy software'owego piractwa w Departamencie Sprawiedliwości 15. W każdym razie było to już coś namacalnego i pewnego. Ponadto istniały jeszcze audycje radiowe i wywiady różnych dziennikarzy z zamieszanymi w sprawę osobami. Zarządzający firmą INSLAW, niejaki Bill Hamilton, również udzielał wywiadów, a w walce z rządem elektronicznie udostępnił nawet materiał procesowy. Im dłużej trwały poszukiwania - a nie ograniczono się do jednej akcji - tym więcej znajdowano materiału istotnego dla sprawy. Pewnemu przyjacielowi i zapaleńcowi komputerowemu poszukiwania tak bardzo się spodobały, że zaoferował pomoc. Ten świeżo upieczony student znalazł w pismach komputerowych 22 artykuły o śmierci Danny'ego Casolaro i o aferze INSLAW, a oprócz tego kilka ważnych artykułów 29 z czasopism ekonomicznych. Wśród nich był również solidnie napisany raport pisma "Wired" o tzw. aferze INSLAW 16. Do tego doszły odsyłacze do literatury przedmiotu oraz adresy i numery telefonów ważnych osób. Pomógł również przypadek. Podczas hasłowego wyszukiwania komputer z Michigan wyrzucił elektroniczny list niejakiego Dona Webba do drogich "grzywkoidów i surfopunków" - nie wiadomo dokładnie, kto krył się za tymi określeniami. Webb studiował, jak się później okazało, nie w Michigan, lecz na Kent University w Ohio. W sieci nie ma to zresztą większego znaczenia. Webb informował o pewnej elektronicznej tablicy ogłoszeń, o tzw. bulletin board, z dość podejrzanymi plikami 17. Sympatycy wywrotowych informacji z lubością wchodzą w świat bulletin boards, elektronicznych tablic ogłoszeniowych dla komputerowych świrów i altematywnych aktywistów. Insiderzy mogą się tu dowiedzieć, jak fałszować karty kredytowe, jak za darmo telefonować, jak chronić środowisko naturalne i jak oszacować resztę świata. Nie o to jednak chodziło. Webbowi marzył się bulletin board w Kaliforni, prowadzony przez niejakiego Waltera Altera z Oakland. To w tym komputerze miały się znajdować największe "spiskowe pliki świata zachodniego". Przykładowo wymienił takie tematy jak: FBI, CIA, NSA, JFK, CONTRAS, KKK, BCC l, STASI, GEHLEN, THULE, ILLUMINATI, a także INSLAW. Osobliwy koktajl: W wypadku Iluminatów chodzi bowiem o spiskową powieść w stylu sciencefiction, przy BCCl o bankructwo banku, przy KKK o Ku-Klux-Klan, przy JFK o morderstwo Johna F. Kennedy'ego, przy THULE o sieć komputerową naonazistów. Ale kryło się tam, być może, kilka prawdziwych perełek. Listę Dona Webba czytało się z zainteresowaniem, lecz w jaki sposób skontaktować się z kalifomijskim komputerem Waltera Altera, nie popadając w olbrzymie koszta? Komputer Waltera Altera nie był podłączony do międzynarodowej sieci komputerowej, czyli do Intemetu. Do jego komputera można było dotrzeć jedynie poprzez zwykłe łącze telefoniczne. Za pośrednictwem Dona Webba udało się w końcu zmusić Waltera Altera do reakcji przez infostradę Intemetu. Za nową opowieść spiskową o Iluminatach obiecał przysłać cztery dyskietki z niewielkim wyborem plików. 30 Owe cztery dyskietki zawierały co trzeba. Walter Alter upchał w plikach sporą ilość danych. Po rozpakowaniu otrzymaliśmy dziesięć dyskietek z ponad 10 MB tekstu. Każdy użytkownik komputera wie, ile pracy wymagałoby kompletne przejrzenie i uporządkowanie tego materiału. Już na pierwszy rzut oka sporo tekstu można było odrzucić, jak choćby raporty o zimnej reakcji termojądrowej, o UFO czy sektach. Niewielka reszta była jednak godna uwagi. Znajdowały się tam na przykład: raport teksańskiego senatora Henry'ego Gonzalesa o włoskim banku państwowym Banca Nationale del Lavoro, artykuł prasowy z "Miami Herald" o niejakim Oliverze Norcie i jego programie antykryzysowym, a także raporty o produkcji heroiny w tak zwanym Złotym Trójkącie pomiędzy Tajlandią, Birmą a Laosem. Teksty początkowo zakwalifikowane jako niejasne okazały się później niezwykle istotne dla powstania tej książki. Walter Alter miał wśród swoich 1000 plików faktycznie prawdziwe perły 18. Jego pliki ujawniły jednak zasadniczy problem, z jakim stykają się korzystający z informacji uzyskanych z sieci. Czy teksty te są w ogóle wiarygodne? Czy ich autorów poniosła fantazja, czy też byli sumiennymi dziennikarzami, których należy traktować poważnie? dla komputera teksty na ekranie są zawsze takie same i nikt na pierwszy rzut oka nie jest w stanie odróżnić prawdy od nieprawdy czy nawet od fałszerstwa. Dlatego też po pierwszym przejrzeniu teksty Waltera na dłuższy czas odłożyliśmy na bok. Dopiero gdy autorzy poważnych książek i artykułów zajęli stanowisko wobec pewnych osób, zaczęło się powoli okazywać, że dzięki Walterowi uzyskaliśmy parę istotnych informacji. Był jeszcze jeden powód, dla którego należało sięgnąć do książek. Sam zbiór materiałów o aferze INSLAW i parę skandali ubocznych nie tworzyły jeszcze opowieści. Wiele faktów nie dawało się początkowo do niczego przyporządkować. Wymieniany w różnych miejscach Bank of Credit and Commerce Intemational przez długi czas pozostawał jedynie nazwą owianą tajemnicą. Bank miał za sobą olbrzymie bankructwo sięgające swymi początkami Wielkiej Brytanii. Być może warto byłoby poszperać nieco dokładniej. Od czasu do czasu na ekranie pojawiało się również nazwisko Olivera Northa, a kontekst wskazywał, że kawał z niego łajdaka. North odegrał decydującą rolę w aferze Iran-Contras, która od końca 1986 roku narobiła w Ameryce sporo politycznego zamieszania. Z pewnością istniała już obszema literatura na ten temat. Tak samo zresztą należało wyjaśnić parę kwestii związanych z wywiadem technologicznym USA, National Security Agency (NSA). 31 Prawdziwą kopalnią skarbów w poszukiwaniu dalszych szczegółów i zakulisowych informacji okazał się być Uniwersytet w Getyndze. Biblioteka uniwersytecka była - podobnie jak w kilku innych uniwersytetach - wyposażona od niedawna w elektroniczny system wyszukiwania 19. dla komputerowych fanów narzędzie takie stanowi wspaniałą zabawkę. Elektroniczne szperanie dostarczyło w końCu 20 000 stron dokumentów na mikrofilmach o aferze Iran-Contras oraz wskazało na wiele książek o Olivierze Norcie, o Iranie, o CIA, o potentacie prasowym Robercie Maxwellu - wymieńmy tu choćby kilka przykładów. Książki opublikowane głównie w USA czy w Wielkiej Brytanii umożliwiły często nie tylko uporządkowanie materiału dyskietkowego, ale dawały ponadto wiele cennych wskazówek do dalszych poszukiwań oraz dostarczały ważnych faktów do poszczególnych rozdziałów tej książki. 32 Już wkrótce okazało się, że sama historia programu PROMlS będzie na dłuższą metę zbyt monotonna. Może i mogłaby zainteresować ekspertów komputerowych bądź strażników baz danych, lecz niekoniecznie czytelników pragnących dowiedzieć się czegoś o innych ludziach i ich losach. W artykułach prasowych, w audycjach radiowych i książkach coraz częściej zaczęły się pojawiać postacie, które w jakiś sposób zetknęły się z tym programem. Byli wśród nich zwyczajni kłamcy i polityczni oportuniści, zakulisowi autorzy wydarzeń politycznych i twardziele z wywiadu, bankierzy bez skrupułów oraz bezwzględni handlarze bronią. Pojawił się tam również sam wynalazca PROMlS, programista, który przekształcił go w konia trojańskiego, byli tam piraci software'owi z amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości, zamierzający najprawdopodobniej zrobić wielki interes, byli tajni dystrybutorzy, dostarczający program do klienta, a także pozbawieni skrupułów użytkownicy wykorzystujący go do moralnie wątpliwych akcji umocnienia swojej władzy. 33 Wielkie elektroniczne sita W przeddzień inforrnatycznej wojny Elektroniczne poszukiwania uświadomiły nam, w jak zadziwiający sposób z pomocą komputerowego sita można odcedzać informacje z całego świata i docierać do poszukiwanych. W zasadzie nie działaliśmy legalnie, nie byliśmy tu lepsi niż tajni agenci służb specjalnych posługujący się, najczęściej również nielegalnie, szpiegowskim programem PROMlS. Dzięki systemom Veronica i Archie wyławiane były zarówno informacje rzeczowe, jak i dane osobowe. Obu rodzajów danych nie sposób bowiem od siebie oddzielić. Oprogramowanie nie dostrzega tu różnic, widzi je jedynie użytkownik. Stąd też w zarzucanych sitach mogą utknąć również ludzie, jeśli tak chce tego sprawiedliwość czy pech. To samo może się już teraz zdarzyć również w Niemczech, gdzie pod pozorem zwalczania przestępczości zorganizowanej komputeryzuje się pracę organów wymiaru sprawiedliwości i planuje ich połączenie siecią ze służbami wywiadowczymi. To, co w założeniach wydaje się być słuszne, w skutkach może się okazać zgubne również dla nas. W tym więc sensie wiele prezentowanych w tej książce historii jest zarazem przykładem ostrzegającym przed nadużywaniem techniki przez zbyt potężną i niemal nie podlegającą żadnej kontroli egzekutywę służb specjalnych, ministerstw i urzędów. A tymczasem elektroniczne narzędzia znowu poszerzyły swoje możliwości. PROMIS jako program jest już w tej chwili zabytkiem. Firmy software'owe z sześciu zachodnich uprzemysłowionych państw wypuściły na rynek tzw. programy workflow służące usprawnianiu systemów zarządzania w firmach i urzędach. Dostrzeżono tu miliardowy rynek zbytu. Od roku 1993 działała również tak zwana Workflow Management Coalition, zajmująca się standaryzacją, która w końcu pozwoli oprogramowanie jednego oferenta łączyć z oprogramowaniem innego. Do projektu przyłączyło się około 50 firm, uniwersytetów i banków: od Fujitsu (Japonia), IBM czy Hewlett-Packard (USA) aż po Siemens Nixdorf i SAP (Niemcy). Ponadto dołączyło również towarzystwo ubezpieczeniowe Wurttembergische Versicherung, co oznacza, że z elektronicznym porządkowaniem danych będzie się prawdopodobnie wiązać nie tylko wyliczanie kosztów podróży turystycznych, lecz pojawią się również "klienci z grupy ryzyka". 34 Miło słyszeć, że administracja poddawana jest "kuracji odchudzającej", że przyspiesza się procesy produkcyjne i obniża koszty. Jednocześnie jednak kolosalnie ułatwia to nielegalny czy też sterowany "odgórnie" dostęp do danych o obywatelach, o klientach banków bądź towarzystw ubezpieczeniowych. Każdy, kto zamierza na przykład uprawiać szpiegostwo przemysłowe, ma dzięki temu doskonałe elektroniczne wejście. Praktyczne wykorzystanie PROMlS pokazuje, że ludzie nie zawsze ograniczają się do samego szpiegostwa. Porządkowaniem dokumentów, sporządzaniem raportów czy "pocztą" elektroniczną w firmie lub urzędzie zajmują się w końcu tylko ludzie. Oprogramowanie workflow umożliwia idealną kontrolę ich pracy, co nie zawsze wychodzi na korzyść tych ostatnich. Wszyscy, których wyłowiło sito programu PROMlS jako drobne czy grube ryby, przypłacili to życiem. Odnosi się to tak samo do handlarzy narkotykami i bronią, jak i do opozycjonistów i dysydentów. O niektórych będzie tu jeszcze mowa. Być może ukierunkowane szpiegostwo przemysłowe prowadzone przez przemyconych do przedsiębiorstw szpiegów i przekupionych pracowników w przyszłości nie będzie już miało większego znaczenia. Pod hasłem information highways prezydent Clinton i jego zastępca Al Gore rozpoczęli ofensywę technologiczną, przypominającą kolonizację Dzikiego Zachodu i budowę sieci kolei żelaznej. Rząd USA zamierza zrobić poważny skok technologiczny, podnosząc swoją światową pozycję w zaawansowanych technologiach. Europejczycy nie w pełni jeszcze zrozumieli, co się kryje za superszybkimi infostradami przyszłego tysiąclecia 20. Nowy front technologiczny popierają nie tylko zakłady usług telefonicznych, lecz również rozgłośnie radiowe i telewizyjne, instytucje produkujące karty kredytowe oraz firmy oferujące inne usługi telekomunikacyjne. Niezwykle szybkie i wydajne połączenia są potrzebne przede wszystkim do sieciowego przesyłania ruchomych obrazów. Chodzi tu o przedziały rzędu giga, o przesyłanie w ciągu sekundy miliardów bitów. Obecnie udaje się przetransmitować najwyżej kilkanaście megabitów na sekundę. 35 Do technologicznego przetrwania regionu ekonomicznego, takiego jak Ameryka Północna, konieczne będzie według zwolenników information highways - optymalne wykorzystanie olbrzymich skarbów zgromadzonych w bazach danych. Jeśli rzucimy okiem na bogactwo usług informacyjnych oferowanych przez CompuServe (USA) lub E-World (USA), a w przyszłości również Microsoft (USA) czy nawet Europe Online (Burda-Verlag), dostaniemy wypieków z wrażenia. Godna podziwu jest wielkość zasobów bezpłatnego jak dotąd Intemetu, w którym udostępniają swe bazy danych uniwersytety, instytuty badawcze oraz instytucje rządowe. Technika ma to do siebie, że po skarby te mogą sięgać również ludzie spoza Stanów. A ponieważ na elektronicznych autostradach nie ma policji ani urzędów celnych, nic nie stoi na przeszkodzie, by legalnie uprawiać szpiegostwo przemysłowe na wielką skalę. Obecnie jest to już możliwe. I tak patenty zgłoszone w Europejskim Urzędzie Patentowym w Monachium można od dawna prze glądać drogą elektroniczną. Tylko w Stanach Zjednoczonych dyskutuje się nad ewentualnym zakodowaniem wszystkich danych, aby uniemożliwić konkurencji bezpłatny dostęp do know-how badań naukowych i gospodarczych. Zanosi się na informatyczną wojnę. 36 Same połączenia sieciowe nie stanowią jeszcze o przewadze ekonomicznej danego regionu. Decyduje know-how zawarty w bazach danych. Z pomocą wysoce efektywnych narzędzi i szybkich transmisji można sięgać po te skarby i w ciągu sekund transportować tam, gdzie będzie je można zamienić na dolary czy marki. Łącza sieciowe będą w przyszłości coraz bardziej ułatwiały korzystanie z rozproszonych informacji. Amerykanie nie zamierzają jedynie przyśpieszać badań naukowych i rozwoju, ale chcą również zaoferować każdemu dostęp do książki elektronicznej, do usług edukacyjnych oraz upowszechnić komputerowy dostęp do informacji rządu, ministerstw czy urzędów. Jeśli uda się skomercjalizować wymianę informacji, wówczas będzie można w tej dziedzinie faktycznie zarobić miliardy dolarów - jak wynika z amerykańskich rozważań. Ale również administratorzy usług sieciowych w Niemczech chcieliby ogrodzić swoje działki, podobnie jak niegdyś poszukiwacze złota w Kaliforni. Tak więc konsorcjum utworzone przez Mannesmann, RWE i Deutsche Bank zamierza konkurować z Deutsche Telekom. Firma Mannesmann posiada niezbędny know-how z telefonii komórkowej, RWE - system linii przesyłowych do ułożenia kabla transmisyjnego, a Deutsche Bank - nieco drobnych dla całego projektu 21. Można wątpić, czy każdy projekt oparty na infostradach jest sensowny i czy powinien być realizowany. Kiedy jednak sieci już powstaną, filmy, wideoklipy i gry komputerowe przestaną być rozpowszechniane na kasetach, dyskietkach czy krążkach CD. Po informację i rozrywkę, ale również po horror i pomo, będzie się sięgało przez przyłącze sieciowe. Dzieciaki z pewnością wykorzystają nowe możliwości i szaleć będą, zamiast przy porcji nocnego horroru z telewizji, przy elektronicznych grach wojennych, zgodnie z zasadą: Hell on Earth (Piekło na Ziemi). Gra pod tym tytułem była zresztą hitem 1994 roku. Grę zaklasyfikowano co prawda jako niebezpiecznie demoralizującą młodzież, jednak ze względu na udaną grafikę i krwawą akcję cieszyła się ona wśród nastolatków niezwykłą populamością. Ponieważ gra jest sieciowa, mogą w niej walczyć na wirtualne noże, karabiny i piły motorowe gracze siedzący przy komputerach w najbardziej odległych od siebie miejscach. 37 "Spełniło się stare marzenie hakerów" oświadczył były przewodniczący Komputerowego Klubu Chaos Steffen Wernery na Communications Congress w 1993 roku w Hamburgu. - Informacje są dostępne na całym świecie. Cały czas się tego domagaliśmy". Veronica i Archie nie są jedynymi systemami do elektronicznych poszukiwań. Są one tylko częścią World Wide Web (światowej Pajęczyny), dzięki której poszukiwacz informacji może się przerzucać z komputera na komputer i z dokumentu do dokumentu. W czasie pomiędzy naszymi pierwszymi zwiadami w 1993 roku a ostatnimi poszukiwaniami z 1995 roku stworzono tak dobre programy dla World Wide Web, że Veronica i Archie nie wytrzymują konkurencji. Programy o nazwach Lynx czy Webcrawler przeszukują również "boczne drogi" Intemetu, o których użytkownik nigdy nie słyszał ani o nich nie czytał. Coraz więcej firm i organizatorów targów lub igrzysk olimpijskich przystosowuje swoje komputery do współpracy z World Wide Web. Stąd też w ramach elektronicznego zbierania materiału do tej książki możliwe było magiczne ściągnięcie na ekran informacji o produktach, notatek prasowych różnych firm oraz artykułów z magazynów czy gazet. 38 Już wkrótce większość komputerów w Intemecie będzie mogła zostać przeszukana pod kątem wprowadzonego hasła nawet z najodleglejszego miejsca świata; a będą to setki tysięcy maszyn. Ponadto możliwe będzie przeglądanie nie tylko nagłówków i tytułów, ale także szperanie w całych tekstach. W wypadku specjalnych serwerów list (list server), z literą "L" na końcu swojej nazwy, już dzisiaj jest to możliwe za pomocą zwykłego polecenia search (znajdź). W rezultacie program wyświetla wszystkie trafienia. Zastosowanie tej techniki pozwoliło również nam zebrać podstawowy materiał do niektórych historyjek zawartych w tej książce. 39 Część 11 Software'owi piraci w tajnej misji 41 Program Billa Hamiltona PROMIS poszedl sobie w świat. Hamilton, jako szef firmy INSLAW, początkowo nawet tego nie zauważył. Z początkiem lat osiemdziesiątych stworzył on uniwersalny program, który przede wszystkim miał ułatwiać organizację pracy prokuraturze. Program ten doskonale nadawał się do wyszukiwania powiązań pomiędzy bardzo różnymi sprawami. Dzięki niemu udawało się na przykład ustalić, czy przestępcy nie byli również zamieszani w inne sprawy. Jednak nie tylko prokuraturom był potrzebny dobry program, który pomógłby opanować zalew spraw wymagających opracowania. Sposohu zoptymalizowania swoich systemów przetwarzania danych poszukiwały również policja, organa ścigania handlarzy narkotykami, wojsko oraz tajne służby wywiadowcze. Bill Hamilton zawarł umowę sprzedaży z Departamentem Sprawiedliwości USA, wkrótce jednak zbankrutował. Podczas próby zlokalizowania swojego programu PROMIS Hamilton musiał stwierdzić, że software'owi piraci wykradli go, zmanipulowali i odsprzedali dalej. Owi piraci znajdowali się w amerykańskim Departamencie Sprawiedliwości oraz w różnych tajnych służbach. Zainicjowali oni największą akcję szpiegowską wszechczasów, planując śledzenie z pomocą techniki operacji bankowych, pracy zakładów energetycznych, zakładów telekomunikacji, a nawet samych obcych wywiadów. Program PROMIS zastosowano w taki sam sposób, jak starożytni Grecy użyli konia trojańskiego. Zmanipulowany program wypróbowano wpierw w Jordanii i w Gwatemali, gdzie tysiące ludzi musiały przypłacić życiem pomyślną fazę testowania. 42 Amerykański wywiad do spółki z izraelskim Mossadem rozprowadziły następnie program PROMIS po całym świecie, a każdy, kto go używał, ryzykował, że inny wywiad zaglądał mu w karty. Kogo to dotyczyło? Postacie Bason, George Sędzia, który w sprawie bankructwa INSLAW orzekł, że amerykański Departament Sprawiedliwości za pomocą "trików, wprowadzania w błąd i oszustw" przywłaszczył sobie program PROMIS i ma wypłacić odszkodowanie. Być może Bason nie powinien był tego robić, gdyż nie mianowano go już więcej na sędziego i pozostał bez pracy. Ben-Hanan, Yehuda, Właściciel małej firmy software'owej przebudowuje PROMIS na konia trojańskiego, za co otrzymuje 5 000 dolarów. Ben-Menashe, Ari, Izraelczyk, któremu dobrze znane są sprawy Iranu. W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych pracuje dla Rafi Eitana, doradcy antyterrorystycznego premiera Menachema Begina. Ben-Menashe opisuje, w jaki sposób Eitan zdobył program, jak go kazał zmanipulować, aby następnie przetestować go w Jordanii. Brian, Earl W. Na tajne zlecenie Brian sprzedaje program PROMIS, zarabiając przy tym miliony. Po pewnym czasie programu używają urzędy, banki, siły zbrojne, firmy zbrojeniowe i służby wywiadowcze w ponad 80 krajach. Wywiad amerykański oraz Mossad najprawdopodobniej podglądają zza pleców i uważnie czytają wszystkie przetwarzane dane. 43 Brooks, Jack, Przewodniczący komisji dochodzeniowej amerykańskiej Izby Reprezentantów, wyjaśniającej tak zwaną aferę INSLAW. We wrześniu 1992 składa raport i domaga się kontynuacji śledztwa. Casolaro, Daniel ( Danny ) Dziennikarz, który szukając "głowy ośmiornicy" w kręgach amerykańskich polityków, wsadza nos w niemal każdy skandal. Próbuje zajrzeć również za kulisy afery INSLAW. W sierpniu 1991 roku umiera w łazience hotelowej. Samobójstwo? Morderstwo? Eitan, Rafi Legendarny doradca antyterrorystyczny z Izraela, dostrzega na początku lat osiemdziesiątych korzyści, jakie może dać program PROMIS w ściganiu terrorystów i podejrzanych. Eitan zleca przebudowanie programu PROMIS w konia trojańskiego dla Izraela. Hamilton, William Hamilton tworzy z początkiem lat osiemdziesiątych program PROMIS i zawiera z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości umowę na instalowanie systemu przetwarzania danych. Współpraca trwa jednak krótko. "Partner" doprowadza go do bankructwa. Hamilton chciałby wiedzieć, kto za tym stoi. Zbierając informacje, trafia na trop największej afery szpiegowskiej świata. Meese, Edwin Meese zna Ronalda Reagana z czasów kalifornijskich, gdy ten był jeszcze gubernatorem. W 1981 roku Meese zostaje jednym z jego najbliższych doradców, w 1985 roku sekretarzem sprawiedliwości, a w 1986 traci swój urząd z powodu podejrzeń o zamieszanie w aferę Iran-Contras. Jako sekretarz sprawiedliwości Meese pomaga tuszować skandale rządowe. 44 Riconosciuto, Michael Jako techniczny geniusz Riconosciuto przebudował w 1983 roku program PROMIS w konia trojańskiego. Prace te prowadził na terenie pewnego indiańskiego rezerwatu w Kaliforni i, jak twierdzi, robił to na potrzeby amerykańskiego wywiadu. Riconosciuto dużo mówi - również przed komisją badającą aferę INSLAW. 45 Danny Casolaro śmierć nadgorliwego dziennikarza Nikt nie reagował na pukanie pokojówki. Była sobota, 10 sierpnia 1991 roku, około południa. Pokojówka rezerwowym kluczem otworzyła drzwi pokoju nr 517 w Sheraton Martinsburg Inn (Wirginia Zachodnia), hotelu położonego na przedmieściu, przy szosie nr 91. Na skraju nie zasłanego łóżka leżały poskładane części gardero by . Gość hotelowy znajdował się prawdopodobnie w łazience. Widok łazienki pokojówka zaczęła krzyczeć z przerażenia. Natychmiast nadbiegła jej koleżanka. W wannie leżały zwłoki białego mężczyzny w wieku około 40 lat. Mężczyzna był nagi. Leżał w kałuży własnej krwi. Kafelki były zbryzgane krwią. Nawet na ścianach pozostały krwiste ślady. Dziewczyny wezwały policję. Obok wanny stała opróżniona do połowy butelka czerwonego wina, a przy niej kawałki rozbitego kieliszka. Kiedy funkcjonariusze policji wyjęli ciało z wanny, znaleźli żyletkę z jednostronnym ostrzem, taką, jakich używa się do czyszczenia okien lub przecinania sznurka na przesyłkach. Potem znaleźli jeszcze pustą puszkę po piwie z Milwaukee, podkładkę pod kieliszek i dwie białe plastikowe torebki. Nie natrafiono na żadne dokumenty. Na biurku leżał pusty notatnik oraz bloczek z jedną wyrwaną kartką. Kartka leżała obok. Napisano na niej atramentem kilka pożegnalnych słów. Tak to przynajmniej wyglądało. 46 To those who I love the most. Please forgive for the worst possible thing I could have done. Most of all I'm sorry to my son. I know deep down inside me that God will let me in. Do tych, których kocham najbardziej. Wybaczcie, proszę, to najgorsze, co mogłem zrobić. Najbardziej żal mi mojego syna. Głęboko wierzę, że Bóg przyjmie mnie do siebie. U Daniela Casolaro, gdyż tak nazywał się denat, stwierdzono trzy lub cztery głębokie rany cięte na lewej ręce, niektóre tak głębokie, że sięgały ścięgien. Casolaro zmarł najprawdopodobniej z powodu upływu krwi. Policja odnotowała samobójstwo i po trzech godzinach wydała zwłoki. Drzwi pokoju nie były otwarte siłą, nie zauważono śladów walki, dlatego funkcjonariusze prowadzący dochodzenie orzekli, że nie użyto przemocy. Policja tymczasowo zamknęła sprawę 1. A mimo to śmierć ta była bardzo podejrzana. Pojawiły się pytania, na które policja nie potrafiła odpowiedzieć. Przyjaciele i znajomi uporczywie twierdzili, że było to morderstwo, gdyż Casolaro wsadzał nos w sprawy, z których niezwykle wpływowi współpracownicy rządu prezydenta George'a Busha czerpali spore korzyści. Casolaro był podobno bliski ujawnienia największego skandalu rządowego w historii USA, wobec którego afery Watergate czy Iran-Contras mogłyby się wydawać wręcz śmieszne. Skandal ten łączył się z nielegalną sprzedażą programu, tzw. wyszukiwarki sieciowej firmy INSLAW , za przyzwoleniem Departamentu Sprawiedliwości i służb wywiadowczych USA. Komisja prawna Kongresu Stanów Zjednoczonych pod kierownictwem teksańskiego senatora Jacka Brooksa stwierdziła w swoim sprawozdaniu z kontroli w 1992 roku, zatytułowanym The INSLAW Affair: Jak długo istnieje możliwość, że Danny Casolaro zmarł, ponieważ zbierał informacje w sprawie INSLAW, należy kontynuować dochodzenie 2. Casolaro był wolnym dziennikarzem pracującym nad pewną książką. Niestety, nie znalazł jeszcze wydawcy, a nawet już dwa razy odrzucano jego propozycje. Stąd też był ciągle w kłopotach finansowych, co raczej nie wprawiało go w dobry nastrój. W przeddzień śmierci widziano go jeszcze w restauracji sieci Pizza Hut, gdzie miał podobno siedzieć przygnębiony i coś popijać, jednak alkoholu we krwi później nie stwierdzono 3. 47 Casolaro zajmował się "mackami ośmiornicy" ulokowanej w głównym ośrodku władzy. Wspominał rzekomą grupę spiskowców składającą się z siedmiu lub ośmiu osób The Octopus (0śrniomica)4. Snuł przypuszczenia, że grupa ta, działająca wewnątrz CIA, była uwikłana nie tylko w aferę Iran-Contras, lecz uprawiała także na wielką skalę handel narkotykami i bronią, utrzymywała kontakty z organizacją przestępczą Cosa Nostra, wykorzystywała do swoich celów różne instytucje wywiadowcze, doprowadzała firmy do bankructwa i zaangażowała się w różnego rodzaju nielegalne transakcje. Niektóre przypuszczenia Casolaro później się potwierdziły. Tuż przed wyjazdem do Martinsburga w celu spotkania się z ważnym informatorem i zdobycia "ostatnich dowodów rzeczowych" Casolaro był podobno w "stanie euforii". Uważał, że jest bardzo bliski zdemaskowania "głowy ośmiornicy"5. Przyjaciele, krewni i koledzy uważali, że dziennikarz w takim nastroju nie mógł popełnić samobójstwa. Został raczej zamordowany. Dlaczego też miałby dzwonić do domu i mówić, że dzisiaj wróci później?6 Na kilka dni przed swoją śmiercią opowiadał o planowanych poszukiwaniach informacji poza granicami kraju ~ w Dominikanie, Kostaryce, Chile, Australii, Kuwejcie i Brukseli 7. Casolaro chciał pojechać również do Laosu. Interesował go laotański lord wojny i król narkotyków Khun Sa oraz jego uprawy maku do produkcji opium i handel narkotykami w Złotym Trójkącie pomiędzy Laosem, Birmą i Tajlandią. Zaczęło się pojawiać coraz więcej pojedynczych artykułów, a nawet książek wskazujących na powiązanie światowego handlu narkotykami z amerykańskimi słUŻbami wywiadowczymi, zwłaszcza z CIA. Najwidoczniej amerykańscy politycy, agencl wywiadów i handlarze narkotykami robili ze sobą od czasu do czasu pewne interesy 8. 48 Planowane podróże miały też bez wątpienia związek ze sprzedażą tajnego programu wyszukującego PROMIS, z pomocą którego można było, dzięki analizie danych, zebrać obszerne informacje o niewygodnych osobach. Podczas swoich poszukiwań Casolaro natknął się w 1990 roku na agenta amerykańskiego wywiadu technologicznego, National Security Agency (NSA), nazwiskiem Alan David Standoff. Standoff pracował w ośrodku nasłuchowym NSA w Vint Mills na Wschodnim Wybrzeżu. Ośrodek usytuowano w odległości niecałej godziny jazdy samochodem od Waszyngtonu, na terenach wypoczynkowych. To tutaj prowadzono nasłuch rozmów radiowych pomiędzy ambasadami w Waszyngtonie a rodzimymi krajami. Jednak operatorzy NSA interesowali się również rozmowami telefonicznymi Amerykanów z zagranicą. Standoff opowiadał Casolaro o dokumentach rządowych wskazujących na to, że program PROMIS sprzedano Izraelowi, Afryce Południowej, Niemcom oraz jeszcze kilku innym państwom. Wpływy ze sprzedaży przelewano na konta bankowe na Kajmanach i w Szwajcarii. Zanim Standoff zdążył zdobyć dokumenty i przekazać szczegóły, zmarł nagle w Waszyngtonie 31 stycznia 1991 roku. Został uderzony tępym przedrniotem. Morderca wywiózł ciało samochodem na lotnisko, a tam pozostawił je na parkingu. Okoliczności morderstwa nie wyjaśniono 9. Bratu Casolaro udało się wznowić śledztwo w sprawie śmierci Danny'ego. Jednak 25 stycznia 1992 roku władze lokalne powtórnie stwierdziły, że było to samobójstwo. Ale dziwne okoliczności śledztwa budzą wątpliwości. Zanim koroner zdążył przeprowadzić dokładne badanie, ciało zostało zabalsamowane, co uniemożliwiło dokonanie precyzyjnych ustaleń. Rany cięte były podobno tak głębokie, że Casolaro nie byłby w stanie sam sobie ich zadać. Pokoju hotelowego nie zabezpieczono i czym prędzej go uprzątnięto, zacierając wszelkie możliwe ślady 10. 49 Rodzina wspominała, że Danny'emu Casolaro niejednokrotnie wcześniej grożono. On sam podkreślał, że w raziejego śmierci nie należy zakładać wypadku. Gdyby miało mu się coś przytrafić, będzie się to raczej wiązało z firmą software' ową INSLAW i jej programem wyszukującym PROMIS, z aferą Iran-Contras oraz tajemniczym Bank of Credit and Commerce International (BCCI), w którym prano podobno pieniądze pochodzące z handlu narkotykami i bronią. Wszystko to było jednak bardzo zagmatwane i nikt nie potrafił dokładnie ustalić istniejących powiązań. Sugestie Casolaro były bulwersujące, gdyż wymienione nazwiska wskazywały na związek z władzą i wpływowymi kręgami. Bank BCCI uchodził za przykład największej na świecie pralni brudnych pieniędzy. Konta w BCCI mieli CIA, palestyński terrorysta Abu Nidal, a także handlarz narkotykami, agent CIA i prezydent Panamy w jednej osobie Manuel Noriega. Casolaro posiadał kserokopie czeków opiewających na wysokość miliona dolarów wystawionych na ten bank na konto adwokata i handlarza bronią z Arabii Saudyjskiej Adnana Kashoggi oraz w wysokości 5 milionów dolarów na konto Menuchera Ghorbanifera, irańskiego handlarza bronią i pośrednika w aferze Iran-Contras. Same kserokopie nie były niczym nadzwyczajnym, świadczyły bowiem o kontaktach handlowych znanych powszechnie już od dłuższego czasu. W ramach afery Iran-Contras wyszły na jaw zupełnie inne sprawy. Amerykańskich zakładników z Libanu wykupiono rzekomo za dużej wartości dostawy broni do Iranu. Na pomysł ten mieli podobno wpaść członkowie Rady Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Council) w Waszyngtonie, a przede wszystkim generał Oliver North, który najwidoczniej pociągał za sznurki w wielu miejscach. Na wymianie "broni na zakładników" można było odnieść spore korzyści. Za uzyskane "brudne dolary" można było kupić broń dla Contras w Nikaragui, o ile pieniądze wcześniej nie znikłyby w czyichś kiesze- niach i na tajnych kontach. Kashoggi na przykład udzielił w aferze Iran-Conras krótkoterminowego kredytu na zakup broni, jednak nie zrobił na tym wielkiego interesu. Pod względem finansowym "rozłożyło go to nawet na łopatki 10. 50 Macki ośmiornicy 1rn więcej szczegółów śledztwa Casolaro wychodziło na jaw, tym bardziej było widać, w jak głębokie wpakował się bagno. Na krótko przed śmiercią Casolaro został ostrzeżony przez agenta CIA, że jego życiu zagraża niebezpieczeństwo. Zbytnia ciekawość mogłaby go zabić. Casolaro miał chyba zamiar udać się " w pewne miejsce" będące " własnością rządu USA " w Waszyngtonie. W tym właśnie supertajnym centrum nawiązały ze sobą kontakty osoby określane mianem ośmiornicy. Wyraźnie ostrzegano Casolaro, iż sam fakt, że się tam wybiera, może oznaczać jego śmierć12. Brzmi to jak jedna z wielu spiskowych historii, w których grzebał Casolaro. Czy obawy były jednak przesadzone? W końcu zginął gwałtowną śmiercią. Najprawdopodobniej w Waszyngtonie istniał rzeczywiście supęrtajny ośrodek zamieszany w nadużycia programu PROMIS firmy INSLAW. Oliver North kierował w Waszyngtonie centralą komputerową, o której istnieniu nie wiedzieli nawet pracownicy Rady Bezpieczeństwa Narodowego13 (patrz również s. 1 16 i nn.). Jak podaje Richard Stavin, były prokurator i członek Specjalnej Komisji Departamentu Sprawiedliwości do walki z przestępczością zorganizowaną, głównym informatorem Casolaro był niejaki Robert Booth Nichols. Casolaro rniał się z nim podobno często spotykać. Nichols był w pewnych kwestiach bardzo skory do udzielania informacji. Na bardziej szczegółowe pytania dawał jednak odpowiedzi wymijające 14. 51 Casolaro rzekomo spędził w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy około 100 godzin na rozmowach telefonicznych z Robertem Boothem Nicholsem, a ostatnia rozmowa rniała rniejsce kilka dni przed śmiercią. Jak podaje Nichols, Casolaro wspominał podczas tej rozmowy, iż właśnie wrócił ze spotkania z niezwykle ważnym informatorem, który był w stanie powiedzieć mu wiele o sprawie INSLAW . Teraz natomiast wybiera się na drugie spotkanie, by odebrać istotne dokumenty15. Podobną historię Casolaro opowiadał w tych dniach niejakiemu Williamowi Turnerowi, w którego sejfie złożył ważne dokumenty. Ponadto wspominał przy nim o zamiarze spotkania się z pewnym urzędnikiem ze sztabu senatora Roberta Byrda z Zachodniej Wirginii. Casolaro mówił też o krewnym niejakiej Barbary Videniaks, żony rzekomego cichego autora planu kradzieży szperającego software'u. Jej mąż, Peter Videniaks, pracował wcześniej w urzędzie celnym, a później przeszedł do Departamentu Sprawiedliwości. Turner otrzymał od Casolaro zlecenie dostarczenia do Martinsburga obydwu pakietów z dokumentacją sprawy INSLAW. Casolaro chciał najwidoczniej coś pokazać swojemu informatorowi. Turner twierdzi, iż rzeczywiście przekazał mu te dokumenty na parkingu hotelu Sheraton w Martinsburgu. Policja nigdzie ich jednak później nie znalazła16. Według Harry'ego Martina z kalifornijskiej gazety " The Napa Sentinel" Casolaro chodziło o głowę Ośrniornicy , Earla Briana, oraz jego wspólnika Petera Videniaksa. Earl należał do grupy Reagana w Kaliforni, gdy ten był tam jeszcze gubernatorem. Cały szereg świadków potwierdza jego dobre stosunki z najwyższymi kręgami rządowymi i z CIA. Brian był podobno mocno zarnieszany w handel bronią, w wiele ciemnych interesów z tajnyrni służbami specjalnymi oraz w tzw . aferę INSLAW. Martin twierdzi, że Casolaro nie spotkałjednak w Martinsburgu głowy Ośmiornicy. Mimo to jest dla niego oczywiste, że z1ecenie zabójstwa wyszło od niej17. Ale brak jednoznacznych dowodów. 52 Christic Institute z Waszyngtonu twierdzi tymczasem, że zidentyfikował już sporo spiskowców Ośmiornicy18. Bojownicy o prawa człowieka i adwokaci z tego instytutu lokalizowali ich przede wszystkim w najwyższych kręgach CIA. Swoimi publikacjami i oskarżeniami Christic Institute ujawnił w 1987 roku dotychczas nieznane, ciemne strony afery Iran-Contras i wskazał na powiązania CIA z handlem heroiną19. W centrum zainteresowania Casolaro znajdowali się również agenci CIA, jak choćby E. Howard Hunt, który brał udział w słynnym skandalu Watergate prezydenta Nixona i, być może, miał też coś wspólnego z finansowaniem morderstwa Johna F. Kennedy'ego2O. Byłego szefa CIA, Richarda Helmsa, Casolaro również zaliczył do grupy , która w jego ocenie z biegiem lat coraz silniej kontrolowała CIA 21. Najprawdopodobniej nigdy już nie da się stwierdzić, czy zawiła teoria o Ośmiornicy jest prawdziwa. Nie jest też jasne, na ile jej macki sięgały do Europy i do Niemiec. Ważne osoby, jak na przykład Earl Brian i John P. Nichols, milczą na ten temat lub zaprzeczają wszelkim zarzutom22. Niestrudzona praca dziennikarzy , adwokatów i sędziów doprowadziła jednak do ujawnienia skandali w służbach wywiadowczych oraz "ciemnych interesów" robionych na niespotykaną dotychczas skalę i osłanianych przez najwyższych urzędników rządowych23. Kto jako dziennikarz czy adwokat zajmował się Ośmiornicą i zaczynał wnikliwiej szperać, ryzykował, że "przydarzy" mu się samobójstwo. I tak też "przydarzyło" się ono niejednemu z tych, o których będzie jeszcze mowa w następnych rozdziałach tej książki. Krwawy ślad zdaje się nie mieć końca. Jak na razie ostatnią ofiarą był adwokat Paul Wilcher, który 23 lipca 1993 roku w bardzo tajemniczych okolicznościach popełnił samobójstwo w swoim mieszkaniu. Mówi się, że w swoich ustaleniach zaszedł znacznie dalej niż Casolaro 24. 53 Korporacja INSLAW Bankructwo z woli Departamentu Sprawiedliwości USA Gdyby George Orwell, pisząc swoją antyutopię 1984, przeczuwał, w jaki sposób będzie się w państwie totalitarnym realizować elektroniczną kontrolę społeczeństwa, a następnie tępić dysydentów i inne nie lubiane osoby, wówczas z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zainteresowałby się oprogramowaniem PROMIS. George Orwell nie potrafiłby jednak wyobrazić sobie, że nadużycie tego instrumentu kontroli będzie możliwe również w państwach demokratycznych. Programowi Prosecutor's Management Information System (PROMIS) można by całkiem słusznie przykleić etykietkę Big Brother. W orwellowskim roku 1984 zakończono już fazę testowania tego monstrualnego programu do "sterowania zarządzaniem" i możliwe stało się jego powszechne użycie, obejmujące niema1 cały świat. Na programie PROMIS można było zrobić niezły interes. A mimo to dla młodej, rozwijającej się firmy projekt zakończył się bankructwem. I właśnie to bankructwo, po wielkich sporach prawnych, stało się w 1988 roku przedmiotem zainteresowania Komisji Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych. Mimo wnikliwego śledztwa do dzisiaj pozostało wiele niewiadomych. Nigdy nie udało się wyjaśnić do końca, kto z kim się zmawiał, jakie stosował triki i jakie robił na tym interesy. Zbyt wiele osób było uwikłanych w aferę. Ponadto osoby te zbyt rzadko potrafiły przypomnieć so bie istotne fakty . Zanik pamięci jest w pewnych kręgach politycznych bardzo częstą dolegliwością. Wynalazcą i twórcą PROMIS był William Hamilton, ekspert od technik komunikacji. Pierwsze laury Hamilton zdobywał w latach sześćdziesiątych podczas wojny wietnamskiej. Przygotowywał on wówczas stanowiska nasłuchu radiowego. później otrzymał ze strony wywiadu technologicznego zadanie opracowania wietnamsko-angielskiego leksykonu komputerowego. NSA nie jest pierwszym lepszym wywiadem, lecz wywiadem największym w Stanach Zjednoczonych, znacznie większym od CIA, a ponadto o wiele bardziej utajnionym (porównaj część IV). 54 Z początkiem 1at siedemdziesiątych Hamilton rozpoczął prace nad pewnym skomplikowanym programem, który miał umożliwić elektroniczne przetwarzanie i analizę baz danych. Hamilton nie był oczywiście jedynym, który pracował nad tym problemem, jednak jego koncepcja należała do najlepszych. W 1978 roku PROMIS był gotów do użycia jako program zarządzający informacjami dla potrzeb prokuratur i innych urzędów Departamentu Sprawiedliwości. Jako narzędzie wyszukujące PROMIS potrafił zarzucać swoje elektroniczne sita, odnajdywać w bazach danych wskazane informacje, a następnie łączyć je ze sobą. Kiedy Hamilton zauważył, że jego program może stać się wielkim przebojem handlowym, złożył wymówienie w NSA i przejął firmę UŻyteczności publicznej Institute for Law and Social Research (INSLAW), aby móc pisać nowe programy komputerowe. Agencja NSA nie była tym uszczęśliwiona, a wcześniejsi przełożeni Hamiltona uważali, że nie wolno mu tak po prostu zabrać ze sobą wiedzy zdobytej u nich25. Ponieważ firma INSLAW utrzymywała się przede wszystkim ze środków publicznych i z1eceń rządowych, PROMIS był początkowo również oprogramowaniem do publicznego rozpowszechniania (public domain software), czyli dostępnym za darmo dla każdego, a zysk można było czerpać tylko z instalowania i doradztwa u nabywcy. Program zainstalowany W prokuraturach doskonale nadawał się do analizy spraw i decyzji sądowych oraz do ujawniania powiązań pomiędzy nazwiskami, rniejscowościami oraz innymi aspektami spraw karnych 26. 55 Kiedy pod koniec 1at siedemdziesiątych, za rządów Cartera, zabrakło środków publicznych, firmę INSLAW przekształcono w przedsiębiorstwo komercyjne. Widoki na wielki sukces i zyski pojawiły się jednak dopiero za rządów Ronalda Reagana, który został prezydentem w 1981 roku. Wymiar sprawiedliwości stanął w tym czasie wobec poważnego problemu. Dane zgromadzone w różnych systemach przetwarzania na1eżało ze sobą połączyć. Dlatego też w 1982 roku Departament Sprawiedliwości z1ecił firmie INSLAW wyposażenie 94 prokuratur w program PROMIS, czyli oprogramowanie do publicznego rozpowszechniania. Podczas pilotażowego projektu zamierzano zainstalować system początkowo w 20 prokuraturach, a w wypadku powodzenia miał on być rozszerzony na pozostałe 74 prokuratury. Z1ecenie oszacowano na około dziesięć milionów dolarów. Bill Hamilton miał okazję odnieść wielki sukces finansowy. Można zaryzykować stwierdzenie, że udało mu się wejść na o1brzymi rynek, gdyż koszt przestawienia amerykańskiego sądownictwa na elektroniczne przetwarzanie danych oszacowano na trzy miliardy dolarów 27. A tymczasem Hamilton stworzył na własny koszt udoskonaloną wersję PROMIS, do której firma posiadała już prawa autorskie. Zaoferowano więc Departamentowi Sprawiedliwości przekazanie udoskonalonego programu w leasing. Departament przyjął ofertę, ale był też bardzo zainteresowany zmianami wprowadzonymi do programu i objaśniającą dokumentacją. W kwietniu 1983 roku zmodyfikowano dotychczasową umowę i firma INSLAW miała przekazać program oraz dokonać instalacji. Do 1985 roku firma Hamiltona uruchomiła nowy system w 20 wielkich prokuraturach 28. 56 Początkowo wszystko przebiegało rutynowo, lecz później zdarzyło się coś niespodziewanego. Z powodów, których Harnilton nie był w stanie zrozumieć, Departament Sprawiedliwości przestał być partnerem, a zaczął się zachowywać jak przeciwnik procesowy . I tak zażądał na przykład przedłożenia kompletnego dowodu na to, że nowa wersja programu zawiera istotne elementy , których stworzenie sfinansowano nie ze środków rządowych, a1e z prywatnych zasobów firmy INSLAW. Jedynie w tym wypadku program mógłby być objęly ochroną z tytułu praw autorskich. Departament sugerował więc, że nowa wersja programu nie różniła się istotnie od starej, wobec czego powinna być bezpłatna, chyba że INSLAW jest w stanie udowodnić co innego. Hamilton znalazł się w potrzasku, gdyż dostarczenie takiego dowodu było trudne i kosztowało sporo czasu. W departamencie doskonale o tym wiedziano i próbowano przeszkodzić w dostarczeniu przez INSLAW dowodu na stworzenie własnego produktu, który byłby chroniony prawami autorskimi. Głównym hamulcem był niejaki Peter Videniaks, który utrzymywał, źe udoskonalona wersja programu nigdy nie istniała. Cofnięto z1ecenie na instalację w pozostałych 74 mniejszych prokuraturach. Sprawa miała jeszcze mieć swój niekończący się ciąg dalszy przed sądem. Jakiś tydzień po modyfikacji umowy w 1983 roku do Billa Hamiltona zgłosił się niejaki Dominique Laiti, podający się za prezesa firmy doradczej Hadron Inc. Hamilton nigdy nie słyszał o takiej firrnie. Laiti zaś oświadczył, iż pragnie nabyć prawa do programu PROMIS, a poza tym ma dobre układy z Departamentem Sprawiedliwości i Białym Domem. Firma Laitiego zamierzała podobno wejść na rynek zarządzania informacjami. Harnilton nie widział najmniejszego powodu, dla którego rniałby się na to zgodzić i pozwolić wyrwać sobie z rąk tak intratny kontrakt. Brutalne przebudzenie miało miejsce miesiąc później. Departament wstrzymał wszystkie wynikające z pierwotnej umowy płatności na rzecz INSLAW29. Hamilton początkowo nie potrafił zrozumieć zablokowania płatności i próbował jeszcze pertraktować. Nikt jednak nie chciał go słuchać. Departament nie zgodził się nawet na ugodę. Hamilton zaczął dostrzegać, że przedstawicieli urzędu i firmę Hadron Inc. łączą specyficzne układy. Wydział pełniący nadzór nad projektem przestał sprzyjać Hamiltonowi, a odpowiedzialni pracownicy dążyli do możliwie jak najszybszego wypowiedzenia umowy 30. 57 Za przydzielanie zleceń w departamencie odpowiadał Peter Videniaks. Jego stosunki z firmą Hadron były szczególnego rodzaju. Jeszcze przed przejściem do Departamentu Sprawiedliwości Videniaks kooperował z tą firmą. Od maja 1983 roku Videniaks i inni zaangażowali wszystkie siły, aby pozbyć się INSLAW na korzyść firmy Hadron. Nie chodziło tu jednak o zwykłą przysługę dla firmy Hadron czy o przypadek korupcji. Dyrektywy przyszły z samej góry. Kartele władzy Na samej górze urzędował na przykład Edwin Meese, doradca prezydenta Ronalda Reagana w Białym Domu. Meese był niegdyś adwokatem w Kaliforni i należał do drużyny Reagana, kiedy ten był tam jeszcze gubernatorem. Po wyborze na prezydenta Reagan mianował swojego towarzysza walki jednym z trzech najbliższych doradców. Meese ze swej strony wciągnął na stanowisko niejakiego Lowella Jensena, byłego prokuratora okręgowego z A1ameda County, z którym wcześniej współpracował. W 1981 roku Reagan powołał Jensena na kierownika Wydziału Spraw Karnych w Departamencie Sprawiedliwości. Kiedy w lutym 1985 roku Meese został sekretarzem sprawiedliwości, Jensenowi zaproponowano stanowisko zastępcy. Jensen był w Departamencie Sprawiedliwości od początku przewodniczącym Komitetu Nadzorczego dla PROMIS (PROMIS Oversight Committee), do którego należał również Videniaks, a zatem był o wszystkim dokładnie poinformowany. 58 Bil1 Hamilton, nie orientujący się początkowo w dżungli osobistych układów, twierdzi, że Jensen, zajmując to stanowisko, mógł czerpać znaczne korzyści z bankructwa firmy INSLAW. Meese miał dobrego przyjaciela jeszcze z czasów kalifornijskich ~ Ear1a Briana. To podobno właśnie on za kulisami faktycznie pociągał za sznurki afery INSLAW. Meese i Brian znali się od dawna, a u boku Reagana stali już w czasach, gdy ten był jeszcze gubernatorem. później Brian został prezydentem i przewodniczącym zarządu Biotech Capital Corporation, posiadającej swoje udziały w przeróżnych firmach, w tym również w firmie Hadron. Jednym z pierwszych inwestorów firmy Biotech była Ursula Meese, żona późniejszego sekretarza sprawiedliwości. Posiadała ona 2000 akcji, które nabyła za prawie 15000 dolarów31. Brian utrzymywał dobre stosunki z drużyną Reagana. W 1981 roku otrzymał stanowisko w Białym Domu i troszczył się o służbę zdrowia. Jego bezpośrednim przełożonym był Edwin Meese, doradca prezydenta. Brian chętnie aranżował dla zagranicznych gości zwiedzanie Białego Domu, zachęcając ich do inwestowania w firmę Hadron Inc., która mogła przecież liczyć na olbrzymie zlecenia rządowe32. W 1983 roku Earl Brian zaczął nielegalnie, poprzez firmę Hadron, wprowadzać na rynek program PROMIS, przy tym nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie33. Nawet jeśli dla ludzi z zewnątrz powiązania te nie były przejrzyste i wiele szczegółów pozostało do dzisiaj w ukryciu, śledztwo coraz dobitniej wykazywało, jak silny kartel władzy stworzyli koledzy z kalifornijskich czasów Reagana. Pokazały się pierwsze macki ośmiornicy, jednak nie rozpoczęła ona jeszcze swoich ohydnych machinacji. 59 Firma INSLAW popadała w coraz większe kłopoty finansowe, ponieważ Departament Sprawiedliwości nie wywiązywał się z uzgodnionych płatności i wstrzymał przelew łącznie 1,6 milionów dolarów, w wyniku czego banki zablokowały kredyty. Departament Sprawiedliwości stanął na stanowisku, że posiada nieograniczone prawa do oprogramowania i nie musi ani płacić, ani nie jest skazany na firmę INSLAW przy wyposażaniu dalszych prokuratur w system PROMIS. Taka sytuacja prawna nie miała zbyt solidnych podstaw i Departament Sprawiedliwości zdawał sobie sprawę, że w sporze o prawa do oprogramowania będzie miał w ręku stosunkowo słabe karty. Dlatego też celem jego działania było nie tylko doprowadzenie INSLAW do bankructwa, ale postawienie jej w stan likwidacji, co wyeliminowałoby przeciwnika pod względem prawnym i zapewniło wyłączność praw do PROMIS. dla przeforsowania tej strategii wydano do 1986 roku na adwokatów i koszta sądowe ponad milion dolarów . W 1985 roku sprawy dojrzały definitywnie. Firma INSLAW musiała ogłosić upadłość, a Departament Sprawiedliwości zadbał o to, aby sąd upadłościowy wszczął postępowanie likwidacyjne. Jeszcze w trakcie procesu Bill Harnilton dowiedział się, że w 25 prokuraturach zainstalowano nie1ega1nie oprogramowanie PROMIS, a w dalszych 31 rniano do niego dostęp dzięki połączeniu sieciowemu. Departament Sprawiedliwości uprawiał więc piractwo software'owe na wielką skalę. W związku z tym Harnilton wysunął nowe roszczenia przed sądem upadłościowym i zażądał 30 rnilionów dolarów odszkodowania. W następnym postępowaniu sądowym sędzia George Bason wydał orzeczenie na korzyść INSLAW, a rozprawa rewi- zyjna potwierdziła tę decyzję. Harnilton nie otrzymał, co prawda, żądanych 30 rnilionów dolarów, ale Departament Sprawiedliwości skazano na pokrycie opłat licencyjnych w wysokości 6,8 miliona dolarów za 42 skradzione kople oraz na zapłacenie 1 ,2 miliona dolarów tytułem kosztów procesu. Hami1ton znowu nie ujrzał ani grosza. Dopiero dzięki kredytowi w wysokości 2,5 miliona dolarów z koncernu IBM firma INSLAW mogła się utrzymać na powierzchni 34. 60 Sędzia Bason wkrótce odczuł jednak wyraźnie, jak negatywnie oceniono to orzeczenie. Wszak to w wyniku jego twardej interpretacji prawa Departament Sprawiedliwości przegrał sprawę. Kiedy w 1988 roku zbliżał się termin jego ponownej nominacji, odmówiono mu wymaganej akceptacji. Oznaczało to, że Bason w wieku 56 lat pozostał bez pracy. Mimo to nie narzekał. Wydał w końcu wyrok po dokładnym przestudiowaniu sprawy i podtrzymał swoje stanowisko 35. Hamilton cieszył się jednak przedwcześnie. Trudno było wprawdzie działać wobec tak poważnego zarzutu kradzieży oprogramowania, lecz adwokaci mimo to się nie poddali. Wymyślili nowy prawniczy hak i wznowili postępowanie, argumentując, że firma INSLAW dochodziła swoich roszczeń przed rzekomo nieodpowiednim sądem, wobec czego nie przysługują jej zasądzone płatności. Sąd zgodził się z tym, lecz w kwestii piractwa software'owego nie wydał nowego orzeczenia. Już wkrótce rniało się okazać, jak bardzo zawiła była cała sprawa. Hamilton zwrócił się o pomoc do dziesiątej co do wielkości kancelarii prawniczęj USA do Kancelarii Dickstein, Shapiro i Morin w Waszyngtonie. Jego adwokat z tej właśnie kancelarii, Leigh Ratiner, musiał się najwidoczniej posunąć za daleko wnosząc przeciwko Departamentowi Sprawiedliwości oskarżenie o piractwo software'owe, oszustwo i zerwanie umowy. Ratiner skoncentrował się przede wszystkim na machinacjach Lowella Jensena. Cztery miesiące później, w październiku 1986 roku, po ponad dziesięciu latach efektywnej pracy w firmie, partnerzy-seniorzy dali Ratinerowi do zrozurnienia, że powinien zrezygnować z prowadzenia tej sprawy i odejść z kancelarii. Odprawa była niezwykle hojna: Ratiner miał przez pięć lat otrzymywać 120 tysięcy dolarów rocznie pod warunkiem, że w tym czasie nie będzie wykonywał swojego zawodu i przekaże kancelarii wszystkie szczegóły sprawy. Ratiner przyjął ofertę, nie wiedząc nawet, kto lub co zakończyło jego karierę zawodową. 61 Dopiero znacznie później przedstawiono mu memorandum, z którego wynikało, iż na tydzień przed ową osobliwą ofertą kancelarię odwiedził wicesekretarz sprawiedliwości Arnold Burns, aby omówić z adwokatem Leonardem Garmentem sprawę INSLAW i doprowadzić do jej "polubownego zakończenia" 36. Garment był profesjonalistą. Był doradcą prezydenta Richarda Nixona, a potem pracował również dla Geralda Forda. Ponadto był on prywatnym adwokatem Meesego, o czym Hamilton najwidoczniej już nie wiedział37. A zatem Arnold Burns doradził Garmentowi, zapewne za radą Meesego, pozbycie się Ratinera. Garment musiał zdawać sobie sprawę z politycznego znaczenia tej decyzji i był na to przygotowany, gdyż już kilka dni wcześniej rozmawiał z Meesem o firmie INSLAW. Jednak później zaprzeczał, jakoby ktokolwiek radził mu usunąć Ratinera z powodu tej sprawy. Twierdził, że rozmawiał z Meesem o polityce zagranicznej, a poza tym zawodzi go pamięć. Zgodnie z umową Ratiner milczał na temat okoliczności swojego odejścia z kancelarii i wycofania się z zawodu. Porzucił adwokaturę i założył firmę sprzedającą systemy archiwizacji dla adwokatów. Przez długi czas nie miał pojęcia, skąd pochodziło owych 600 tysięcy dolarów, które otrzymał jako odprawę. W rzeczywistości ściągnięto je teleksem z tajnego funduszu, który założyły izraelskie Internal Defence Forces oraz Military Joint Committee. Ten ostatni został utworzony przez Mossad za rządów Begina, aby przeprowadzić zakupy broni. 62 Fundusz zasilano środkami ze sprzedaży broni do Iranu. Nieprzypadkowo pieniądze zostały przelane na konto firmy Hadron z poleceniem wykupienia Leigha Ratinera 38. Wszystko zaczęło się wyjaśniać. Po wycofaniu się Ratinera kancelaria adwokacka przymierzała się do następnego ruchu. Hamilton mógł teraz albo przyjąć proponowaną przez Departament Sprawiedliwości ugodę w wysokości ponad miliona dolarów, albo szukać innego adwokata. Hamilton zdecydował się na drugi wariant 39. W końcu udało mu się namówić adwokata Elliotta L. Richardsona, a ten był człowiekiem nieustraszonym, który jeszcze jako sekretarz sprawiedliwości za rządów Nixona odmówił zwolnienia ówczesnego prokuratora nadzwyczajnego Archibalda Coxa, prowadzącego dochodzenie przeciwko Nixonowi w związku z aferą Watergate. Po kilku bezskutecznych próbach ponownego wniesienia na wokandę sprawy INSLAW Richardsonowi udało się w końcu w 1989 roku zainteresować nią komisję prawną Izby Reprezentantów. Komisja pod przewodnictwem Jacka Brooksa z Teksasu prowadziła intensywną kontrolę i przesłuchania nie docierając jednak do źródeł samej afery. A Departament Sprawiedliwości nadal uparcie obstawał przy swoim stanowisku. Zasadniczo klarowna sprawa piractwa software'owego przekształciła się w spór o władzę pomiędzy Departamentem Sprawiedliwości a Kongresem USA. Było to zadziwiające, gdyż po kilku politycznych zawirowaniach Dick Thornburgh zastąpił w 1988 roku Edwina Meese jako sekretarza sprawiedliwośCi 40. Ale również Thornburg, gdzie tylko mógł, odmawiał współpracy z komisją i wydania akt. Niektórzy utrzymują, że sporo dokumentów zaginęło 41. A zatem za piractwem software'owym kryje się dużo więcej, niż zdołały ujawnić sądy i komisja kontrolna. Tylko co? 63 William Harnilton żywił nadzieję, że po zmianie warty w Białym Domu wzrośnie polityczne zainteresowanie aferą INSLAW. W końcu przecież komisja Brooksa stwierdziła, że sprawa jest śmierdząca, że departament blokował informacje, przeciągał wyjaśnienia i że dalsze śledztwo jest konieczne. Kiedy w roku 1993 prezydentem został demokrata Bill Clinton, który na sekretarza sprawiedliwości powołał Janet Reno, sytuacja polityczna zdawała się być korzystna. Gruba pomyłka. Clinton nie wykazywał najmniejszego zainteresowania, aby w ramach wyjaśniania afery INSLAW rozliczyć się z rządem Busha i republikanami. Czyżby Clinton także chciał coś ukryć? 42 Oprogramowanie PROMIS Wyszukujące sita dla służb wywiadowczych Zaskakującą informację o losie swojego software'u Hamillton otrzymał pod koniec 1990 roku z Kanady. Rząd kanadyjski zwrócił się do niego z pisemnym zapytaniem, czy nie mógłby dostarczyć francuskojęzycznej wersji oprogramowania. Kanadyjczycy używali w kilku swoich ministerstwach i urzędach wersji angielskojęzycznej. W takim języku działało około 900 kopii w Royal Canadian Mounted Police 43. Hamilton poczuł się, jakby mu spadły na głowę wszystkie bity i bajty, bo przecież w życiu nie sprzedawał swojego programu do Kanady. Zaczął więc podejrzewać, że Kanadyjczycy zaryzykowali software'owe piractwo, i oburzony czym prędzej powiadomił o tym opinię publiczną. Kanadyjczycy nie byli oczywiście zachwyceni. Rząd kanadyjski zareagował błyskawicznie, wyjaśniając, że cała sprawa jest nieporozumieniem, a o Royal Canadian Mounted Police nie było nawet mowy, wspomniano jedynie o jakimś Department of Public Works. Ponadto wydział ten nabył nie 900, lecz jedynie 6 kopii, które dostarczyła podobno niewielka firma Strategic Software Planning Corporation z Cambridge w stanie Massachusetts. Hamilton pozostał jednak nieufny. Zaczął zgłębiać sprawę i stopniowo doszedł do przekonania, że ma do czynienia z największą akcją szpiegowską wszechczasów. Przede wszystkim dowiedział się, że programu PROMIS używał, zapewne za pośrednictwem CIA, również wywiad kanadyjski Canadian Security and Intelligence Service (CSIS) oraz kanadyjska tajna Rada Stanu (Privy Council)44. później Hamilton stwierdził ku swojemu zdziwieniu, że także w Stanach Zjednoczonych przeróżne tajne służby używały kradzionego oprogramowania, czego jednak nie było można udowodnić. Rosnąca liczba świadków coraz bardziej utwierdzała Hamiltona w słuszności jego podejrzeń. 65 CIA przyznała w końcu, że używa programu o nazwie PROMIS, lecz zastrzegła, że pochodzi on z pewnej niewielkiej firmy software'owej w Massachusetts o nazwie Strategic Software Planning Corporation, a więc z tej, którą wymienili już Kanadyjczycy. Program ten miał właściwie ułatwiać firmom budowlanym zarządzanie informacjami przy realizacji wielkich projektów budowlanych. Dziwne było tylko to, że wykorzystywane oprogramowanie wyposażono w specjalne elementy do przetwarzania i przechowywania raportów służb wywiadowczych 45. Potem informacje zaczęły się już powtarzać. Wywiad technologiczny NSA poinformował, iż opracował własną wersję, będącą połączeniem PROMIS oraz pewnego zupełnie nowego programu. Służby kryminalne do ścigania handlu narkotykami Drug Enforcement Agency (DEA) twierdziły, że stworzyły oryginalny program o nazwie Case Status System (CAST). Podobnie tłumaczyło się FBI oraz wywiad wojskowy Defense Intelligence Agency (DIA), jeśli już w ogóle chciały udzielić odpowiedzi 46. Sprzedaż programu PROMIS służbom wywiadowczym i urzędom rozpoczęła się w 1982 roku za przyzwoleniem i pod nadzorem owego tajemniczego Earla Briana, posiadającego doskonałe kontakty z CIA i NSA, z Białym Domem oraz z Departamentem Sprawiedliwości. Jego firma Hadron spełniała funkcję pająka w dystrybucyjnej sieci na całym świecie. To właśnie ta firma zrobiła już raz w 1983 roku wielki interes z Kanadyjczykami, jednak wówczas program oferowano pod nazwą Police Information Records System 47. A Kanadyjczycy wcale nie byli jedynymi klientami spoza USA, którzy z zachwytem przyjęli ofertę Briana. Program PROMIS stał się stopniowo hitem handlowym. Program cieszył się ogromną popularnością wśród służb wywiadowczych nie dlatego, że pozwalał gromadzić raporty tajnych służb, że umożliwiał planowanie terminów czy organizację własnych zasobów informacji, lecz ze względu na to, że był potencjalną bronią, niebezpieczną dla bardzo wielu osób. 66 Program można było wykorzystywać w skali międzynarodowej jako elektroniczne sito do wyszukiwania i gromadzenia informacji o ludziach, zarówno o terrorystach i handlarzach bronią, jak i o przeciwnikach politycznych czy dysydentach. Wystarczyło jedynie połączyć komputer z zainstalowanym elektronicznym sitem z komputerami w elektrowni, w biurze meldunkowym bądź w zakładzie usług telefonicznych. Rozliczenia z towarzystwami kredytowymi były tak samo ważne, jak rozliczenia z wodociągami. I nie chodziło przy tym jedynie o porównywanie nazwisk, bo przecież terroryści i tak ciągle zmieniali nazwiska i adresy. Znacznie ciekawsza była możliwość tworzenia tak zwanych profili zmian. Jeśli bowiem z któregoś mieszkania nagle prowadzi się więcej rozmów telefonicznych i zużywa więcej wody, to można założyć, że w mieszkaniu tym przebywają dodatkowe osoby, a wobec tego w innych gospodarstwach domowych musi być odpowiednio mniej osób. Warto więc przyjrzeć się dokładniej kontom oraz przeprowadzanym operacjom finansowym przyjaciół i krewnych poszukiwanych osób. W końcu może to właśnie oni ułatwiają im ukrywanie się 48. Program można więc było wykorzystać do ścigania konkretnych osób. Podobnie zresztą idealnie nadawał się on do sieciowego ścigania przy pomocy sita elektronicznego. Oczka sita ustawia się według określonych właściwości, przy czym komputer, w przeciwieństwie do człowieka, potrafi uwzględniać ich niemal nieograniczoną liczbę i rodzaje. Komputer sortuje dane zarówno według cech wspólnych, jak i różnicujących. Ściganie za pomocą elektronicznego rastra może być niezwykle skuteczne, nie jest jednak doskonałe. W elektronicznym sicie ustawionym według właściwości nigdy nie "zaplątują" się pojedyncze osoby, lecz zawsze pewne charakterystyczne cechy czy powiązania cech. Najczęściej osiadają w takim sicie rozliczenia, raporty czy akta ludzi lub firm. Poprzez dane z sita cech dociera się następnie do poszczególnych osób. W wielu wypadkach są to trafienia w dziesiątkę, ale nie zawsze. 67 W sieci zaplątują się również niewinni ludzie. Przykładem może tu być polowanie na osoby podejrzane o działalność wywrotową, niewygodne dla władz danego państwa. Na podstawie cech takich, jak udział w akcjach protestacyjnych i demonstracjach czy kontakty z podejrzanymi, selekcjonuje się wszystkie osoby spełniające te warunki. Jeśli ktoś choć raz zaplątał się w sito, otrzymuje etykietkę "wróg państwa", nawet jeśli nie jest to prawdą. Zwykle zawierza się technice, która podobno nie popełnia błędów, co jednak zmusza ofiary do udowadniania swojej niewinności. Liczba ludzi możliwych do znalezienia w elektronicznym sicie cech jest w zasadzie nieograniczona. Dlatego też trudno po określonych cechach dotrzeć bezpośrednio do poszukiwanego człowieka czy danej sprawy. Dopiero dalsza analiza opierająca się na wynikach pracy elektronicznego sita, może dostarczyć informacji, czy faktycznie mamy do czynienia z poszukiwaną osobą bądź interesującą nas sprawą. Przy użyciu programu PROMIS można przyspieszyć tę operację, przeszukując istniejące zasoby danych pod kątem osób zaplątanych w sieci. PROMIS jest bardzo wszechstronnym i elastycznym programem do zarządzania i przetwarzania dowolnych zestawów danych. Owe zestawy mogą stanowić sprawozdania lub listy części zamiennych, mogą to być dane o klientach albo wyniki pomiarów, jednym słowem wszystkie "zdarzenia", które można w postaci cyfrowej umieścić w bazie danych. A przy tym dla PROMIS nie ma istotniejszego znaczenia, w jaki sposób zorganizowane są poszczególne bazy danych. Dzięki wprowadzonym hasłom program ten tworzy powiązania porniędzy poszczególnymi raportami czy bazami danych, a więc umożliwia "przeskakiwanie" z pliku do pliku. Jest to niezwykle ważne dla każdego, kto szuka związków pomiędzy bardzo różnymi dziedzinami. Opierając się na tej zasadzie, można obecnie wytropić w światowej pajęczynie World Wide Web dokumenty lub teksty gromadzone w różnych komputerach, ale posiadające jakąś wspólną cechę, na przykład nazwisko lub jakieś fachowe pojęcie. PROMIS stworzono z myślą o komputerach pracujących w różnych systemach operacyjnych, na przykład o komputerach IBM, Digital Equipment czy Prime. W zaawansowanej wersji programu wykorzystuje się również możliwości przesyłania danych, to znaczy, że PROMIS może być używany także w trybie on-line. Program ten potrafi o wiele więcej, niż tylko przeglądać zasoby danych według zadanych haseł wyszukiwania. Chyba jako jedyny program tego rodzaju i o takiej wydajności PROMIS może sortować dane według "częstotliwości występowania poszczególnych wartości", co jest niezwykle ważne przede wszystkim dla prokuratur. Organa ścigania karnego, wyposażone w elektroniczne systemy gromadzenia informacji, zbierają niesamowite ilości danych w wielu osobnych bazach. Kryje się tam zarówno materiał bardzo istotny, jak i zwykła papka informacyjna. Dla elektroniki wszystkie dane są tak samo ważne, ale nie dla prokuratury, która bardzo specyficznie formułuje swoje pytania. Do spraw rozpatrywanych przed sądem nigdy nie przykłada się tej samej wagi. Specyficzne aspekty każdej sprawy mają, jak wiadomo, dla prawników kolosalne znaczenie. PROMIS potrafi uwzględnić te różnice, umieszczając na jednej szali ciężar przestępstwa, a na drugiej dotychczasowy rejestr kar danego przestępcy. Pozwala nawet wprowadzić wymiar kary lub paragraf zasądzenia 49. 69 Takimi umiejętnościami PROMIS interesują się również służby specjalne. Przy ocenie materiału wywiadowczego istotne jest, aby stwierdzić, czy dane źródło jest absolutnie pewne albo czy istnieją jakiekolwiek możliwości dokonania tej oceny. W celu stwierdzenia prawdziwości informacji konieczne jest ustalenie jej wagi. W końcu nie bez znaczenia jest to, czy informację można potwierdzić w innym rniejscu, czy też w ogóle nie ma możliwości jej weryfikacji. Dlatego też gromadzący informacje klasyfikują napływający materiał i umieszczają na nim kod. Program taki jak PROMIS, potrafiący sortować informacje według ważności, pokazuje swoją wartość nie tylko przy zbieraniu danych, lecz przede wszystkim przy ich analizie. Nieodzowne jest jednak, aby operator znał nieco analizowany materiał. Tajne transakcje Hamilton sprzedał swój program 75 razy: bankom, towarzystwom ubezpieczeniowym, geodetom w Szkocji, Irlandii, Włoszech i w Holandii, natomiast Earl Brian, poprzez firmę Hadron Inc. i inne fikcyjne firmy handlujące bronią, rozprowadzał swoją wersję wśród służb wywiadowczych, wojskowych i organów ścigania przestępców narkotykowych. Rafi Eitan, legendarny izraelski doradca antyterrorystyczny izraelskiego premiera Menachema Begina, był pierwszym klientem, który w 1983 nabył program, aby następnie przetestować go w specjalnej akcji wywiadowczej poza granicami Izraela 50. Prawie cztery lata później Brian sprzedał program izraelskim siłom powietrznym i izraelskiemu wywiadowi do użytku w granicach 70 kraju. Wiele przemawia za tym, że przeznaczeniem programu było tropienie "niedobrych" Palestyńczyków i ich aresztowanie 51. W USA natomiast program był wykorzystywany powszechnie: przez wszystkie służby wywiadowcze, organa wymiaru sprawiedliwości z licznymi prokuraturami, a ponadto prawdopodobnie posługiwała się nim także Rada Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Council). Dysponowała ona systemem komputerowym zarządzającym raportami z tajnych operacji wywiadowczych. Nad tymi jak najściślej tajnymi plikami czuwał na trzecim piętrze gmachu Executive Office Building, tuż obok Białego Domu, podpułkownik Oliver North, ów owiany złą sławą zakulisowy współautor tzw. afery Iran-Contras 52. Ślady PROMIS prowadzą do bardzo niezwykłych instytucji, do NASA, do banków czy na amerykańskie atomowe okręty podwodne. Na niektóre z tych tropów wpadł Juval Aviv, który w Nowym Jorku prowadził biuro detektywistyczne o nazwie Interfor. Aviv, jak sam zresztą podaje, był wcześniej agentem izraelskiego wywiadu Mossad. Jego specjalnością są dochodzenia na skalę międzynarodową, o wywiadowczym podłożu, przy czym informacje czerpie zarówno z Mossadu, jak i z CIA. A viv ustalił, że program PROMIS w zmienionej postaci był wykorzystywany na amerykańskich i brytyjskich atomowych okrętach podwodnych do analizy i oceny danych napływających w wyniku akcji nasłuchowych. Statki i okręty wydają charakterystyczne dla każdego z nich odgłosy. I tak zarejestrowane w różnych miejscach i w różnych warunkach dźwięki dają się teraz za naciśnięciem jednego klawisza połączyć w taki sposób, że można zrekonstruować trasy obserwowanych, wrogich okrętów. Aviv twierdzi, że programu PROMIS używał we Francji Interpol. Kwatera główna Interpolu jest instytucją międzynarodową, zrzeszającą około 150 państw członkowskich, pracującą na zasadzie łącza do transmisji informacji. Jest to centrala, do której spływają olbrzymie strumienie informacji o najcięższych przestępstwach, jak handel narkotykami, terroryzm, szantaż, pranie brudnych pieniędzy, handel bronią czy międzynarodowe paserstwo. Takimi informacjami dysponują policje poszczególnych krajów, ale wykorzystują je także służby wywiadowcze, które czasami włączają się do prac komisji specjalnych. Każde państwo członkowskie posiada swoje własne krajowe biuro Interpolu, utrzymujące kontakt z centralą. W Niemczech biuro to ulokowano przy Federalnym Urzędzie Kryminalnym. 71 Zadziwia fakt, do jak różnych celów wykorzystuje się program PROMIS. Również miejsca sprzedaży i prezentacji są skrupulatnie maskowane. Któż by podejrzewał, że PROMIS wszedł na rynek poprzez Cypr? Wiedział o tym Lester K. Coleman, który w 1988 roku pracował w amerykańskiej wojskowej agencji wywiadowczej, Defense Intelligence Agency (DIA), która zresztą podobnie jak CIA przeprowadzała swoje operacje z Cypru. Coleman zeznał pod przysięgą, że w kwietniu i maju 1988 roku, pracując dla Eurame Trading Company Ltd. w Nikozji, dowiedział się, iż amerykańska Drug Enforcement Agency (DEA) wykorzystywała tę firmę do sprzedaży software'u o nazwie PROMIS lub PROMISE urzędom na Cyprze, w Pakistanie, Syrii, Kuwejcie i w Turcji. Działający za granicą funkcjonariusze dochodzeniowi agencji DEA pragnęli poszerzyć możliwości USA w zakresie kontroli handlu narkotykami na Bliskim Wschodzie, a ponadto pozyskiwać z tych krajów materiał wywiadowczy. Programem PROMIS były zainteresowane także obce armie. I tak Egipt otrzymał swoją wersję w ramach układu o pomocy wojskowej zawartego ze Stanami Zjednoczonymi. W transakcji pomagała najwidoczniej znowu CIA, podobnie zresztą jak przy sprzedaży do wielu innych krajów, w czym pośredniczył Earl Brian. Egipska wersja programu nazywała się jednak Field Office Information Management System (FOIMS). Pod taką nazwą pracował również program wyszukujący FBI. 72 Osobną wersję programu PROMIS otrzymali ponadto Irakijczycy i właśnie przykład Iraku pokazuje, jakimi pokrętnymi drogami docierało to oprogramowanie do obcych wojsk i wywiadów. W tym wypadku transakcji dokonywano przez Chile. W latach osiemdziesiątych działał tam wielce podejrzany typ, niejaki Carlos Cardoen, który zbijał majątek na sprzedaży do Iraku bomb oraz materiałów do rozbudowy arsenałów broni atomowej i chemicznej. Cardoen wspominał przy różnych sposobnościach, iż pośredniczył w sprzedaży software'u pomiędzy Earlem Brianem a wywiadem wojskowym Iraku. Informuje o tym Ari Ben-Menashe, który, jak sam twierdził, udał się w 1989 roku na zlecenie izraelskiego premiera Szamira do Cardoena w Chile, aby nakłonić go do przerwania dostaw broni do Iraku. Informacje Ben-Menashego potwierdza irański handlarz bronią Richard H. Babayan. Babayan jest Irańczykiem pochodzenia ormiańskiego, który pod koniec lat sześćdziesiątych uczęszczał do amerykańskiej szkoły w Teheranie, a później otworzył biuro w Waszyngtonie, aby być możliwie blisko swoich dostawców ulokowanych w amerykańskim aparacie rządowym. Jednym z wielu jego partnerów był niejaki Alan Sanders, będący w dobrych kontaktach z CIA, a także generał sił powietrznych Richard Secord, mroczna postać w aferze Iran-Contras. Cardoen wciągnął w swoje sidła Babayana, przeciwnika Chomeiniego, aby dostarczać Irakowi broń i sprzęt do produkcji rakiet z głowicami nuklearnymi 53. Cardoen i inni zaangażowani w dozbrajanie Iraku nie chcieli słuchać gróźb i ostrzeżeń Izraela, bo byli pewni ochrony ze strony CIA, a więc tych ludzi, którzy równocześnie z pomocą Izraelczyków dostarczali broń do Iranu, najprawdopodobniej w celu zagwarantowania równowagi sił na Bliskim Wschodzie. 73 Dozbrajanie Iraku, czyli najbliższego sąsiada, było jednak dla Izraelczyków wielce niebezpieczne. Dlatego też zestawili czarną listę wrogów państwa, na której znaleźli się zarówno zastępca szefa CIA Robert Gates, jak i handlarz bronią Richard Babayan, dostawca oprogramowania komputerowego Earl Brian, wielu innych handlarzy bronią i bankierów robiących interesy z Cardoenem, a ponadto również naukowcy, głównie Niemcy, którzy bezpośrednio lub pośrednio pracowali dla Iraku. Tak przynajmniej podaje Ben-Menashe. Ben-Menashe utrzymuje, że lista Izraelczyków podobno została później skorygowana, ale zabójcy w służbie Mossadu już się rozpierzchli, aby likwidować wrogów Izraela. W 1988 roku zgładzono dwóch Pakistańczyków, dziewięciu Niemców, jednego Francuza i trzech Egipcjan 54. Richarda Babayana aresztowano w końcu w USA pod zarzutem handlu bronią. Przebywając w więzieniu w Palm Beach na Florydzie, Babayan złożył zeznania na temat sprzedaży PROMIS do Iraku. Jesienią 1987 roku był rzekomo w Bagdadzie i spotkał się tam z Abu Mohammedem, z którym już od trzech lat prowadził wspólne interesy. To on miał mu opowiadać o prezentacji programu PROMIS w gronie fachowców. "Rozmawialiśmy z ludźmi z Białego Domu - mówi Bill Hamilton z Departamentem Sprawiedliwości, z CIA i innymi służbami. Wszyscy potwierdzili w szczegółach, że nasze oprogramowanie zostało wykradzione na zlecenie z samej góry, a następnie zainstalowane w komputerach obcych wywiadów i międzynarodowych banków 55. Oprogramowanie sprzedano Wielkiej Brytanii dla MI5, następnie do Południowej Afryki, Korei Południowej, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Japonii, Gwatemali, Singapuru, Libii oraz Niemiec. Program PROMIS okazał się handlowym hitem na całym świecie i można było na nim zarobić miliony. 74 Sprzedano go do 88 krajów. W transakcjach handlowych nie miało najwidoczniej znaczenia, czy są to obce służby wywiadowcze, czy państwa będące, jak Iran i Irak, w stanie wojny 56. Istniał w tym ukryty sens. Nie chodziło tu wyłącznie o pieniądze dla Earla Briana i kalifornijskiego gangu skupionego wokół Białego Domu. 75 Tylne drzwi Zaprogramowana pułapka Kiedy w 1983 roku szef firmy INSLAW William Hamilton odebrał telefon z Departamentu Sprawiedliwości, wstąpiła w niego nadzieja. Wszystko wskazywało na to, że pojawił się nowy nabywca jego programu typu workflow, który można stosować jako elektroniczną wyszukiwarkę. Kierownik projektu z departamentu Erich Brewer, umówił na kwiecień spotkanie z doktorem Benem Orrem z Izraela, prawdopodobnie tamtejszym prokuratorem. Z polecenia izraelskiego ministerstwa sprawiedliwości miał on poszukiwać opartego na zasadzie elektronicznego przetwarzania danych oprogramowania do "zarządzania informacjami" i bardzo interesował go program PROMIS. Brewer poprosił Hamiltona o zademonstrowanie pracy programu i wprowadzenie Orra w szczegóły. Szef INSLAW ucieszył się, chociaż jak się później okazało, nazwisko gościa z Izraela nie było prawdziwe, a on sam nie reprezentował żadnego ministerstwa sprawiedliwości. Tylko skąd Hamilton miał o tym wiedzieć? Spotkał się po prostu z potencjalnym klientem, który potrafił ocenić wartość programu. Tymczasem była już gotowa nowa wersja PROMIS, przystosowana do użycia na bardzo wydajnych 32-bitowych komputerach VAX firmy Digital Equipment. Wspomniany klient także o tym wiedział. Cechą szczególną programu napisanego na VAX-a było to, że uruchomione poszukiwanie nie blokowało dalszej pracy komputera. Podczas gdy na pierwszym planie operator w ramach swojej normalnej pracy uruchamiał program PROMIS, w tle w każdej wolnej komputerowej sekundzie elektroniczne sita szperały w poszukiwaniu informacji. 76 W ten sposób optymalnie wykorzystywano możliwości komputera 57. Izraelczyk był wręcz oczarowany programem PROMIS w wersji na komputery VAX, ale mimo to nigdy więcej nie pokazał się w firmie. Może nie musiał? Przecież nie zamierzał niczego kupować od firmy INSLAW, skoro gdzie indziej mógł to uzyskać dużo taniej. Wiele lat później komisja kontrolna Brooksa wpadła na pomysł, aby zwrócić się z pytaniem do Izraela, czy kiedykolwiek istniał ów Ben Orr. Odpowiedziano, że tak, obecnie jednak przeszedł na emeryturę i prowadzi w Jerozolimie biuro adwokackie. Według podanych informacji Ben Orr był wysokim, szczupłym mężczyzną o bujnych włosach i sprawiał bardzo dostojne wrażenie. W 1982 przebywał na zaproszenie Departamentu Sprawiedliwości przez rok w USA, zapoznając się z amerykańskim systemem prawnym. Prawdziwy Ben Orr różnił się wyraźnie wyglądem zewnętrznym od owego pana, który przyjechał z Tel Awiwu do Waszyngtonu na spotkanie z szefem firmy INSLAW. Falsyfikat był raczej niskiego wzrostu i przysadzisty, a w 1983 roku stracił już wszystkie włosy. Izraelskiego gościa udało się zidentyfikować dopiero z pomocą zdjęć i to znacznie później. Był nim agent tajnego wywiadu Rafi Eitan, który służył izraelskiemu rządowi jako doradca do zwalczania terroryzmu, a ponadto zajmował się szpiegostwem i handlem bronią. Eitan wielokrotnie podawał się za Bena Orra 58. Rafi Eitan pojechał do INSLAW na polecenia Earla Briana i Roberta McFarlane'a, doradcy prezydenta do spraw bezpieczeństwa, i za ich pośrednictwem tak przynajmniej podaje współpracownik Eitana, Ari Ben-Menashe 59. Inicjatywa miała podobno wyjść od Briana, który chciał wykorzystać Izraelczyków do ubicia swojego interesu i z wielkim rozmachem wprowadzić na rynek program PROMIS. Eitan był wprost zachwycony pomysłem Briana. Dostrzegł w tym szansę opanowania terroryzmu na Bliskim Wschodzie i równocześnie elektronicznego śledzenia poczynań obcych wywiadów. Chciał jednak zdobyć znacznie udoskonaloną wersję programu PROMIS, przystosowaną do komputerów VAX. Brian był więc zmuszony szukać przez Departament Sprawiedliwości dojścia do tej wersji. Prawdopodobnie dlatego zmodyfikowaną umowę departamentu z INSLAW zaopatrzono w kwietniu 1983 roku w klauzulę mówiącą, że oprócz dokumentacji programu należy dostarczyć wersję czytelną dla ludzkiego oka, czyli program w tak zwanym kodzie źródłowym, w wyniku czego firma INSLAW straciła kontrolę nad rozpowszechnianym przez siebie oprogramowaniem. 77 Program przesłano do wywiadu technologicznego NSA i dokładnie mu się przyjrzano. Hamiltonowi zwrócono wprawdzie oryginał, ale niczego to już nie zmieniło, ponieważ wydał on czytelny dla ludzi materiał w kodzie źródłowym, a Videniaks przekazał go Earlowi Brianowi czy też jego firmie Hadron. Erich Brewer, kierownik projektu w Departamencie Sprawiedliwości, postarał się 22 kwietnia 1983 roku o jeszcze jedną kopię PROMIS dla Eitana, a następnie dopilnował, aby rzekomy Ben Orr przed wyjazdem dnia 16 maja otrzymał ponadto dokumentację programu, a więc pisemny komentarz programisty. Bez przyzwolenia z samej góry nie byłoby to chyba możliwe. Rafi Eitan miał jednak nieco większy plan niż jedynie wyposażenie izraelskich prokuratur w nowoczesną elektronikę. Eitan myślał w innych kategoriach. Jeśli udałoby się zainstalować w programie trap door, swego rodzaju tylne drzwi lub drzwi zapadkowe, przez które do systemu mógłby dyskretnie wejść każdy, kto potrafił dotrzeć do tych drzwi i otworzyć je z pomocą hasła, wówczas można byłoby mieć wgląd w tajemnice zgromadzone przez UŻytkownika. Na ten sam pomysł wpadł już Earl Brian. I tym sposobem żądza władzy uczyniła go hakerem. 78 Zgadywano, w jaki sposób działają te drzwiczki. Współpracownik Rafi Eitana, Ari Ben-Menashe, twierdził, że aby uzyskać dostęp do wybranego komputera, potrzebny jest modem, a potem wystarczy już tylko wpisać klawiaturą odpowiednie hasła. Według eksperta komputerowego, który przesłuchiwał Ben-Menashego, nie ma sposobu znalezienia tych zapadkowych czy też tylnych drzwiczek 60. Opis ten wydaje się jednak dosyć skromny i nie wyjaśnia istoty tej manipulacji. PROMIS można zmanipulować zmieniając go tam, gdzie umieszcza się uprawnienia dostępu do tego specjalnego programu. Jeśli niepowołany osobnik chce wykorzystać program do swoich celów, musi jednak wpierw uzyskać dostęp do samego komputera. Swój człowiek ma ułatwione zadanie, gdyż komputer stoi po prostu przed nim, a jemu pozostaje już tylko uruchomić program. Człowiek z zewnątrz musi jednak wpierw połączyć się z komputerem, a potem jeszcze się do niego włamać, aby dopiero w następnej kolejności uruchomić program i zdobyć zgromadzone tam dane. Istnieje jednak zasadniczo inne rozwiązanie tego problemu. PROMIS mógł zostać zmanipulowany bez dodawania do programu dodatkowego elementu, który oddziaływałby na oprogramowanie systemowe i w sposób istotny je zmieniał. Oprogramowanie systemowe steruje wewnętrznymi procesami w urządzeniu od mikroprocesora poprzez terminal aż do dysku twardego i zarządza uprawnieniami dostępu do całego komputera z programami i zasobami danych, a nie tylko do pojedynczego programu. A zatem również przyznaje i kontroluje uprawnienia oraz hasła zabezpieczające. Atak w tym miejscu jest lepszym rozwiązaniem, gdyż zainstalowane drzwi w oprogramowaniu systemowym pozwalają otworzyć z pomocą kodu czy klucza cały komputer i uruchomić PROMIS. 79 Manipulację oprogramowania systemowego można z jego pomocą przeprowadzić rzeczywiście w ten sposób, że "drzwiczek" nie da się już odkryć. Dla człowieka czytelny jest tylko program napisany w kodzie źródłowym. Jednak zwykle nie przekazuje się go w takiej postaci, lecz w czytanym tylko przez maszyny kodzie wynikowym. Rafi Eitanowi i innym czerpiącym korzyści z trojańskiej wersji PROMIS mogło być w zasadzie obojętne, jak działają "tylne drzwi" , bo najważniejsze, że manipulacja była skuteczna i że nikt jej nie odkrył. Eitanowi nie wolno było ryzykować, że wieść o manipulacji PROMIS rozejdzie się po świecie. Wolał więc nie zlecać tego zadania amerykańskiemu wywiadowi technologicznemu NSA, lecz szukał niezależnego eksperta komputerowego, mieszkającego ponadto poza Izraelem, aby w razie wpadki podejrzeń nie było można kierować do Izraela. Ari Ben-Menashe znalazł mu odpowiedniego człowieka, niejakiego Yehudę Ben-Hanana. Ben-Hanan prowadził w kalifornijskim miasteczku Chatsworth małą firmę komputerową o nazwie Software and Engineering Consultants. Ben-Menashe znał go jeszcze z czasów młodości. Komputerowemu ekspertowi nie wyjaśniono przeznaczenia programu. Ben-Menashe twierdzi, że polecono mu jedynie zaprogramowanie dostępu z zewnątrz, przekazano tak zwane listings wraz z dokumentacją, po czym programista za 5000 dolarów zabrał się do pracy. Mordercza akcja Przykład Gwatemali pokazuje, ile zła mógł wyrządzić ten program. Ari Ben-Menashe informuje, że izraelski wywiad od 1984 roku pomagał głowie państwa Gwatemala, generałowi Oscarowi Mejia Victoresowi, wykorzystywać PROMIS, gdyż ten ze swej strony umożliwił Izraelczykom kilka opłacalnych transakcji bronią. Kilku izraelskich handlarzy bronią ulokowało w Gwatemali swoje biura czy fikcyjne firmy. Powinno być więc chyba jasne, że wykorzystanie programu PROMIS w żadnym wypadku nie służyło klasycznemu zwalczaniu przestępczości i lepszej organizacji pracy wymiaru sprawiedliwości. 80 W kraju na takim etapie rozwoju jak Gwatemala nawet się nad tym nie zastanawiano. Program miał być od samego początku stosowany jako elektroniczne sita i miał "wyławiać" przeciwników politycznych. W Gwatemali, państwie o mniej więcej 7 milionach mieszkańców, "prozachodni" wojskowi trzymali się solidnie u władzy już od dziesiątków 1at. Jednak z perspektywy USA sytuacja w Ameryce środkowej stawała się coraz poważniejsza. W Nikaragui sandiniści usunęli w 1979 roku dyktatora Somozę. Wpływ Kuby zaczął tam przybierać na sile, a rzekomy komunizm stawał się poważnym problemem na kontynencie amerykańskim. Dlatego też rząd USA i CIA próbowały wszelkimi sposobami wspierać wojskowych - tak samo w Gwatemali, jak i w Salwadorze, Hondurasie czy gdzie indziej - oraz obalić sandinistów w Nikaragui 61. Z pomocą Amerykanów szkolono więc w połowie lat osiemdziesiątych oficerów i żołnierzy oraz dostarczano broni. Działo się to w znacznej mierze bez wiedzy Kongresu Stanów Zjednoczonych, co w 1986 roku ujawniła afera Iran-Contras. Wojskowi zaś próbowali tłumić w kraju wszelkie formy opozycji, a mieli już w tym sporo doświadczenia 62. Mordowano i uprowadzano związkowców, intelektualistów , profesorów i studentów, księży, a nawet indiańskich rolników. Szwadrony śmierci zgładziły tysiące ludzi. Na początku 1981 roku ambasada amerykańska podawała, że każdego miesiąca ginęło 500 ludzi 63. 81 Policja i wojsko zaprzeczały, jakoby miały cokolwiek wspólnego z akcjami mordowania, ale dla nikogo nie było tajemnicą, z jakich kręgów wywodzili się mordercy. W 1985 sytuacja wydawała się być na tyle "stabilna", że rozpisano wybory. Demokratycznie wybrany rząd mógł stanąć przed wielką szansą uruchomienia źródeł finansowania ze światowego Funduszu Walutowego i skorzystania z międzynarodowej pomocy. Zanim jeszcze nowy rząd Vinicia Cereza przejął władzę w styczniu 1986 roku, w życie weszła amnestia obejmująca wszystkich, którzy od marca 1982 dopuścili się mordów politycznych lub mieli z nimi związek. Wojsko i policja oczyszczały się, ale nadzieja społeczeństwa na demokratyczne stosunki trwała krótko. Liczba zabójstw w stolicy kraju utrzymała się niemal na poziomie sprzed wyborów i wynosiła 200, a nawet więcej zamordowanych w ciągu miesiąca 64. Wielu z ludzi, którzy zaginęli, zaplątało się w wielkich sitach programu PROMIS, przystosowanego do pracy przez Izraclczyków. Gwatemalscy wojskowi nawiązali dobre stosunki z Izraelem już w 1977 roku. Izraelscy doradcy instruowali wojskowych i właścicieli posiadłości ziemskich, jak obchodzić się z rzekomymi rebeliantami na wsi i w górach. Przez niemal osiem lat Izraelczycy pomagali radą, czynem i bronią. Bendicto Lucas Garcia, brat szefa państwa Romeo Lucasa Garcii (1978- 1982), podaje: "Izrael nie przekazywał nam wielkich sum pieniędzy, ale był jedynym państwem, które zaopatrywało nas w wojskowe uzbrojenie, dzięki czemu mogliśmy walczyć z partyzantką". Do 1983 roku Izraelczycy sprzedawali wszystko, od wyposażenia do zwalczania terrorystów po samoloty transportowe. Stanowiska armii w dżungli upodobniły się do izraelskich obozów wojskowych. A ponadto Izrael przekazał dwa centra komputerowe. Jedno znajdowało się w przybudówce pałacu prezydenckiego i służyło do tropienia dysydentów oraz do układania list śmierci 65. 82 Akcję komputerową przeciwko dysydentom zorganizował Rafi Eitan - izraelski ekspert od zwalczania terrorystów i handlarz bronią 66. Utrzymywał on dobre stosunki z osiadłym w Guatemala City Niemcem Manfredem Herrmannem, którego firma Sedra sprzedawała części samochodowe, a on sam prowadził handel bronią z izraelską firmą Ora, powiązaną z Mossadem. Herrmann z kolei miał za partnera niejakiego Baldura K. Kleinego w Maitland na Florydzie, którego Rafi Eitan skontaktował z Earlem Brianem. Brian bardzo się ucieszył i czym prędzej przekazał Kleinemu kopię programu PROMIS z wbudowanymi tylnymi drzwiami dla CIA. Kleine przekazał program Herrmannowi, który oprócz tego otrzymał również drugą wersję, z izraelskimi tylnymi drzwiami. Izraelczycy nie chcieli przecież być uzależnieni od CIA. W Gwatemali trzeba było jednak dopiero stworzyć bazę do wykorzystywania elektronicznych sit programu. W 1984 roku Gwatemala nie posiadała ani wydajnych komputerów, ani wyszkolonego personelu, nie mówiąc już w ogóle o komputerowych ekspertach. Ale Izraelczyczy pomogli również w tej sprawie i zlecili firmie Medan Computers Ltd. przygotowanie pierwszych komputerów. W firmie tej obok specjalistów komputerowców pracowali dawni funkcjonariusze wywiadu wojskowego, którzy nabyli komputery IBM i dostarczyli je do Gwatemali. Równocześnie w całym kraju rozpoczęto kampanię na rzecz komputeryzacji społeczeństwa, chociaż wielu ludzi nie potrafiło ani czytać, ani pisać. Prezydent kraju, generał Oscar Mejia Victores, wmawiał społeczeństwu w prasie i telewizji, że znając obsługę komputera, uciekną przed biedą. Dla każdego praca miała się znaleźć w zasięgu ręki. Ogłoszenia były ilustrowane zdjęciami młodych kobiet pracujących przy komputerach. Także żołnierzy podobno szkolono na pecetach. A zatem wszędzie, gdzie w rezultacie zainstalowano komputery, jak choćby na lotniskach czy w urzędach, do akcji wkraczała firma Sedra Manfreda Herrmanna. Już nawet stanowiska obserwacyjne przy drogach czy na dworcach wyposażano w komputery, przy czym wszystkie zgromadzone dane przekazywano zdalnymi łączami do centralnego komputera. 83 Tym sposobem nie tylko wojskowi zyskali zupełnie nową bazę informacyjną i oparcie dla swojej władzy. Również Wielcy Bracia z Izraela i Stanów Zjednoczonych mogli według uznania włamywać się do baz danych i śledzić przetwarzane informacje. Z perspektywy rządu, wywiadu i wojskowych akcja zakończyła się całkowitym sukcesem. Zyskowi ekonomicznemu i informacyjnemu tajnych handlarzy odpowiadało wzmocnienie władzy reżimu. Na kogo padło podejrzenie, że może być opozycjonistą, ten nie mógł się już swobodnie poruszać po kraju. Nawet po zmianie nazwiska pozostawały wyróżniające go cechy, takie jak wzrost, kolor oczu i wiek. W rok później w kraju nie było już wielu dysydentów. Niemal 20 tysięcy przeciwników politycznych zaginęło lub nie żyło. Istnieje sporo poszlak wskazujących na to, że całą akcję finansowano przede wszystkim pieniędzmi pochodzącymi z handlu narkotykami. Generał Oscar Mejia Victores był tak samo uwikłany w handel narkotykami jak generał Noriega z Panamy, którego Amerykanie zatrzymali później w wyniku akcji wojskowej, aby następnie w Stanach Zjednoczonych postawić go przed sądem. W latach osiemdziesiątych Gwatemala przekształciła się w wielkiego eksportera kokainy i heroiny, przy czym w handlu narkotykami w znacznym zakresie pomagało wojsko. Produkcja heroiny o wartości 1,5 miliarda dolarów wystarczyła w 1989 roku, aby pokryć 60 procent zapotrzebowania rynku Stanów Zjednoczonych. Gdyby CIA nie tolerowała handlu narkotykami w USA, najprawdopodobniej rozwijałby się on z wielkim trudem 67. 84 Michael Riconosciuto Uczeń czarnoksiężnika urzeczony komputerami i narkotykami Na Michaela Riconosciuto nieszczęścia zaczęły się sypać od 28 marca 1991 roku w Pearce County w stanie Waszyngton. Osiem dni wcześniej Riconosciuto złożył pod przysięgą zeznania przed komisją kontrolną Brooksa, wyjaśniającą aferę INSLAW, z których wynika, że to on zmanipulował program PROMIS do celów wywiadowczych 68. A teraz do drzwi zapukali funkcjonariusze Drug Enforcement Agency (DEA), aby go aresztować. Jak się później okazało, Michael Riconosciuto posiadał największe w USA laboratorium do produkcji amfetaminy. Z tego powodu stanął przed sądem i został skazany na 30 lat więzienia. Riconosciuto, który przez cały czas zapewnia o swojej niewinności, jest pewien, iż padł ofiarą dobrze ukartowanej gry. Również jego towarzyszka życia, "Bobbie", przyjaciele i znajomi utrzymują, że aresztowanie było zainscenizowanym spiskiem. W jego fabryce nigdy nie produkowano narkotyków. Ani w podłodze fabryki, ani w jego włosach nie można było znaleźć śladów chemikaliów, które bezspornie musiałyby się tam osadzić. A ponieważ Riconosciuto swoimi składanymi pod przysięgą zeznaniami rzucił cień na ważnych ludzi, pozostających w najlepszych stosunkach z najwyższymi sferami rządowymi, należało go uciszyć i wsadzić do więzienia 69. Krzywdę chcieli mu podobno zrobić przede wszystkim Earl W. Brian i Peter Videniaks. "Pan Videniaks powiedział mu jeszcze przed składaniem zeznań, że swoją rozgadaną gębą sam sobie wykopie grób" twierdzi żona Riconosciuto, Roberta "Bobbie"70. Nie potwierdzono tych zarzutów, ale chyba nie wzięto ich tak po prostu z powietrza. Trudno jest właściwie ocenić Michaela Riconosciuto i oddzielić prawdę od półprawdy, fantazji, zwykłego zgrywania się. 85 Warto więc rzucić okiem na barwne życie i podejrzaną karierę tego dziwnego geniusza i awanturnika, który doskonale orientował się w mrocznych zakamarkach amerykańskiej polityki z pogranicza działalności tajnych służb wywiadowczych CIA, NSA i Naval Intelligence 71. Michael Riconosciuto okazał się być niezwykle ważnym świadkiem w aferze INSLAW. Ponadto połączył swoimi zeznaniami o Earlu Brianie całą sprawę z inną aferą, która w USA znana była pod nazwą October Surprise, a chodziło w niej o wybory późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Ronalda Reagana, i o owych 52 amerykańskich zakładników, których irańska Gwardia Rewolucyjna przetrzymywała w ambasadzie w latach 1979-1981 przez 444 dni. To właśnie pomogło Ronaldowi Reaganowi pokonać w walce wyborczej Jimmy'ego Cartera. Mimo że zeznania Riconosciuto budzą pewne wątpliwości, są niesamowicie ciekawe. Nawet jeśli w oceanie wielkich rekinów był on w końcu tylko drobną płotką. Swoją karierę ucznia czarnoksiężnika w służbie CIA Riconosciuto rozpoczął we wczesnej młodości. Już jako dziesięciolatek demonstrował swoje techniczne zdolności, okablowując dom sąsiadów prywatnymi łączami telefonicznymi, przez co zakład usług telefonicznych "Ma " Bell miał mnóstwo finansowych kłopotów. W ósmej klasie, w 1961 roku, Michael zdobył swoją pierwszą nagrodę w dziedzinie techniki za system akustycznego namierzania obiektów podwodnych, przydatny do nawigacji statków i okrętów podwodnych. Nagroda ta może być porównywalna z niemiecką główną nagrodą "Jugend forscht". 86 Nastoletni Michael pracowicie zbierał następne nagrody w dziedzinie techniki laserowej. Dzięki swoim sukcesom na wystawach stał się w końcu tak znany, iż prestiżowy Uniwersytet Stanford w kalifornijskim Palo Alto zaproponował mu latem 1963 roku pracę w charakterze asystenta naukowego w swoim Cooper Vapor Laser Laboratory. "Nie zapomina się szesnastolatka prezentującego swój własny laser argonowy" - stwierdził noblista Arthur Schalow. W następnych latach Michael Riconosciuto pozostał wierny swoim "podwodnym badaniom", ale zmienił się zasadniczo i przestał już być grzecznym chłopczykiem. Najwidoczniej urzekł go ruch hippisowski końca lat sześćdziesiątych. Był to okres, kiedy w laboratoriach wytwarzano LSD i inne narkotyki, a spora grupa młodzieży urządzała sobie psychodeliczne odloty, propagując poszerzanie świadomości. Michael Riconosciuto urządził swoje pierwsze laboratorium do produkcji narkotyków, ale wpadł w 1973 roku. Sąd federalny w Seattle skazał go na dwa lata więzienia 72. Do polityki młody Michael zbliżył się dzięki swemu ojcu, który jako republikanin angażował się po stronie prezydenta Nixona. Na początku lat siedemdziesiątych Nixon w walce ze Związkiem Radzieckim wyciągnął swoją "chińską kartę", uznając komunistyczne Chiny, nawiązując stosunki dyplomatyczne i zmuszając Tajwan do zrzeczenia się swojego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa na korzyść Chin. Ojciec Riconosciuto był członkiem komitetu na rzecz reelekcji Nixona. Riconosciuto junior wstąpił do Młodych Republikanów. W ojcu i synu zapał do Nixona wzbudziła najprawdopodobniej perspektywa zrobienia dobrego interesu. Przymierzali się więc do importu z Chin materiałów pirotechnicznych. Ich sprzedaż w Kaliforni wcale nie była łatwa, bowiem w niektórych okręgach ograniczono ją do kilku dni w roku. 87 Problem polegał więc na tym, aby obejść te ograniczenia albo je zlikwidować. Ojcu Riconosciuto i jego przyjaciołom udało się to na pewien czas dzięki temu, że firma Red Devil Fireworks and Pyrotonics sprzedawała chińskie fajerwerki lokalnym organizacjom, między innymi skautom i tzw. Lions Clubs. Cały interes załamał się, kiedy wyszło na jaw, że łapówki przyjmowali wszyscy- od gubernatora po przewodniczącego kalifornijskiego parlamentu. W końcu w 1984 roku do akcji wkroczyła prokuratura 73. Wkrótce po zwolnieniu z więzienia Michael Riconosciuto został podobno dyrektorem naukowym projektu, który realizowała firma Wackenhut Research Corporation, jako filia Wackenhut Corporation, wraz z kalifornijskim rezerwatem Indian Cabazon. W ramach tej działalności Riconosciuto nawiązał kontakt z Earlem Brianem oraz z CIA i innyrni służbami wywiadowczymi, dla których podobno załatwiał przeróżne tajne sprawy. Wackenhut Corporation była i jest olbrzymim prywatnym koncernem, z główną siedzibą w Coral Gables na Florydzie. To działające na całym świecie przedsiębiorstwo ma wiele filii w Europie, a także w Libii, Salwadorze, Paragwaju, Kostaryce, Kanadzie i Australii. Koncern zajmuje się problemami nadzoru i bezpieczeństwa w najszerszym znaczeniu tego słowa. Tak więc w ofercie usług jest sprzedaż elektronicznych systemów zabezpieczających czy polis ubezpieczeniowych, ale także pozyskiwanie informacji i nadzór, czyli to, czym zwykle zajmują się agencje detektywistyczne. Niemal 400 tysięcy pracowników firmy strzeże nie tylko więzień, ale również ośrodków badawczych i testowych broni atomowej oraz składów materiałów jądrowych. Riconosciuto podaje, że bardzo ważnym doradcą firmy Wackenhut był William Casey, który za prezydentury Reagana został szefem CIA. Członkami zarządu byli również Stansfield Turner, szef CIA z czasów Cartera, oraz były sekretarz obrony Frank Carlucci 74. 88 Rezerwat Indian Cabazon w sąsiedztwie miejscowości Indio, niedaleko Palm Springs w Kaliforni, okazał się być idealnym miejscem na realizowanie tajnych projektów. Podobnie działo się również w innych rezerwatach, ponieważ są one w pewnym sensie eksterytorialne, a więc nie podlegają ustawodawstwu Stanów Zjednoczonych. A wszystko zaczęło się od tego, iż niejaki John Philipp Nichols, długoletni współpracownik CIA, który - jak nam oświadczył - zaaranżował zamordowanie prezydenta Chile Salvadora Allende 75, sprytnym trikiem przejął kontrolę nad rezerwatem. Podczas wyborów plemiennych obrano go tak zwanym dyrektorem Komitetu Indian, czyli swego rodzaju wodzem. Podobno nie było to zbyt trudne, gdyż całe plemię liczyło w 1978 roku tylko 24 Indian uprawnionych do głosowania. Nichols obiecywał im zapewne zarobienie dużych pieniędzy i w końcu zbudował nawet na terenie rezerwatu kasyno gry Bingo Palace. Dotychczas hazardziści i miłośnicy gier losowych, gdy brała ich ochota poszastania swoimi pieniędzmi, musieli, ze względu na istniejący w Kaliforni zakaz uprawiania gier hazardowych, wyjeżdżać do sąsiedniego stanu Nevada, do Lake Tahoe albo Las Vegas. Z Los Angeles czy Pasadeny nie było już daleko do Bingo Palace. Oprócz Johna P. Nicholsa w interesach z rezerwatem brali udział również jego synowie, John Paul i Robert Booth, a były one niezwykle pokrętne. FBI podsłuchiwało rozmowy telefoniczne Roberta Bootha i ustaliło, że utrzymywał on dobre stosunki z organizacjami przestępczymi przemysłu rozrywkowego. Często rozmawiał też z Dannym Casolaro (patrz s. 51 i nn.) ~ jak wynika z ustaleń komisji Brooksa 76. John P. Nichols zadomowił się ze swoją rodziną w rezerwacie Indian Cabazon. Zamierzał się tutaj urządzić i w razie potrzeby gotów był bronić swojej pozycji wszelkimi dostępnymi środkami. W 1982 roku podejrzewano go o wydanie zlecenia zamordowania zastępcy naczelnika plemienia, Freda Alvareza, oraz dwóch innych Indian. Alvarez był podobno niezadowolony z dochodów z prowadzenia kasyna i protestował przeciwko wykorzystywaniu Bingo Palace jako pralni brudnych pieniędzy. 89 O swoich wątpliwościach mówił publicznie, a nawet udzielił gazecie "Desert Sun" kilku wywiadów. Zdawał sobie przy tym sprawę z grożącego mu niebezpieczeństwa: "Udzielenie tego wywiadu czyni mnie już martwym" oświadczył dziennikarzom z "Desert Sun". Jakiś czas później znaleziono go zastrzelonego. Podobno egzekucji dokonali za 10 tysięcy dolarów byli członkowie Zielonych Beretów, wojskowego oddziału do zadań specjalnych 77. Riconosciuto przedstawił inną wersję morderstwa Alvareza. Alvarez miał podobno napisać list do prezydenta Reagana, w którym wyraził swoje zaniepokojenie i przedstawił szczegóły powiązań pomiędzy firmą Wackenhut a ukrytymi autorami afery Iran-Contras. I to rzekomo sprawiło, że dostał kulę w łeb - twierdzi Michael Riconosciuto, który znał Alvareza jeszcze z czasów Młodych Republikanów. Johnowi P. Nicholsowi niczego jednak nie udowodniono. Nieco później znaleziono uduszonego Paula Marosca, również znajomego Michaela Riconosciuto, gdyż podobno za dużo wiedział o powiązaniach z Iranem 78. Interesy dla ojczyzny 7 Michael Riconosciuto spędził w rezerwacie Indian, według własnych zeznań, cztery lata i spotykał tam w tym czasie wysokich urzędników państwowych, agentów wywiadu, handlarzy narkotykami i bronią. Tak więc w rezerwacie Cabazon były możliwe różne mroczne machinacje. Prawdopodobnie wszystko to miało służyć konstruowaniu broni i osprzętu, specjalistycznej elektroniki radiowej, broni maszynowej oraz bojowych materiałów chemicznych i biologicznych. Ponadto powstawały tu czujniki podczerwieni, wbudowywane następnie do noktowizorów firmy Litton Industries. W końcu stąd najwidoczniej brały początek także wszelkie możliwe dostawy broni dla Contras 79. 90 Riconosciuto nie obce było również pranie brudnych pieniędzy, na przykład przez australijski Nugan Hand Bank. W tym banku miał podobno prać brudne pieniądze pochodzące z handlu heroiną ze Złotym Trójkątem pomiędzy Birmą, Tajlandią i Laosem 80. Nugan Hand Bank faktycznie posiadał filię w Chiang Mai w północnej Tajlandii, w tzw. centrum heroiny, i mówiło się, że utrzymuje dobre kontakty z CIA, Drug Enforcement Agency oraz z wywiadem australijskim. Bardzo możliwe, że bank był owym łącznikiem pomiędzy CIA i różnymi organizacjami specjalizującymi się w handlu narkotykami. Niczego jednak nie ujawniono, a bank zbankrutował w 1980 roku. Franka Nugana, jednego z założycieli, zastrzelono w mercedesie przy jednej z autostrad w Australii. Inny współzałożyciel banku w szalonym pośpiechu opuścił Australię i nigdy więcej go już nie widziano 81. Poprzez Nugan Hand Bank istniał ponadto kontakt z Iranem i samym szachem. Zamieszane w to osoby odegrały później mało chwalebną rolę w aferze Iran-Contras. W roku 1975 bank ten miał pośredniczyć w sprzedaży szpiegowskiego okrętu do Iranu. Transakcję zaaranżował Ed Wilson handlarz bronią i późniejszy współautor powiązań z Iranem. Znacznie później aresztowano go w USA, gdyż przy okazji pohandlował nieco bronią z rewolucyjnym przywódcą Libii - Kaddafim. Doradztwo wojskowe dla Iranu organizował w tym czasie generał Secord, który również zyskał smutny rozgłos w związku z aferą Iran-Contras 82 i był podobno zaangażowany w sprzedaż programu PROMIS do Iranu w 1987 roku. Aż zadziwia, czego to rzekomo Riconosciuto nie zrobił w ciągu czterech lat swojej działalności dla rezerwatu Cabazon czy też dla Wackenhut Research i innych ludzi. Być może, wplótł w swoją relację również plotki oraz informacje z rozmów i książek, aby podnieść rangę swojej osoby i skierować uwagę na rzekomo niesłuszne skazanie go za produkcję narkotyków. Niemniej jednak to, co Riconosciuto ma do powiedzenia o jednym ze swoich strategicznych projektów, jest bardziej niż interesujące. Chodzi o modyfikację software'u o nazwie PROMIS. 91 W wielu swoich składanych pod przysięgą zeznaniach Riconosciuto oświadczał, że dokonywał manipulacji na programie PROMIS. "Kopia programu, nad którym pracowałem, pochodziła z Departamentu Sprawiedliwości. Po otrzymaniu kopii od Petera Videniaksa Earl W. Brian udostępnił mi ją poprzez firmę Wackenhut" wyjaśniał. Któregoś dnia Brian i Videniaks podczas obiadu umieścili oprogramowanie w jego samochodzie 83. Riconosciuto był zachwycony programem: "Po otrzymaniu pierwszych kopii i uruchomieniu ich po prostu mnie zatkało. Miałem przed sobą pakiet do analizy statystycznej, którym mogłem testować szybkość komputerowego sprzętu i oprogramowania. Mogłem też stwierdzać, czy system posiada usterki i w którym miejscu nie można na nim polegać. Zrobiłem kilka testów za pomocą programu PROMIS i byłem pod niesamowitym wrażeniem" 84. Riconosciuto przypomina sobie, że w latach 1983 i 1984 zajmował się w rezerwacie Cabazon, a także w Silver Springs w Maryland i w Miami na Florydzie, manipulacjami w oprogramowaniu zarządzającym. Program przystosowano do funkcji konia trojańskiego. Podobnie jak Yehuda Ben-Hanan na zlecenie Izraelczyków, tak i on wbudował w program "tylne drzwi", dzięki którym każdy sprytny "Grek" mógł zdalnie poprzez sieć wedrzeć się do programu i przewertować dane. 92 "Grekami" miały być początkowo tylko CIA i NSA. Riconosciuto potwierdził, że Brian sprzedawał programy, żeby na tym zarobić. Pierwszymi ofiarami były policja i wywiad kanadyjski: Royal Canadian Mounted Police oraz Canadian Security and Intelligence Service 85. Peter Videniaks i Earl Brian zaprzeczyli wszelkim kontaktom z Michaelem Riconosciuto. Brian zapewniał kornisję Brooksa, że nigdy nie słyszał, jakoby firmę Wackenhut łączyły z rezerwatem Cabazon jakiekolwiek interesy. Nigdy nawet nie widział Videniaksa ani z nim nie rozmawiał. A zatem kto jest kłamcą w tej brudnej grze? Komisja Brooksa nie była w stanie wyjaśnić roli Briana w zmanipulowaniu i sprzedaży programu PROMIS, ale udowodniono mu, że kłamał i że musiał znać rezerwat Cabazon. Widziano go tam we wrześniu 1981 podczas prezentacji nowej broni, jak wynika z protokołu przebywającego tam szeryfa. Znajdowali się tam również handlarze bronią i agenci tajnych wywiadów. Brian zajechał rolls-roycem jednego z kontrahentów. Najwidoczniej musiał jeszcze częściej odwiedzać rezerwat, bo także w następnych latach widywali go tam inni funkcjonariusze policji 86. Jeśli więc niektóre fakty przemawiają za tym, że Riconosciuto mówi prawdę, to chyba należałoby go zaliczyć do niezbyt lojalnych towarzyszy. " Wiele z tego, co opowiada, jest nieweryfikowalne, inne fakty okazały się być pozbawione logiki" - podsumowano w czasopiśmie "Wired". Kiedy jednak zaczynamy gromadzić te przeróżne, pozornie nie pasujące do siebie wątki i śledzimy je aż do źródeł, wówczas okazuje się, że nawet nieprawdopodobne szczegóły nagle pasują do całości. W całej sprawie PROMIS zadziwia fakt, że służby wywiadowcze zleciły zmanipulowanie programu właśnie Earlowi Brianowi. Właściwie po co CIA i NSA zaprzęgały do tego zadania Earla Briana o ile tak było naprawdę? Gdyby chodziło o samą sprzedaż oprogramowania przez prywatną firmę, wówczas mogłoby to być jeszcze zrozumiałe ze względu na konieczność maskowania. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego realizację technicznej strony zadania zleca się komuś takiemu jak Michael Riconosciuto. Eksperci NSA byli w stanie w każdej chwili sami zmodyfikować program PROMIS pokazany im w kodzie źródłowym i przekazać go firmie służącej za przykrywkę. Najwidoczniej trzeba spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. 93 Earlowi Brianowi odstąpiono prawo zrobienia interesu na programie PROMIS, ponieważ przysłużył się podobno Reaganowi i jego drużynie wyborczej podczas kontaktów z Iranem w 1980 roku. Najwidoczniej też obiecano Brianowi, że zarobi nie tylko na sprzedaży programu poza USA, lecz że będzie mógł dostarczać program na rynek wewnętrzny, a więc do Departamentu Sprawiedliwości, do prokuratur, do CIA, NSA, Drug Enforcement Agency (DEA) i FBI oraz do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Tak naprawdę największy, miliardowy rynek znajdował się w samych Stanach Zjednoczonych. W całej transakcji musiało od samego początku chodzić o prywatną sprawę, z której przy okazji skorzystały również służby wywiadowcze. Jeśli tak właśnie było, to wyjaśnia się, dlaczego Earl Brian powierzył zmanipulowanie programu jakiemuś ekspertowi komputerowemu. Bardzo niewygodnie byłoby zlecać jednej z wielu służb wywiadowczych stworzenie szpiegowskiego oprogramowania do wykradania danych z komputerów urzędów Stanów Zjednoczonych 87. Być może, spekulujemy co do tego, o jakich interesach Earl Brian rozmyślał przy okazji sprzedaży PROMIS, ale jego powiązania z Iranem zasługują, by przyjrzeć się im uważniej. Ponieważ sam nigdy o tym nie mówił, zacytujmy Riconosciuto z wywiadu udzielonego dziennikarzowi Ianowi Mastersowi w 1991 roku: "Polecono mi sporządzić listę moich łączników w Iranie. Było tam kilka osób raczej bez znaczenia, ale były również inne. Znałem brata sekretarza Ajatollaha (Chomeiniego). Miałem kontakt z Ajatollahem i jego świtą jeszcze we Francji, przed upadkiem szacha (1979), ponieważ znałem kierującego tamtejszą stacją CIA i ponieważ wykonywałem tam swoje zadanie. Dałem znać Ajatollahowi, że pewni odszczepieńcy chcą go zgładzić i że mogę to udokumentować.. Miałem swoje kontakty" 88. 94 "No i nowy reżim religijny musiał stoczyć poważną walkę polityczną. (...) Oni nie mieli żadnych środków. Trzeba wiedzieć, że rząd USA finansował pobyt Ajatollaha na wygnaniu we Francji. Oni potrzebowali pieniędzy". Tak więc Riconosciuto miał podobno na zlecenie Briana przekazać 40 milionów dolarów. "Polecono mi dokonać przelewu z Meksyku do Luksemburga, co też zrobiłem drogą elektroniczną. To była bardzo złożona transakcja"89. Riconosciuto nie chciał dokładnie powiedzieć, skąd miały pochodzić pieniądze. W amerykańskiej ambasadzie w Teheranie w 1980 roku Gwardia Rewolucyjna, składająca się głównie ze studentów, przetrzymywała 52 obywateli USA jako zakładników. Uwolnienie zakładników w odpowiednim czasie, w październiku 1980 roku, wyniosłoby na fali sympatii urzędującego prezydenta Jimmy'ego Cartera ponownie na najwyższy urząd. Opóźnienia w uwalnianiu zakładników sprawiły, że do Cartera przylgnęła etykietka nieudacznika, co istotnie pomogło Ronaldowi Reaganowi w jego kampanii wyborczej. Reagan wygrał wybory w listopadzie. Riconosciuto sugerował, że drużyna wyborcza Reagana chciała przeszkodzić we wcześniejszym uwolnieniu zakładników ze względów wyborczych, a zdziwionym dziennikarzom odpowiedział: "Przy mnie nigdy nie wspominano o znaczeniu tych pieniędzy i pomocy technicznej przy opóźnianiu uwolnienia zakładników w Teheranie. Okay? Odkryli to Paul Marosca i Fred Alvarez" 90. I dlatego zginęli. Tymi wypowiedziami Riconosciuto dzięki osobie Earla Briana, połączył aferę INSLAW, z walką wyborczą Reagana i dramatem zakładników w Teheranie. Sprawa PROMIS nagle urosła do rangi wielkiej polityki. A jednak niektóre wątki jego opowieści są czasami nieco bajkowe. Na przykład nie może być prawdą, że przekazano owe 40 milionów, kiedy ajatollah przebywał jeszcze na wygnaniu we Francji, skoro suma ta miała równocześnie służyć opóźnianiu uwolnienia zakładników. Wiadomo przecież, że do rewolucji islamskiej pod wodzą Chomeiniego doszło w Iranie już w roku 1979. A więc w opowieści Riconosciuto nie zgadzają się daty. 95 Jeśli zaś chodzi o wysokość przelewu, również nie należy mu wierzyć. W maju 1990 roku podaje Hamiltonowi z INSLAW i Jeffowi Steinbergowi z prawicowej ekstremistycznej organizacji LaRouche sumę 42 milionów dolarów. W rozmowach tych twierdził także, że Brian otrzymał wykradzione oprogramowanie PROMIS za udział w projekcie Iran 1980 91. Wszystko wskazuje na to, że Riconosciuto niezbyt dokładnie pamięta liczby. Takich sum nie przekręca się łatwo. Co się więc kryje za opowiadaniami Riconosciuto? W każdym razie dla Danny'ego Casolaro informacje Riconosciuto musiały być nadzwyczaj ciekawe, skoro na krótko przed swoją śmiercią przyśpieszył zbieranie materiałów. 98 Earl W. Brian Mister Forsa przy drążkach władzy Zdaje się, że Ear1 Brian, wykorzystując dobre kontakty z CIA i najwyższyrni sferarni rządowymi, zamierzał wprawić w ruch i połączyć ze sobą najważniejsze kręgi polityki i biznesu. Danny Casolaro uważał go za centralną postać w Secret Team, tajemniczej Ośmiornicy, która wysuwała swoje macki wszędzie, gdzie w grę wchodziły władza i pieniądze. Według Casolaro Brian był niewidzialnym autorem największych przestępczych machinacji, człowiekiem o najlepszych kontaktach. W kręgach wywiadowczych znany był jako mister Cash. Ten wielki kapitalista o doskonałych znajomościach zaczął początkowo robić karierę medyczną jako neurochirurg. Nie ukończył jednak swojej specjalizacji na Uniwersytecie Stanford, zabrakło mu zaledwie trzech rniesięcy92. Brian pojechał do Wietnamu, gdzie dwa 1ata pracował jako lekarz polowy w pewnej eskadrze lotniczej. Eskadra ta zapewniała wsparcie z powietrza projektu CIA zwanego "Phoenix", którego celem było rozpoznanie przeciwnika i z1okalizowanie jego stanowisk. Do analizy danych wykorzystywano tam również komputery. W każdym razie Brian powrócił udekorowany orderarni, a1e trudno ustalić, za co zdobył tak wysokie odznaczenia. Ear1 Brian jest raczej człowiekiem rnilczącym93. Po powrocie został szefem Departamentu Zdrowia w gabinecie gubernatora Kaliforni, Ronalda Reagana. W tym czasie szefem sztabu Reagana był Edwin Meese. Departament Zdrowia był jednak dla ambitnego Briana jedynie trampoliną. Brianowi marzyły się wyższe stopnie wtajemniczenia. W 1974 złożył swój urząd, aby kandydować do senatu, wybory jednak przegrał 94. 97 W następnym okresie Brian skupił się na interesach. Jego "okrętem flagowym" była firma Xonics, której prezesował aż do 1977 roku. Już wkrótce jednak jego kUŹnia najnowszych technologii zaczęła się niebezpiecznie chwiać. Firma wchłaniała inne, znacznie jednak nadwerężając własny kapitał akcyjny. Transakcje robione za plecarni akcjonariuszy wzbudziły zainteresowanie organów nadzorczych, Security and Exchange Commission. Wobec firmy Xonics wysunięto zarzut wprowadzania w błąd akcjonariuszy przez prezentowanie im zbyt optymistycznych raportów. Ponadto firma miała podobno dawać brokerom łapówki za korzystniejszą sprzedaż akcji. Brian zachował przy tym wszystkim czyste ręce; po prostu wycofał się w porę ze stanowiska i zarzuty już go nie dosięgły. Ujawnione skandale nie przysłużyły się jednak firmie, która w 1979 zbankrutowała. Na gruzach Xonics powstała firma Hadron. Dominique Laiti zgromadził wokół siebie menedżerów z Xonics i w 1979 zakupił firmę położoną w Fairfax w stanie Wirginia. Ekspansja tej firmy przebiegała według wzorca Xonics. W przeciągu trzech 1at Laiti wykupił następnych dziewięć firm, powodując straty wysokości 4,5 miliona dolarów. Od 1983 roku firma Hadron zaczęła inwestować w technologię laserową. Po niecałym roku zamknięto sekcję laserów z powodu zbyt dużych strat. Ciągłe wahania w obrotach, zyskach i stratach przez wiele 1at wyróżniały firmę Hadron. Odpowiednio do tego kształtował się kurs akcji95. Po wielu próbach i licznych pomyłkach Laiti zabrał się w końcu za przekształcanie przedsiębiorstwa w wiodącą firmę software'ową, pracującą na potrzeby systemu prawnego. Firma obrała zatem kurs w kierunku "państwo". Hadron zaczęła otrzymywać z1ecenia od amerykańskich władz celnych oraz różnych służb specjalnych96. Planowana ekspansja w tym sektorze dokonywała się nie tyle dzięki własnym poszukiwaniom 98 i osiągnięciom, ile raczej przez dokupywanie specjalistycznych firm. I tak w 1983 roku Hadron wykupiła na przykład firmę Simcon, producenta oprogramowania na potrzeby policji. Nieco później nastąpiło przejęcie Acumedics, usługowej firmy oferującej komputerowe wspomaganie procedur sądowych97. I tak wyjaśnia się zainteresowanie Laitiego programem PROMIS, który był wówczas najlepszy w swoim rodzaju. Przejęcie przez firmę Hadron jego sprzedaży mogło oznaczać niesamowite zyski. Nawet jeśli firmą kierował Laiti, za wszystkie sznurki i tak pociągał Earl Brian. W 1979 założył on Biotech Capital Corp. Firma ta gromadziła kapitał, przeznaczony na inwestycje w innych firmach zajmujących się biotechnologią i medycyną. W ich zasięgu znalazła się również firma Hadron, którą tym sposobem Brian kontrolował poprzez Biotech. później Brian kupił sobie jeszcze dwie agencje prasowe: Financial News Network (FNN) i United Press International (UPI) i przy każdej nadarzającej się sposobnoścl wykorzystywał swoje układy. Kiedy Reagan został prezydentem, Brianowi udał się skok do Białego Domu, gdzie już urzędowali przyjaciele z czasów kalifornijskich, między innymi Edwin Meese, który bardzo mógł mu się przydać (patrz s. 58 i nn.). Dzięki swoim znajomościom Brian organizował z1ecenia dla swoich firm. W 1987 roku około 34% obrotów firmy Hadron stanowiły transakcje z Departamentem Obrony. z początkiem 1988 roku firma Acumedics otrzymała z Departamentu Sprawiedliwości zlecenie wartości ponad 40 milionów dolarów. Już zresztą ki1ka rniesięcy wcześniej Acumedics podjęła się zadania zmiany systemu zarządzania danyrni w postępowaniu procesowym w wydziale Land and Natural Resources Departamentu Sprawiedliwości ~ również za 40 milionów dolarów 98. 99 Obrotowa scena "Iran" Irańskie kontakty Briana miały zacząć przynosić rezultaty w połowie lat siedemdziesiątych. W tym czasie w Iranie aż roiło się od Amerykanów sprzedających za petrodolary wszystko, czego tylko szach Mohammad Reza Pahlawi zapragnął do modernizacji swojego kraju. W Teheranie każdy chciał zarobić szybkie pieniądze, zarówno poszukiwacze szczęścia, jak i zwyczajne sępy. Wielu sławnych tego świata chciało się pokazać w blasku pawiego tronu: Frank Sinatra, Elisabeth Taylor, Gregory Peck, aby wymienić chociaż troje największych z show-biznesu99. Przy drzwiach tłoczyli się również handlarze bronią. Brian dostrzegł wtedy szansę stworzenia w Iranie nowoczesnego systemu opieki zdrowotnej. Jednym z rozmówców podczas jego rozlicznych podróży był Mehdi Bazargan, który nieco później, już w pierwszym okresie rewolucji irańskiej, odgrywał ważną rolę na scenie politycznej. Brian opanował nieco język farsi. Mimo wszelkich wysiłków plan zreformowania służby zdrowia utknął w irańskim piachu. Zadzierzgnięte jednak wtedy znajomości okazały się mieć o1brzymią wartośćlOO. Iran pod rządami szacha, silnie związany z USA, zdawał się być gwarantem stabilności na Bliskim Wschodzie. Szach kreował samego siebie na króla królów i nastęPcę wielkich, perskich władców z okresu średniowiecza. Kiedy on sam i jego świta pławili się w niesamowitym luksusie, społeczeństwo cierpiało biedę. Niezadowolonyrni zajmowała się służba bezpieczeństwa SA v AK, torturując ich i mordując. W 1979 skorumpowany reżim nie mógł się utrzymać już nawet siłą, zwłaszcza że szach był chory na raka i niewiele rniał przed sobą życia. W Iranie wybuchła rewolucja, co kompletnie zaskoczyło Zachód. Prezydent Jimmy Carter najwidoczniej źle ocenił sytuację w Iranie, rniędzy innymi dlatego, że CIA przekazywała błędne raporty. 100 16 stycznia 1979 szach uciekł z kraju na pokładzie Boeinga 707, nie zaporninając o zabezpieczeniu swojego "skromnego" dobytku. 1 lutego z wygnania we Francji powrócił natorniast przywódca rewolucji, ajatollah Ruhollah Chomeini, aby budować radykalną republikę islamską. W kwietniu 1979 powołał na premiera Mehdi Bazargana, a ten bynajmniej nie widział w Stanach Zjednoczonych "Wielkiego Szatana ", lecz bardzo zabiegał o dobre z nimi stosunki. Ostatecznie, rewolucyjny Iran był uzależniony od amerykańskich dostaw broni. A przecież Saddam Husajn pożądliwym okiem spoglądał na południe Iranu, bogate w złoża ropy naftowej i zamieszkane przez Iudność arabską. O katastrofie w stosunkach porniędzy Iranem i USA zadecydowały w końcu wydarzenia z 4 listopada 1979 roku. Studencka Gwardia Rewolucyjna opanowała ambasadę USA i wzięła Amerykanów jako zakładników. Gwardziści zażądali wydania szacha, aby postawić go w Iranie przed sądem. Dzień później Mehdi Bazargan ustąpił ze stanowiska premiera 101. Prezydent Jimmy Carter przejął odpowiedzialność za uwolnienie przetrzymywanych osób. Dramat zakładników rzucał cień na amerykańską politykę przez cały rok 1980, rok wyborów w USA. Podczas gdy Carter próbował pertraktować z irańskimi przywódcarni rewolucyjnyrni, w sprawę zaczęli się wtrącać zwolennicy Reagana. Należał do nich Miles Copeland, były agent CIA, który wraz z innymi musiał pod rządami Cartera odejść z agencji wywiadowczej. Inną grupę tworzył William Casey, kierujący kampanią wyborczą Reagana, późniejszy szef CIA, a także Robert McFarlane, były pułkownik marynarki i weteran wojny wietnamskiej. Obie te grupy porozurniały się co do tego, iż ze względu na strategiczne położenie w pertraktacje należy wciągnąć Izrael. Mimo że stosunki z Iranem od czasów rewolucji znacznie się pogorszyły, Izraelczycy byli bardzo zainteresowani wspieraniem Iranu, aby tylko przeszkodzić . Husajnowi w realizacji jego marzeń o potędze. Saddamowl Do nawiązania dyskretnych negocjacji wyznaczono za plecarni Cartera dwóch ludzi: Roberta McFarlane'a i Earla Briana. 101 Tak podaje przynajmniej Izraelczyk Ari Ben-Menashe, który brał udział w zaplanowanym spotkaniu ze wzg1ędu na swoje dobre kontakty z Iranem. McFarlane i Brian znali się co najmniej od 1978 roku. Obydwaj rnieli dobre układy z izraelskim wywiadem i z Rafi Eitanem, doradcą antyterrorystycznym prerniera Begina. Earl Brian rniał nawiązać kontakt z Bazarganem, aby w styczniu 1980 roku zaaranżować spotkanie w Teheranie. Mimo że Bazargan nie był już w tym czasie prernierem, a jego frakcja przegrała walkę polityczną, zakładano, że nada1 pozostaje w dobrych stosunkach z ajatollahem Chomeinim i hojjatem EI-Islam Mehdim Karrubim. Karrubi zasiadał w Radzie Najwyższej Iranu i zajmował się sprawarni kontaktów z zagranicą. Rozmowy w Teheranie ze stycznia 1980 roku doprowadziły do dalszych spotkań, w wyniku których najwidoczniej uzgodniono, że wysiłki Cartera powinny spełznąć na niczym, a gdy tylko Reagan zostanie prezydentem, do Iranu przez Izrael rniały ruszyć dostawy broni102. Irańczycy byli żywo tym zainteresowani. Zanosiło się wszak na wojnę z Irakiem, która wybuchła we wrześniu 1980 roku. Carter ogłosił jednak embargo, a więc ludzie Reagana nie mogli wiele zdziałać. Irańczycy pilnie potrzebowali pomocy również w zakresie elektronicznego przetwarzania danych. Za rządów szacha zaczęto tworzyć w Persji podstawy elektronicznych systemów przetwarzania, w wyniku czego armia irańska była sprzężona w zakresie informacji o częściach zamiennych ze światowym systemem logistycznym USA, pracującym na komputerach IBM. Materiały wojskowe dostarczano w pewnym sensie automatycznie, gdy tylko zachodziła potrzeba 103. Amerykańska firma, która realizowała komputeryzację systemu logistyki, wzięła nogi za pas razem z szachem. Pozostały nieuregulowane rachunki w wysokości 250 milionów dolarów 1O4. 102 Samo odszukanie sprzętu składowanego w Iranie stało się nagle problemem. Części zamiennych było wprawdzie sporo, ale nikt dokładnie nie wiedział, które do czego służyły i gdzie się znajdowały. Brakowało zatem danych o posiadanych częściach oraz planów ich rozlokowania i przeznaczenia. Problem dotyczył głównie lotnictwa, którego bombowce Fantom F4 odgrywały strategiczną rolę w uzbrojeniu Iranu. Irańczykom zależało więc przede wszystkim na dostawach części szybko zużywających się, jak opony do samolotów. Potrzebne były także komputerowe listy ze składowanymi w kraju elementami konstrukcyjnymi i częściami zamiennymi 105. "Utworzyliśmy trzy irańskie grupy robocze, których zadaniem było przeczesać cały kraj - wspominał premier rządu Bani-Sadr. Ludzie potrzebowali pół roku na sporządzenie listy wszystkich części zamiennych, którą następnie wprowadziliśmy do centralnego komputera. Saddam zaatakował, będąc pewnym, że nasze lotnictwo nie oderwie się od ziemi. poważnie się przeliczył, ponieważ w 90 procentach było ono gotowe do użycia. Dzięki oporowi naszego lotnictwa, jego nieustannym falowym atakom na irackie czołgi, oddziały i artylerię, zyskaliśmy czas potrzebny do przemieszczenie z północy kraju naszych wojsk lądowych na linię frontu. Bez lotnictwa bylibyśmy przepadli, gdyż na lądzie nie mieliśmy absolutnie niczego 106. Oprócz samolotów bojowych do niszczenia irackich czołgów można było skierować przede wszystkim śmigłowce typu Cobra, wyposażone w rakiety przeciwpancerne. Wygląda na to, że sukces ten można przypisywać również rozmowom Irańczyków z Caseyem, McFarlanem, Brianem i innymi. Amerykanie nie mogli co prawda dostarczać opon, więc tymczasowo zajęli się tym Izraelczycy, ale mogli najprawdopodobniej pomóc w kwestii list komputerowych. Handlarz bronią Babayan opowiadał Gary'emu Sickowi, doradcy Jimmy'ego Cartera i późniejszemu autorowi wspomnień, że słyszał o pewnym taktycznym spotkaniu negocjacyjnym, które odbyło się w dniach 23 i 24 września w Zurychu. Nie mógł podać nazwisk zaangażowanych osób, a1e wiedział, że w Zurychu przekazano Irańczykom komputerową listę umożliwiającą odszukanie części zamiennych, zwłaszcza do bombowców F-14. 103 Irańskie lotnictwo było więc w stanie już w pierwszych dniach wojny przeszkodzić Irakowi w poważniejszym przełamaniu linii frontu. Przesądziło to o przebiegu wojny , gdyż Saddam stracił szanSĘ na szybki sukces, a potem wojna ciągnęła się kilka lat 107. Nie jest jasne, w jakim stopniu Brian uczestniczył w tych komputerowych transakcjach. W każdym razie Riconosciuto zapewnia, iż w 1980 roku udał się z Brianem do Iranu, aby uporządkować tam system przetwarzania danych: "Iran posiadał cały potrzebny hardware, a w magazynach miał części zamienne do swojego wielce wyszukanego sprzętu bojowego, ale załamał się system wyszukiwania w bazie danych i cały spis inwentarza. Moje zadanie polegało więc na tym, aby razem z kilkoma ludźmi uporządkować te sprawy 108. Być może, Riconosciuto wszystko to wymyślił albo zbyt intensywnie wczytał się w książkę Gary'ego Sicka. W każdym razie jego wywody nie są pozbawione pewnej logiki. Brian miał zapewne poważny udział w irańskiej transakcji. Ari Ben-Menashe informuje o pewnych szczegółach owego przelewu 40 milionów dolarów, o którym wspomina również Riconosciuto. W grudniu 1980 roku Ben-Menashe otrzymał pewne zlecenie od Yehoshui Sagiego, dyrektora izraelskiego wywiadu wojskowego, a zarazem przyjaciela i partnera Williama Caseya. Zgodnie z tym poleceniem miał odebrać od saudyjskiego ambasadora w Gwatemali 56 milionów dolarów. 40 milionów było w czekach, o wartości jednego miliona każdy, wystawionych na Banque Worms. Na pozostałych 16 milionów składały się banknoty 100- i 1000-dolarowe. Z całej tej kwoty 52 miliony należało przekazać irańskiemu handlarzowi broni Sayeedowi Mehdi Kashaniemu. Pieniądze te miały nieco przychylniej nastroić niektóre osoby z władz Iranu. Pozostałe cztery miliony wpłacono podobno na konto Valley National Bank w Arizonie. Ben-Menashe podaje, że właścicielem konta był Earl Brian 109. 104 Nigdy nie udało się ustalić, za co Brian otrzymał te pieniądze. Za pomoc w irańskiej transakcji odstąpiono mu przecież możliwość sprzedaży programu PROMIS na całym świecie. A ponieważ chodziło przy tym o oprogramowanie do bezpłatnego rozpowszechniania, czyli o tzw. program public domain (patrz wyżej, s. 55 i nn.), interes można było robić jedynie na sprzedaży dodatkowego hardware'u oraz usług związanych z instalacją i okresowymi przeglądami działania PROMIS, a także na szkoleniach personelu. Dopiero wersja z 1983 roku została objęta ochroną praw autorskich. A zatem w 1982 roku, w trakcie przygotowań do wykorzystania programu w tajnych słUŻbach, udoskonalonej wersji jeszcze nie było. Jak dotychczas nie udało się w pełni wyjaśnić, kto wpadł pierwszy na pomysł wykorzystania programu PROMIS do celów wywiadowczych. Ari Ben-Menashe sugeruje, że odpowiedzialni za to są wysocy urzędnicy z amerykańskich kręgów rządowych: "Rząd Stanów Zjednoczonych miał własne plany co do PROMIS. Niektórzy urzędnicy amerykańscy sądzili, że Izraelczycy byliby w stanie sprzedać program wywiadom na całym świecie. To dlatego Ear1 Brian zwrócił się w 1982 wpierw do Rafi Eitana". A był to ów doradca antyterrorystyczny izraelskiego premiera Begina, który w 1983 pojawił się jako Ben Orr w Departamencie Sprawiedliwości, a potem w firmie INSLAW . "Kiedy Eitan przestudiował program, wpadł na olśniewający pomysł" ~ relacjonuje Ben-Menashe. Eitan miał go podobno wezwać do siebie i powiedzieć: "Ten program nadaje się do wytępienia terrorystów , a1e musimy rejestrować dane każdego podejrzanego i śledzić jego ruchy. To nie wszystko. 105 Możemy jeszcze dowiedzieć się, co robią z programem nasi wrogowie". Wystarczyło tylko przebudować program w konia trojańskiego i sprzedawać go służbom wywiadowczym 110. Hardware i software spreparowano w ten sposób, że NSA mogła równolegle obserwować pracę programu u innych. Earl Brian najwidoczniej przejął sporą część jego sprzedaży. Według Billa Hamiltona różne tajne służby USA, a więc CIA, NSA, Drug Enforcement oraz Rada Bezpieczeństwa Narodowego, pomagały Brianowi sprzedawać PROMIS na całym świecie. Z jednej strony Brian mógł robić interesy na swoje własne konto, z drugiej zaś chodziło o stworzenie źródeł finansowania przeróżnych przedsięwzięć i operacji, których Kongres Stanów Zjednoczonych sam nie finansował, jak choćby wspieranie Contras w Nikaragui - twierdzi Hamilton 111. Hamilton podaje też, że niejaki Charles Hayes opowiedział mu, w jaki sposób sprzedaje się PROMIS. Hayes handlował wszelkimi "nadwyżkami" i podobno miał kontakty ze służbami wywiadowczymi w USA i poza granicami kraju. Mógł rzekorno wskazać 300 urzędów i instytucji w samych Stanach, w których zainstalowano PROMIS. Brian miał na tym zarobić niemal 20 milionów dolarów 112. Ale Brian sprzedawał również za granicę. Hayes wspomina, że w połowie lat osiemdziesiątych spotkał w sao Paulo Earla Briana oraz konspiratorów związanych z Contras - Richarda Secorda i Olivera Northa. Brian sprzedawał właśnie brazylijskiemu rządowi program PROMIS, podczas gdy oni organizowali broń dla Contras 113. Earl Brian byl pomocny jeszcze inaczej, na przyklad przy rozdziale łapówek w Australii. Izraelscy handlarze już od 1980 roku wspomagali rewolucyjny Iran, który jednak stanowił militarne zagrożenie. Państwa takie jak USA, Związek Radziecki, Francja, Wielka Brytania i wiele innych dozbrajało przede wszystkim Irak jako zaporę przed fundamentalizmem. Ben-Menashe, jeden z zaangażowanych w międzynarodowy handel bronią, podaje, że z tego właśnie powodu zamierzano przekazać do Iranu większe ilości broni. W zrealizowanych transportach było między innymi dwanaście zakupionych w Wietnamie samolotów transportowych C-130 Hercules. Postój podczas przelotu do Iranu zorganizowano w zachodniej części Australii i tam też, we Freemantle Port, złożono tymczasowo 60 kontenerów z amunicją artyleryjską z Korei Pólnocnej. Izraelczykom udało się nawet zakupić 4000 rakiet przeciwpancernych typu Tow, które USA właściwie przeznaczyły dla Gwatemali. 106 W każdym razie Gwatemala wydała Stanom Zjednoczonym poświadczenie odbioru eksportowanego towaru 114. Irańczycy pilnie potrzebowali tych rakiet do niszczenia irackich czołgów T - 72 z radzieckich dostaw. Rakiety Tow złożono tymczasem w bazie marynarki na Shirland Island w Zachodniej Australii, zresztą razem z chińskimi rakietami zwanymi "jedwabnikami", doskonale nadającymi się do niszczenia okrętów. Maczali w tym palce czołowi politycy australijscy, którzy mocno przymknęli oko na ów przejściowy skład broni. Bez pomocy ze strony polityków nie byłoby możliwe wykorzystanie Australii jako trampoliny do transportów broni do Iranu. Na łapówki dla tamtejszej Labor Party amerykańska CIA poleciła wystawić handlarzowi bronią Richardowi Babayanowi czek na ponad sześć milionów dolarów. Pieniądze przekazywał Earl Brian, który w tym wypadku reprezentował firmę Hadron. Babayan udał się więc do Perth w Zachodniej Australii i przekazał czek australijskiemu biznesmenowi Yosetowi Goldbergowi. Pieniądze dotarły do Labor Party okrężną drogą, między innymi poprzez jedną z firm-córek przedsiębiorstwa Pergamon Press Trust Fund w Moskwie, należącego do brytyjskiego potentata prasowego Roberta Maxwella 115. 107 W ciągu kilku lat Earl Brian stał się niewidzialnym reżyserem wielu zamaskowanych operacji, przeprowadzanych w uzgodnieniu z rządowymi politykami z Departamentu Sprawiedliwości oraz z CIA. Wskazują na to poszlaki zaprezentowane przez Ben-Menashego. Sprzedażą programu PROMIS Brian zainicjowal akcję szpiegowską i handel bronią, które przekształciły się w jedną z największych operacji wywiadowczych, jakie znał świat. Niewątpliwie należy postrzegać Briana przede wszystkim jako menedżera, dostarczającego PROMIS do takich państw jak Australia, Korea Południowa i Wielka Brytania. Brian sprzedawał w terenie program z tylnymi drzwiami, ale całą akcją zawiadywano z innych miejsc, jak choćby z centra1i Williama Caseya w Langley pod Waszyngtonem. Inni, jak na przykład specjalista w zakresie Iran-Contras, pułkownik Oliver North z Rady Bezpieczeństwa Narodowego, po prostu używali programu. W Izraelu interesów swojego kraju strzegł Rafi Eitan. To on z pomocą potentata prasowego Roberta Maxwella, który na transakcjach z bankami i służbami wywiadowczymi zarobił miliony, uruchomił dla programu PROMIS nową drogę dystrybucji. Przez Maxwella trop prowadził do Europy i do samych Niemiec. Wielu zaangażowanych w transakcje związane z PROMIS znało się wcześniej z intryg i ciemnych interesów, w których zwykle chodziło o władzę i pieniądze. Niektórzy należeli do drużyny Reagana z czasów jego gubernatorstwa w Kaliforni, a potem znaleźli sobie miejsce w administracji prezydenta w Waszyngtonie. Dołączyli do nich nowi koledzy z kręgów wywiadowczych. Przykładem pokrętnych machinacji wyborczych "bojowników" Reagana mogą być tajne pertraktacje z Iranem. Za placami urzędującego właśnie prezydenta tak perfidnie wykorzystali w 1980 roku dramat zakładników z Teheranu, że Carter przegrał wybory. W rokowaniach tych uczestniczyli William Casey, Rafi Eitan, Earl Brian i Ari Ben-Menashe, wszyscy związani z programem PROMIS. 108 Część 111 Zakulisowi mordercy 109 Politycy pomniejszają wagę spraw, wyczekują i często narzekają na luki w pamięci, jak czyni to na przyklad prezydent Ronald Reagan w aferze Iran-Contras. Czarną robotę załatwiają "podwładni", których zawsze można zwolnić, czy też pomagierzy spoza aparatu rządowego, z którymi znajomości zawsze można się wyprzeć. W dalszej części książki będzie jeszcze mowa o niektórych "twórcach" szpiegowskich puzzli o nazwie PROMIS - o podpułkowniku Oliverze Norcie z Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA, o dyrektorze filii pewnego włoskiego banku państwowego Christopherze Drogoulu, o wziętej adwokat i pierwszej damie Stanów Zjednoczonych Hillary Rodham Clinton, o izraelskim tropicielu terrorystów Rafi Eitanie, jego współpracowniku Ari Ben-Menashem, Irańczyku Sayeedzie Mehdi Kashanim oraz o potentacie prasowym Robercie Maxwellu. Trop programu PROMIS prowadzi jednak również do służb wywiadowczych, do banków, firm zbrojeniowych, na atomowe okręty podwodne, do pralni brudnych pieniędzy, kwatery głównej NATO - SHAPE oraz do Centrali Interpolu we Francji. Niektórzy pociągali za sznurki z ukrycia: wiceprezydent USA George Bush, szef CIA William Casey, włoscy politycy Bettino Craxi i Giulio Andreotti, szef banku Aghan Hasan Abedi, izraelscy premierzy Menhem Begin i Icchak Szamir oraz iracki dyktator Saddam Husajn. 110 Postacie Abedi, Agha Hasan Założył islamski Bank of Credit and Commerce International (BCCI), czyniąc z niego siódmy co do wielkości bank świata i największą pralnię brudnych pieniędzy. Bank wkrótce zbankrutował. Andreotti, Giulio Siedmiokrotny premier Wloch, który w 1985 roku jako minister spraw zagranicznych złożył wizytę Ronaldowi Reaganowi. Zgodnie z życzeniem Amerykanów wpłynął na finansowanie eksportu broni do Iraku. Andreotti przetrwal ponad 40 procesów, zanim na początku 1995 roku udało się go oskarżyć o powiązania z mafią. Ben-Menashe, Ari Agent izraelski, przyłapany na handlu bronią. W ramach zemsty wydał książkę, w której opisał manipulacje, system sprzedaży i wykorzystanie programu PROMIS. Casey , William 1. Kierowal kampanią wyborczą Reagana i starał się, żeby prezydentowi Carterowi nie udało się uwolnić zakładników w Teheranie jeszcze przed wyborami w listopadzie 1980 roku. Polecil mieć na oku poczynania Cartera i prowadzil negocjacje w sprawie zakladników. Był szefem CIA w okresie 18.01.1981 -29.01.1987. Clinton, Hillary Rodham Ciesząca się dużym powodzeniem adwokat zostaje pierwszą damą Stanów Zjednoczonych. Pewne fakty wskazują na to, że reprezentowała firmę sprzedającą bankom program PROMIS. 111 Eitan, Rafi Pozbawiony skrupułów agent antyterrorystyczny z Izraela, wykorzystal PROMIS do kontroli nad Palestyńczykami i ścigania terrorystów. Hindawi, Nezar Palestyńczyk, który wyslal swoją przyjaciólkę z bombą zegarową do Izraela. Miała ona wysadzić w powietrze samolot linii EL AL i samą siebie. Wszystko okazalo się być jedynie izraelską prowokacją. Maxwell, Robert Magnat prasowy w klopotach finansowych. Zarobił miliony na sprzedaży programu PROMIS nie tylko do Związku Radzieckiego i Meksyku, ale również do Niemiec. North, Oliver Zamierzał uwolnić amerykańskich zakładników z Libanu, ()rganizując dostawy broni do Iranu i dla Contras w Ameryce środkowej oraz pomagając w przemycie kokainy do USA. Jako komputerowy pasjonat wykorzystywał technikę do tropienia niewygodnych świadków. Vanunu, Mordecai Izraelczyk, który zdradził tajemnice związane z bronią atomową. W rezultacie agenci Mossadu uprowadzili go do Izraela, gdzie stanal przed sądem. 112 ... Technika komputerowa w służbie Stanów Zjednoczonych Oliver North kierował na linii Waszyngton Bliski Wschód procesem, który właściwie przekraczał jego możliwości. Zaniedbał przez to dzieci, a jego małżeństwo groziło rozpadem 34. W końcu pomogła mu technika komputerowa. W swojej książce Under Fire pisze, że zaoszczędziła mu ona wielu godzin narad i rozmów telefonicznych i ograniczyła zalew dokumentów w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego 35. W rzeczywistości North stał się pasjonatem komputerów i spędzał niezliczone godziny przed ekranem, umieszczając na elektronicznej orbicie raporty i oświadczenia 36. Za najnowsze technologie w Białym Domu odpowiedzialny był admirał Poindexter, który w 1982 roku przejął po McFarlanie urząd doradcy ds. bezpieczeństwa i tym samym został przełożonym Olivera Northa. Już w 1982 admirał zdecydował, aby w Białym Domu wprowadzić najwyższy standard techniki komputerowej. Polecił zakupić w IBM system komunikacji biurowej, Professional Office System. Technicy z wewnętrznego serwisu White House Communications Agency zainstalowali w tym celu komputer centralny, połączony nawet z mieszkaniami poszczególnych pracowników, miedzy innymi z mieszkaniem Roberta McFarlane'a 37. North byl zafascynowany elektronicznym systemem komunikacji. Uważał, że system jest bezpieczny, dyskretny i przyjazny dla użytkownika, ale mimo to nie zrozumiał go do końca. Tak więc wydawało mu się, że naciśnięcie klawisza Delete kasuje dane definitywnie, że przepadają w komputerowych czeluściach raz na zawsze. Samo naciśniecie klawisza nie kasuje jednak niczego, lecz jedynie zwalnia zajmowane poprzednio miejsce do zapisania nowych danych. North nie zrozumiał, że w ten sposób znikła jedynie pozycja ze spisu treści. 132 Kiedy technicy przywołali później na ekran pozornie skasowane pliki, North był zachwycony, ponieważ to one oczyściły go z zarzutów. Pliki potwierdziły, że przełożeni McFarlane i Poindexter doskonale orientowali się w jego działaniach i je akceptowali 38. Technika komputerowa odegrała olbrzymią rolę również w innym projekcie. W 1985 roku powołano do życia w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego tzw. Task Force, grupę roboczą do walki z międzynarodowym terroryzmem. Bezpośrednim powodem było uprowadzenie 14 czerwca samolotu linii TWA przez terrorystów z Dżihadu pod przywództwem Mohammeda Ali Hammadiego. Podczas lotu z Aten do Rzymu zmuszono pilota, aby skierowal samolot do Bejrutu. By podkreślić swoją determinację, porywacze zamordowali jednego z amerykańskich pasażerów, Roberta Stethema, nurka amerykańskiej marynarki. W wyniku mediacji przewodniczącego irańskiego parlamentu Rafsandżaniego terroryści po 17 dniach w końcu ustąpili. Dla Amerykanów było to mimo wszystko olbrzymim upokorzeniem. Trudno zapomnieć pełen grozy i bezsilności obraz pilota z przyłożonym do skroni pistoletem. Terroryści chcieli pokazać, że jesteśmy bezsilni i najwidoczniej to się im udało" - stwierdzil Oliver North 39. Task Force, grupa do zwalczania terroryzmu, utworzona przy Narodowej Radzie Bezpieczeństwa, składała się z przedstawicieli Departamentu Obrony, CIA, FBI, Departamentu Stanu oraz z Szefów Połączonych Sztabów pod dowództwem wiceprezydenta Busha. Koordynatorem był Oliver North. Działać i reagować należało bardzo szybko. Dlatego też członków Task Force łączyły zabezpieczone przed podsłuchami telefony, faksy i sieć komputerowa o nazwie FLASH. Pierwszym krokiem było zainstalowanie na wypadek kryzysu tajnej bazy danych, w której gromadzono dane ze wszystkich zaangażowanych urzędów. "System 4", bo tak go nazwano, miał zagwarantować, że w razie sytuacji kryzysowej będzie możliwy szybki dostęp do wszystkich najważniejszych informacji. 133 Oliver North miał swoje biuro w gmachu Old Executive Office Building, w pokoju 302. Niejako tuż za rogiem, w pokoju 345, mieściło się biuro szefa CIA, Caseya. Centrala operacyjna do nadzoru i kontroli amerykańskich operacji wywiadowczych znajdowała się bezpośrednio pod biurem Olivera Northa, w pokoju 208. Centralę wyposażono w najnowocześniejszy sprzęt komputerowy i system komunikacji audiowizualnej, zabezpieczony przed podsłuchem 40. Kierował nią Rod McDaniel, kapitan marynarki, który wraz z supertajnym zespołem koordynował wymianę danych pomiędzy służbami wywiadowczymi a instytucjami rządowymi. W środku roku 1986 North użył Task Force do ujęcia niejakiego Faweza Younisa. Palestyńczyk był już znany z uprowadzenia samolotu. "Grupa Task Force rozpoczęła niezwykle skuteczne poszukiwania w bazach danych CIA, DEA i FBI - informował Oliver North. Younisa udało się zatrzymać 41. Nie wiadomo jednak, czy wyłowiły go wielkie elektroniczne sita programu PROMIS. Olivera Northa nie bardzo interesowały subtelne szczegóły techniczne, on po prostu techniki używał. Dziennikarze pisma "Wired" ustalili w końcu, że North rzeczywiście posłużył się programem PROMIS. Wspominało o tym wielu pracowników wywiadów oraz pracownicy firmy, która dostarczała oprogramowanie. Dzięki komputerowi w swoim punkcie dowodzenia North miał dostęp do komputerów Departamentu Sprawiedliwości, gdzie zainstalowano program PROMIS. Specjalna linia do transmisji danych łączyła centralę dowodzenia z centrum komputerowym na szóstym piętrze departamentu 42. 134 Oliver North mógł ze swojego miejsca nie tylko ścigać terrorystów drogą elektroniczną. Mógł również, jako koordynator grupy antyterrorystycznej, nadużywać swojego stanowiska do przyklejania etykietek terrorysty świadkom swoich operacji Iran-Contras. A ponieważ wspierała go FBI i Departament Sprawiedliwości z Edwinem Meese, miał bezpośredni dostęp do informacji o każdym domniemanym "terroryście". Tak dogłębnie poinformowany North mógł zatem zainicjować unieszkodliwienie niewygodnych świadków, z czego podobno od czasu do czasu korzystał 43. North mógł w każdej chwili zacząć ścigać każdą niewygodną osobę w ramach działań Federalnego Urzędu Obrony Przed Katastrofami (Federal Emergency Management Agency FEMA). Program FEMA powołał do życia prezydent Ronald Reagan w 1982 roku, aby w sytuacji kryzysu rząd był w stanie szybko kontrolować gospodarkę, płace i ceny, przejąć racjonowanie żywności i skierować do akcji Korpus Marynarki. Nie zdefiniowano jednak pojęcia kryzysu narodowego. Mogła to być zarówno katastrofa po ataku jądrowym, jak i kryzys naftowy czy zamieszki z użyciem siły podczas akcji protestacyjnych44. North pracował nad projektem FEMA od 1982 do 1984, a zatem znał go dokładnie od strony praktycznej i prawnej. Powołując się na FEMA, mógł zawiesić amerykańską konstytucję, jeśli wymagała tego skuteczność jego akcji. Pod pozorem przezwyciężania kryzysu narodowego miał możliwość sporządzania czarnej listy obywateli, którzy chociaż raz uwikłali się w polityczne akcje protestacyjne czy też z powodów politycznych odmówili płacenia podatków. W każdym razie program PROMIS to umożliwiał. Operacja ta była tak tajna, że natychmiast przerwano dochodzenie w sprawie afery Iran-Contras, gdy tylko senator Jack Brooks spytał o nią podczas posiedzenia. Potem nigdy więcej nie poruszano już tego tematu 45. North uważał, że jest grzecznym i poprawnym użytkownikiem komputera, wykorzystującym technikę dla dobra Stanów Zjednoczonych. Trudno znaleźć cokolwiek o nadużyciach tej techniki w jego książce opisującej pracę Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Bezkrytyczny wobec siebie North był raczej szczerze zdziwiony, kiedy musiał stanąć przed sądem. Przykład jego osoby pokazuje, w jaki sposób wewnątrz aparatu rządowego możliwe jest przeprowadzanie operacji w wielkim stylu poza obowiązującym prawem. Zignorowano Kongres, a prawo naginano tak długo, jak było to konieczne do zamaskowania niecnych czynów. Technika komputerowa przyczynia się do podniesienia efektywności działań wrogich prawu i demokracji, podejmowanych przez przestępców spośród elit rządzących. 135 Nowoczesna komunikacja biurowa umożliwia nie tylko optymalną współpracę czy śledzenie przestępców, ale sprawia, że możliwe jest wyłapanie również dysydentów. Należy o tym pamiętać przy wyposażaniu niemieckiego wymiaru sprawiedliwości w takie elektroniczne narzędzia, co dla potrzeb zwalczania przestępczości zorganizowanej planuje się tam już od 1994 roku. North wykorzystywał swoją technikę antyterrorystyczną nie tylko do kontrolowania urzędów. Chciał wiedzieć, czy ktoś wszczął już dochodzenie kwestionujące jego wyobrażenie o bezpieczeństwie państwa. W razie grożącego niebezpieczeństwa North miał możliwość uciszenia swojego potencjalnego przeciwnika bądź mógł go wyeliminować w inny sposób 46. Wszystko to jest kombinacją utajniania i zamieniania etykietek na faktach, pozwalającą na szczególnie paskudne nadużywanie techniki komputerowej. Niewygodnych świadków czy politycznych przeciwników można przemianować na terrorystów, handlarzy bronią czy narkotykami, rozumie się, że w interesie państwa i społeczeństwa oraz dla ich bezpieczeństwa. Najistotniejsze fakty oznacza się jako "ściśle tajne", po czym ani organa ścigania nie mają do nich dostępu, ani prasa nie jest w stanie ujawnić prawdziwych kulis danej sprawy. 136 Banca Nationale del Lavoro Poręczenia rolne dla potrzeb zbrojenia Iraku "Prawdopodobieństwo, iż filia banku włoskiego w Atlancie w stanie Georgia operowała wielkimi sumami pieniędzy, a władze tego nie zauważyły, jest niemal równe zeru" - brzmiala opinia doktora Normana Baileya. Ten były współpracownik Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), był specjalistą w dziedzinie tropienia pokrętnych operacji finansowych. Baileya zacytował senator Henry Gonzales z Teksasu, przewodniczący komisji bankowej, w swoim przemówieniu przed Kongresem w kwietniu 1991 roku. "Ręczę, że to oświadczenie jest prawdziwe" - stwierdził ów senator z trzydziestoletnim stażem. Ten nieustraszony Teksańczyk poważnie przyparł do muru rząd w Waszyngtonie swoimi dochodzeniami i wystąpieniami przed Kongresem 47. Dalej w swojej mowie Gonzales dowodził: "Banca Nationale del Lavoro (z filiami w USA) utrzymywał poważne stosunki ze Związkiem Radzieckim. Jak już wspominałem, udzielał on Związkowi Radzieckiemu krótkoterrninowych kredytów w wysokości setek milionów dolarów. Przy takich transakcjach kontakty Banca Nationale del Lavoro (BNL) z Moskwą były niezbędne zarówno poprzez teleks, faks, jak i telefon. Wobec faktu, iż rząd Reagana postrzegał Związek Radziecki jako «imperium zła», można z całą pewnością założyć, że NSA kontrolowała kontakty Związku Radzieckiego z BNL, a zwłaszcza te, które dotyczyły pertraktacji na temat transferu większych sum pieniędzy" 48. W tym momencie Gonzales nie mógł jeszcze udowodnić tego, co tak głośno sugerował - podsłuchów NSA w bankach. 137 Bank of Credit and Commerce International Największa na świecie pralnia brudnych pieniędzy W 1994 roku Bank Światowy obchodził 50 rocznicę swojego powstania. W oficjalnym przemówieniu prezydent banku Lewis Preston wyraził wręcz zachwyt swoją osobą i "Bankiem Przyszłości". Oświadczył, że zadaniem banku jest razem ze światowym Funduszem Walutowym "pomagać kredytobiorcom w ograniczaniu sfery nędzy i w podnoszeniu standardu życia przez nieustanny rozwój i inwestowanie w ludzi". W przyszłości jednak kryteria przyznawania kredytów ulegną zaostrzeniu. "Bank Przyszłości" będzie oceniany na podstawie jakości i efektywności wspieranych przez niego projektów oraz rodzaju proponowanego partnerstwa66. Nie wszyscy podzielali zachwyt prezydenta BanKu Światowego. Bank Światowy oraz Światowy Fundusz Walutowy zbyt często w ostatnich latach się nie sprawdzały. Połowę programów Funduszu, służących wzmocnieniu bilansu płatniczego danego kraju dzięki zmniejszeniu importu i wzmocnieniu eksportu, przerwano przed ich zakończeniem. Procentowy udział niepowodzeń rósł nadal. Bank Światowy nigdy też nie podarował jakiemukolwiek rozwijającemu się krajowi choćby jednego dolara 67. Szef CIA William Casey też był niezwykle krytycznie nastawiony wobec Banku Światowego i Światowego Funduszu Walutowego. A ponieważ podejrzewał, że pieniądze mogą tu docierać bardzo różnymi drogami, polecił NSA kontrolować bank. Kontrola ta była najwidoczniej częścią większego planu Caseya, polegającego na infiltracji międzynarodowego systemu bankowego z pomocą nowoczesnych technologii, aby w ten sposób wytropić ukryte inwestycje Związku Radzieckiego. Elektronika dawała tu całkowicie nowe możliwości analizy informacji i ich wykorzystania68. Do Caseya splywał nieustanny strumień danych z tajnych ksiąg handlowych banków. Programem PROMIS posługiwano się zwlaszcza w wypadku wielkich banków w Japonii, Kanadzie i Szwajcarii 69. 147 Szef firmy INSLAW Bill Hamilton ustalił, że Bank światowy używał w swojej kwaterze głównej programu PROMIS. Wygadał się z tym pewien urzędnik i specjalista komputerowy pracujący dla rządu USA 70. Według jego zeznań Bank światowy nabył podobno w 1983 roku komputer VAX firmy Digital Equipment, który następnie połączono z istniejącym już systemem przetwarzania danych. Pomysł polegał na tym, żeby kontrolować międzynarodowy strumień informacji zarowno wewnątrz banku jak i w siostrzanej organizacji, czyli w Światowym Funduszu Walutowym. Program PROMIS został dostarczony w czerwcu 1983 roku przez Departament Sprawiedliwości, a dokładniej mówiąc przez D. Lowella Jensena tak przynajmniej podaje informator. Więc to on był owym wysokim urzędnikiem, który maczał palce w kradzieży programu PROMIS (patrz s. 58). Hamilton podaje, iż w rozmowach na temat sprzedaży prowadzonych w Banku światowym brał udział również przedstawiciel CIA. Projekt zainicjował ponoć Bank Operations Division przy CIA. Agencja ta była zapewne żywo zainteresowana wyselekcjonowaniem spośród krajów rozwijających się fałszywych dłużników. Z tej perspektywy sprzęt oparty na VAX-ach i oprogramowanie PROMIS stanowiły swego rodzaju system wczesnego ostrzegania. W rzeczywistości mogło jednak chodzić o znacznie większe sprawy, bo klientami Banku światowego z Trzeciego świata nie były wyłącznie uczciwe instytucje. 148 To, co rozdzielano z wielkiego garnka Banku światowego, nierzadko spływało faIszywymi kanałami, nabijając portfele niezbyt skorym do reform, skorumpowanym politykom, biznesmenom i bankierom w krajach docelowych. Pomysł CIA, aby kontrolować z użyciem PROMIS przydziały kredytów i programy oddłużania Banku światowego, nie był więc wcale głupi. Wprost przeciwnie. Z korespondencji i operacji na kontach można wyczytać sporo informacji, nie tylko o tym, czym się zajmuje Związek Radziecki, ale również o wielkim handlu bronią, narkotykami i o terrorystach na całym świecie. W rzeczywistości marzenie o dobrobycie i bogactwie w wielu krajach Trzeciego świata realizowano zupełnie inaczej, niż przewidywały to modele pomocy rozwojowej i programy Światowego Funduszu Walutowego. Niektóre elity władzy nie były zbyt zainteresowane reformami. Dlaczego politycy mieliby w swoich krajach inwestować twarde dolary, aby zarabiać miękkie pesety i cruzeiros? Woleli raczej, eksportując surowce naturalne, naftę, kawę, drewno, banany, kwiaty czy narkotyki, okradać swój kraj i zarabiać dolary, jeny czy marki niemieckie, lokując je w krajach przemysłowych albo układając w stosy na szwajcarskich kontach. W rodzimych krajach inwestowano tylko tyle, ile było trzeba, aby dalej rabować kraj i wyzyskiwać ludzi na wielką skalę. Przykładem jest Haiti. W latach 1973-1981 wyparowało tam 500 milionów dolarów pomocy rozwojowej z Banku światowego, światowego Funduszu Walutowego i Interamerykańskiego Banku Pomocy, a im więcej spływało tam pieniędzy, w tym większej nędzy pogrążało się 7 milionów Haitańczyków i w coraz większy dostatek opływało 30 tysięcy najbogatszych obywateli. Kiedy w 1994 roku Amerykanie zmusili do ustąpienia siejącego postrach swoją brutalnością generała Cedrasa, zwrócili mu jego milionowy łup i uregulowali nawet czynsz za jego willę w Port-au-Prince 71. 149 Przestępcze banki są zapewne ciekawym obiektem dla służb wywiadowczych. Kto może kontrolować rzeki pieniędzy, ten wie również, kto i dokąd wysyła broń oraz kto handluje narkotykami. Jeśli mówi się, że bank ma dobre kontakty z wywiadem, zwykle chodzi o to, że bank ma przyzwolenie wywiadu na swą działalność. Mogą więc istnieć powiązania personalne, ponieważ pracownicy banku często figurują na listach płac, na przyklad CIA. Może też jednak być tak, że służby wywiadowcze nakłaniają pozornie niezależny bank do pewnych działań, aby przyciągnąć klientów, nad którymi chciałyby mieć kontrolę. Ale czasami chodzi jednak o coś więcej niż tylko o wyśledzenie i kontrolę. Banki wykorzystuje się zwłaszcza do tajnych, zamaskowanych transakcji, których powodzeniem żywo zainteresowany jest rząd. Tak było na przyklad w wypadku włoskiego banku BNL 85. Rola amerykańskich służb wywiadowczych w skandalu BCCI stałaby się jasna, gdyby dało się udowodnić, że bank wykorzystywał oprogramowanie PROMIS. W każdym razie szef firmy INSLAW, Bill Hamilton, jest pewien, że jego program tam pracował 86. Zainstalowanie PROMIS w BCCI oznaczałoby nie tylko, że amerykańskie służby wywiadowcze były dokładnie zorientowane w przestępczej działalności banku, ale również, że istniały świadectwa przestępstw dokonanych przez amerykańskich polityków, organizacje gangsterskie, terrorystów i handlarzy bronią. Nie można więc wykluczyć, że oszustwa w BCCI zahaczają o najwyższe kręgi władzy, a wiedza o tym jest niebezpieczna zwłaszcza dla zbyt gadatliwych. Niczego jednak nie udowodniono. Ale skoro NSA kontrolowała BNL, byłoby wręcz dziwne, gdyby wywiad ten nie podłączył swoich elektronicznych czujek również tutaj 87. Dwóch dziennikarzy zgłębiających powiązania banku BCCI z programem PROMIS zginęło- Danny Casolaro (patrz s. 46 i nn.) i Anson Ng, pracujący dla "Financial Times" w Londynie. Nga zastrzelono w Gwatemali. Wydawca gazety "The Napa Sentinel" z Kaliforni, Harry Martin, podaje, że Ng udał się tam w poszukiwaniu świadka, który miał jakieś informacje o korporacji Wackenhut i zamordowaniu Indian w rezerwacie Cabazon niedaleko Palm Springs (patrz s. 90). 158 Jednak Anson Ng zajmował się również sprawą oprogramowania PROMIS i banku BCCI. Nie ma wyraźnego dowodu na powiązanie jego śmierci z prowadzonymi poszukiwaniami, podobnie zresztą jak w wypadku Danny'ego Casolaro 88. Tropienie śladów: Hillary Clinton, Systematics, Schweizerischer Bankverein Za pieniądze bank BCCI miał wszystko, czego chciał. Nie skąpił grosza, jeśli potrzebni byli dobrzy adwokaci. W 1988 roku w procesie na Florydzie przeciwko pralniom pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami bank BCCI wydał na adwokatów 21 milionów dolarów, a należeli oni do najlepszych w Stanach Zjednoczonych. Oskarżeni pracownicy banku nie musieli płacić ani centa 89. Już 10 lat wcześniej BCCI zatrudnił na potrzeby pewnej transakcji gwiazdy amerykańskiej adwokatury i doradców finansowych z doskonałymi układami politycznymi. Chodziło wówczas o decydujące wejście na rynek amerykański. Kluczową rolę odegrała wówczas adwokat Hillary Rodham Clinton. W 1978 roku szef banku BCCI Agha Hasan Abedi zastanawiał się nad wykupieniem odpowiedniego banku amerykańskiego. Doradca finansowy Bert Lance podpowiadał mu nabycie Financial General Bankshares z główną siedzibą w Waszyngtonie i filiami w innych stanach Ameryki. Bert Lance miał bardzo dobre układy z ówczesnym prezydentem Carterem i innymi demokratami w rządzie. Aby przeprowadzić transakcję możliwie dyskretnie, Lance posłużyl się innym bankiem - Stephens Inc. z Arkansas, który był jednym z największych banków lokacyjnych w kraju i już wcześniej zawierał transakcje z BCCI. Szef banku, Jackson Stephens również dobrze znał prezydenta Cartera, jeszcze z czasów Akademii Marynarki Wojennej. 159 Bank Financial General Bankshares opierał się jednak przejęciu przez obcych, zarzucając BCCI i innym zaangażowanym, że przez podstawionych ludzi wykupił niemal 20 procent akcji, nie wyjawiając wcześniej faktycznych zamiarów. Konflikt musiał rozstrzygać sąd. Oskarżono między innymi Lance'a i Abediego (BCCI) oraz Eugene'a J. Metzgera i Jacksona Stephensa z banku Stephens Inc. Oskarżenie wysunięto również przeciwko firmie-córce Systematics Inc. Spór prędko zażegnano. Pierwsza próba przejęcia nie powiodła się, lecz powrócono do niej nieco później. W 1982 roku wysiłki zakończyly się powodzeniem. Podczas zamaskowanych operacji bankowych mydlono oczy amerykańskiemu nadzorowi bankowemu podstawionymi ludźmi, udziałami i powiązaniami, i nikt nie zauważył, że amerykański bank uwikłał się w sidła zagranicznych machinacji 90. "Stara" historia z 1978 roku miała jeszcze przez wiele lat dostarczać pikantnych szczególów z życia politycznego. Nie tylko Jimmy Carter, ale również Bill Clinton ijego żona utrzymywali jak najlepsze kontakty z rodziną Stephensów. Kiedy w 1990 roku Bill Clinton ponownie ubiegał się o fotel gubernatora w Arkansas, a w 1992 kandydował na prezydenta, milionowe kredyty państwa Stephensów uratowały podobno jego kampanię wyborczą. Bez tej pomocy niechybnie by zbankrutował 91. Kontakty Clintona ze Stephensami sięgają co najmniej lat siedemdziesiątych. W przypadku sporów prawnych firma zwracała się o pomoc do kancelarii adwokackiej Rose Law, w której pracowała ambitna adwokat Hillary Rodham Clinton. W związku z akcją banku BCCI z 1978 roku troje adwokatów 160 opracowało pisemne oświadczenie procesowe dla filii przedsiębiorstwa Stephensów firmy Systematics, a byli wśród nich Hillary Rodham Clinton i adwokat Webster L. Hubbel 192. Za prezydentury Billa Clintona Hubbell był sekretarzem w Departamencie Sprawiedliwości, dopóki w marcu 1994 roku nie musiał ustąpić w skandalicznych okolicznościach. Nie tylko koneksje z bankiem BCCI jawią się w dość podejrzanym świetle. Szef INSLAW twierdził, że w sprawie firmy Systematics, wątku ze "starej" historii, jest jeszcze coś, co też raczej nie miało ujrzeć światła dziennego. Hamilton prześledził trop wiodący od Systematics i uzyskał zaskakujący wynik. Natknął się na firmę z Little Rock w Arkansas sprzedającą oprogramowanie dla banków. Firma ta jest doskonale znana w branży i posiada filie w 37 krajach 93. Podobno Systematics oferowała też program PROMIS. Specjalizować miała się w tym szczególnie izraelska filia firmy Systematics, która sprzedawała program zakładom usług telefonicznych, elektrowniom i bankom. O izraelskich dyrektorach mówiło się, że mają powiązania z Mossadem 94. Bill Hamilton podaje, że trop prowadził przez Izrael do Szwajcarii. Program PROMIS trafił tam z pomocą firmy Systematics i jej filii w Izraelu oraz przy współudziale Roberta Maxwella 95. Schweizerischer Bankverein przyznał tymczasem, że w jego 13 filiach zainstalowano aplikację PROMIS96. Dane przesyłane pomiędzy filiami muszą być szyfrowane. I w tym właśnie miejscu do danych mógł "podłączyć" się wywiad, na przykład Mossad. Nic też dziwnego, że pozornie niezależne firmy kryptograficzne utrzymywały ścisłe kontakty ze "swoimi" wywiadami 97. 161 Uchyleniem rąbka tajemnicy bankowej byli zainteresowani oprócz Amerykanów również Izraelczycy. "Nieco okrojoną wersję PROMIS, ale z wbudowanymi tylnymi drzwiami, dostarczyła w 1985 roku bankowi Schweizerische Kreditanstalt firma Degem należąca do Roberta Maxwella pisze Ari Ben-Menashe. Rządząca wówczas w Izraelu partia Likud, kontrolująca służby wywiadowcze, chciała wiedzieć, którzy z Izraelczyków posiadali tam konta. Po ustaleniu, kto wbrew embargu sprzedawał strategiczną elektronikę i materiały zbrojeniowe, unikał płacenia oraz gromadził na kontach brudne pieniądze, partia mogła wystąpić do tych osób o «wolne» datki, albo też grozić wyjawieniem sprawy" 98. Bank Schweizerische Kreditanstalt zaprzeczył jednak, jakoby na jego wyposażeniu znajdowal się program PROMIS 99. 162 Ari Ben-Menashe Izraelski agent i handlarz bronią Dzień 3 listopada 1989 roku był dla Ari Ben-Menashego czarnym piątkiem. Pewien "wspólnik" zaprosił go do Los Angeles. Było południe. Ben-Menashe stał właśnie w łazience pod prysznicem, gdy nagle otworzyły się drzwi mieszkania. Poprzez strumień wody zauważył grupę ludzi w granatowych mundurach z wycelowanymi w niego pistoletami. "Proszę się ubrać - zażądano - jest pan aresztowany". Amerykańska policja celna znów zatrzymała izraelskiego handlarza bronią. Przez wiele lat Ari Ben-Menashe miał spokój i Amerykanie mu się nie naprzykrzali. Teraz jednak wszystko wskazywało na to, że za nielegalny handel bronią przyjdzie mu oglądać świat przez kratki 100. Skuty w kajdanki Ben-Menashe pojechał do Nowego Jorku, gdzie spędził 11 miesięcy w areszcie śledczym, zanim rozpoczął się proces. Oskarżono go o nielegalną sprzedaż trzech wojskowych samolotów transportowych typu C- 130 Hercules irańczykom oraz o udział w spisku z wykorzystaniem fałszywych certyfikatów odbiorcy finalnego. W trakcie rozprawy Ben-Menashe zdołał przekonać sąd, że działał na zlecenie rządu izraelskiego i po myśli rządu USA. Wyszedł więc na wolność. W wypadku trzech C-130 chodziło o dość zdezelowane samoloty transportowe, należące niegdyś do Amerykanów. Pod koniec wojny wietnamskiej samoloty pozostały na lotnisku niedaleko stolicy Wietnamu Południowego, Sajgonu (późniejszego Ho Szi Min). Nowi panowie z Północnego Wietnamu nie bardzo wiedzieli, co począć z pozostawionymi tam 90 samolotami, gdyż brakowało im części zamiennych i nie mogli ich 163 ******** odtąd 208 ********* Część IV Agenci on-line: nasłuch i zbieranie danych w interesie państwa Ponad 10 lat temu w Niemczech rozpoczęła się wielka społeczna dyskusja na temat ochrony danych. Rozgorzały zaciekłe polityczne spory wokół powszechnego spisu ludności, nowych dowodów osobistych zabezpieczonych przed fałszowaniem i dających się czytać maszynowo oraz wokół zakładanych sieci kablowych. Wraz z wkroczeniem komputerów do organów bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości wzrosła obawa, że niczym nie ograniczone państwo będzie mogło przenikać prywatną sferę życia obywateli. Lęk przed całkowicie przezroczystym społeczeństwem i utratą poufności oraz sfery intymnej był zarówno zrozumiały, jak i usprawiedliwiony 1. Późniejszy pełnomocnik rządu federalnego ds. ochrony danych Hans-Peter Bull oświadczył, że w ramach - swego czasu niemal histerycznego - ścigania terrorystów RAF-u "przekazano policji taśmy magnetyczne z tysiącami nazwisk i porównano je z danymi z ubezpieczeń społecznych" 2. Przypadkowe osoby zaplątały się wówczas w sitach organów dochodzeniowych, opętanych szaleństwem elektronicznego przetwarzania danych 3. "Przepuścimy Republikę Federalną przez elektroniczne sito. Coś na pewno wyłapiemy" - obiecywał ówczesny szef Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) Horst Herold i domagał się objęcia całego kraju elektronicznym nadzorem w interesie bezpieczeństwa wewnętrznego. Herold traktował "komputer jako społeczny instrument diagnozowania. Należy stworzyć państwo, w którym będzie można żyć, (...) państwo przezroczyste. Uważam, że zadanie BKA polega na tym, aby przeniknąć i zbadać cały zgromadzony materiał faktyczny o wszelkich nienaturalnych i odbiegających odnormy zachowaniach społecznych (...), w celu zapobiegania przestępczości" 4. 208 W Stanach Zjednoczonych toczono wówczas zażarte spory na temat ściśle tajnej operacji "Minaret", kierowanej przez Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). Przy współpracy z Pentagonem i Federalnym Biurem Śledczym (FBI) prowadzono do roku 1973 elektroniczny nadzór nad tysiącami obywateli USA, którzy otwarcie krytykowali politykę rządu. "Minaret" zajmował się "wywiadowczym rozpoznaniem pojedynczych osób lub organizacji, angażujących się w wewnętrzne zamieszki, w ruchy i demonstracje antywojenne", jak podawano w przeznaczonej do użytku wewnętrznego, ściśle tajnej ("z hasłem") instrukcji służbowej NSA. Dalej napisano: "Niemniej ważnym aspektem «Minaretu» jest utrzymanie w tajemnicy faktu, że NSA takie rozpoznanie przeprowadza" 5. Był to okres wojny wietnamskiej i niemal chorobliwego lęku przed przenikaniem komunistycznej ideologii 6. Rozpoczęta w 1967 roku akcja podsłuchowa zataczała z biegiem lat coraz szersze kręgi, gdyż NSA umieszczała dodatkowo na swojej liście, (watch list) wszystkich, którzy utrzymywali kontakty z podejrzanymi. Demokratyczny senator Frank Church, kierujący komisją Kongresu do zbadania afery NSA, doszedł - po zakończeniu dochodzenia i przesłuchań w marcu 1976 roku - do wniosku, że techniczne możliwości NSA "można w każdej chwili wykorzystać 'przeciwko narodowi amerykańskiemu (...) , budując system tyranii. Musimy dopilnować, aby urząd ten (...) wypełniał swoje zadania w ramach obowiązującego prawa i podlegał odpowiedniej kontroli, abyśmy nigdy nie obsunęli się w tę przepaść" 7. Cztery lata później, wraz z objęciem urzędu przez Ronalda Reagana i wraz z awansem jego "chłopców", a wśród nich elementów przestępczych, jak na przykład Ed Meese, na czołowe stanowiska administracji, domaganie się większej kontroli nad NSA prędko się zdezaktualizowało. Reagan dal Wielkiemu Bratu wolną rękę. A kiedy pojawił się program PROMIS, który mocno ułatwił łączenie różnych baz danych, wyglądało na to, że spelniło się marzenie o elektronicznym ściganiu w utajnionych sieciach komputerow, ych. P RO M IS i inne podobne programy zagościły na s'tale w służbach wywiadowcz, ych. W edlug oficjalnej interpretacji nie chodziło już o zwalczanie terroryzmu, lecz zorganizowanej przes'tępczosści. Ale nawet i to było jedynie półprawdą. 209 Wraz z postępem technicznym w dziedzinie elektronicznego rozpoznania coraz trudniej kontrolować służby wywiadowcze zarówno wywiad technologiczny NSA, jak i niemiecką Federalną Służbę Wywiadowczaą (BND). Ustawy, przepisy, instrukócje służbowe, pruskie cnoty i wojskowe rozkazy. Kto zawraca sobie głowę poważnym nadzorem politycznym nad kontrolerami z Pullach? Może pełnomocnik Rządu Federalnego ds. ochrony danych? Nie ma wątpliwości, że póojawiła się potrzeba nowego rozpoznania rozwoju sytuacji, chociażby w krajach arabskich. A w dziedzinie gospodarczej? Nowe konflikty nie rozgrywają się już (na szczęście) na polach bitew, lecz na giełdach. Wielu oficerów wywiadów hasło patriotyzm utożsamia od niedawna z protekcjonizmem. Dlatego też w NSA i w BND, po zniknięciu starych celów militarnych, coraz częściej chodzi o rozpoznanie konkurencji gospodarczej 8. A kto może zapewnić, że istniejącego instrumentarium nie wykorzysta się kiedyś przeciwko swobodom obywatelskim, rozumie się, że wyłącznie w celu podniesienia bezpieczeństwa wewnętrznego? Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) Największa na świecie fabryka szpiegowska Jedziemy w godzinach szczytu drogą szybkiego ruchu Baltimore-Washington-Parkway. Wjeżdżamy do stolicy w kierunku południowym. Droga prowadzi przez pagórkowaty, zalesiony Maryland. Po obu stronach widać niezliczone przedsiębiorstwa zajmujące się najnowszymi technologiami. Jadąc w tym kierunku ryzykujemy, że tuż przed zjazdem "Fort George G. Meade" utkniemy w korku. Tysiące dojeżdżających do pracy ludzi usiłuje tu między godziną 8 i 9 zjechać na prawy pas ruchu, aby skręcić w drogę nie zaznaczoną na żadnej mapie. Na tablicy widzimy "NSA only", a przed nią kilometrowy sznur samochodów. Droga prowadzi obok parkingu, na którym stoi już około 5000 samochodów, przez sam środek wydzielonego terytorium o powierzchni l8 kilometrów kwadratowych: SIGINT City. SIGINT oznacza tu signal intelligence, czyli rozpoznanie elektroniczne. Tajemnicze miasto posiada własną elektrownię, produkującą energię dla 50 000 mieszkańców. Miasto SIGINT to największa szpiegowska fabryka świata - Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA)9. Gdyby nie wysokie ogrodzenia, zwieńczone drutem kolczastym, kamery wideo co 50- lOO metrów, uzbrojone po zęby patrole i napisy surowo zabraniające filmowania, fotografowania i rysowania, można by na pierwszy rzut oka wziąć SIGINT City za teren jakiejś politechniki. Rano widać tu miłośników joggingu biegających po pobliskich laskach, spoza których sterczą w niebo olbrzymie paraboliczne anteny. Nieco dalej grupka ludzi gra w koszykówkę. Może to studenci, bo SIGINT City ma też swój własny college dla młodych adeptów wywiadowczego rzemiosła. W mieście żyje i pracuje 35 000 - 38 000 ludzi, a mają tu wszystko, co potrzebne do życia w Ameryce: fast food, centra handlowe, apteki, salony fryzjerskie, bank, biuro podróży, bibliotekę, korty tenisowe i boisko do golfa 10. 211 Kto odważy się wjechać na tę zabronioną, ale nie zamkniętą drogę prowadzącą przez SIGINT City, będzie przynajmniej mógł wyobrazić sobie możliwości tej służby wywiadowczej i jej prawdopodobnie nieograniczonej siły. W centrum rzuca się w oczy przeszklony ciemnymi szybami gmach operacyjny OBI o powierzchni w przekroju poprzecznym 130 000 metrów kwadratowych, na którego obszernej podziemnej kondygnacji umieszczono wielkie komputery. Ponadto widać w centrum wysokie gmachy bez okien, obudowane aluminium bloki badawcze i potężne, skierowane ku niebu paraboliczne zwierciadła, z pomocą których NSA przez własnego satelitę utrzymuje kontakt z setkami swoich stacji nasłuchowych na całej kuli ziemskiej. SIGINT City stanowi serce imperium obejmującego cały świat the home of big brother, jak z szacunkiem wyrażają się o mieście mieszkańcy sąsiednich gmin. 74 października 1952 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Harry S. Truman złożył swój podpis pod siedmiostronicowym rozporządzeniem skierowanym do sekretarza stanu i sekretarza spraw wewnętrznych. Dokument zakwalifikowano jako "ściśle tajny z hasłem". Jego treść do dzisiaj jest jedną z najpilniej strzeżonych amerykańskich tajemnic państwowych. Zgodnie z zarządzeniem prezydenta dwa tygodnie później powołano do życia nową służbę wywiadowczą, Agencję Bezpieczeństwa Narodowego. O jej utworzeniu nie wiedział początkowo ani Kongres Amerykański, ani amerykańska opinia publiczna 11. Truman wyodrębnił ten nowy urząd federalny z wywiadu wojskowego i przydzielił mu zadanie szpiegowania systemów masowego komunikowania na obszarze całego świata ( Communication Intelligence), ale nie tylko w zakresie wojskowym, lecz również w dziedzinie polityki i gospodarki. Na terenie bazy wojskowej Fort Meade zbudowano zatem całą maszynerię elektronicznych sit w iście orwellowskich rozmiarach: aby wszystko słyszeć, wszystko widzieć, wszystko wiedzieć. 212 Pracownicy NSA musieli poddawać się niesamowicie dokładnym przesłuchaniom na temat własnej przeszłości, ze swoimi seksualnymi upodobaniami włącznie, a ponadto musieli składać takie same oświadczenia o swoich krewnych. Preferowano patriotycznie nastawionych Amerykanów z rodzin osiadłych od wielu pokoleń na tej "Bożej Ziemi", między innymi bardzo solidnych i pracowitych mormonów, którzy mieszkali w SIGINT City albo w ochranianych osiedlach wokół tego tajemniczego miasta. Pracownicy NSA musieli i muszą podpisywać oświadczenie, w którym przyjmują do wiadomości "wymóg nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa i wysokie wymagania w zakresie bezpieczeństwa stawiane personelowi tego urzędu". Ponadto napisano tam: "Będę zgłaszał dyrektorowi ds. bezpieczeństwa każdą próbę szantażu czy nacisków z powodu moich skłonności seksualnych (...). Nie będę tolerował żadnych działań niezgodnych z obowiązującymi w urzędzie zasadami anonimowości (...). Będę gotów do współpracy przy wszystkich dochodzeniach, które mogą być niezbędne do wyjaśnienia szczegółów mojej przeszłości" 12. W historii NSA było - o ile nam wiadomo - faktycznie niewielu zdrajców. Po raz pierwszy zdarzyło się to w czerwcu 1960 roku, kiedy dwaj kryptolodzy ze stacji nasłuchowej NSA w japońskiej Yokohamie zbiegli do Rosjan i na konferencji prasowej w Moskwie wyjawili, że ich agencja prowadzi podsłuch rozmów telefonicznych nawet w krajach zaprzyjaźnionych, jak Włochy, Francja i Indonezja 13. Ale oburzenie bardzo szybko ucichło. 2l3 W sierpniu 1972 roku wybuchła o wiele poważniejsza afera: pracownik NSA Perry Fellwock, analityk ze stacji nasłuchowej w Karamursel pod Stambułem, przekazał swoje poufne informacje amerykańskiemu pismu "Ramparts" i nie tylko oświadczył, że NSA potrafi złamać wszystkie sowieckie kody, ale i przytoczył na to dowody. Dzięki gigantycznym antenom parabolicznym w Turcji prowadził nasłuch rozmów radiowych w sowieckich siłach zbrojnych i był również świadkiem dramatycznej rozmowy radzieckiego premiera Kosygina z kosmonautą Władymirem Komarowem na krótko przed jego śmiercią. 23 kwietnia 1967 roku pozbawiony sterowności statek kosmiczny "Sojuz 1" rozbił się o Ziemię. Nie było ratunku i Komarow wiedział, że zginie. "Kosygin płakał wspominał Fellwock - i powiedział do niego, że jest jednym z największych bohaterów Związku Radzieckiego. Potem do radia podeszła żona Komarowa. Rozmawiali zupełnie spokojnie o przyszłości swoich dzieci. Przed śmiercią Komarow tylko krótko krzyknął. To było straszne!" 14. Wkrótce potem, podczas swojej służby w tureckiej stacji nasłuchowej, usłyszał inną ważną rozmowę. Były oznaki, które "wskazywały na to, że Sowieci liczyli się z wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie". Złożony przez niego meldunek nie został jednak potraktowany poważnie. Dwa miesiące później wybuchła wojna sześciodniowa. Były analityk z Fortu Meade w końcu opowiedział jeszcze o centralnym komputerze o nazwie "Texta", do którego spływają podobno informacje z całego świata. Fellwock wycofał się ze służby, gdyż nie stwarzała mu ona żadnych perspektyw, a jej wewnętrzny klimat mu nie odpowiadał. Szczególnie nie podobali mu się ludzie z niemieckiej BND, z którymi spotykał się czasami we frankfurckim IG-Farben, europejskiej kwaterze głównej NSA. Fellwock stwierdził: "Większość z nich to byli naziści" 15. 2l4 Mimo sporego rozgłosu, jaki zdobyły sobie oświadczenia Fellwocka, NSA mogła nadal spokojnie działać, a jej operacje okrywał cień tajemnicy. "New York Times" pisał: "Na dziesięć tysięcy Amerykanów żaden nawet o niej nie słyszał", a ukazująca się w Moskwie "Literatumaja Gazieta" podawała: "Na samo hasło NSA zamykały się usta nawet najtwardszych amerykańskich agentów służb specjalnych, a ich wzrok zaczynał błądzić po ścianach" 16. Wszystko nagle się zmieniło, kiedy szef NSA generał Lew Allen Jr. w październiku 1975 roku musiał przyznać przed komisją Kongresu, że jego urząd od 1967 do 1973 roku nielegalnie zakładał podsłuchy u tysięcy Amerykanów i obcokrajowców - działaczy walczących o prawa człowieka, dziennikarzy, aktorów i deputowanych do Kongresu, dlatego, że ośmielili się mieć inne od rządu zdanie na temat Kuby Fidela Castro (operacja "Minaret"). Ponadto według list sporządzonych przez FBI i CIA obserwowano elektronicznie przeciwników wojny wietnamskiej, aby dowiedzieć się więcej o ich posunięciach (operacja "Chaos"). W końcu deputowani ustalili, że od 1953 roku NSA rutynowo otwierała pocztę zagraniczną i sporządzała fotokopie korespondencji (operacja "Shamrock) 17. Nagle reflektory skierowały się na Wielkiego Brata. Po raz pierwszy pojawił się wyłom w murze anonimowości, którym się otoczył. Nowy szef NSA w administracji Cartera, wiceadmirał Bob R. Inman, próbował poprawić wizerunek tej służby specjalnej. Jako jedyny z dotychczasowych dyrektorów NSA udzielił wywiadu amerykańskiemu pismu naukowemu "Science", zresztą tylko dlatego, że bardzo zła prasa w przeszłości "ograniczała pozyskiwanie największych talentów w dziedzinie matematyki, elektronicznego przetwarzania danych i lingwistyki, niezbędnych do wykonywania zadań". Inman bronił się emfatycznie przed twierdzeniami, że elektroniczne szpiegostwo jego urzędu zagrażało prywatnej sferze amerykańskich obywateli. Twierdził, że nie planuje się totalnego nadzoru i "nigdy takich planów nie będzie" 18. 215 Po zmianie rządu w 1980 do sterów władzy doszedł Ronald Reagan, a i w służbach specjalnych powiał inny wiatr. Dwa lata później amerykański autor James Bamford opublikował sumiennie przygotowaną i bogatą w materiał faktograficzny książkę o Agencji Bezpieczeństwa Narodowego zatytułowaną Puzzle Palace ("Pałac z puzzli) 19. Administracja Reagana konsekwentnie próbowała zablokować wydanie książki, zarzucając jej, że zagraża bezpieczeństwu narodowemu. Argumentowano, iż niektóre przytaczane przez Bamforda dokumenty odtajniono przez przeoczenie. Nic to nie pomogło. Książka się ukazała i prędko stała się bestsellerem. Epoka tajemniczej NSA skończyła się raz na zawsze. Żniwa w podziemiach "Posiadam 2,25 hektara komputerów" - przechwalał się pod koniec lat sześćdziesiąt ówczesny szef NSA generał Marshall Carter 20. Dwa lata później powierzchnia robocza w Gmachu Operacyjnym 1, owym "pałacu zagadek", nawet się podwoiła, mimo że poszczególne jednostki komputerowe zdecydowanie się pomniejszyły. Służby specjalne zamawiały i otrzymywały zawsze to, co najlepsze. Każda nowa generacja komputerów lądowała w podziemiach Gmachu Operacyjnego na długo przedtem, zanim była dostępna w handlu, i nie tylko po to, aby łamać coraz bardziej skomplikowane kody, lecz także aby możliwie szybko kontrolować zarejestrowane rozmowy telefoniczne i telefaksy pod kątem poszukiwanych haseł, na które zaprogramowano IBM-y. Za software posłużył program o wymownej nazwie Harvest (żniwo). Każdą wiadomość, w której pojawiły się tak zwane hasła, kierowano "na żniwa ", gdyż była ona istotna ze względów wojskowych i politycznych 21. 216 W początkowej fazie były to zaszyfrowane radiogramy dyplomatów i wojskowych, którym NSA poświęcała swoją uwagę. Później specjaliści od podsłuchu zaczęli się podłączać do publicznych telekomunikacyjnych łączy międzynarodowych. Dwa wynalazki lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych znacznie ułatwiły kontrolę: transmisja za pomocą fal radiowych i technika satelitarna. Dzisiaj nie ma praktycznie łączy telefonicznych, które na pewnym przynajmniej odcinku nie byłyby przesyłane metodą radiową zamiast kablem w telefonii krajowej kanałami radiowymi, a w połączeniach międzynarodowych przez satelity. Już na początku lat sześćdziesiątych NSA zaczęła umieszczać na orbicie własne satelity. Najpierw były to nisko umieszczone sondy rozpoznawcze, które z wysokości kilkuset kilometrów zaglądały Układowi Warszawskiemu w jego arsenał. W grudniu 1976 roku umieszczono na orbicie, na wysokości 480 kilometrów, pierwszego satelitę nasłuchowego serii Keyhole. Miał on nie tylko kontrolować radiokomunikację państw Bloku Wschodniego, ale również cywilną łączność telefoniczną. A tymczasem na niebie bardzo szybko zawisły setki nowych sond szpiegowskich mogących obserwować, oprócz obiektów wojskowych, również każdego obywatela, zaglądając mu niemal do sypialni, oraz kontrolować międzynarodowe linie telefoniczne, telefaksowe i łącza do przesyłania danych cyfrowych 22. Już na początku lat siedemdziesiątych służby specjalne dostrzegły, że nie ma możliwości przeanalizowania wszystkich przechwyconych i zarejestrowanych połączeń. Istniało niebezpieczeństwo, że armia analityków utonie w zalewie danych. 2l7 Z drugiej strony niektóre informacje marnowały się, gdyż nie zdołano ich w porę przetłumaczyć i zinterpretować. W rozsianych po całym świecie stacjach nasłuchowych pracownicy służb specjalnych nie prowadzili kontroli symultanicznie, lecz wszystkie informacje najpierw rejestrowano. Analizą zajmowano się dopiero w Fort Meade. W sytuacji kryzysowej takie opóźnienie mogło mieć poważne znaczenie. Mimo że NSA coraz bardziej decentralizowała analizę informacji, do początku lat osiemdziesiątych problemu ich opracowywania nie zdołano rozwiązać, gdyż było ich coraz więcej. Kiedy zbieraniem informacji dla "Pałacu puzzli" kierował James Bamford, NSA groziła zapaść informacyjna. W wyniku elektronicznego szpiegowania każdego roku spływało 50 do 100 milionów dokumentów, które należało przez kurierów dostarczyć do odpowiednich departamentów w Waszyngtonie. Do tego trzeba było codziennie zniszczyć w spalarni 40 ton papierowych odpadów zaklasyfikowanych jako tajne 23. Dlatego też za kadencji Ronalda Reagana służby specjalne zostały istotnie rozbudowane i poddane restrukturyzacji 24. NSA potrzebowała przede wszystkim programów komputerowych, które pozwoliłyby lepiej selekcjonować i analizować napływający materiał. Pojawił się program, który to umożliwiał, i najprawdopodobniej dlatego zyskał tak ogromną akceptację w NSA: bvł to PROMIS. Wywiad technologiczny NSA miał jednak wówczas jeszcze inne problemy. System, według którego klasyfikowano przeanalizowane informacje, prowadził do biurokratycznego chaosu. Niektóre wielkie operacje trwające całe lata przeprowadzano pod tajnymi kryptonimami, na przykład "Gadgeteer I i W", "Bandalore", "Blackwatch", a ponadto przy pozyskiwaniu i analizie informacji używano różnych kluczy kodowania, jak na przykład "Throstle" 25. I aby było jeszcze trudniej, współpracujące z NSA służby wywiadowcze amerykańskich sił zbrojnych w operacjach poza granicami używały własnego nazewnictwa, z kolei brytyjskie, australijskie i kanadyjskie służby partnerskie wykorzystywały klucz NSA. Program PROMIS posłużył również do ujednolicenia tych różnych systemów kodowania. Pozwalał on na łączenie raportów z odmiennie zorganizowanych baz danych. Jest nawet prawdopodobne, że NSA zaoferowała ten program swoim partnerom z NATO w celu standaryzacji wymiany danych i po to, aby mieć własne tylne drzwiczki do włamań u przyjaciół (patrz część II). 218 Sprawa Peltona Telefonujący mężczyzna dobrze wiedział, czym ryzykuje, gdyż był człowiekiem z branży. 15 stycznia 1980 roku do ambasady radzieckiej w Waszyngtonie zgłosił się były pracownik NSA Ronald W. Pelton, specjalista z wydziału kryptologii, i zaoferował pewne informacje, które chciał "przedyskutować i udostępnić". Gdzieś w pewnej komórce NSA w Waszyngtonie automatycznie włączył się komputer przeznaczony do podsłuchu dyplomatycznego przedstawicielstwa Moskwy i zarejestrował rozmowę. Jednak agenci NSA nie byli właśnie on-line, a kiedy dopiero po pewnym czasie odsłuchali taśmy, było za późno, żeby zapobiec nieszczęściu. - Przy aparacie Władimir Sorokin. Władimir, no, wolałbym nie rozmawiać przez telefon! - Rozumiem! Mam coś, o czym chciałbym z panem porozmawiać i co może być dla pana bardzo ciekawe. -Hmmm. Telefonujący pytał następnie Sorokina, jak dostać się do ambasady. - Proszę wejść głównym wejściem! 26 2l9 Pelton przyszedł i przedłożył zdumionym ludziom z KGB sześćdziesięciostronicowy, ściśle tajny dokument Signal Parameters File, w którym zawarto najistotniejsze informacje o elektronicznej wojnie z sowieckimi sieciami informatycznymi, po czym zażądał pieniędzy za dalsze informacje. Agenci KGB nie posiadali się ze szczęścia. Mieli u siebie pracownika NSA i to bez kiwnięcia palcem. Pelton jeszcze wiele razy spotkał się z sowieckim oficerem KGB Anatolijem Sławnowem. W każdą ostatnią sobotę miesiąca Sławnow dzwonił do pizzerii "Pizza Castle" w pobliskiej miejscowości Falls Church i instruował swoje źródło. Pelton faktycznie wyczerpująco informował o swoim miejscu pracy i organizacji NSA. Jednak od pewnego momentu szpieg przestał być godnym zaufania informatorem. Czasami był zbyt pijany i wtedy nie odbierał umówionych comiesięcznych telefonów. W końcu, w styczniu 1983 roku, KGB przestało wyciągać z niego informacje. Nieszczęście spadło na Peltona 2 lata później, kiedy to szef bezpieczeństwa sowieckiej ambasady Witalij Jurczenko zbiegł do Amerykanów i sypnął byłego pracownika Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). 24 listopada 1985 roku FBI aresztowało Roberta Peltona w pobliżu Waszyngtonu i przesłuchiwało przez 7 godzin. Skruszony były agent służb specjalnych przyznał się do wszystkiego i określił decyzję informowania Sowietów jako "największy błąd swojego życia". "Powiedziałem im więcej, niż właściwie chciałem" wyznał. Jako motyw zdrady podał kłopoty finansowe. Jego małżeństwo rozpadło się, a on sam po wystąpieniu z NSA w lipcu 1979 roku był kompletnym bankrutem mającym ponadto problemy z alkoholem i narkotykami. Sowieci zapłacili mu 35 000 dolarów , śmieszną sumę w porównaniu z wartością przekazanych informacji 27. 220 Kiedy w maju 1986 roku rozpoczął się proces Ronalda Peltona, administracja Reagana starała się przede wszystkim ograniczyć możliwe szkody i sterować przeciekającymi na zewnątrz informacjami. Jakkolwiek by nie było, w grę wchodziły tajemnice państwowe najwyższej rangi. Z drugiej strony chciano przykładnie ukarać Peltona, naciskano na wyrok skazujący, zwracając jednocześnie uwagę na to, aby ujawnić jak najmniej z możliwości NSA odnośnie przenikania wrogich sieci informatycznych. Proces doprowadził do ostrych sporów pomiędzy rządem a gazetą "Washington Post", której dziennikarz Bob Woodward, słynny z ujawnienia afery Watergate, posiadał akta informujące o pracy Peltona i praktykach nasłuchowych NSA. Kiedy Biały Dom dowiedział się o zamiarze ich opublikowania, interweniował szef CIA William J. Casey i sam prezydent, sugerując, że opublikowanie tych informacji może zagrozić żywotnym interesom państwa, oraz apelując do patriotyzmu wydawców "Post". Woodward napisał więc w rezultacie bardzo złagodzoną wersję i skwitował ją kąśliwą uwagą, że "z morza informacji opublikowano niewielką kałużę" 28. To, co podczas procesu Peltona wyszło na jaw lub przeciekło na zewnątrz na temat rozmiarów elektronicznego szpiegostwa NSA i deszyfracji obcych kodów, nie tylko wzbudziło szacunek wobec technicznych możliwości NSA, ale również lęk przed wszechwiedzącą służbą specjalną. Nagle okazało się, że rzeczywistość prześcignęła przerażającą wizję Orwella. Tłumacze i analitycy NSA pracują w ściśle kontrolowanych compartments. W samej "grupie sowieckiej" pracowało wówczas, w szczelnie izolowanych od siebie działach łącznie od 800 do 1000 ludzi. Jednak Pelton miał dostęp do terminali, które podawały wszystkie informacje, jeśli tylko użyło się odpowiedniego klucza. Mógł na przykład przeczytać spisane oryginalne rozmowy telefoniczne najwyższych wojskowych i członków moskiewskiego Biura Politycznego. Żadna rozmowa telefoniczna prowadzona na Kremlu nie mogła ominąć elektronicznych USZU NSA ("Projekt E"). Oficera KGB Sławnowa musiało chyba porządnie zatkać z wrażenia, kiedy jego informator przekazał mu później tę wiadomość 29. 221 Już podczas swojego pierwszego spotkania Pelton mówił o tak zwanym "Projekcie Ivy Bells" swojego wydziału, o tajnych stacjach nasłuchowych na amerykańskich okrętach podwodnych krążących po Morzu Ochockim u brzegów Syberii. Przy okazji następnych spotkań przekazał wyczerpujące informacje o "Projekcie B", o technicznych możliwościach NSA kontroli sowieckiej komunikacji radiowej, mikrofalowej i kablowej. "Być może dla Sowietów była szokiem wiadomość, że NSA mogła przeniknąć ich najtajniejsze sieci komunikacyjne" uważał autor książki o NSA Bamford, jednak o wiele większym szokiem dla zaprzyjaźnionych krajów był proces przeciwko Peltonowi. Kraje te niby nie przywiązywały większej wagi do afery, ale nagle zaczęły sprawdzać bezpieczeństwo swoich sieci. Czyżby Big Brother siedział już na ich łączach? 30 Targets We wrześniu 1983 roku Rosjanie zestrzelili południowokoreańskiego jumbojeta z 269 pasażerami na pokładzie, gdyż wzięli go za samolot szpiegowski. W kwietniu 1986 roku, po zamachu bombowym na zachodnioberlińską dyskotekę "La Belle", Amerykanie przeprowadzili atak rakietowy na kwaterę główną Kaddafiego. W czerwcu 1988 roku pojawiła się afera związana z udziałem niemieckiej firmy Imhausen-Chemie w budowie fabryki gazów trujących w Libii. Jedynie w tych trzech wypadkach wyniki akcji nasłuchowej NSA przedostały się do wiadomości publicznej. Poza tym coś takiego zdarzało się niezwykle rzadko. Również niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza w oficjalnym stanowisku wobec urzędu kanclerskiego, powołując się na rozpoznanie NSA, wyrażała się tajemniczo niczym Sybilla. Mówiło się tam o informacjach "Amerykanów" albo o danych z "absolutnie godnych zaufania źródeł", zupełnie jakby wzmianka o Wielkim Bracie była karalna 31. 222 Jedno jest pewne: Amerykańscy wojskowi i amerykańskie służby specjalne stworzyli w ciągu ostatnich kilkunastu lat tak gęstą sieć stacji nasłuchowych na całej kuli ziemskiej, że bardzo niewiele albo i nic nie mogło im umknąć z przeprowadzonej gdzieś rozmowy, nadanego faksu czy przesłanych kablem danych. Kontrola ta miała z pewnością służyć szpiegowaniu potencjału wojskowego państw komunistycznych, a Republika Federalna Niemiec, jako państwo frontowe, odgrywała tu szczególną rolę. Jednak samo tak postawione zadanie "walki elektronicznej" nie usprawiedliwiało tego niezwykłego wysiłku technicznego, nawet w najbardziej mroźnych okresach zimnej wojny - stwierdził doktor Horst Munnchen, generał brygady ze wschodnioberlińskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa. Jako kierownik Wydziału III odpowiadał on nie tylko za rozpoznanie radioelektroniczne, ale także za obronę przed obcymi wywiadami własnej sieci telekomunikacyjnej. Jego specjaliści byli dosyć dokładnie zorientowani w celach NSA i współdziałających z agencją batalionami rozpoznania elektronicznego amerykańskich sił zbrojnych w Republice Federalnej Niemiec. Cele te leżały "nie tylko na Wschodzie", lecz "również na Zachodzie" 32. Szpiegowanie przyjaciół, w Niemczech i innych europejskich krajach NATO, Amerykanie definiowali jako obronę własną, a więc jako zapobieganie niebezpieczeństwu. A możliwości były "faktycznie nieograniczone". Munnchen stwierdził, że NSA przeprowadza "ofensywne akcje w dziedzinach wojskowości, polityki i ekonomii w celu zabezpieczenia amerykańskich interesów" i określa swoje akcje jako "obronę własną". 223 Praktycznie nie podlega to żadnej kontroli. Najprawdopodobniej nawet amerykańska biurokracja służb specjalnych nie ma dokładnego rozeznania, co kryje się pod tą etykietką. W lutym 1989 roku ukazał się w tygodniku "Spiegel" artykuł o NSA pod tytułem Największe ucho Ameryki, oparty na książce Bamforda Pałac z puzzli. Padło w nim stwierdzenie, że "każdy, kto pomiędzy Morzem Północnym a Alpami chwyci za słuchawkę telefonu", musi liczyć się z tym, iż "ma na swoich łączach również NSA". Podniósł się więc krzyk w Bundestagu, że ustawa gwarantująca tajemnicę telekomunikacji jest już makulaturą 33. Niemiecka suwerenność zaś - farsą? Parlamentarzyści partii rządzących nie mogli w to uwierzyć, nazywali to "antyamerykańskim horrorem" i nie żywili żadnych wątpliwości, że "USA (Y..) dotrzyma umów zawartych na podstawie prawa międzynarodowego i (...) wykaże się wobec nas odpowiednią lojalnością". Również minister stanu w Urzędzie Spraw Zagranicznych nie widział konieczności skrytykowania Stanów Zjednoczonych, prosił jedynie "o zrozumienie, że Rząd Federalny nie zajmuje oficjalnego stanowiska (...) wobec rzekomych działań służb wywiadowczych" 34. Za kulisami zdarzenia te oceniono inaczej. W kilka tygodni po owej debacie parlamentamej rozpoczęły się przygotowania do stworzenia Federalnego Urzędu Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych (BSI), swego rodzaju cywilnej gałęzi BND. Zadanie BSI polegało na obronie ministerstw, urzędów i przedsiębiorstw przemysłowych przed obcym rozpoznaniem telekomunikacyjnym i szpiegostwem oraz sabotażem komputerowym (patrz s. 267) 35. Już rok później urząd przystąpił do pracy, nie tylko zabezpieczając się "przed NSA", jak zapewniał rzecznik BSI Michael Dickopf, lecz również "przed wszelką penetracją z zewnątrz". Amerykańscy przyjaciele "prawdopodobnie nie pozwolą nam podejrzeć", czym się zajmują, "chociaż ...!" 36. 224 Clipper-Chip NSA zdecydowała się już wiele lat wcześniej na utworzenie działu usługowego, jak u nas w Niemczech BSI, i przejęcie w swoje ręce kontrwywiadu elektronicznego urzędów państwowych, a ponadto instytucji cywilnych, na przykład banków i przedsiębiorstw. W marcu 1985 roku Walter G. Deeley, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa Komunikacji w Fort Meade, zapowiedział, że wytypowano trzy amerykańskie firmy, aby razem z NSA stworzyły zabezpieczone przed podsłuchem aparaty telefoniczne. Deeley oświadczył dalej, że aparaty te, tzw. Secure Telephone Units III, mają chronić amerykańskie sieci komunikacyjne nie tylko przed "elektronicznym szpiegostwem Związku Radzieckiego, ale również innych państw, oraz zabezpieczać amerykańskie przedsiębiorstwa w kraju i za granicą" 37. Bankom i firmom prywatnym zaoferuje się trzy możliwości, oświadczył Deeley czasopismu naukowemu "Science". Firmy te mogą otrzymać klucz od NSA lub od firmy kooperującej z nią albo też mogą zasięgnąć jej porady, jak stworzyć własny klucz 38. Używany dotychczas Data Encryption Standard (DES) jest, co prawda, "diabelnie dobry", jednak zbyt szeroko rozpowszechniony. Korzysta z niego wojsko, urzędy państwowe, banki i przedsiębiorstwa i "można by iść o zakład, że Sowieci już dawno go złamali". Stąd też potrzebny jest nowy chip, który solidnie szyfrowałby wszelkie drogi komunikacji i który przy próbie deszyfracji ulegałby samozniszczeniu. Za tymi planami kryła się nie tylko troska o bezpieczeństwo danych. NSA chodziło o zagwarantowanie sobie monopolu na szyfrowanie. Kto zna konstrukcję kodu, może go również złamać: obrona jest atakiem. Oczywiście, że "rząd mógłby mieć techniczne możliwości czytania takich informacji, ale nie miałoby to sensu i byłoby niezwykle drogim przedsięwzięciem" (Deeley). 225 To jednak nie jest nawet połową prawdy. Jeśli na przykład amerykańska filia pewnej niemieckiej firmy zmuszona jest korzystać z techniki szyfrowania NSA, wówczas kodu musi używać również koncern-matka. W ten sposób Fort Meade posiada dostęp do wielu połączonych sieci komunikacyjnych multinarodowych przedsiębiorstw oraz banków i może uprawiać szeroko zakrojone szpiegostwo gospodarcze. Nie inaczej postępuje niemiecka BND, posługując się urządzeniami kryptograficznymi pochodzącymi od niewinnie prezentujących się producentów, aby tym sposobem zapewnić sobie dostęp do istotnych danych, nie ma ona jednak takiego zasięgu jak Wielki Brat (patrz s. 282 i nn.). Jakieś pięć lat po sygnale do startu, wydanym w 1985 roku, w Stanach zaprezentowano "clippera", niewielki, tani element szyfrujący, który łatwo wbudować do komputera, aparatu telefonicznego i urządzenia faksowego - swego rodzaju kryptotechnika dla każdego. Z pomocą tego chipa zamierzano upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony "chciano udostępnić znacznej liczbie ludzi urządzenia szyfrujące i tym samym umożliwić rządowi około tysiąca legalnych operacji podsłuchowych" - jak podaje David Lytel z Office of Science and Technology Policy, doradczego gremium przy Białym Domu 39. Sam prezydent Clinton wydał 15 kwietnia 1993 roku rozporządzenie Public Encryption Management, w którym mówił o tym, że nowy chip może nie tylko podwyższyć bezpieczeństwo danych w kraju, ale jego eksport "pokrzyżuje również plany obcym służbom specjalnym". Ograniczenie eksportu innych systemów niż "clipper" jest zatem niezbędne. Clinton polecił więc prokuratorowi generalnemu, aby żądał od amerykańskich producentów hardware'u wbudowywania kostki "clippera" i umożliwienia organom ścigania oraz innym urzędom państwowym, między innymi służbom specjalnym, "gromadzenia i deszyfrowania informacji przekazywanych drogą elektroniczną, przy zachowaniu obowiązujących ustaleń prawnych". Działanie na zasadzie powiemictwa (key escrow) miało rzekomo zapobiec nadużyciom 40. 226 Rozporządzenie prezydenta wywołało w Stanach ostrą dyskusję o ochronie danych. W całym kraju zawiązywano inicjatywy obywatelskie, protestując przeciwko przyszłemu monopolowi NSA na systemy kodowania. W końcu głównym argumentem stała się ochrona sfery prywatności w epoce komputerowej. W ciągu miesiąca od wydania rozporządzenia prezydenta do fundacji Computer Professionals for Social Responsibility (CPSR) w Palo Alto wpłynęło 50 000 głosów sprzeciwu, a w przeprowadzonych ankietach 80 procent wszystkich Amerykanów wypowiedziało się przeciwko "clipperowi". Matematycy mieli tworzyć i sprzedawać własne systemy szyfrowania 41. Nagle zrobił furorę napisany już w 1991 roku program szyfrujący PGP (Pretty Good Privacy, co można przełożyć jako "dość dobra ochrona danych"), który oferowano bezpłatnie, a obecnie udostępniono nawet w Intemecie 42. Więcej szczęścia miał rząd Clintona z innym planem zabezpieczającym organa ścigania w epoce komunikacji cyfrowej. Przeforsowano wówczas Digital Telephony and Communications Priyacy Improvement Act, które to rozporządzenie nakazywało firmom telekomunikacyjnym wspomagać FBI w kontrolowaniu łączności, zarówno szyfrowanej jak i nie. A co z NSA? "Clipper" stał się koszmarem dla specjalistów od nasłuchu. Były dyrektor NSA określił publiczną dyskusję o praktykach podsłuchowych mianem "mini-katastrofy". A doradca NSA Stewart A. Baker zabrał głos, czyniąc cyniczną uwagę, że krytyka key escrow jest "zemstą owych ludzi, którzy nie mogli pojechać do Woodstock, gdyż musieli odrabiać zadanie domowe z trygonometrii" 43. 227 W grudniu 1994 roku fundacja CPSR przedłożyła godny uwagi raport, który opierał się na wewnętrznych dokumentach administracji Clintona i potwierdzał obawy, że NSA chodziło przede wszystkim o stworzenie nowych kanałów dostęPu do obcych danych, być może, poprzez tylne drzwiczki programu "Clippers" 44. Dyrektor fundacji CPSR Marc Rotenberg obawiał się, że jeśli chip stanie się standardem przemysłowym, o co najwyraźniej zabiegała administracja Clintona, wówczas kraj znajdzie się pod totalną kontrolą, a poza granicami szpiegostwo przemysłowe będzie miało otwarte wszystkie drzwi 45. W podobnym tonie wypowiada się jego kolega, ekspert z NSA, Jeffrey Richelson: "Sytuacja w Niemczech i gdzie indziej tak naprawdę niewiele interesuje NSA", ale skoro istnieją techniczne możliwości przenikania do sieci telekomunikacyjnych, to praktycznie każdy obywatel może się obawiać, że "sfera jego prywatnego życia zostanie prześwietlona" 46. Platoons w bunkrze W dolnej części dokumenty mają różne adnotacje: top secret (ściśle tajne), secret (tajne) albo przynajmniej confidential (poufne), niektóre z kolei zaopatrzono uwagą "jako dokument oficjalny, zniszczyć w niszczarce dokumentów lub w spalarni!" Jednak wszystkie te adnotacje przekreślono grubym pisakiem, a zamiast tego napisano unclassified (niezaklasyfikowano). Dzięki niezwykłemu rozporządzeniu Freedom of Information Act, które zobowiązuje urzędy amerykańskie do udostępniania wewnętrznych dokumentów, o ile nie zagrażają one bezpieczeństwu narodowemu, pojawiło się całe mnóstwo dokumentów z archiwów Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, chociaż dotyczą one okresu sprzed 1990 roku. Nawet jeśli niektóre szczegóły pojedynczych operacji zaczerniono, materiał udostępniony przez cenzora NSA i tak ujawnia ciekawe szczegóły z życia wewnętrznego Wielkiego Brata - i daje wyobrażenie o rozmiarach elektronicznego szpiegostwa w Niemczech 47. 228 NSA i współpracujący z nią Central Security Service (CSS), swego rodzaju centralna służba wywiadowcza amerykańskiej armii, pokryły w latach powojennych całą Republikę Federalną Niemiec siecią stacji nasłuchowych, zamaskowanych anten, bezzałogowych punktów nasłuchowych i podziemnych central komputerowych, a w amerykańskich koszarach ulokowały ośrodki analizy danych. Sieć ta objęła samą europejską kwaterę główną w gmachu IG-Farben we Frankfurcie i sięgała do poszczególnych stacji przesyłowych Telecom, jak choćby instalacje w Seibersdorfie pod Regensburgiem. Do początku lat dziewięćdziesiątych na ponad stu stanowiskach pracowało około 5000 -6000 amerykańskich oficerów zajmujących się szpiegostwem elektronicznym48. Nawet jeśli po upadku Bloku Wschodniego i zjednoczeniu Niemiec znacznie zredukowano personel, to i tak pozostanie nam na przyszłość sporo placówek NSA. Centralne znaczenie ma tzw. Site 300, obszar o powierzchni 1,5 kilometra kwadratowego należący do United States Army Field Station w miejscowości Gablingen nad rzeką Lech, niedaleko Augsburga 49. Na terenie tym stoi, widoczna już z daleka, olbrzymia czasza okrągłej anteny. Jest to jeden z największych kompleksów SIGINT w Europie, nazywany przez wtajemniczonych w analogii do słynnej megalitycznej budowli z południowej Anglii, "Kamiennym Kręgiem Elektronicznego Szpiegostwa" 50. Nieopodal znajdują się koszary, w których mieszka około 1500 żołnierzy z 701. Military Intelligence Brigade z trzema batalionami operacyjnymi oraz ich przeróżnymi platoons. Owe platoons to niejako plutony wojskowe zajmujące się już konkretnymi zadaniami szpiegowskimi. 229 W dwunastokondygnacyjnym schronie przeciwatomowym pod anteną zasiadają technicy, kryptolodzy i specjaliści komputerowi. To najprawdopodobniej tam mieści się tajna komórka SCIF (Sensitive Compartmented Information Facility), do której hermetycznie odgrodzonych bloków spływają podsłuchane rozmowy oraz przechwycone teleksy i faksy. Potężne układy komputerów umieszczono w podziemiach na szóstej i siódmej kondygnacji. Analizę przeprowadza się w budynkach od numeru 154 do 157 amerykańskich koszar Sheridan w Augsburgu 51. To jeszcze nie wszystko. Jak podają dokumenty, Site 300 jest jednym z filarów w tutejszym królestwie cieni NSA. Stanowiska terenowe "rozmieszczono na obszarze całych Zachodnich Niemiec i w Grecji", tak wynika z amerykańskiego rocznego sprawozdania z Gablingen, pierwotnie zaklasyfikowanego jako "ściśle tajne". I Batalion działa na placówce w Szlezwiku, a ponadto - razem z 946. Kompanią Łączności Bundeswehry - na wieżach nasłuchowych "Hoher Bogen" pod granicą czeską oraz na górze Wurmberg w górach Harzu. II Batalion kooperuje ze stacją NSA w bawarskim Bad Aibling koło miejscowości Rosenheim, a III Batalion odpowiada między innymi za instalację antenową na budynku 510. Amerykańskiej Bazy Lotniczej pod Atenami. Oprócz tego centrali w Gablingen podlega jeszcze 10 "mikrofalowych ruchomych stacji przekaźnikowych". Przechwytują one sygnały właściwych stanowisk nasłuchowych, wzmacniają je i przekazują do Bad Aibling albo do centrali w dolinie rzeki Lech 52. Niezwykle tajemniczo jawią się dwie jednostki sieci NSA: "Operations Company Alpha" i "Bravo". Opns Co A umieszczono w Gablingen, Opns Co B - w budynku 325 kompleksu w Bad Aibling. Obie "firmy" składają się z dwóch lub trzech platoons. W odpowiednich dokumentach NSA większość fragmentów na ten temat zaczemiono 53. 230 Oprócz 70l. Military Intelligence Brigade w Gablingen na terenie Niemiec działają jeszcze inne jednostki walki elektronicznej NSA i amerykańskiej armii. W latach osiemdziesiątych, nawet po światowym odprężeniu politycznym, Amerykanie nadal inwestowali miliardy w modernizację sterowanych komputerowo instalacji przechwytujących i analizujących sygnały, terminali satelitarnych, inteligentnych systemów przeszukujących odcinki radiołączy i komputerów kodujących, zresztą nie tylko, aby "dotrzymać kroku wschodnim wywiadom wojskowym", jak przebąkiwał ekspert wywiadu Erich Schmidt- Eenboom, ale również "zachodnim bankom", ciągle podwyższającym bezpieczeństwo swoich danych 54. Gdzie tylko wróg czy przyjaciel wykorzystywał jakieś metody nowoczesnej telekomunikacji, służby specjalne czuwały na łączach i usiłowały utrzymać swój monopol na informacje, gdyż możliwość rozporządzania informacjami pozyskanymi z rozpoznania elektronicznego oznacza władzę polityczną. Dlatego też w ramach NATO "pozyskiwanie informacji uprawia się na zasadzie wzajemnej konkurencji" wyjaśnia Schmidt-Eenboom. Obowiązuje zasada: "Sam słuchaj, co nadaje przez radio brat" 55. Każdy podsłuchuje każdego. Nie ulega wątpliwości, że NSA również w przyszłości będzie gromadziła dane i informacje z elektronicznego szpiegostwa w Niemczech. 66. Military Intelligence Group w koszarach McGraw w Monachium zajmuje się na przykład zadaniami specjalnymi na terenie całej Europy. Specjaliści z tej grupy przez wiele lat przesłuchiwali razem z kolegami z niemieckiego BND przy Gotenstrasse w Hamburgu przesiedleńców z NRD. Zwiadowcy posługiwali się środkami elektronicznymi, ale korzystali też z pomocy szpicli, czyli żywych źródeł informacji (HUMINT). Kontrolowali oni obywateli podejrzanych o terroryzm i zagrażanie amerykańskiej armii, podobnie jak działo się to w Stanach w ramach "Operation Minaret" pod koniec lat sześćdziesiątych56. W ten sposób wielu członków ugrupowań pokojowych czy przeciwników zbrojeń dostało się pod lupę amerykańskich szpiegów. Agenci 66. MI Group działali na terenie Niemiec przeważnie według własnego widzimisię. Niewielki zespół, składający się z zaledwie 15 ekspertów i występujący pod nazwą Yellow Fruit, rozpoczął wiosną 1982 roku bardzo delikatną operację w firmie Opel w Russelsheim. 231 Monachijska M1 Group zajmowała się swego czasu kontrolą sowieckiej misji wojskowej w Berlinie Wschodnim, która miała prawo poruszać się swobodnie w dawnych strefach okupacyjnych aliantów, a więc w Niemczech Zachodnich. Tak samo amerykańskie, brytyjskie i francuskie misje wojskowe miały prawo wjeżdżać do NRD. Sowieci zamówili wówczas swoją flotę samochodów dyplomatycznych u Opla. "Żółte owoce" otrzymały zlecenie umieszczenia w samochodach elektronicznych pluskiew. W tym też celu wprowadzono do Opla agenta jako pracownika firmy, a dodatkowo strażnika, ponieważ akcję zamierzano przeprowadzać nocą. Przed rozpoczęciem operacji grupa ćwiczyła na terenie monachijskich koszar McGraw rozbieranie i fachowe składanie samochodu-atrapy 57. Kiedy nadszedł czas, agenci z US-Army zjechali z różnych krajów do Frankfurtu, zostali przewiezieni do odpowiedniej hali i zabrali się za rozbieranie pierwszego wozu dyplomatów. W jego ramy wbudowali miniaturowy nadajnik, połączyli go z wieloma pluskwami rozmieszczonymi na "niebie" samochodu, a następnie złożyli całego opla. W przeciągu kilku miesięcy Amerykanie obsłużyli z tuzin samochodów dla sowieckiej misji w Berlinie Wschodnim. Akcja zakończyła się powodzeniem. Podsłuchane rozmowy umożliwiły zdemaskowanie wielu agentów radzieckich w Zachodnich Niemczech 58. 232 UFO nad Aibling Potwierdzili to trzej policjanci będący na patrolu. Nad terenem koszar szybowały bezgłośnie trzy niezidentyfikowane obiekty. Kilka minut wcześniej alarm podniosła amerykańska żandarmeria. "Z początku zauważyliśmy obiekt latający z dwoma zielonymi światłami pozycyjnymi, który zbliżał się do amerykańskich koszar - relacjonował jeden z policjantów dziennikarzowi lokalnej gazety. Według naszej oceny obiekt wpierw leciał, a potem zatrzymał się na wysokości 200 metrów nad polem antenowym". Wkrótce potem z zachodu nadleciał drugi, a z północy trzeci obiekt, potwierdził kolega, ciągle jeszcze pod wrażeniem wydarzeń, "wszystkie trzy obiekty latające przez pewien czas stały nieruchomo w powietrzu. Przez cały czas panowała absolutna cisza i nie było słychać pracy silników". Policjanci natychmiast sięgnęli po lometki i stwierdzili, że każdy z nieznanych obiektów posiada dwa płaty nośne, których długość ocenili na 5 metrów. Po jakichś 20 minutach zjawy zniknęły z nieba. Obiekty odleciały w różnych kierunkach tak szybko, jak przyleciały59. Koniec stycznia 1991 roku. Tajemnicze wydarzenia, które miały jeszcze trzech innych świadków, dostarczyły mieszkańcom miasteczka Bad Aibling tematu do rozmów na wiele dni. Czy był to sportowy model samolotu? Może balon z podgrzewanym powietrzem? Późnym wieczorem, o godzinie 2l 30? A może były to ultralekkie samoloty? Ale całkowicie bezgłośne? Pierwsze ustalenia w kontroli lotów na lotnisku Munchen-Riem nie przyniosły rozwiązania. Na radarach niczego nie zauważono. Takim samym wynikiem zakończyły się zwiady na pobliskich lotniskach. Czy zatem był to atak szpiegowski nowoczesnymi bezzałogowymi pojazdami latającymi? Czy tajemnicze obiekty pochodziły z Rosji, z lzraela czy może z odległych otchłani kosmosu? 233 Sami Amerykanie okazywali "olbrzymie zainteresowanie wyjaśnieniem tajemniczych zdarzeń nad swoim terenem" - oświadczył rzecznik dyrekcji policji z Rosenheim kilka dni później. Nic dziwnego. Na terenie ośrodka Wildbore, właściwie administrowanym przez amerykański Departament Obrony, zagnieździła się Agencja Bezpieczeństwa Narodowego. Wielki Brat założył w Bawarii swoją drugą co do wielkości w Europie stację rozpoznawczą, tuż po brytyjskiej instalacji Menwith Hill na północ od Leeds. Z publicznej drogi otaczającej zamknięty teren rzuca się w oczy krajobraz z grupą olbrzymich "piłek golfowych". Pod kulistymi, białymi powłokami, osłaniającymi przed ciekawskimi i deszczem, a które Amerykanie pieszczotliwie nazywają bubbles (balony z gumy do żucia), kryją się wysoce skomplikowane instalacje antenowe, potrafiące odbierać sygnały ze wszystkich kierunków świata. Ponadto w Bad Aibling znajduje się stacja przekaźnikowa pomiędzy bezzałogowymi stanowiskami nasłuchowymi na Cyprze i w Omanie a centralą w Fort Meade 60. Dane przesyła się na bieżąco przez satelitę. Na krańcach tego terenu urządziła sobie swoje przedstawicielstwo niemiecka BND (Objekt Seeland), aby mieć swój udział w amerykańskim rozpoznaniu. Wielki Brat wziął swojego małego braciszka na barana. Można więc zrozumieć, że Amerykanie są wrażliwi na nieznane obiekty nad swoim tajnym terenem. Zaledwie dwa lata później, w listopadzie 1992 roku, instalacje stały się ofiarą ponownego ataku szpiegowskiego z powietrza. W biały dzień nad zamkniętym terenem przeszybował balon z gorącym powietrzem. Balon wyczarterowała ekipa telewizyjna. W gondoli siedzieli kamerzysta i technik z kamerą na podczerwień, z pomocą której owego chłodnego listopadowego poranka, przy temperaturze zewnętrznej równej zeru, pod bubbles ujrzeli zarysy anten parabolicznych. Udało 234 się zatem zajrzeć NSA niejako pod spódnicę 61. Analiza potwierdziła informacje, krążące dotychczas jedynie jako plotki, że NSA prowadzi z Bad Aibling nasłuch radiowy nie tylko Wschodu. Pod białymi powłokami ukryto na przykład specjalistyczne anteny (Rhombic, Pusher), które służą do przeprowadzania tzw. operacji HFDF (high frequency direction finding). Anteny te umożliwiają kompletną kontrolę telekomunikacji. Prawdopodobnie można zarejestrować każdy dźwięk, gdy tylko w rozmowie padnie odpowiednie hasło, podkreśla amerykański ekspert słuib specjalnych Jeffrey Richelson 62. On Watch! Farewell to the Last Outpost of Freedom - zatytułowała swój artykuł w "INSCOM Journal" sierżant Susan Dowdee, co można przełożyć jako Pożegnanie ostatniej daleko wysuniętej placówki wolności. 16 stycznia 1992 roku żołnierze z Field Station Berlin (FSB) na górze Teufelsberg z łezką w oku ściągali swoją flagę. We "wzruszającym przemówieniu generał Charles F. Scanlon nie szczędził słów pochwały dla ciężkiej pracy i dla oddania swoich ludzi" zanotowała kronikarka, a następnie przytoczyła posłanie dyrektora NSA, w którym ten podkreślał, że zamknięcie stanowiska nasłuchowego na górze Teufelsberg w berlińskim Grunewaldzie "jest pod wieloma względami wynikiem sukcesu tego stanowiska - spełniło swoje zadanie tak dobrze, że przestało już być potrzebne" 63. Mydlenie oczu? 235 Historia stanowiska nasłuchowego NSA na górze Teufelsberg rozpoczęła się w 1961 roku od usytuowania tu przenośnej instalacji. W 1967 roku powstała tu Field Station z wysuniętą placówką w Wobeck, na wschód od Wolfenbuttel w Dolnej Saksonii. Analizę materiału przeprowadzano w koszarach Andrew na południu Berlina. Ponadto "na terenie całego miastaporozmieszczano dodatkowe urządzenia", o czym mowa w rocznym sprawozdaniu FSB, a chodzi tu między innymi o wieżę radiokomunikacyjną Wannsee, należącą do Krajowej Dyrekcji Poczty ("Subsystem Z"). Z pocztą dochodziło zresztą od czasu do czasu do "poważnych konfliktów". Na przykład w lipcu 1985 roku w ciągu jednej nocy zainstalowała ona na wieży nowe anteny, nie informując o tym Amerykanów. A ponieważ urządzenia odbiorcze najwidoczniej poważnie zakłócały nasłuch NSA, "poczta zgodziła się zdemontować anteny możliwie jak najszybciej" 64. Obiektami-celami berlińskiego stanowiska nasłuchowego NSA były Armia Czerwona w NRD, enerdowska Armia Narodowa oraz Biuro Polityczne w Berlinie Wschodnim. Cały czas ściśle współpracowano ze służbami rozpoznawczymi Bundeswehry, ale dopiero podczas ceremonii pożegnalnej odpowiedni oficer mógł "wystąpić w mundurze", jak napisano w "INSCOM Journal". Są też negatywne wspomnienia. W grudniu 1988 roku aresztowano w Richmond Hill Jamesa W. Halla. W latach 1981 - 1985 pracował on jako analityk w Field Station Berlin, a następnie w Europejskiej Centrali NSA w IG-Farben we Frankfurcie. FBI podaje, że Hall przez wiele lat przekazywał swoje informacje agentom NRD i Związku Radzieckiego, łącznie za ponad 100 000 dolarów. Po ujawnieniu afery pewien oficer NSA oświadczył dla "New York Times'a", że zdrada ta miała bardzo poważne konsekwencje: "Nie chcieliśmy, aby druga strona wiedziała, skąd pochodzą agenci, czego się dowiadujemy, a czego nie" 65. Po zjednoczeniu Niemiec i wycofaniu oddziałów radzieckich znikły najistotniejsze cele, wobec czego urządzenia nasłuchowe w Grunewaldzie stały się właściwie zbędne. Gruby błąd. 236 "Ostatni rozdział przyjdzie jeszcze napisać, gdyż mamy tu do spełnienia misję jako Task Force Berlin (Oddział Specjalny Berlin)" - napisano w raporcie sierżant Dowdee. Nowy Task Force składa się z pięciu jednostek, a zatem obok kwatery głównej będą to "kompanie Alpha, Bravo (Wobeck), Charlie i Delta". Nie mogło więc być mowy o definitywnym rozstaniu. Podobnie, jak i wcześniej, obowiązuje hasło: On Watch! (Bądź czujny!) 66. Nie ma wątpliwości, że NSA redukuje swój personel w Niemczech. Olbrzymia antena w Gablingen ma być wyłączona, a z europejskiej centrali we Frankfurcie już się wyprowadzono. Mimo to pozostanie nam jeszcze wielu specjalistów Wielkiego Brata - na przykład w bawarskim Bad Aibling. Kiedy w 1991 roku część armii wystąpiła przeciwko Michaiłowi Gorbaczowowi, tamtejsi radioelektroniczni zwiadowcy stosunkowo szybko mogli przekazać do Ford Meade, że w Rosji nie zarządzono powszechnej mobilizacji i że dowództwo wojskowe wcale zgodnie nie popiera puczu. Również po upadku Bloku Wschodniego NSA i jej młodsza pomagierka BND, czyniły wysiłki, aby kontrolować radiotelekomunikację w dowództwach byłych państw Układu Warszawskiego. Z jednej strony rozwój sytuacji w rozpadającym się Związku Radzieckim żywo interesował rząd amerykański, a z drugiej zaś pojawiły się nowe ogniska kryzysu, głównie w byłej Jugosławii, wobec czego nasłuch był niezbędny. Jak dowiedział się "New York Times" w kwietniu 1990 roku, rząd w Bonn będzie nadal tolerował działalność NSA w Niemczech, bez wnikania w sprawy suwerenności, choćby z tego powodu, że obie strony zainteresowane są walką z terroryzmem i z międzynarodową przestępczością zorganizowaną. NSA, podobnie jak BND, na nowo zdefiniowała cel swojego działania, między innymi dlatego, żeby nie okazać się zbędną 67. Jednak w coraz większym stopniu chodziło również o zwiad elektroniczny w dziedzinie ekonomii, nazywany szpiegostwem gospodarczym; tak określono to zresztą w rocznym sprawozdaniu finansowym amerykańskiej Izby Reprezentantów o działalności amerykańskich służb specjalnych 68. Bonn najwidoczniej akceptuje taki zwiad i godzi się, aby Waszyngton traktował "niektóre cele (...) europejskiego supermocarstwa Niemiec (...) jako zagrożenie amerykańskiego bezpieczeństwa" podaje "New York Times" i cytuje uwagę pewnego przedstawiciela rządu, że po upadku muru berlińskiego wielu oficerów NSA martwiło się, czy "informacje z tych wszystkich pięknych urządzeń nadal będą dostępne" 69. 237 Złodzieje na infostradach Amerykański astrofizyk i ekspert od elektronicznego przetwarzania danych Clifford Stoll już od miesięcy prowadził elektroniczny pościg za włamywaczami. Stoll miał wrażenie, że niemieccy hakerzy byli tak samo zainteresowani najnowszymi technologiami w dziedzinie wytwarzania specjalnych chipów, jak i tajemnicami wojskowymi. Najwidoczniej kradli wszędzie, gdzie się dało i co popadło. A ponieważ Stolla bardzo to gryzło, udał się do FBI, CIA, a nawet NSA, aby razem z policją i agentami służb specjalnych skończyć z tym raz na zawsze. FBI wykręciło się argumentem, że sprawcy znajdują się poza granicami kraju. Inne organa bezpieczeństwa też nie kwapiły się zbytnio do działania, podejrzewając u Stolla raczej urojenia 70. Czyż NSA nie rozpoczęła właśnie swojej kampanii na rzecz szyfrowania, co miało utajnić sieci komunikacyjne? A tu nagle pojawia się jakiś intruz, który ominął wszystkie przeszkody zabezpieczające bazy danych. Tak zwanych firewalłs w 1987 roku jeszcze nie było! A zatem panowie od elektronicznego kontrwywiadu nie wykazali zainteresowania sprawą. Ale Clifford Stoll nie poddał się i działał dalej na własną rękę. 238 Swoje łowy rozpoczął w 1986 roku, zaczynając pracę w charakterze astrofizyka w Lawrence Berkeley Laboratory. Zamiast obserwować nocą gwiazdy, miał się na początek zająć miesięcznymi rachunkami za transmisje danych. Nikt się do tego specjalnie nie kwapił, więc wciśnięto to nowemu, który podobno był mocny w komputerach. Stoll wykonał swoją pracę niezwykle precyzyjnie. Rachunek nie zgadzał się o głupich 75 centów. Irytowało go to, więc dalej szukał błędu. Z poszukiwań przyczyn tych drobnych nieścisłości zrobiło się w końcu polowanie na hakera, co zaprowadziło go aż do Hanoweru. W Hanowerze już w 1985 roku pojawiły się owe wywrotowe działania w sieciach komputerowych, które później zostały potwierdzone przez służby specjalne, od NSA po niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji. Ówczesny minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schuuble utworzył w 1990 roku Federalny Urząd Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych (Bundesamt fur Sicherheit in der Informationstechnik - BSI) 71. Zaczęło się wszystko od zbuntowanego dwudziestolatka ze skłonnościami do science-fiction, komputerów i narkotyków, o pseudonimie Captain Hagbard. To on rozkręcił w 1985 roku hakerską akcję w Hanowerze, która dla niego samego zakończyła się samobójstwem, a dla kilku innych procesem sądowym. "To niesamowite, że Hagbard potrafił włamać się do komputera w NORAD" - opowiadał później jeden z komputerowych maniaków z Hanoweru. Już w 1985 roku miał okazję oglądać niektóre z hakerskich sztuczek tego komputerowego pirata, który wyruszał w swoje wyprawy po informatyczne dane pod pseudonimem, zapożyczonym z powieści science fiction. Pod koniec 1985 roku Hagbard prezentował przy różnych okazjach sposób dotarcia do komputera amerykańskiego Dowództwa Obrony Powietrznej i Bombowców Strategicznych. Najczęściej droga prowadziła przez Fermi National Accelerator Laboratory (Fermilab), Laboratorium Badań Jądrowych w pobliżu Chicago, w którego sieci Hagbard czuł się jak w domu. Komputery serii VAX były jego komputerową ojczyzną. 239 W Fermilab Hagbard natrafił na kombinację słów, które wyczarowały na ekranie napis: "NORAD Strategic Nuclear Command System". Hagbard cały czas wierzył, że musi istnieć jakaś elektroniczna droga, która zaprowadzi go pod grubą warstwę granitowych skał Góry Czejenów w Kolorado, gdzie analitycy z NORAD kontrolują orbity zdalnie sterowanych rakiet i kierują systemem wczesnego ostrzegania. Marzył o włamaniu się do tego komputera, ale ten stawiał jeszcze opór. Niestety, Hagbard wprowadzał złe hasła: "FALKEN", "JOSHUA" i "WARGAMES". Kto oglądał film Gry wojenne wie, że wszystkie te hasła pochodzą właśnie z niego. Niemal jak absurd brzmi to, że hakerzy próbowali wykorzystywać hasła z filmu do realnych włamań komputerowych, ale Hagbard krążył właściwie gdzieś pomiędzy obłędem a rzeczywistością. Miał zresztą zamiar pokonać, rzekomo niezwykle niebezpieczny, międzynarodowy spisek pięciu Iluminatów i tym samym zapobiec grożącej wojnie atomowej. Dla Hagbarda dobrze się składało, że w Hanowerze znalazło się kilku hakerów, których zafascynowała możliwość włamania się do wojskowych komputerów połączonych siecią Milnet. Początkowo była to zabawa. Niewielka paczka hakerów z Hanoweru, do której należeli też profesjonalni programiści, interesowała się oprogramowaniem sieciowym i "inteligentnymi" programami. Bardzo chcieli podejrzeć, co robią inni, żeby wiedzieć więcej niż konkurencja. Tak właśnie ujął to jeden z hakerów o pseudonimie Brainware. Milnet-raiderzy, jak chętnie sami siebie nazywali, mieli inne ambicje. Grupka ta zamierzała urzeczywistnić film Gry wojenne, w którym pewien młody haker, eksperymentując, przypadkowo dostał się do komputera Dowództwa Lotnictwa Strategicznego (Strategic Air Command), niemalże wywołując wojnę atomową pomiędzy Wschodem i Zachodem. 240 W ostatniej chwili filmowy haker zdołał powstrzymać amerykańskie bombowce strategiczne przed startem i obraniem kursu na Związek Radziecki. Hakerzy z Hanoweru chcieli zagrać w tę niebezpieczną grę. Znalezienie dostępu do NORAD, do Dowództwa Lotnictwa Strategicznego, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, do Pentagonu i innych ośrodków wojskowych USA traktowali jako swoją misję. A tymczasem Clifford Stoll śledził ataki hakerów na komputery Pentagonu. Właśnie minęła noc sylwestrowa 1986 roku. Mieszkańcy Zachodnich Niemiec wystrzelili już swoje petardy i rozświetlili rakietami niebo. W Nowy Rok zwykle wszyscy odsypiają noc. Inaczej było z owym hakerem, który znowu siedział przy komputerze. Tym razem włamał się do bazy danych OPTIMIS. Stoll obserwował strumień danych płynący przez komputer Lawrence Berkeley Laboratory. Haker próbował tego dnia znaleźć informacje pod hasłem "SDr'. Ciągle prześladował go motyw z Gier wojennych. Interesował go równiei cichy bombowiec (stealth-bomber), miliardowej wartości stalowy ptak, którego rzekomo nie wykrywał żaden radar. Nie udało się. Nie pomogło również hasło "SAC". W elektronicznej dokumentacji Pentagonu nie występowało hasło "Strategic Air Command". Pod hasłem "NUCLEAR" znalazł od razu 29 dokumentów o chemicznym, biologicznym i atomowym prowadzeniu walki w Europie, o środkach bezpieczeństwa, o kontroli zbrojeń, dane statystyczne, analizy kosztów, informacje o promieniowaniu radioaktywnym, przepisy bezpieczeństwa przy użyciu broni chemicznej i atomowej. Hakerzy niemal osiągnęli swój cel. Znaleźli drogę do bazy danych Pentagonu oraz centrów badań jądrowych Los Alamos i Lawrence Livermore. Jednak szczególnie fascynował ich "SAC". "Przez około 5 godzin byliśmy w SAC, w taktycznej grupie symulacyjnej Dowództwa Lotnictwa Strategicznego" opowiadał jeden z hakerów biorących udział we włamaniu do wojskowej bazy danych na Sesji Hakerów w 1986 roku. 241 "Otworzyliśmy serwer". Z odrobiną szczęścia i sprytu udało się przeniknąć do maszyny. Niezwykle pomocny okazał się napisany przez nich program, znany później pod nazwą "kukułcze jajo". "Kukułcze jajo" umieszczano w obcym komputerze, a następnie uruchamiano jako podrzędny program. Zapewniał on hakerom, jako superuserom, pełną kontrolę nad komputerem. Słabym punktem w komputerze Dowództwa Lotnictwa Strategicznego był pewien ważny plik systemowy o nazwie CRONTAB. Zwykle plik taki jest zabezpieczony przed niepowołanymi uiytkownikami. W SAC było inaczej: plik nie był chroniony przed zapisem zmian. Hakerzy potrafili to wykorzystać. CRONTAB kontroluje na przykład przetwarzanie danych w kolejności chronologicznej. Uruchomione programy wykonują po kolei swoje zadania, przetwarzają dane, aż przyjdzie kolej na następny program. CRONTAB zarządza tymi procesami. Hakerzy zadbali więc, żeby było uruchamiane również ich "kukułcze jajo". Już po pięciu minutach program zapewnił im wszelkie możliwe uprawnienia na serwerze, w komputerze centralnym. Ta maszyna okazała się zarazem trampoliną do przeskoku na inne komputery w sieci. Hakerzy byli jednak najwidoczniej zbyt ciekawscy i zbyt nieostrożni. Po pewnym czasie wyrzucono ich - zapewne zrobił to uważny administrator sieci. Hagbard opowiadał potem, że przy innej okazji był jeszcze raz w SAC, żeby przejrzeć dokumentację cichego bombowca, nad którym wtedy w USA dopiero pracowano. Fantazje? Chyba nie! 72 242 Hagbard w Pentagonie W Kaliforni spostrzeżono elektroniczne podróże hakerów. Zadaniem komputerowego eksperta Clifforda Stolla było nie dopuścić natrętnych hakerów do komputerów instytutu. Zrobiło się z tego ponad dwuletnie polowanie na włamywaczy, połączone z niesamowitymi odkryciami. We wrześniu 1987 roku Stoll stwierdził, że ktoś regularnie odwiedzał firmę zbrojeniową SRI Inc. w Oklahomie w stanie Nebraska. Haker odkrył w SRI komputerowe konto pracownika zabezpieczone hasłem "SAC". Ów pracownik rzeczywiście był związany ze Strategic Air Command w Omaha. Administrator sieci w SRI potrafił wprawdzie stwierdzić, że w komputerze siedział intruz, ale nie umiał ustalić, co on tam robił. "Poprzez łącza mogłem śledzić, jak pewien niemiecki haker szukał w komputerze amerykańskiego Dowództwa Sił Powietrznych informacji o cichym bombowcu" - potwierdził później Clifford Stoll 73. Już we wrześniu 1986 roku Stoll odkrył wojskową "bazę wypadową" hakerów: Redstone Army Depot w Anniston w stanie Alabama. To stąd przeprowadzano większość udanych skoków komputerowych, a włamano się nie tylko do Dowództwa Lotnictwa Strategicznego. Ta wojskowa baza należy do tego samego dowództwa co White Sands Missile Range w Nowym Meksyku, gdzie testuje się rakiety, które następnie przesyła się do Anniston. Na należących do niej komputerach opracowywano przede wszystkim zamówienia i problemy w zaopatrzeniu. Przez całe miesiące przesiadywali tu hakerzy z Hanoweru, przeszukali całą bazę danych, wykradli plik z hasłami dostępu i przez cztery miesiące wykonywali stąd dalsze komputerowe skoki. Przenosili się dalej, na przykład do centrów badań jądrowych Los Alamos i Lawrence Livermore oraz do baz danych Pentagonu OPTIMIS i RECON. Ktoś, kto powinien o tym wiedzieć, stwierdził, że sporo stąd wyczytano. 243 Dostęp był zresztą łatwy. Logując się jako ANONYMOUS i podając hasło GUEST, haker mógł przeglądać wojskowe dane: "WELCOME TO OPTIMIS" brzmiało serdeczne powitanie nowego gościa Pentagonu. Jak wynika z późniejszych relacji, Hagbard odwiedzał bazę danych Pentagonu OPTIMIS około 40-50 razy, ale nie był jedynym hakerem, który grzebał w elektronicznych dokumentach. Podobno nie było tam żadnych tajnych materiałów, jednak niektóre dokumenty pozwalały wyciągać wnioski co do planów militamych. Wojskowi niewiele przejmowali się atakami hakerów, machnęli ręką na ostrzeżenia i wskazówki Clifforda Stolla, pozostawiając swoje komputery niemal bez żadnej ochrony. Nawet jeszcze w roku 1989, na długo po ujawnieniu włamania i przekazaniu dokumentów z bazy danych OPTIMIS do KGB, łatwo było się do niej dostać i dokładnie rozejrzeć. Niechlujstwo? Świadome działanie? Obojętność? W 1994 roku brytyjski haker ponownie zrobił furorę swoim włamaniem do Pentagonu. Podróże do Strategic Air Command i do Pentagonu, swoiste gry wojenne, rozpoczęły się jako zabawa i sport. Oczywiście hakerów niezwykle podniecało przechytrzanie wojskowych. Ale już wiosną 1986 roku w akcjach Hagbarda i jego kolegów pojawiło się szpiegostwo. Dopiero moiliwość zrobienia interesu z KGB sprawiła, że wędrujący po sieci Milnet poczuli prawdziwy dreszczyk emocji. Podczas swojego pościgu Stoll doszedł stopniowo do przekonania, że w sieci działają nie technowandale, ale hakerzy-szpiedzy. Na ich liście znajdowały się nie tylko komputery wojska, ale również firm zbrojeniowych specjalizujących się w elektronice. W grudniu 1986 roku jeden z hakerów podłączył się na wiele godzin do TRW w Redondo Beach w Kaliforni. TRW jest zakładem produkującym na potrzeby Air Force i NSA, dostarcza komputery i satelity szpiegowskie KH-11. KH oznacza tutaj key hole, czyli dziurkę od klucza. Haker poszukiwał danych o tym szpiegowskim satelicie, ale tego, co rzeczywiście mógł przeczytać, firma nie zdradziła. 244 Pieniądze od KGB W marcu 1986 roku w Hanowerze przestawiono zwrotnicę na szpiegostwo. Jak każdego roku odbywały się tu targi. Ze wszystkich zakątków Republiki Federalnej Niemiec zjechali komputerowi fanatycy, aby w dwupokojowym mieszkaniu Hagbarda urządzić hakerską imprezę, a na noc legowiska do spania. Mieszkanie pękało w szwach. Przyjechał również Dob (26 lat) z Berlina, Pengo (17 lat) i niejaki Pedro (31 lat). Wszędzie pełno było śpiworów i toreb podróżnych. Kiedy reszta hakerów wyruszyła rano na targi, trzej wyżej wymienieni i właściciel mieszkania Hagbard (21 lat) odbyli decydującą rozmowę. Wszyscy czterej byli podobno "po haszu". Prowadzona na haju rozmowa zeszła na temat zrobienia interesu na tym, co ściągają z sieci. Hakerzy ci zwykle cierpieli na brak gotówki. Hagbard właśnie przepuścił resztę nieoczekiwanego spadku w wysokości 100 000 marek. Uczestnicy rozmowy mieli nadzieję, że owocami ich hakerskiej roboty mogą się zainteresować także ludzie z biznesu i wywiadu 74. Pedro zamienił w czyn haszyszowy pomysł sprzedaży hakerskiego towaru. "On jest wyszczekany, niech złapie z nimi kontakt" - zaproponował Dob. A więc Pedro pojechał któregoś dnia do Berlina Wschodniego i pod ambasadą radziecką rozejrzał się za KGB. Już po pół godzinie kontakt był gotowy. No i hanowerczycy zaczęli dostarczać hakerski towar: numery kierunkowe do komputerów, opisy projektów badawczych, hakerskie narzędzia i wszelkiego rodzaju kradziony software. I tak na przykład niemal wszystkie programy z Uniwersytetu Karlsruhe przedostały się do KGB. Znaczne zasoby danych ściągnięto też z niemieckiej filii wówczas jeszcze amerykańskiej firmy software'owej Altos. 245 Hakerzy zamierzali odstąpić KGB ryczałtem, za mniej więcej milion marek, cały swój know-how, razem ze wszystkimi znanymi im uprawnieniami dostępu do obcych systemów. KGB niewiele interesowało się specjalistyczną wiedzą hakerów, natomiast bardzo - oprogramowaniem oraz informacjami o badaniach naukowych i gospodarce. Tak więc marzenie o milionach rozpłynęło się w powietrzu, zanim się na dobre pojawiło. W końcu zebrało się tego jakieś 90 000 marek do podzielenia na pięciu hakerów. Do grupy dołączył później jeszcze niejaki Urmel. Sowiecka służba specjalna wyraziła szczególne zainteresowanie "prototypowym softwarem systemowym w kodzie źródłowym, kompilatorami i sterowaniem procesami produkcyjnymi, ponadto różnymi programami do wspomaganego komputerowo konstruowania elementów mechanicznych, elektrycznych i elektronicznych w budowie pojazdów, samolotów i przy produkcji chipów, a także informacjami o wojskowym wykorzystaniu amerykańskich komputerów i banków danych" - pisał prokurator generalny w swoim akcie oskarienia, odczytanym na procesie wytoczonym w 1990 roku Pedrowi, Urmelowi i Dobowi 75. Tak wielkie zainteresowanie KGB kodem źródłowym świadczy o tym, że Sowieci obawiali się zakupów oprogramowania systemowego na Zachodzie. Podejrzewali, że mogą sobie sprowadzić konia trojańskiego, gdyż nie mają żadnej kontroli nad kupowanym softwarem. Być może, mieli już złe doświadczenia z towarami objętymi embargiem, które sprowadzali z Zachodu nielegalnymi kanałami. Sowieci posiadali wprawdzie te programy w kodzie wynikowym, lecz najwidoczniej nie mogli się pozbyć wrażenia, że zachodni wywiad wciska im zmanipulowany hard- i software. Hagbard opowiadał później, że za czytelny kod źródłowy systemu operacyjnego VMS 4,5 firmy Digital Equipment Sowieci oferowali 250 000 marek. 246 Rosjanie byli również zainteresowani kodem źródłowym systemu operacyjnego Siemensa BS 2000. Z wielkiego interesu nic w końcu nie wyszło. KGB zapłaciło za wykradzione programy i dokumenty łącznie wspomniane już 90 000 marek. Hakerska wpadka przytrafiła się w końcu w maju 1988 roku, kiedy to Hagbard nie mógł już utrzymać języka za zębami i w końcu o wszystkim opowiedział, wpierw jednak dziennikarzom, później Federalnemu Urzędowi Kryminalnemu oraz Urzędowi Ochrony Konstytucji. W 1990 roku niektórym hakerom wytoczono proces. Pedro, Urmel i Dob otrzymali kary w zawieszeniu i kary grzywny. Hagbard popełnił wcześniej samobójstwo. Penga ominęła kara. Tak samo jak Hagbard przyznał się on dobrowolnie do wszystkiego przed Urzędem Ochrony Konstytucji, dzięki czemu trzech pozostałych można było najpierw przez 3 dni obserwować i dopiero potem aresztować. Lekcje Kiedy hakerzy ściągali na rzecz KGB dane i oprogramowanie, Stoll dalej zawzięcie na nich polował. Po początkowych trudnościach udało mu się jednak wzbudzić zainteresowanie FBI i służb wywiadowczych. Wiosną 1987 roku zaprosił go w końcu na rozmowę niejaki Robert T. Morris. Morris był dyrektorem National Computer Security Center, cywilnego wydziału supertajnej NSA w Fort Meade w stanie Maryland. 247 Owo centrum zajmowało się ochroną informacji, zabezpieczaniem komputerów i tworzeniem kodów, co do których można mieć pewność, że nie dadzą się złamać. Morris był dobrze znany wśród ekspertów od elektronicznego przetwarzania danych, ponieważ przez ponad 10 lat zajmował się bezpieczeństwem systemu UNIX. Stoll odczuwał ogromny respekt przed tym wielkim ekspertem od bezpieczeństwa komputerowego, który wynalazł UNIX-owe kodowanie haseł. Dokładnie z tego też powodu Morris zaprosił do siebie Stolla. Stoll odkrył bowiem, że ze świeżo rozprutych komputerów hakerzy w pierwszej kolejności kradli zakodowany plik z hasłami. Tak nie mogło i nie powinno się było dziać. Stoll nie potrafił sobie wyobrazić, w jaki sposób hakerzy mogli złamać hasła. Mechanizm kodujący czyni z haseł sieczkę bitów. Proces odbywa się tylko w jednym kierunku: z tekstu czytelnego w ową sieczkę. Nie ma biegu wstecznego, a hakerzy z Hanoweru też go nie wymyślili. Nauczyli się jednak omijać proces kodowania. Już w 1983 roku komputerowi eksperci spoza NSA pracowali nad tym. Prace prowadzono między innymi w kalifornijskim Uniwersytecie Berkeley, niedaleko Clifforda Stolla, niemal tuż za rogiem. W roku 1985 swoją wiedzę na ten temat udostępnili poprzez sieć również programiści firmy Tektronix. Wiedzieli już o tym wszyscy, a więc również hakerzy w Hanowerze. Cały trik rozkodowywania opierał się na wiedzy, że komputer kodował wprowadzone hasła, a wynik porównywał z inną, również zakodowaną listą już zapisanych haseł. W wypadku zgodności komputer był udostępniany. Haker z Hanoweru, powiedzmy niejaki Brainware, przeprowadził doskonałą symulację tego procesu. Wpierw stworzył więc leksykon. Z pomocą komputera upakował w jednym pliku słowa z amerykańskiego słownika ortograficznego, z podręcznika systemu UNIX i wszystko, co jeszcze wpadło mu do ręki z angielskojęzycznych tekstów. Następnie wyrzucił z pomocą programu wszystkie słowa, które się powtarzały, a tak powstały leksykon zakodował. Program porównał zakodowane hasła z obcych komputerów ze słowami leksykonu. Jeśli na poziomie kodowania wystąpiła identyczność, wówczas można było poszukać słowa w czytelnym leksykonie i wykorzystać je do otwarcia komputera. Przy odrobinie szczęścia mogło to być hasło administratora systemu. Nakład pracy ludzkiej był tu niewielki, a wszystko mogło się odbywać na komputerze w tle, nie przeszkadzając programiście w jego zajęciach. 248 Po tym jak Stoll zaprezentował Morrisowi swoje informacje, ten zaskoczył go odpowiedzią. "Wydaje mi się, że haker złamał moje hasła" - oświadczył Stoll. "Czy korzysta ze słownika, czy też rzeczywiście odwrócił algorytm kodowania plików?" spytał Morris. "Myślę, że ma słownik" - odpowiedział Stoll, dość zdziwiony reakcją Morfisa. Niezły numer. Też mam trzy dobre programy do łamania haseł. Jeden z nich wykonuje obliczenia wstępne haseł, dlatego wszystko odbywa się kilkaset razy szybciej. Chce pan kopię?" 76. Stoll nie wierzył własnym uszom. Dla NSA złamanie hasła było dziecinnie proste. Podczas gdy eksperci komputerowi łamali sobie głowy nad podniesieniem bezpieczeństwa danych, NSA miała to w nosie - tak przynajmniej wydawało się Stollowi. Jeśli chodzi o przedsiębiorstwa prywatne i większość urzędów państwowych czy uniwersytetów, NSA nie odpowiadała za bezpieczeństwo ich danych, a raczej nawet była zainteresowana tym, aby informacje o systemach zabezpieczeń zatrzymywać wyłącznie dla siebie. Nie zamierzała utrudniać sobie życia, rozpowszechniając własną wiedzę na temat kodowania. NSA oraz KGB najprawdopodobniej same wykorzystywały techniki hakerskie w celu wyciągnięcia tajemnic z komputerów przeciwnika. W magazynie "Time" 77 z 1989 roku można było przeczytać o całej serii szpiegowskich skoków na poziomie najwyższych technologii, zarówno z Zachodu jak i Wschodu. "Obce służby wywiadowcze uzyskały dostęp do tajnych informacji w amerykańskich komputerach - oświadczył według "Time'a" rządowy ekspert komputerowy - a my to samo zrobiliśmy u nich". Amerykańskie służby wywiadowcze są w stanie włamać się do komputerów w każdym kraju. 249 Zarówno NSA, jak i CIA przeprowadzały eksperymenty z unieszkodliwieniem obcych komputerów, podkładając oprogramowanie zainfekowane wirusami i innymi niszczącymi programami. Nazwą wirusy określa się maleńkie, wredne programy, napisane przez złośliwych programistów, które same kopiują się do innych programów i tym sposobem rozmnażają. A przy tym dokonują jeszcze wiele niewskazanych operacji. Wirusy elektroniczne, zaopatrzone w "zapalniki czasowe" albo w hasła, przez długi czas mogą drzemać, dopóki o wyznaczonej godzinie lub na zadane hasło nie uaktywnią się i nie rozpoczną swojej niszczycielskiej działalności. Istnieją rodzaje wirusów, których mimo dobrych programów ochronnych nie sposób opanować. Najwidoczniej amerykańskie służby specjalne przeprowadzały właśnie eksperymenty z taką bronią komputerową. Jeśli wierzyć "Time'owi", zwyciężyła obawa, że operacje te idą za daleko i że mogą doprowadzić do groźnych akcji odwetowych. Rosnące uzależnienie wojska od systemów komputerowych istotnie podnosi ryzyko sabotażu. NSA uchodzi wśród hakerów za najpoważniejszego przeciwnika. "Może oni się z nas naśmiewają - powiedział w 1989 roku jeden z najlepszych hakerów. - Doskonale o wszystkim wiedzą". Hakerzy nie tylko poważają NSA, ale również się jej boją. Oni potrafią "potraktować człowieka łańcuchami i spłukać w toalecie" - ostrzegał Pengo, były czołowy niemiecki haker, który przyznał się do swojej działalności przed Urzędem Ochrony Konstytucji. Dla piratów sieci komputerowych NSA jest nieobliczalna. Na targach CeBIT'89 w Hanowerze przyjaciel Hagbarda z Berlina, Pengo, zareagował na opublikowany w "Spieglu" artykuł o tzw. włamie dla KGB słowami: "Człowiek taki jak Clifford Stoll nie był w stanie sam dotrzeć do nas po śladach. W rzeczywistości stoi za tym NSA". 250 Federalna Służba Wywiadowcza (BND) Na wszystkich częstotliwościach w służbie dla ojczyzny "Uwaga. Ochrona używa broni palnej! - ostrzega tablica informacyjna. Teren wojskowy". Wysokie ogrodzenie, kamery, śluza bezpieczeństwa ze ścisłą kontrolą dokumentów. Bad Godesberg, Mainzer Strasse 88, róg Nipperkreuz: Urząd Wiedzy o Wojskowości sąsiaduje bezpośrednio z amerykańską ambasadą. Nieznany niemiecki urząd za drutami kolczastymi? W wykazie instytucji rządowych nie figuruje, chociaż jest w książce telefonicznej. Może to instytucja uniwersytecka? Nikt nic nie wie. Urząd Wiedzy o Wojskowości jest wydzieloną placówką Wydziału Rozpoznania Technicznego Federalnej Słuiby Wywiadowczej, a sąsiedztwo dyplomatycznego przedstawicielstwa amerykańskich przyjaciół z pewnością nie jest przypadkowe. W odległości 60 kilometrów w linii prostej w kierunku zachodnim leży Hofen, maleńka miejscowość w regionie Eifel. Federalny Urząd Statystyki Telekomunikacyjnej jest tam największym pracodawcą w okolicy- zatrudnia prawie setkę ludzi. Czyżby filia Telekom? Na rozległym terenie rzucają się w oczy olbrzymie anteny i linie łączące wysokie maszty; tuż obok z zielonej łączki strzelają w niebo dwa kominy. Nowy urząd, który zlicza rozmowy telefoniczne? Ale dlaczego właśnie tu, pod belgijską granicą? 251 Nietrudno się domyślić, że wszystko jest przykrywką, tak nazwa urzędu, jak i nazwisko szefa, który w 1991 roku nazywał się jeszcze Potthoff, ale dzisiaj prawdopodobnie nazywa się już zupełnie inaczej. Oczywiście miejscowi dokładnie wiedzą, kto za tą wiejską fasadą i w tych niepozornych barakach uprawia drugi z najstarszych zawodów świata. Urząd Federalny jest jednym z wielu stanowisk nasłuchowych Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) 78. Urząd Wiedzy o Wojskowości w Godesbergu miał kiedyś w swojej nazwie określenie "statystyka telekomunikacyjna". "To jedno wielkie przedszkole - przebąkuje coś nieśmiało pracownik pobliskiej stacji benzynowej- oni bawią się tam w chowanego!". "Statystyka telekomunikacyjna" to pomysł jeszcze z 1970 roku, kiedy centralna administracja BND w Monachium przy Weinstrasse musiała się zajmować coraz poważniejszymi zadaniami wynikającymi z rosnących potrzeb urzędu, który utrzymywano ze środków przeznaczanych na telekomunikację. Specjaliści od elektroniki zaliczali do tego między innymi "statystyczne ujęcie wszystkich instalacji telekomunikacyjnych" oraz "pomiary natężenia ruchu". Federalne służby specjalne, zajmujące się zagranicą, wkraczały wówczas w epokę nowoczesnej komunikacji, co wróżyło złote czasy dla ludzi z Pullach. W centrum działań wywiadowczych nie miały już stać ludzkie źródła, szpiedzy i agenci, lecz anteny i komputery 79. Dzisiaj, 25 lat później, sytuacja tak właśnie wygląda. W skrytym świecie tajniaków coraz mniejszą rolę odgrywają krety, które podkopują swoje ofiary i wsadzają nochale w nie swoje sprawy. Szpiedzy wcale nie przestali być potrzebni, chociaż najważniejsze stały się dzisiaj służby odcedzające informacje z elektronicznych częstotliwości. Ryzyko jest znacznie mniejsze, a efekty wręcz nieporównywalne, zakładając, że posiada się skuteczne narzędzia dekodujące. Wszystko staje się przezroczyste. W branży analityków narzeka się dzisiaj raczej na zbyt wiele informacji, które trzeba przeanalizować, sprawdzić i wyciągnąć z nich wnioski. 252 Nigdzie nie kłamie się tak bezwzględnie: również BND, podobnie jak NSA, posiada niemal nieograniczone możliwości przenikania do sieci telekomunikacyjnej, bezszelestnie i przez nikogo niezauważona. Technicznie rzecz biorąc można się włamać do bardzo wielu linii transmisyjnych, a wszystko jest tylko sprawą czasu i pojemności dekodujących komputerów. Ponad 90 procent wszystkich obiektów docelowych z kręgów politycznych i gospodarczych szyfruje swoją korespondencję. Przechwycenie i rozkodowanie obcych informacji jest dziecinnie łatwe. Podsłuchiwanie i czytanie korespondencji stało się rutyną, a wyśledzenie powiązań pomiędzy danymi z różnych źródeł nie stanowi żadnego problemu. Federalna Służba Wywiadowcza w Pullach, o której zwykle opowiadano dowcipy, wyśmiewając jej brak profesjonalizmu, dzisiaj działa na pierwszej linii frontu. Centralny Urząd Federalny ma obecnie swoją siedzibę przy Wanneystrasse w miejscowości Stockdorf, na południe od Monachium, zaledwie pół godziny drogi od "Camp Nikolaus", głównej siedziby BND usytuowanej w Pullach nad rzeczką Isar. Taki sam adres ma Instytut Technik Wywiadowczych BND, ukryty pod szyldem Urzędu Pomiarowego 3, gdzie powstają systemy rozpoznania i transmisji danych, nierzadko przy ścisłej współpracy z firmami takimi, jak Siemens, Rhode & Schwarz czy AEG-Telefunken 80. Na ekspertów od nasłuchu z Pullach najłatwiej natknąć się w Bawarii: w Kreuzholzhausen na zachód od Dachau ("Objekt Muhle"), w Krailing w pobliżu granicy czeskiej ("Objekt Dacapo"), w bezpośrednim sąsiedztwie amerykańskiej siostrzanej instytucji NSA w Bad Aibling ("Objekt Seeland"), przy placu Lenbach w centrum Monachium (Urząd Statystyki Telekomunikacyjnej), a ponadto w Stamberg i Tutzing. Od 1952 roku działała już "Organizacja Gehlen", poprzedniczka BND, pod przykrywką Sudlabor GmbH (rozpoznanie tele- i radiokomunikacyjne w kierunku wschodnim). Pozostałe placówki "statystyków telekomunikacji" są rozsiane po całym terytorium Republiki Federalnej, często w strategicznie korzystnych punktach, na przykład w koszarach Bundeswehry w Brunszwiku i w Kassel, w miejscowości Bad Munstereifel, w Achem oraz w pobliżu Husum ("Objekt Kastagnette"). Tamtejszą instalację nasłuchową, oficjalnie Punkt Telemetryczny Federalnego Urzędu Statystyki Telekomunikacyjnej, zmodernizowano w okresie od 1988 do 1993 roku za kwotę 40 miliardów marek ze środków Ministerstwa Obrony 81. 253 Ponieważ przeważająca część międzynarodowych łączy telefonicznych, faksowych i teleksowych wykorzystuje częściowo drogę radiową czy satelitarną, nasłuchowi specjaliści z BND mogą swoimi specjalnymi antenami systematycznie przesiewać eter. Pomaga im w pracy, podobnie jak ich kolegom z innych służb, tzw. bank słów, przez długi czas nazywany "Austin 2", a który obecnie w udoskonalonej postaci nosi zupełnie inną nazwę 82. Urządzenie dzieli informacje na ważne i nieważne. Jeśli tylko w teleksie bądź w rozmowie telefonicznej wystąpią pewne typowane słowa w języku niemieckim, francuskim czy angielskim, automatycznie włącza się zapis. "Jest to system elektronicznego przetwarzania danych, w którym zaprogramowano pewne poszukiwane słowa i hasła - wygadał się szef BND Konrad Porzner w czerwcu 1993 roku w wywiadzie udzielonym "Suddeutschen Zeitung" 83. Jeżeli pojawią się owe «typowane słowa», komputer namierza dane łącze, rejestruje i przekazuje materiał do dalszej obróbki". W ten sposób można zdobyć "dla rządu federalnego bardzo wiele informacji" - politycznych informacji o wrogach i przyjaciołach, o gospodarczych sojusznikach i przeciwnikach, o przestępcach i terrorystach, ale również o absolutnie poprawnych obywatelach. Jeśli BND chce na przykład prześledzić plany międzynarodowych handlarzy narkotykami, programuje listę trafień na słowa "konopie", "trawa", a także "doniczka". Jeżeli następnie w jakiejkolwiek międzynarodowej rozmowie padnie słowo 254 "doniczka", wypowiadający je musi liczyć się z tym, że jego rozmowa zostanie zarejestrowana, bez względu na to, czy będzie on handlarzem narkotyków, czy miłośnikiem kwiatów doniczkowych. Jasne, że chłopcom z nasłuchu nie ułatwiają pracy ciągle zmieniające się, często egzotyczne lub potoczne, określenia mafii narkotykowej. Można też zaprogramować komputer na konkretne numery telefonów i wówczas rejestrowane są systematycznie wszystkie rozmowy, faksy i telefaksy podczas kontaktów na przykład bońskich misji dyplomatycznych z ich rodzimymi ministerstwami. W końcu istnieją też komputery przeprowadzające analizę głosu, potrafiące rozpoznać i zlokalizować wytypowaną osobę, gdy tylko jej głos pojawi się gdzieś w eterze 84. Po elektronicznej selekcji wstępnej rozpoczyna się właściwa analiza rozmów albo faksów. Specjaliści z BND łączą materiał w "pakiety o istotnej treści" i w postaci zakodowanej przesyłają do centrali w Pullach, gdzie trafia on do działu analizy. Pracownicy służb specjalnych z wysuniętych placówek, jak Hofen w regionie Eifel, podlegają Urzędowi 14 B ("Kontrola poczty i telekomunikacji"). Muszą władać kilkoma językami, mieć dobrą orientację w sprawach politycznych i przede wszystkim dysponować "gruntowną i szeroką wiedzą w opracowywanej dziedzinie", gdyż tak ujmuje to tajna instrukcja służbowa - "ich działalność jest szczególnie odpowiedzialna", ponieważ "błędne opracowanie materiału może mieć wpływ na tworzony obraz sytuacji i doprowadzić do błędnych interpretacji" 85. 255 Odkurzanie eteru Maniakalne gromadzenie informacji jest ciągle jeszcze największym problemem służb specjalnych. Na przykład do Hofen zwożono całe tony zapisanego papieru. Materiał trzeba było posortować i część spalić w podziemnych piecach, których dwa kominy do dzisiaj jeszcze wystają z ziemi. Zgodnie z cytowaną instrukcją służbową każdy zwiadowca w Hofen zajmujący się teleksami jest zobowiązany "wszystkie nie przeznaczone do ujęcia w raporcie lub już opracowane teleksy regularnie przekazywać do zniszczenia". Dla tej oraz każdej innej "wykonywanej czynności" precyzyjnie, z pruską dokładnością, określono przewidywany nakład pracy: "Sortowanie przechwyconych tekstów (lO%), kontrola treści istotnej ze względów wywiadowczych (25%), formułowanie poszczególnych raportów (55%), porównywanie ze zgłoszonymi zapotrzebowaniami (5%), zgłębianie wiedzy podstawowej (4%) i niszczenie (l%)". Technika i software, którymi ambasady, urzędy i międzynarodowe koncemy kodują swoją wewnętrzną korespondencję i usiłują chronić ją przed profesjonalnym szpiegostwem, nie stanowi dla codebreakerów z BND w zasadzie żadnego problemu, tak samo jak dla Wielkiego Brata, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego w amerykańskim Fort Meade. Kryptolodzy z BND cieszą się olbrzymim uznaniem w branży, a przy tym dysponują odpowiednio wydajnymi komputerami. Znajdują się więc w samej czołówce deszyfrantów. Kogo jeszcze oprócz dyplomatów biorą pod lupę matematycy i informatycy w ciemnych kapeluszach? Wielki atak nasłuchowy odbywa się "według pewnej zasady przypadku", coś jakby "odkurzanie eteru" - przyznał w kwietniu 1993 roku, po raz pierwszy oficjalnie, kontradmirał Gerhard Gullich, który swego czasu kierował w Centrali w Pullach Wydziałem 2 ("Rozpoznanie techniczne"). Jego wywiad w "Spieglu" odsłonił jednak jedynie rąbek tajemnicy, którą skrywają praktyki podsłuchowe BND. Pewne wypowiedzi Gullicha można by jednak określić raczej jako dezinformację - co w tym zawodzie nie powinno chyba specjalnie dziwić 86. 256 Poszukując w międzynarodowych sieciach cennych danych i informacji telekomunikacyjnych "o światowym handlu bronią i narkotykami" (Gullich), nastawiamy nasze urządzenia odbiorcze w ten sposób, że "przechwytujemy jedynie komunikację międzynarodową i przychodzącą z zagranicy" - twierdził fachowiec z BND. Poza tym służba stosuje się ściśle do instrukcji z 1979 roku, wydanej przez ówczesnego szefa z Pullach Klausa Kinkla: "Wszelkie przechwycone informacje, pochodzące od osoby chronionej konstytucją lub do niej kierowane, należy niezwłocznie zniszczyć". Zastępca szefa BND Paul Munstermann posunął się nawet do stwierdzenia, że skoro tylko analitycy "zauważą, iż kontrolowanie pewnych informacji narusza zasady konstytucyjne, powinni przerwać ich czytanie" 87. Kto chce, niech wierzy. Faktem jest, że nie wszystkie informacje niszczy się bądź pali na miejscu, na stanowiskach nasłuchowych. Niemniej jednak w wypowiedzi oficera BND można wyczytać między wierszami, jak wygląda praktyka: "Nasi pracownicy w punktach kontrolnych nie są prawnikami" i często nie mogą ocenić, "co powinni zachować, a co zniszczyć". Gullich podał nawet przykład: "BND zebrała przypadkowy materiał, z którego wynikało, że pewna firma niemiecka dostarczała do Iraku maszyny i części zamienne, które (...) mogły być przeznaczone jedynie na potrzeby irackiego programu nukleamego. Ten meldunek również natychmiast zniszczono". Jak w takim razie szef zwiadowców mógł się w ogóle o tym dowiedzieć, skoro informację zniszczono "natychmiast", a więc na stanowisku nasłuchowym? 257 Według zapewnień człowieka z branży, w wypadku informacji, której BND nie wolno rozpracowywać, odpowiednia wskazówka wędruje natychmiast do Celnego Urzędu Kryminalnego (ZKA), oczywiście nieformalnie, a więc z ominięciem prawa. Tam natychmiast uruchamia się przewidzianą prawem kontrolę telefonów, faksów i korespondencji, bez wszczynania dochodzenia. Jeśli podejrzenie okazuje się prawdziwe, wówczas BND, przekazując "nielegalne" informacje celnikom, w pewnym sensie je legalizuje, gdyż od ujawnienia dozbrajania Libii w broń chemiczną (afera Imhausen) Urząd Celny może zakładać podsłuch prewencyjny, w celu zablokowania eksportu broni (patrz s. 290) 88. Taka praktyka leżałaby jak najbardziej w interesie publicznym, gdyby tym sposobem nie złamano zasady rozdziału służb wywiadowczych od służb dochodzeniowych, co - jak pokazuje historia miało miejsce w wypadku Gestapo w Trzeciej Rzeszy. Potajemna kooperacja wcale nie satysfakcjonuje BND. Federalna Służba Wywiadowcza już od lat nalega na rozszerzenie swoich uprawnień i chce móc oficjalnie przekazywać policji, urzędom celnym i prokuraturom wyniki swojego technicznego rozpoznania, gdyż służy to zwalczaniu przestępczości zorganizowanej. A przy tym BND nie chce, żeby śmiali się z niej koledzy z zaprzyjaźnionych służb, "którzy nie znają takich ograniczeń - skarżył się Gullich w wywiadzie dla tygodnika "Spiegel". - Oni mogą nas swoimi informacjami wręcz ośmieszyć". Brawo, lew głośno zaryczał. Owa niezwykła praca najwyższych rangą oficerów nad korzystnym wizerunkiem swojej firmy powinna stworzyć dobry klimat do legalizacji elektronicznego szpiegostwa. BND przeszła do ofensywy i chce lepiej wykorzystywać własne możliwości techniczne i optymalnie przenikać międzynarodowe sieci komunikacyjne, zamiast ciągle obawiać się, że zostanie przyłapana na czynnościach nielegalnych. Albo też, żeby postawić sprawę jasno, chodzi po prostu o usankcjonowanie tego, co i tak od dawna było już najwidoczniej codzienną praktyką. 258 W służbie ministerstwa Na rozległym obszarze łatwo zauwaiyć wielkie, kuliste konstrukcje, które mają chronić olbrzymie paraboliczne anteny przed niesprzyjającą pogodą i wzrokiem ciekawskich. Anteny zainstalowano również na niektórych budynkach. Przy wejściu, obok budki portiera, widnieje pięć tablic: jedna informuje o Towarzystwie Badań Nauk Przyrodniczych - stowarzyszenie zarejestrowane jako FGAN - a cztery następne wymieniają poszczególne instytuty: Fizyki Wysokich Częstotliwości, Radia i Matematyki oraz Techniki Telekomunikacyjnej i Elektroniki. Neuenahrstrasse 20, Wachtberg-Werthoven niedaleko Bonn, listopad 1991 roku. Ledwo co ekipa telewizyjna zaczęła filmować, zaglądając przez wysokie ogrodzenie, a już portier sięgnął po telefon i powiadomił o sytuacji kierownictwo instytutu, służby bezpieczeństwa i policję, stwierdzając: "bo u nas jest to normalne, jeśli ktoś fotografuje czy filmuje" 89. Reakcja jest zrozumiała: FGAN nie jest zwykłym instytutem badawczym, lecz tajnym wojskowym obiektem, zamaskowanym jako zarejestrowane towarzystwo, mające swój rodowód w Towarzystwie Wspierania Badań Astrofizycznych. "Członkami z urzędu", jak czytamy w protokole z posiedzenia, są specjaliści z Federalnego Ministerstwa Obrony, a "członkami zwyczajnymi" krajowe firmy zajmujące się telekomunikacją i transmisją danych, między innymi Atlas Elektronik, Alcatel SEL, DASA, Rhode & Schwarz i oczywiście Siemens. FGAN jest więc kuźnią nowych technik nasłuchowych i radarowych, technik walki elektronicznej i deszyfrowania. Z jej doświadczeń korzystają BND, MAD i Urząd Ochrony Konstytucji, nawet jeśli projekty - jak wynika z protokołu posiedzenia - "finansuje wyłącznie Federalne Ministerstwo Obrony" 90. 259 A tymczasem sytuacja przy bramie FGAN się komplikuje. Wezwana policja niezbyt się przejmuje: "Nie widzę tu zakazu fotografowania - oświadcza policjant podekscytowanej pracownicy, podającej się za rzecznika prasowego. - Czego pani od nas oczekuje?" Kobieta bezradnie wzrusza ramionami: "Czy panowie nie mogliby przynajmniej sprawdzić personaliów tej ekipy telewizyjnej?" Ale władza jest stanowcza: "Nie ma podstaw". Towarzystwo Badawcze rozbudowywano od 1986 do 1990 roku ze środków Ministerstwa Obrony, przy czym same budynki pochłonęły 11,2 miliona marek. Budżet roczny przekracza 45 milionów. Wkład partnerów z przemysłu jest raczej niewielki, porównując go z korzyściami z know-how, jakie czerpią z tej współpracy dla własnej produkcji. Większość ze 160-180 projektów objętych jest ścisłą tajemnicą. Stąd też dziwić może maskowanie instytutu szyldem towarzystwa, co dopuszcza pewną przezroczystość. Przy tym wszystkim FGAN brzmi to jak oklepany kawał - jest nawet instytucją użyteczności publicznej, a więc instytucją uprzywilejowaną podatkowo. Urząd Finansowy Sankt Augustin wyrażał tu swoje wątpliwości, gdyż "wyniki badań nie są udostępniane szerokiemu ogółowi, lecz jedynie Ministerstwu Obrony". Minister finansów wyjaśnił wówczas, "że prowadzi się tu badania podstawowe i pracuje nad nowymi technologiami". Musiało to wystarczyć jako dowód użyteczności publicznej. Spór prawny zapoczątkowany tą dysputą trwa po dziś dzień 91. Na zebraniu członków w kwietniu 1994 roku przewodniczący towarzystwa Friedrich Wiekhorst przedstawił swoją koncepcję "FGAN 2000". Instytut badawczy musi dostosować się do trudnej sytuacji, gdyż "środki finansowe (...), zwłaszcza w dziedzinie obronności są wyjątkowo skromne". Na szczęście "na naprawę i modernizację parabolicznej anteny (...) przyznano kwotę 9,8 miliona marek ze środków pozabudżetowych", ale podrożało niestety również wyposażenie nowego Instytutu Optronik. Na jego lokalizację planuje się "koszary Eberhard- Finck w Engstingen, koszary w rejonie Karlsruhe, zamek Kressbach w Tybindze, BICT w Heimerheim oraz budynki w Wachtberg-Werthoven" 92. 260 Ostro dyskutowano wystąpienie Nadrenii-Westfalii z FGAN. Decyzję motywowano "brakiem wpływu na rozdział zleceń". Pomimo interwencji sekretarza stanu ds. obrony Jorga Schonbohma wszystkie próby nakłonienia władz w Dusseldorfie do wycofania wypowiedzenia "niestety zawiodły". "Czuliśmy się dotknięci tą decyzją" - krytykował Wiekhorst. Rozwiązanie Bloku Wschodniego nie zmieniło przecież zasadniczo sytuacji - dodał inny członek zarządu FGAN w zimnowojennym stylu. "Wobec nadal istniejącej, zarówno u nas, jak i w całym pakcie, orientacji na badania na rzecz obronności technologiczna przewaga nad potencjalnym przeciwnikiem jest absolutnie niezbędna". Do takiego stanowiska pasuje, ujęta w protokole z posiedzenia, uwaga Friedricha Wiekhorsta, iż "wybierając pomiędzy szybkim działaniem a koniecznością przestrzegania obowiązujących przepisów, często skłanialiśmy się raczej do szybkiego działania". Podobne skłonności mieli również pracownicy Federalnego Ministerstwa Obrony. Najwidoczniej szpiegów elektronicznych obowiązuje inne prawo. Również w wypadku innej instytucji technicznego zwiadu wchodzącej w skład BND kamuflaż nic nie pomógł. Obiekt nazywa się Instytut Jonosfery i znajduje się w Rheinhausen, na północ od Fryburga, niedaleko granicy z Francją. To tam ulokowano Podwydział 21 ("Rozpoznanie satelitarne"). Dzięki tamtejszym antenom zwiadowcy z Pullach kontrolują wszystkie rozmowy telefoniczne łączone przez umieszczone na orbicie międzynarodowe satelity telekomunikacyjne. Prawdopodobnie Rheinhausen może również podłączyć się do obcych satelitów szpiegowskich i - zakładając, że dekodowanie się uda - czerpać dodatkowe informacje 93. 261 Instytut Jonosfery BND z jego olbrzymimi miskami anten zbudowano nie ze środków Ministerstwa Obrony, lecz prawdopodobnie z tajnych środków "budżetu Federalnego Ministerstwa Poczty w wysokości 90 milionów marek", jak ustalił Schmidt-Eenboom 94. Zwraca on również uwagę na pewną interpelację w Bundestagu w sierpniu 1990 roku, w której poruszono sprawę finansowania Instytutu Jonosfery. Urząd kanclerski odpowiedział ustami ministra stanu odpowiedzialnego za koordynację pracy służb specjalnych, iż chodzi tu o "instytucję federalną", która "służy obronności federacji". Innych wyjaśnień można udzielić "tylko Komisji Parlamentarnej (...) i odpowiedniemu gremium zaufania - § lOa, ust. 2". Komisja Parlamentarna odpowiedzialna jest za nadzór nad służbami specjalnymi, tzw. Komisję G-10 informuje się o naruszeniu tajemnicy poczty i telekomunikacji. W czołówce Jak wszystkie służby wywiadowcze na całym świecie, z NSA na czele, również BND wraz z końcem zimnej wojny coraz więcej uwagi zaczęła poświęcać szpiegostwu gospodarczemu. Polityczny wpływ na kontakty przemysłowe i finansowe pomiędzy państwami Unii Europejskiej, Stanami Zjednoczonymi i azjatyckimi centrami finansowymi, np. Japonią, Koreą Południową i Hongkongiem, odgrywa coraz większą rolę. Z dokumentów BND z lat osiemdziesiątych wynika, że "międzynarodowa gospodarka ropą naftową i surowcami", "międzynarodowe zadłużenie" oraz "polityka ekonomiczna i technologiczna USA" zajmują drugą pozycję na sześciostopniowej skali priorytetów służb wywiadowczych, co oznacza "wysokie zainteresowanie i pierwszeństwo w przydziale sił i środków". Od tego czasu znaczenie tych dziedzin powinno chyba wzrosnąć 95. 262 Konkretne rozpoznanie przyszłych strategii międzynarodowych koncernów i analiza światowego przepływu danych pomiędzy wielkimi bankami i ich zagranicznymi filiami w każdym wypadku niezmiernie pomaga rządom w ich polityce ekonomicznej oraz wspiera rodzime przedsiębiorstwa. Dla amerykańskich służb wywiadowczych protekcjonizm jest nie tylko obowiązkiem. Pierre Marion, były szef francuskiego wywiadu DGSE, wskazuje palcem na Pullach: "Głównym zadaniem BND (...) jest gromadzenie wszelkich informacji z zakresu gospodarki, techniki i przemysłu" 96. Konrad Porzner, prezydent zbesztanej służby, twierdzi natomiast, że "BND nie uprawia szpiegostwa gospodarczego!" 97. Jego urząd w poufnym studium zarzuca nawet amerykańskim służbom specjalnym CIA i NSA, że rozpoznanie sytuacji ekonomicznej stało się ich "głównym zadaniem". Dezinformacja i zrzucanie winy na innych. Pogorszyły się stosunki nawet pomiędzy służbami zaprzyjaźnionych państw, co unaocznił w 1995 roku francuski zarzut szpiegostwa gospodarczego wysunięty wobec pięciu pracowników ambasady amerykańskiej w Paryżu. Po raz pierwszy oskarżono publicznie swojego sojusznika o działalność szpiegowską i wydalono z kraju pięciu pracowników CIA 98. Amerykanie podobno szpiegowali we francuskich firmach z branży telekomunikacyjnej i mediów audiowizualnych. Dotychczas afery takie ignorowano bądź załatwiano co najmniej dyskretnie. Administracja Clintona zareagowała chłodno, a za kulisami wyraziła nawet oburzenie, gdyż to właśnie francuska DGSE ma w powszechnym mniemaniu najmniej skrupułów, gdy chodzi o wywiadowczą kontrolę obcych przedsiębiorstw 99. 263 Jest więc oczywiste, że po epoce zimnej wojny do nowych zadań służb wywiadowczych, w tym również BND, należy rozpoznanie gospodarcze. Erich Schmidt-Eenboom i Jo Angerer piszą w swojej książce pt. Brudny interes szpiegów gospodarczych, że swoją rozległą siecią stacji nasłuchowych techniczni zwiadowcy BND "zawsze zbierają bogate żniwo" 100. Wcześniej interesowano się oczywiście przede wszystkim gadatliwą kadrą ekonomiczną NRD, dzisiaj uwaga koncentruje się na potężnych koncernach w krajach G-7, a więc w krajach zaprzyjaźnionych. Wczesne rozpoznanie decyzji ekonomiczno-politycznych w państwach Unii Europejskiej ma już nawet najwyższy priorytet. Hofen nieprzypadkowo leży na zachód od Berlina, dość dokładnie w kierunku Paryża i Londynu. Tamtejsi statystycy od telekomunikacji z pewnością filtrują całą sieczkę teleksową, a zapewne i telefoniczną, wędrującą pomiędzy rządami Francji i Wielkiej Brytanii a ich przedstawicielstwami dyplomatycznymi w stolicy Republiki Federalnej Niemiec. "Przechwytywanie teleksów z obszaru G służy - opisuje swoją działalność Urząd Statystyki Telekomunikacyjnej - uzyskaniu szerszego wglądu w przepływ informacji". "G" oznacza tu obszary "Z żółtą kreską", co w języku ludzi z branży określa teczki zaprzyjaźnionych krajów, na których dla orientacji umieszczono żółtą kreskę. BND zakłada podsłuch elektroniczny rzekomo tylko na rozmowy z zagranicy do Republiki Federalnej. Faktycznie jednak elektroniczni statystycy nasłuchują również w drugim kierunku. Na przykład ośrodek Hofen przez długi czas miał na podsłuchu stałe przedstawicielstwo NRD w Bonn. Ujawnił to proces przeciwko pracownikowi Urzędu Ochrony Konstytucji, który złożył telefoniczną ofertę współpracy dyplomatom NRD, a następnie w trakcie procesu przed Wyższym Sądem Krajowym rozpoznał i potwierdził spisaną treść swoich rozmów. Zapisy pochodziły ze stacji w Hofen 101. Do środków wywiadowczych należą również "metody, które stwarzają techniczne możliwości dyskretnego pozyskiwania informacji z urządzeń do elektronicznego przetwarzania danych" - odpowiedziało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych na interpelację wysuniętą w Bundestagu w styczniu 1992 roku 102. 264 Hakerstwo - to też jedna z metod pracy służb specjalnych. Erich Schmidt-Eenboom dowiedział się od współpracownika z "rozpoznania technicznego", że koledzy z Pullach uchodzą nawet za "pionierów w tej dziedzinie". Kierownik pewnego referatu w wydziale 60A "eksperymentował z przenikaniem do obcych sieci komputerowych, kiedy jego referat nazywał się jeszcze 40A, a więc przed rokiem 1980". A teraz "w porównaniu z umiejętnościami innych zachodnich służb wywiadowczych jesteśmy na dobrym, średnim poziomie". Schmidt-Eenboom: "Najpóźniej od początku lat osiemdziesiątych BND z coraz większym powodzeniem" przenika do komputerów na całym świecie. Obiektami "hakerów na służbie" są rządy, organizacje międzynarodowe, instytuty badawcze i zagraniczne firmy 103. W roku 1993, jak dodatkowo dowiedział się Schmidt-Eenboom, BND znacznym nakładem środków zmodernizowała swoją technologię, aby jeszcze lepiej penetrować sieci transmisji danych i sieci telekomunikacyjne. Akcję przeprowadzono wówczas pod wymownym hasłem: "Naprzód!" 104 W cywilu Atak i obrona: rozpoznanie telekomunikacyjne odgrywa "wielką rolę nie tylko w rozpoznaniu politycznym czy w klasycznym szpiegostwie, ale również w dziedzinie gospodarczej" stwierdził Otto Leiberich, pierwszy prezydent utworzonego w sierpniu 1991 roku Federalnego Urzędu Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych (BSI), a od 1962 do 1974 roku naczelny matematyk BND. Leiberich miał przy tym oczywiście na myśli gospodarkę niemiecką jako ofiarę, a nie BND jako sprawcę zła. 265 Każdego roku gospodarka ponosi miliardowe straty, dlatego też nowo utworzony BSI ma przede wszystkim "chronić przed podsłuchami". Metody nowoczesnej kryptologii pozwalają już na skuteczną ochronę poufnych danych w przemyśle i w sferze życia prywatnego 105. Jadąc Aleją Godesberger, już z daleka zauważymy nowy urząd. Budynek z dymnymi szybami, co żywo przypomina miniaturkę owianego złą sławą "pałacu puzzli" NSA w Fort Meade. Porównanie jest nawet trafne, gdyi BSI jest raczej cywilną filią BND niż organizacją ochrony konsumenta w epoce komputerów. Retrospekcja: latem 1989 roku Centralny Urząd Szyfrów przy BND w Bad Godesberg przemianowano w Centralny Urząd Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych, czego i tak nikt niemal nie zauważył, bo placówka w Pullach znana jest jedynie wtajemniczonym. Zadaniem niemal 150 kryptologów było przede wszystkim tworzenie nowych i niezawodnych kodów na potrzeby Ministerstwa Obrony i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ponadto matematycy i informatycy starali się z pomocą swoich niezwykle wydajnych komputerów złamać również kody zaprzyjaźnionych krajów, aby śledzić na przykład treść rozmów i faksów docierających do ambasad 106. Wraz ze zmianą nazwy instytut otrzymał nowych przełożonych. Zamiast z Wydziału 6 Urzędu Kanclerskiego ds. Wywiadu dyspozycje zaczęły napływać z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, z Referatu IS4 ds. Ochrony Tajemnicy i Obrony przed Sabotażem. W tym samym czasie ówczesny kierownik wydziału w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i późniejszy szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, Eckart Werthebach, uruchomił procedurę ustawodawczą dla utworzenia BSI. Tym samym Rząd Federalny uczynił krok, który Administracja Reagana zrobiła już w 1985 roku: stworzenie monopolu na technologie kodowania. Projekt ustawy wpłynął bezszelestnie, przedyskutowano go w zaciszu gabinetów, a w paździemiku 1990 roku Bundestag uchwalił ustawę. I tym sposobem po kryjomu, bez hałasu - w każdym razie tak, iż nie zauważyła tego opinia publiczna - położono kamień węgielny pod nowy urząd. 266 Istnieje ogromne "zapotrzebowanie na poufność, nienaruszalność i dostępność systemów informacyjnych i zawartych w nich danych" - oświadczył podczas ceremonii przekazania kluczy ówczesny minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schuble 107. Chodziło o to, aby stworzyć skuteczną przeszkodę dla elektronicznych szpiegów obcych wywiadów, przy czym pod uwagę brano nie tyle nowych partnerów na Wschodzie, co raczej starych przyjaciół na Zachodzie: USA, Francję i Japonię. Jednak już pobieżny rzut oka na ustawę o BSI pozwala wnioskować, że zadaniem urzędu wcale nie będzie wyłącznie obrona. Łowcy danych nie rezygnują z kłusownictwa. Paragraf 6 nakazuje jednoznacznie "wspomaganie policji, organów ścigania karnego i urzędów ochrony konstytucji". Byłym kryptologom z BND przyznaje się prawo do "podejmowania czynności wywiadowczych w ramach ustawowych kompetencji" oraz do "kontrolowania działań z wykorzystaniem technik informatycznych" 108. Czyli prawo pozwoliło również - w dość zawiłej formie, chociaż jednoznacznie - na stosowanie ofensywnych metod z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Tym samym dzięki pozornie cywilnemu urzędowi po raz pierwszy zniesiono ścisły rozdział służb wywiadowczych od organów ścigania. Nierozerwalne powiązanie z Federalną Służbą Wywiadowczą, czemu BSI nieustannie zaprzecza, uwidoczniło się również podczas tajnego posiedzenia komisji budżetowej w Bundestagu przy okazji zamówienia nowego, bardzo drogiego, wielojęzycznego komputera deszyfrującego dla BSI. Wniosek uzasadniał kontradmirał Gerhard Gullich, kierujący w Pullach rozpoznaniem technicznym. Mimo sprzeciwu Federalnej Izby Obrachunkowej wniosek w końcu jednak przyjęto 109. 267 Bardziej niepokojące od wspomaganego przez BND penetrowania obcych sieci są potencjalne cele w zakresie polityki wewnętrznej: techniczne możliwości kontroli, jakie daje telekomunikacja cyfrowa, maszynowo czytane dokumenty osobiste, systemy kontroli ruchu drogowego, rozpoznawanie profilu głosowego, infostrady takie jak Internet aż proszą się o nowe sposoby przetwarzania danych i przyspieszenie ich przepływu - oczywiście dla podwyższenia bezpieczeństwa wewnętrznego. W rzeczywistości metody te mogą zagrozić państwu prawa i zagwarantowanej konstytucją sferze prywatności. Nic nie będzie już wówczas tajne; wszystko stanie się przezroczyste. W BSI odrzuca się takie obawy. Nowy urząd jest nie tyle dodatkową służbą specjalną, ile raczej nowym narzędziem "wspomagającym pełnomocnika rządu federalnego ds. ochrony danych osobowych" 110. Gdy zadzwoni człowiek z ochrony danych osobowych BND uparcie powtarza starą śpiewkę, że wyników rozpoznania nie przekazuje niemieckim firmom. "Której z rodzimych firm należałoby udostępniać takie informacje?" - pytał koordynator służb specjalnych Bernd Schmidbauer w maju 1993 roku w wywiadzie udzielonym pismu "Handelsblati" w odpowiedzi na wysunięty wówczas po raz pierwszy zarzut 111. 268 A poza tym w pewnym studium o amerykańskich ambicjach w dziedzinie elektronicznego szpiegostwa gospodarczego, opracowanym na potrzeby wewnętrzne, napisano: "Byłoby olbrzymią naiwnością wierzyć, że materiał sporadycznie (...) nie przedostaje się do gospodarki. Jest chyba oczywiste, bo tkwi to w naturze rzeczy, że w intelligent offices problemy rozwiązuje się na tzw. małej drodze służbowej" 112. "Informacje BND przekazuje się nieformalnie niemieckim koncernom nie tylko z Pullach" pisze Erich Schmidt-Eenboom. Bońskie ministerstwa ujawniały akta również podczas "rozmów z przedstawicielami kręgów gospodarczych" 113. Jako przykład podaje się firmę budowlaną Lurgi z Frankfurtu, należącą do koncemu Hoechst. Podejrzewano ją o budowę fabryki pestycydów w Iranie, w której można było produkować chemiczne środki bojowe. Po rozmowie z przedstawicielami rządu menadżer Lurgi zanotował, że "poufnie i wbrew przepisom" pokazano mu raport BND. "Jest oczywiste, że BND zna praktycznie wszystkie dane naszego projektu". Techniczni zwiadowcy najwidoczniej przysłuchiwali się każdej rozmowie i czytali każdy faks przedsiębiorstwa kierowany do irańskiego klienta. Przykład ten ilustruje ponadto, że BND mimo wielokrotnie powtarzanych zapewnień, również wbrew zaleceniom Kinkla z 1979 roku, nadal wykorzystuje informacje o obywatelach Niemiec pozyskane w wyniku nasłuchu. Wszystko to wymówki zasłaniające rzeczywiste działania. Maksyma służb specjalnych, niejako jej jedenaste przykazanie, brzmi: wolno nam wszystko, ale nie wolno dać się na tym przyłapać. Dla ludzi z Pullach ograniczenie to brzmi bardzo specyficznie, zwłaszcza po skandalu z nielegalnymi dostawami czołgów enerdowskiej Narodowej Armii Ludowej do Izraela i po aferze ze sprzedażą plutonu. W 1975 roku podczas tajnego procesu przeciwko niemieckiemu handlarzowi bronią Gerhardowi Mertinsowi przed Sądem Krajowym w Bonn wyszło na jaw, że BND jest uwikłana w międzynarodowe transakcje sprzedaży broni, a czasami nawet je organizuje. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Mertins z inicjatywy BND prowadził poprzez swoją firmę Merex dość ożywioną sprzedaż broni do Afryki i na Wschód. Miało to zapobiec uzależnieniu wojskowemu, a co za tym idzie, również politycznemu, tamtejszych rządów od Moskwy 114. Mimo udowodnionego nielegalnego eksportu Mertins został uniewinniony, gdyż działał niejako na zlecenie państwa - wątpliwe usprawiedliwienie, zupełnie jakby rządy nie musiały przestrzegać prawa. 269 W szpiegostwie elektronicznym ryzyko przyłapania agentów na działaniach nielegalnych jest oczywiście stosunkowo niewielkie. Podsłuchiwaczom nikt nie może patrzeć na ręce i uszy oraz sprawdzać, co robią z nielegalnie zebranymi informacjami. W wywiadzie dla Spiegla Gerhard Gullich oświadczył z orzeźwiającą szczerością, że "nie istnieje parlamentarna kontrola nad rozpoznaniem telekomunikacyjnym. Kontrola ta właściwie nie będzie potrzebna, dopóki zalecenie Kinkla wyklucza rejestrowanie i dalsze wykorzystywanie przez BND informacji chronionych konstytucją". Wypowiedź zabrzmiała w Bonn dosyć arogancko, zupełnie jakby odpowiednie gremia parlamentame nic nie miało obchodzić, co poczyna sobie BND w zakresie elektronicznego szpiegostwa. Za kulisami wyrażano obawy, że BND prowadzi swój własny, bardzo niebezpieczny żywot, a szef BND, Konrad Porzner, traci kontrolę nad swoim urzędem. Kilka tygodni później w wywiadzie dla "Suddeutschen Zeitung" były boński polityk SPD Porzner sprzeciwiał się gorliwie swojemu kierownikowi wydziału: "BND jest kontrolowany jak żaden inny urząd: przez Parlamentamą Komisję Kontrolną, komisję budżetową oraz komisję G-1O, a poza tym przez Federalną Izbę Obrachunkową oraz przez pełnomocnika rządu ds. ochrony danych osobistych. Wszystkie te urzędy posiadają pełne uprawnienia kontrolne i korzystają z nich" 115. 270 Dementi to pogorszyło jedynie sprawę, gdyż teraz nikt już nie mógł traktować Porznera poważnie. Wyobrażano sobie już nawet pełnomocnika rządu ds. ochrony danych osobistych podczas inspekcji w stacjach nasłuchowych, kiedy to przeprowadza wnikliwą rozmowę z tym czy owym "telestatystykiem", łącząc to z intensywną kontrolą akt osobowych i innych dokumentów. Wiele wiedzą - nic nie powiedzą Pewna gafa ujawniła wiele szczegółów. Na początku 1990 roku przedostała się do wiadomości opinii publicznej niewielka, ale niezwykle istotna urzędowa notatka, która - jak to się oficjalnie mówi - powinna być przechowywana pod kluczem. 5 grudnia 1989 roku BND poinformowała kolegów z Federalnego Urzędu Kryminalnego w Wiesbaden, że około godziny dziesiątej "rozpoznanie techniczne przechwyciło rozmowę telefoniczną, którą prowadził adwokat z Rostocku z sekretariatem przewodniczącego wschodnioniemieckiej CDU, de Maizierem". W rozmowie tej przekazano wschodnioberlińskiemu politykowi informację, że Alexander Schalck-Golodkowski, który 40 godzin wcześniej zwiał z NRD, przebywa obecnie "najprawdopodobniej jako Hans Salzmann w Koln-Frechen" 116. Informacja nie była, co prawda, prawdziwa, ale pokazuje, że BND systematycznie kontrolowała rozmowy najważniejszych polityków enerdowskiego reżimu, a w okresie przełomu nawet szczególnie intensywnie. Ówczesny koordynator służb specjalnych Lutz Stavenhagen, sekretarz stanu w Federalnym Urzędzie Kanclerskim, pospieszył natychmiast wyjaśniać legalność tego podsłuchu. 271 Podał więc, że Federalna Służba Wywiadowcza, opierając się na obowiązującym prawie i stosownie do poleceń, kontrolowała telekomunikację NRD na odcinku transmisji falami radiowymi. Tym samym przyznał, że członkowie biura politycznego, w tym również Schalck i jego wspólnicy, przez wiele lat byli obiektami zainteresowania elektronicznych zwiadowców. W tej sytuacji wyniki rozpoznania z telefonów i telefaksów, które później udostępniono komisji dochodzeniowej zajmującej się sprawą Schalcka, mogły raczej uchodzić za niezwykle skromne. BND nie chciała najwidoczniej, aby parlamentarzyści zaglądali jej w karty, gdyż raczej nie powinno ujść uwadze zwiadowcom z Pullach, że partnerami telefonicznych rozmów Golodkowskiego byli również politycy zachodni. Wyniki akcji podsłuchowej skierowanej na prominentów NRD, a tym samym informacje o handlu bronią, przemycie papierosów, oszustwach z subwencjami oraz o transakcjach wykupu więźniów, musiały być odnotowywane w odpowiednich raportach, bo w przeciwnym razie wywiad nie wypełniałby prawidłowo swojej roli. Zaawansowane technologie podsłuchu i deszyfracji BND nie były w końcu celem samym w sobie. A więc gdzie się podziały akta? "Nie tyle wzgląd na skutki polityczne, co raczej obawa przed ujawnieniem własnych moiliwości" przeszkodziły w opublikowaniu bogatych informacji o potajemnych kontaktach pomiędzy Bonn a Berlinem Wschodnim - twierdzi ekspert z kręgów związanych z Pullach. Pracuje on dla pewnego niewielkiego przedsiębiorstwa nowoczesnych technologii, zlokalizowanego na przedmieściach Monachium, posiadającego dobre kontakty z BND. Uważa on też, że ryzyko zaszkodzenia własnym metodom pracy wywiadowczej istniało przede wszystkim przy embargu COCOM. A chodzi tu głównie o "elektroniczne przenikanie" szpiegowanego obiektu. Elektroniczne przenikanie? Właściwie jest to trik stary jak świat i opiera się na zasadzie konia trojańskiego- wyjaśnia ów ekspert. "Ja dostarczam po kryjomu swojemu wrogowi komputer, który sam tak spreparowałem, aby później móc ściągać potrzebne mi dane za pomocą ukierunkowanego promieniowania rozproszonego, przez mini-nadajnik, albo też najzręczniej dzięki własnemu serwisowi, wzywanemu regularnie, gdyż maszyna dziwnym trafem od czasu do czasu zaczyna głupieć". Każdemu, kto chciałby się dowiedzieć czegoś o rozmiarach elektronicznego szpiegostwa, informator radzi dokładniej przyjrzeć się temu, co w czasach zimnej wojny zachodnie przedsiębiorstwa mimo embarga dostarczały do Berlina Wschodniego czy do Moskwy. 272 "Niektóre dostawy miały nie tylko błogosławieństwo służb specjalnych, ale nawet odbywały się pod ich nadzorem" - rzucił zdumionemu rozmówcy na odchodne 117. A oto fakty: w Bloku Wschodnim od dawien dawna istniało ogromne zapotrzebowanie na nowoczesne technologie, tak samo w NRD, jak i w innych państwach Układu Warszawskiego. Przemysł elektroniczny był zawsze zacofany w stosunku do Zachodu o co najmniej dziesięć lat. NATO już w 1949 roku, głównie ze względu na wojskowe znaczenie mikrochipa, utworzyło komisję koordynacyjną (COCOM) ds. handlu pomiędzy Zachodem a Wschodem, w celu ogłoszenia ograniczeń eksportowych i wprowadzenia barier handlowych. Decyzje COCOM surowo zakazywały dostaw do Bloku Wschodniego zaawansowanych technologii, elektroniki i urządzeń do elektronicznego przetwarzania danych bez specjalnego zezwolenia. Mimo to Schalck i oddziały jego imperium cieni zdołały zrobić spore zakupy, oczywiście drogą nielegalną. Schalck i jego spółka potrafili użyć wielu trików, a zachodnim partnerom handlowym tłuste dodatki cenowe łagodziły ryzyko. Wszystko szło jak z płatka: systematycznie realizowano listy zamówień z Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa (MFS), z przemysłu i ze szkół wyższych. Niektórych miejscowych agentów szokowała skala dostaw zaawansowanej technologii na Wschód. Tłumaczono to oczywiście również tym, że dominujący w COCOM Amerykanie wykorzystywali zakaz eksportu jako instrument protekcjonizmu, a więc pozwalali amerykańskim firmom IBM, Hewlett Packard i DEC na to, czego zabraniali firmom europejskim 118. Z drugiej strony na Wschód docierały również urządzenia Siemensa. Czy dlatego, że miało to związek z operacjami wywiadowczymi? 273 Na obszarze handlowego działania Schalcka istniało 30 różnych linii dostaw. I tak na przykład linia nr 9 to przedstawicielstwa zagraniczne, między innymi zachodnioberlińskie przedstawicielstwo Siemensa. W 1988 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwa podejrzewało doktora Ramotara S. nie tylko o "rozliczne znajomości z kobietami w NRD", ale również "o współpracę z BND". Od tego czasu nie udzielono mu już więcej pozwolenia na wjazd do NRD. Również w wypadku innych ludzi Siemensa, jak referenci wydziału wschodniego koncemu z Monachium, enerdowska Stasi podejrzewała powiązania z BND 119. Z drugiej strony NRD miała swoich agentów we wszystkich wydziałach tego elektronicznego giganta z Zachodnich Niemiec 120. "Na życzenie Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa (MFS), a głównie Centralnego Wydziału Informacji i Analizy tak zeznał Alexander Schalck w czasie jednego z wielu przesłuchań w Federalnym Urzędzie Kryminalnym w maju 1990 roku - sfinansowano zakup komputera Siemensa o normalnej konfiguracji". Komputer Siemensa w samym sercu MFS? Jeśli udałoby się do niego przeniknąć, agenci BND nie posiadaliby się chyba ze szczęścia. Zbiegły Schalck wyjaśniał dalej: Przez linię dostaw nr 2 (Intrac) "maszynę dostarczono i legalnie zainstalowano zgodnie z regulaminem wewnętrznym Siemens AG". Cóż to za regulamin wewnętrzny? Firma Intrac zawarła kontrakt z Siemensem, gdyż "w swoim centrum komputerowym posiadała legalnie importowany sprzęt Siemensa, co gwarantowało jej stały serwis". Stały dostęp Siemensa? Czy serwisanci nie mogli więc kopiować tajnych danych tak, iż Intrac tego nie zauważyła? Czy zatem były boss KoKo po prostu się wygadał, czy jedynie niezręcznie wyraził? 121 274 Siemens wydał w tej sprawie jedynie krótkie oświadczenie: "Naruszenie wytycznych COCOM-u w firmie nie jest nam znane i nie jest możliwe" 122. Legalnie czy nielegalnie? Jeśli instalowanie komputerów w Berlinie Wschodnim było operacją BND, mającą umoiliwić pozyskiwanie zgromadzonych w nich danych, a wiele za tym przemawia, wówczas uzyskanie zezwolenia na eksport z pewnością nie byłoby problemem. W tym duchu wyrażał się zresztą również Schalck. Jego wydział z 30 liniami dostaw, który utrzymywał "oficjalne kontakty robocze z tak renomowanymi firmami jak Siemens", "w żadnym wypadku nie nabywał tą drogą sprzętu objętego embargiem". Przykład dostarczonych również przez Siemensa "komputerowych urządzeń do transmisji danych" świadczy raczej o tym, że takie "dostawy mogły się odbywać wyłącznie za zgodą Federalnego Ministerstwa Gospodarki", czyli również paryskiego biura COCOM. Nawiasem mówiąc, takie "komputerowe urządzenia do transmisji danych" mogły być ciekawym obiektem do prowadzenia działań szpiegowskich. Do NRD docierał wówczas również sprzęt innego przedsiębiorstwa, współpracującego z BND, z Urzędem Ochrony Konstytucji i Bundeswehrą. Linią pozyskiwania nr 4 dostarczano na przykład przez Szwajcarię "produkty firmy Rhode & Schwarz" specjalizującej się w elektronice podsłuchowej. Nawet jeśli NRD "w zasadzie nie utrzymywała żadnych kontaktów handlowych" z Rhode & Schwarz - co Schalck podkreślał w swoich zeznaniach w Federalnym Urzędzie Kryminalnym - "dostawcy z Zachodu z pewnością łamali nałożone embargo". Urządzenia te wykorzystywano prawdopodobnie w III Wydziale Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa (MFS), potocznie nazywanym "nasłuch & podsłuch", do zwalczania przeciwników reżimu oraz przeciwko obywatelom Republiki Federalnej 123. Specjaliści z Wydziału III mieli na oku "ponad setkę zachodnioniemieckich prominentów", polityków, menadżerów, bankierów, niektórych dziennikarzy, ich telefony w biurach, samochodach i w prywatnych domach, co przyznał później bez owijania w bawełnę szef wydziału, generał brygady Horst Munnchen 124. Ponieważ nielogiczne jest, aby dawać wrogowi do ręki broń, którą później będzie z nami walczył - chyba, że byłaby to broń odpowiednio spreparowana - wydaje się, że albo firma Rhode & Schwarz nic nie wiedziała o dostawach przez Szwajcarię, albo technika podsłuchowa została umyślnie przeszmuglowana do Berlina Wschodniego, a więc za wiedzą BND, co miało umożliwić wywiadowi nowy dostęp do tajnych danych MFS. 275 Nasłuch w globalnej sieci Była godzina 2 w nocy czasu lokalnego. Przeprowadzony 14 kwietnia 1988 roku atak 30 amerykańskich myśliwców bombardujących typu F-111 trwał zaledwie 11 minut i 30 sekund. Cele znajdowały się w stolicy, Trypolisie, oraz w prawie 700 kilometrów na wschód położonym portowym mieście Bengasi. Libijski dyktator Muammar Kaddafi akurat tej nocy spał w swoim namiocie na dziedzińcu koszar Asisija. I właśnie to go uratowało, gdyż cztery, a może nawet tylko dwie, sterowane laserem, 950-kilogramowe bomby dotarły do celu i zamieniły w gruz koszary. Zginęła piętnastomiesięczna przybrana córka Kaddafiego, a dwaj jego synowie zostali ranni 125. Pod względem militarnym atak nie powiódł się, ponieważ obiekt miały właściwie trafić przynajmniej trzydzieści dwie bomby i tym samym zgładzić zaciętego wroga Amerykanów w odwecie za zamach bombowy sprzed 8 dni na zachodnioberlińską dyskotekę "La Belle", za który odpowiedzialna była Libia. Zginął wówczas amerykański sierżant i dwóch cywilów, a ponad 200 osób zostało rannych. W swoim przemówieniu telewizyjnym po nalocie bombowym prezydent USA Ronald Reagan podkreślał, że był to "akt samoobrony". 276 Zamachowi na dyskotekę niemalże udałoby się zapobiec. Amerykanie wiedzieli o nim, ale spóźnili się o 5 minut. Elektroniczne rozpoznanie na łączach telekomunikacyjnych z Libią było jednym z priorytetowych celów amerykańskich służb wywiadowczych, od kiedy w 1985 roku szef CIA William Casey uznał libijskiego przywódcę za wroga nr 1, którego należy obalić lub usunąć. Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) była w stanie przechwycić swoimi olbrzymimi antenami, rozsianymi po całej kuli ziemskiej, rozmowy pomiędzy tajną centralą Kaddafiego w Trypolisie a jego ambasadami. W pierwszych miesiącach 1986 roku przechwycono wprawdzie ze szpiegowskiego okrętu na Morzu śródziemnym oraz z ośrodka NSA w Gablingen pod Augsburgiem niemal czterysta radiogramów, ale najwidoczniej nie zdołano ich rozszyfrować. Dlatego też specjaliści z NSA wykorzystali do swoich celów pomoc kolegów z Pullach 126. W ramach wieloletniej współpracy Libijczycy otrzymywali w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych olbrzymich rozmiarów pomoc techniczną ze strony BND, między innymi najnowocześniejsze urządzenia szyfrujące i deszyfrujące szwajcarskiej firmy Crypto AG, które później innymi kanałami dotarły również do Iranu 127. Firma Crypto AG pozostawała w bardzo bliskich stosunkach z BND. Taka sterowana przez wywiad pomoc, w wypadku Libii udzielana pod płaszczykiem firmy Telemit, z reguły nie odbywa się bezinteresownie, bo kto dostarcza systemy kodowania teletransmisji, ten przechowuje oczywiście w sejfie klucz do tych systemów. 277 BND była więc w stanie pomóc Amerykanom: 15 marca 1986 roku z Trypolisu nadano krótką wiadomość do ośmiu biur narodowych, jak Libijczycy nazywają swoje misje zagraniczne. Wiadomość składała się tylko z trzech linijek. Po przełożeniu ich przez BND na czytelny tekst dowiedziano się, że wezwano ambasady, by przygotowały się do ataku na amerykańskie cele i do realizacji "planu". Nadawcą był szef libijskiej służby specjalnej. Dziesięć dni później zameldowano z Berlina Wschodniego do Trypolisu, że "rozpoczęto operację" i że zostanie ona przeprowadzona tak, iż żaden ślad nie doprowadzi do Libii. Było już za późno, by przeszkodzić w realizacji owego planu. W uzasadnieniu nalotu bombowego na Libię administracja Reagana opublikowała części przechwyconego z Trypolisu szyfrogramu, co miało się okazać poważnym błędem, jak rok później przyznał pośrednio szef NSA, generał dywizji William E. Odom. Oczywiście Libijczycy natychmiast zmienili swoje tajne kody i maszyny szyfrujące. BND i NSA uskarżały się potem na poważne braki w informacjach z Libii 128. W 1987 roku jednak dziury załatano. Już w 1985 roku wywiadowcy BND mogli pomóc swoim amerykańskim kolegom na pustynnym imperium Kaddafiego: kiedy szef CIA William Casey uznał libijskiego przywódcę rewolucyjnego oraz jego akcje terrorystyczne za najważniejszą sprawę dla amerykańskiego wywiadu, zwrócił się z pytaniem do BND, czy Niemcy nie mogliby pomóc swoim rozpoznaniem, co w żargonie amerykańskim nazywano special collection. Amerykanie byli skazani na wsparcie partnerów, gdyż sami nie mieli ambasady w Trypolisie i tym samym nie mogli przemycić tam swoich agentów. Centrala w Pullach chętnie przystała na prośbę i utworzyła w Libii zagraniczne przedstawicielstwo, które na początku 1987 roku mogło przystąpić do pracy 129. 278 Jednym z zadań w ramach special collection było rejestrowanie z pomocą mikrofonu laserowego rozmów prowadzonych w pomieszczeniu za szybą. Sztuczka polegała na tym, aby strumień z lasera kierować na szyby okienne, a promień odbity, podobnie jak w radarze, odbierać i odpowiednio wzmacniać. Tym sposobem można zrekonstruować wibracje wywołane głosami rozmawiających. Inną wyrafinowaną techniką, o której "gospodarze nie mieli zielonego pojęcia", jak ujął to Bob Woodward w swoim bestsellerze Kryptonim "kwej", było urządzenie NSA jeszcze z lat siedemdziesiątych: mikrofon nawet odłożonej słuchawki telefonu przekazuje przez łącza bardzo słabe impulsy. Mając dostęp do linii, można wydzielić te sygnały i z pomocą odpowiednich urządzeń elektronicznych przetworzyć ponownie w dźwięk. W tej sytuacji normalny, nieużywany telefon działa jak pluskwa. "Kolekcja specjalna" CIA miała tę zaletę, że zarejestrowane taką techniką rozmowy wystarczyło już tylko przetłumaczyć, a więc nie trzeba ich było najpierw dekodować, dzięki czemu otrzymywano czytelny tekst w bardzo krótkim czasie. BND zdobywała informacje z sieci telekomunikacyjnych, zwłaszcza napływające z Libii i regionu Bliskiego Wschodu, również innym sposobem. Na południu Hiszpanii Federalna Służba Wywiadowcza utrzymuje razem z wywiadem hiszpańskim - o którym zrobiło się ostatnio głośno ze względu na nielegalne praktyki podsłuchowe "placówkę telemetryczną" (pod kryptonimem "Ocean Lodowaty"). Centrum znajduje się jakiś kilometr w kierunku północno-zachodnim od niewielkiego miasteczka Conil, w pobliżu Kadyksu, przy samym węźle światowej telekomunikacji 130. 279 W pobliżu Jimena de la Frontera, pomiędzy Marbellą a Gibraltarem, z morza, z kierunku wschodniego wychodzi na brzeg podmorski kabel grubości ręki. Kabel bierze swój początek w Libanie bądź w Libii i obsługuje całe hiszpańskie wybrzeże śródziemnomorskie. Po drugiej, atlantyckiej stronie, w pobliżu Conil, kończą się aż trzy podmorskie kable: z USA, z Ameryki Południowej i Afryki Zachodniej. Zwarte połączenie prowadzi stamtąd (teletransmisja za pomocą linii radiowych) do Gibalbin w Portugalii, a stamtąd dalej kablem podmorskim do Anglii. Odcinek lądowy o długości 75 kilometrów pomiędzy Jimeną a Conil, łączący wszystkie linie, w pewnym sensie omija południowy cypel Hiszpanii. Innymi słowy, wszystkie naziemne łącza telekomunikacyjne pomiędzy Bliskim Wschodem a kontynentem amerykańskim muszą na krótkim odcinku wchodzić w eter. A ponieważ na kable ułożone na dnie morskim zasadniczo trudno zakłada się podsłuch, BND (przy pomocy Hiszpanów) kieruje swoje czułe anteny naziemne na tamtejsze radiowe łącza teletransmisyjne i z pewnością nie wsłuchuje się jedynie w ustalenia południowoamerykańskich karteli narkotykowych i ich ludzi z Bliskiego Wschodu, ale nasłuchuje również, jakie informacje płyną w kierunku zachodnim, wyłapując przede wszystkim te, które mogłyby zainteresować rządy Niemiec i Hiszpanii: dotyczące polityki, wojska, banków, koncernów. Operacja w południowej Hiszpanii kryje się pod wieloznaczną nazwą "Delikatesy". Taki właśnie jest humor smutnych panów w ciemnych kapeluszach. Za szwajcarską fasadą Listopad 1994 roku, Targi Komputerowe CeBIT w Hanowerze. Na górnej kondygnacji Hali 18 ulokowało się kilkanaście międzynarodowych, specjalistycznych firm komputerowych. Ich motto brzmiało: "Bezpieczne centrum komputerowe". Chodziło o ochronę przeciwpożarową, awaryjne zasilanie, zabezpieczenia przed kradzieżą, ale również o nowoczesne metody kodowania. W epoce globalnych sieci komputerowych na znaczeniu zyskuje kryptologia, dotychczas domena głównie służb wywiadowczych, obecnie zdecydowanie wkracza ona w komercję. Koncerny na różnych kontynentach, często przesyłające siecią istotne informacje, są szczególnie podatne na szpiegostwo gospodarcze, uprawiane przez profesjonalnych złodziei danych oraz znudzonych brakiem zajęcia smutnych panów w kapeluszach. Ochrona staje się konieczna. 280 Jednak prawdą jest równiei to, że komuna kryptologów jest przejrzysta, a pomiędzy inżynierami od kodów pracującymi w przemyśle i służbami specjalnymi odbywa się intensywna wymiana doświadczeń. Kto dostarcza klientowi systemy zabezpieczające przed nieproszonymi gośćmi, ten posiada również klucz umożliwiający mu w razie konieczności włamanie się do niego. Mówiąc jaśniej: jeśli producent elektroniki szyfrującej sprzedaje swój towar na całym świecie i udostępni kod służbom specjalnym, wówczas agenci mogą do woli kłusować po informatycznych sieciach. Zasada jest tu podobna do tylnych drzwi programu PROMIS, ale jest nieco bardziej brutalna. Na powierzchni 3000 kilometrów kwadratowych targów CeBIT spotykają się nie tylko pełnomocnicy ds. bezpieczeństwa wielkich firm. W Hanowerze urządzają sobie randki również przedstawiciele odpowiednich urzędów federalnych, niektórzy pokazują swoje legitymacje służbowe, inni, wyrażając to bardziej obrazowo, raczej zasłaniają się podniesionymi do góry kołnierzami. "Właśnie przed chwilą byli u mnie panowie z BKA (Federalnego Urzędu Kryminalnego)" - mowi z rozbrajającą naiwnością rzeczniczka prasowa firmy KryptoKom - i dodaje, że z bońskim Federalnym Urzędem Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych od dawna utrzymywane są jak najściślejsze kontakty 131. 281 W tym roku ważną rolę odgrywa polityczna dyskusja na temat chipa clipper. Ta jednostka kodująca (wielkości paznokcia) ma się stać w USA, według wyobrażenia amerykańskiego rządu, nakazanym ustawowo standardem, aby służby specjalne i Departament Sprawiedliwości mogły w razie potrzeby dysponować również kluczem (patrz s. 226). W ten sposób zamierza się zapobiec sytuacji, jaka powstała u nas w sieci telefonii bezprzewodowej D-Netz. Organa bezpieczeństwa i organa ścigania utraciły moiliwość kontroli rozmów oraz faksów i tym samym są na przegranej pozycji w walce z przestępczością. Nawet jeśli kryteria przenikania w poufne dane krążące po sieciach precyzyjnie zdefiniowano, podobnie jak to było w ramach kontroli sieci telekomunikacyjnych, krytycy wyrażają zaniepokojenie, że monopol na clippera może w pewnym sensie dać początek epoce Wielkiego Brata. A chodzi tu przede wszystkim o codzienną, prywatną ochronę danych, gdyż nikt nie jest tak naiwny, aby wierzyć, że Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) nie ma swojego własnego sposobu na clippera. W Hali 18 na targach CeBIT przez dwa tygodnie tłoczą się pracownicy służb specjalnych. W pewnym sensie sami swoi, gdyż żaden z obecnych tu wystawców nie mógłby pracować bez powiązań ze służbami wywiadowczymi. Firma Algorithmic Research Ltd. (AR) zatytułowała swoją broszurkę, prezentowaną na stoisku wystawowym, Who we are. Na egzemplarzu porzuconym niechcący przy wyjściu, jakiś dowcipniś dopisał odręcznie: Are we Mossad? Podejrzenie jest ze wszech miar uzasadnione, bo AR - zaliczane do czołówki w branży ma swoją siedzibę w Givat-Shmuel w Izraelu, przedstawicielstwo w Dietzenbach pod Frankfurtem. Panowie z Izraela są podejrzliwi i bardzo oszczędni w słowach, wpierw proszą o wizytówki. Jeden z pracowników AR dyskretnie krąży wokół rozmawiających, zawsze w zasięgu słuchu 132. Nie, wystawcy nie mają oczywiście nic wspólnego z Mossadem. Tak, konkurencja firm kryptograficznych stale rośnie. 282 Nie, dyskusji na temat monopolu na szyfrowanie, jak obecnie w USA przy okazji chipa clipper, w Izraelu się nie toczy. A poza tym produkt dostarcza się wyłącznie do zaprzyjaźnionych krajów. "Ale proszę spytać naprzeciwko; oni zaopatrywali Iran" - rzuca jeszcze na odchodne pracownik z Givat-Shmuel. Naprzeciwko ma swoje stoisko szwajcarska firma Crypto AG. Młody człowiek, dwadzieścia parę lat, elegancko ubrany, dobrze ułożony, spaceruje przed stoiskiem i natychmiast podchodzi do klienta: "Czy mogę w czymś pomóc?". Wokół firmy Crypto AG, mającej swoją siedzibę w Zug pod Zurychem, zrobiło się ostatnio głośno, o wiele za głośno niż potrzebne jest to firmie działającej w tak subtelnej branży. W sprawach technicznych uprzejmy "naganiacz", zapewne firmowy ochroniarz, poddaje się. O chipie clipper nigdy nie słyszał, ale proponuje bogato ilustrowany prospekt na błyszczącym papierze. O image firmy trzeba dbać. Firmę Crypto AG - jak dowiaduje się czytelnik prospektu - założył w 1952 roku jako fundację szwedzki "pionier szyfrowania Boris Hagelin". Nie wspomina się tu, że Hagelin jeszcze w czasie wojny budował urządzenia szyfrujące dla amerykańskiej armii. Stąd też jego doskonałe kontakty z amerykańskimi kryptologami, z których później w znacznym stopniu rekrutowała się NSA. "Neutralna, nie związana z żadnym blokiem militarnym Szwajcaria była odpowiednią lokalizacją, podkreślającą niezależność i integralność przedsiębiorstwa wobec klientów na całym świecie" - napisano w prospekcie. Wymienia się też zaraz ową międzynarodową klientelę: przemysł, firmy usługowe, służby dyplomatyczne i wojsko. 283 "Zgodnie z polityką naszej firmy nie podajemy jako referencji listy naszych klientów". Mimo to informuje się jednak, że systemy Crypto są stosowane "w ponad 130 krajach na wszystkich kontynentach" 133. W grudniu 1993 roku prokuratura z Berna umożliwiła pewnemu szwajcarskiemu matematykowi wgląd w część tajnych akt, które założył Urząd Ochrony Państwa obywatelom Szwajcarii "istotnym dla bezpieczeństwa państwa". Kartoteka ta przez wiele miesięcy nie schodziła z czołówek gazet. Niektóre fragmenty akt zaczerniono, jednak to, co dało się wyczytać, wywołało oburzenie. Kilka lat wcześniej ów matematyk pracował w Crypto AG, ale nagle otrzymał wypowiedzenie, gdyż ożenił się z obywatelką NRD. Teraz dopiero poznał kulisy sprawy: firma chciała się "zabezpieczyć przed przeciekiem niewskazanych informacji do konkurencji" - dosłownie tak ujęto to w aktach. W związku z tym "zachodnioniemieckie Ministerstwo Obrony zaklasyfikowało go jako osobę z grupy ryzyka". Zachodnioniemieckie Ministerstwo Obrony? A nawet jeśli jego żona miałaby kontakty z MfS w Berlinie Wschodnim, dlaczego to Stasi była konkurencją dla Crypto AG 134? Matematyk przypominał sobie, iż faktycznie od dawna tajemnicą poliszynela były zażyłe kontakty z Niemcami. Kadra kierownicza zawsze wywodziła się z ludzi Siemensa, przodującego w branży techniki i elektronicznych systemów zabezpieczeń. Od dawna już istnieje ścisła kooperacja techniczna i komercyjna z monachijskim koncernem, a w marcu 1988 roku jeden z byłych dyrektorów Crypto (i wcześniejszy menadżer u Siemensa) wygadał się, że przedsiębiorstwo z Zug "cieszy się u Siemensa dużą swobodą"135. Nie wyjaśniało to jednak, dlaczego ministerstwo w Bonn miałoby pouczać szwajcarską firmę. Podejrzenia wobec wcześniejszego pracownika Crypto okazały się wprawdzie bezpodstawne, jak ujęto to w aktach szwajcarskiego Urzędu Ochrony Państwa, lecz kiedy później je ujawniono, stanowiły one istotny element w puzzlach o nazwie Crypto AG. 284 Po niespodziewanej śmierci Borisa Hagelina juniora w sierpniu 1970 roku pojawiły się spekulacje, że syn założyciela firmy został, być może, zamordowany. Hagelin oświadczył w każdym razie, że natychmiast wycofuje się z firmy, ale nie odstąpił, jak przewidywano, swojego przedsiębiorstwa NSA czy innej amerykańskiej firmie-przykrywce. Na nadzwyczajnym walnym zebraniu wybrano wówczas do rady administracyjnej człowieka o nazwisku Josef Bauer, który jako adres zamieszkania podał Pullacher Strasse 5, Grosshesselohe/Monachium. Z pewnością nie był to przypadek: Pullacher Strasse stanowi przedłużenie w kierunku północnym Heilmannstrasse, przy której rezyduje centrala BND. Trzy lata później Bauer wycofał się - najwidoczniej nie dało się już dłużej ukryć jego powiązań z BND. Nową radę administracyjną przejął Eugen Freiberger z Monachium. Na walnym zebraniu w 1992 roku wyszło po raz pierwszy na jaw, że Freiberger posiada 5994 z 6000 akcji firmy, o wartości nominalnej 1000 franków szwajcarskich każda, zdeponowanych w Schweizerische Kreditanstalt w Zug, a zatem był w pewnym sensie jedynym akcjonariuszem powierniczym. Czy za Freibergerem ciągle stała BND? 136 Później okazało się, że ślady prowadziły przez fundację istniejącą w ustronnym księstwie Liechtenstein do pewnego "wydziału administracji majątku federalnego", co ustalił były menadżer Crypto Hans Buhler. A stamtąd dalej, do filii "wydziału majątku odrębnego", znowu Grosshesselohe, niedaleko "Camp Nikolaus", głównej kwatery BND w Pullach. W rzeczywistości owe filie urzędów są organizacjami, pod których przykrywką funkcjonuje Federalna Służba Wywiadowcza. W specjalnym regulaminie filii z roku 1965 stwierdzano, że "numer telefonu można w razie konieczności podać rodzinie i znajomym w pełnym brzmieniu", chociai oficjalnie pracownicy występowali pod fikcyjnymi nazwiskami 137. 285 Z pomocą wcześniejszej "Centrali Szyfrów" w Bad Godesberg, jak dowiedział się Hans Buhler, sprzedano w 1970 roku "akcje założyciela firmy (...) odpowiedniej filii. Ta akcjonariuszka jednak wszystkiemu przeczy. Kontrolę zarządzania od strony operacyjnej zlecono Siemensowi w Monachium". Pokrywałoby się to z materiałem zebranym przez dziennikarza z Zurychu, Resa Strehle. Były laborant z Crypto wyjawił mu, że na początku lat siedemdziesiątych dokonano zmian w generatorze kodów urządzenia szyfrującego, przy której to okazji plany konstrukcyjne trzeba było przekazać "do kontroli" owej "centrali" 138. Urzędem tym, który swego czasu mieścił się w dawnym amerykańskim osiedlu wojskowym, była tajna filia specjalistów - szyfrantów i deszyfrantów - z BND. Później urząd ten przemianowano na Federalny Urząd Technik Informacyjnych (BSI). Zaś Niemieckie Towarzystwo Powiernicze w Monachium uchodzi za największego akcjonariusza Crypto AG. Jeden z jej byłych dyrektorów finansowych oświadczył zagadkowo: "Właścicielem firmy jest Republika Federalna Niemiec" 139. Troja w Teheranie Powoli wyłaniają się kontury, innowacyjne przedsiębiorstwo z siedzibą w stosunkowo mało podejrzanej Szwajcarii (Crypto AG) dostarcza na cały świat "urządzeń szyfrowych do zastosowań w tekstach, danych cyfrowych, przekazach głosowych, faksach oraz w aplikacjach wielokanałowych". Z ich pomocą prywatni użytkownicy oraz instytucje państwowe zabezpieczają swoją komunikację. Wymiana informacji jest dobrze chroniona przed konkurencją. Pojawia się jednak pytanie, czy podłączona do światowej sieci BND nie ma mimo wszystko, dzięki posiadanemu kluczowi, dostępu do informacji, jak w wypadku Libii? "Skoro Crypto AG pozostawała bądź pozostaje pod wpływem urzędów państwowych - zastanawia się były pracownik Hans Buhler - to czy niektórzy klienci nie mogliby mieć podstaw do pewnych pytań?" 140 Buhler wie, o czym mówi. W marcu 1992 roku, podczas podróży służbowej do Teheranu na zlecenie swojego pracodawcy, aresztowano go, oskarżono o szpiegostwo, a wypuszczono na wolność po dziewięciu miesiącach przetrzymywania w pojedynczej celi, dopiero wtedy, kiedy Crypto AG wpłaciła swego rodzaju kaucję w wysokości miliona dolarów. Po powrocie menadżera wpierw witano z honorami, a następnie zwolniono - z niejasnych powodów 141. Czy Buhler pracował również dla innego zleceniodawcy? O co właściwie go posądzano? A może zwerbował go jakiś wywiad? Mimo że później wiarygodnie to zdementował, odmówił udzielenia swojemu irańskiemu adwokatowi pełnomocnictw do przekazywania Crypto informacji o przebiegu śledztwa, natomiast ze swej strony domagał się pełnego wglądu w dokumentację firmy. Ponadto powracającym z Iranu do ojczyzny biznesmenem była zainteresowana opinia publiczna. Samej firmie oraz jej właścicielce wcale jednak nie zależało na rozgłosie. W rezultacie zaufanie pomiędzy Buhlerem a jego pracodawcą zostało zburzone. Mimo to zwolnienie było zaskakujące. 286 Buhler zwrócił się do Siemens AG. Zapewniono go tam, "że o jego zwolnieniu dowiedziano się po fakcie". W podobnym duchu wyraził się przedstawiciel większościowego akcjonariusza Deutsche Treuhand-Gesellschaft. Po cichu jednak Buhler dowiedział się, że "w Monachium" mówi się, iż "jego wypowiedzi szkodzą interesom firmy" 142. Czy aresztowanie i proces w Teheranie były jedynie aktem samowoli irańskiego reżimu? Buhler najprawdopodobniej niczego nie przeskrobał i nie organizował "tajnych posiedzeń (...) w celu przekupienia personelu i wojskowych", jak ujęto to w wyroku z Teheranu. Najbardziej prawdopodobne jest następujące wyjaśnienie: irańscy władcy pod koniec 1991 roku doszli do przekonania, że BND potrafiła rozszyfrować komunikację radiową i teleksową tajnej słuiby VEVAK z ambasadą w Bonn, gdyż kryptolodzy z Pullach znali kody urządzeń, sprzedanych Irańczykom przez Crypto AG 143. 287 Dyplomatyczne przedstawicielstwo Iranu w stolicy Niemiec uchodzi za najważniejszą placówkę wywiadu VEVAK poza Teheranem. W sierpniu 1991 roku zamordowano w Paryżu irańskiego polityka emigracyjnego Shapura Bakhtiara. Niebawem pojawiły się w mediach pierwsze głosy sugerujące, że zamach był sterowany z Bonn 144. Kiedy później ujawniono fragmenty radiogramów pomiędzy Teheranem a Bonn i publicznie je cytowano, dla mułłów z Teheranu musiało być jasne, że na łączach zagnieździła się BND. Biuro adwokackie z Zurychu, które w imieniu Buhlera wysuwało wobec Crypto AG roszczenia o odszkodowanie, oświadczyło w czerwcu 1993 roku, że "Iran już od dłuższego czasu podejrzewał, iż maszyny szyfrujące sprzedawane Iranowi przez Crypto AG nie odpowiadają bądź przestały odpowiadać irańskim wymogom bezpieczeństwa". Ponadto Szwajcarski Federalny Urząd Polityki Zagranicznej już w 1991 roku daremnie wzywał przedsiębiorstwo w Zug, być może w wyniku rozpoznania służb specjalnych, aby "dobrowolnie zaprzestało eksportu do Iranu maszyn szyfrujących" 145. "Tendencja do powstawania połączonego siecią społeczeństwa informacyjnego ma również swoje strefy cienia- napisano w prospekcie firmy Crypto, rozdawanym na targach CeBIT - wynikające z włamywania się do sieci przestępców, hakerów, konkurencji czy też urzędów obcych państw". O próbach własnych urzędów nic się nie mówi. Hans Buhler podaje, że pod koniec 1993 roku rozmawiał w Rzymie z pracownikiem Watykanu o aferze i o poważnym podejrzeniu wobec swojego byłego pracodawcy Crypto AG i BND, a Stolica Apostolska przecież "od setek lat używa maszyn szyfrujących do wymiany korespondencji z papieskimi nuncjaturami za granicą". Sługa Boży odpowiedział krótko pełen oburzenia: Banditi! 288 Gumowe uszy i drobne płotki List był krótki i zwięzły: "Spełniając swój ustawowy obowiązek - informował Celny Urząd Kryminalny (ZKA) wyszukanym językiem urzędowym berlińskiego biznesmena Guntera L. W sierpniu 1993 roku kontrolowano Pańskie listy i przesyłki oraz założono podsłuch na łączach telekomunikacyjnych" 146. Gunter L. nie wierzył własnym oczom. Czyżby epoka towarzyszy z firmy Nasłuch & Podsłuch jeszcze nie minęła? Kiedy pytamy o sprawę podsłuchu, jego głos zaczyna nieoczekiwanie wibrować, sygnalizując wewnętrzne wzburzenie: ci z Urzędu Celnego podsłuchiwali "nawet moich pracowników", podsłuchiwali ich "najbardziej prywatne rozmowy". Przecież to samowola aparatu państwowego. W marcu 1992 roku ZKA otrzymał ustawowe uprawnienia do przejściowego zawieszania tajemnicy korespondencji i telekomunikacji" w celu zapobiegania przestępstwom naruszającym ustawę o stosunkach gospodarczych lub ustawę o kontroli handlu bronią". Było to, co prawda, zarządzenie sędziowskie, ale w znacznym stopniu realizowane według własnego uznania. W "gumowym paragrafie" napisano, że krok ten nie powinien być stosowany "w innych sytuacjach niż określone w rozporządzeniu" 147. Ustawa ta była skutkiem skandalu z firmą Imhausen. Firma z południowych Niemiec pod koniec lat osiemdziesiątych dostarczała do Libii urządzenia, które mogły służyć do produkcji gazów bojowych. Za granicą mówiło się o "Auschwitz na pustyni". Ów skandal eksportowy miał mieć później powaine skutki polityczne i prawne. 289 Dlatego też w 1992 roku, w ramach ogólnego zaostrzenia wytycznych w eksporcie, pojawił się w zagranicznym prawie gospodarczym paragraf 39. Była to akcja polityczna o dalekosiężnych skutkach: przez dwa lata Celny Urząd Kryminalny mógł kontrolować pocztę i telekomunikację, by zapobiegać nielegalnemu eksportowi, czyli nie dla potrzeb późniejszego dochodzenia. Prawnicy ostrzegali, jeszcze przed ogłoszeniem ustawy, że prewencja nie usprawiedliwia tak poważnej ingerencji w podstawowe prawa obywatelskie." Tym samym urząd ten otrzymał w celach prewencyjnych całe instrumentarium dochodzeniowe, które zgodnie z kodeksem postępowania karnego jest dopuszczalne jedynie przy założeniu", że istnieje podejrzenie, "a więc wyłącznie do ścigania karnego" - komentowała krytycznie prawnik z Frankfurtu Regina Michalke. Czyli nie prowadzi się już postępowania karnego, lecz "postępowanie nowego rodzaju" 148. Jednak ani liberałowie, zwykle tak zawzięcie broniący swobód obywatelskich i dlatego przez długi czas sprzeciwiający się państwowej kontroli nasłuchowej, ani bońskie partie opozycyjne nie zwróciły się do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego o ocenę paragrafu 39. Po skandalu Imhausen nie było zresztą ku temu odpowiedniego klimatu politycznego. I jak to zwykle bywa, gdy chodzi o zwalczanie przestępczości zorganizowanej, nieuczciwymi argumentami usiłowano publicznie usprawiedliwić nowe instrumentarium. W ustawie tej bowiem nie chodziło, jak mogłoby się początkowo wydawać, o rozpoznanie poczynań przestępczości zorganizowanej, które leży w zakresie czynności dochodzeniowych przy ściganiu przestępstw celnych, jak na przykład handel narkotykami, lecz o kontrolę eksportu. Więcej nawet: dochodzeniowe służby celne nie mogły wręcz używać nowej broni wobec innych karalnych czynów. Nasłuchujący celnicy nie mogli bowiem wykorzystać swojego rozpoznania z zakresu handlu narkotykami i prania pieniędzy, nie wolno im było przedsięwziąć żadnych środków, nawet jeśli byliby świadkami przyznania się do morderstwa. 290 W Celnym Urzędzie Kryminalnym w Windeseile utworzono swego rodzaju wydział wywiadu zajmujący się eksportem i przyznano mu uprawnienia, których z dobrze zrozumiałych powodów nie posiadały BND i Urząd Ochrony Konstytucji, oraz wyposażono w sprzęt najnowszej generacji. Ludzie z Urzędu Celnego nie mieli jednak specjalnego rozeznania, komu mają poświęcić swoją uwagę. Już przy formułowaniu owego podsłuchowego paragrafu politycy zdawali sobie sprawę, że jeśli ZKA nie chce przetrząsać eteru na chybił trafił, wówczas musi być skazany na wskazówki z BND. A poniewai urząd z Pullach miał ustawowy zakaz gromadzenia i przekazywania informacji o obywatelach Republiki Federalnej Niemiec, współpraca tych służb była z góry zaprogramowanym naruszeniem prawa. BND udostępniła kolegom z Kolonii tzw. watch list z 20 nazwiskami, barwną mieszankę aktywistów z branży handlu bronią i nowych specjalistów od szmuglu technologicznego, których można by posądzać o niedozwolone transakcje, gdyż ich nazwiska już kiedyś gdzieś się pojawiły. Wystarczyło najmniejsze podejrzenie. Na liście tej wylądował również biznesmen z Berlina Gunter L. Kulisy sprawy: w paździemiku 1991 roku Federalna Służba Wywiadowcza złożyła meldunek w Urzędzie Kanclerskim, iż według informacji kolegów z amerykańskiej CIA L. dostarczył do Korei Północnej specjalną krzemową stal o wartości l00 000 marek. Materiał mógł być wykorzystywany do budowy specjalistycznych kontenerów na materiały radioaktywne. Rutynowa kontrola berlińskiego urzędu celnego niczego wprawdzie nie wykazała, ale, być może, biznesmen planuje jeszcze kolejną dostawę, możliwe, że na potrzeby północnokoreańskiego projektu atomowego 149. 291 Kiedy wiosną 1993 roku rozpoczęto "Operację L.", nowiuteńka centrala nasłuchowa za miliony marek, usytuowana na przedmieściach Kolonii na terenie dawnych koszar, z setką operatorów pracujących na trzy zmiany, cierpiała jeszcze na choroby wieku dziecięcego. Kierownik wydziału złożył wniosek, odpowiedni sędzia podpisał, a technicy ustalili z pomocą Telekom numery i już wszystkie rozmowy oraz telefaksy docierały również do Kolonii. Równocześnie ustalono z pocztą oddzielanie listów Guntera L., aby oddelegowany pracownik ZKA mógł je na miejscu dyskretnie otworzyć, przeczytać i skopiować. Prawie przez 3 miesiące celnicy wisieli na łączach Guntera L. i grzebali w jego korespondencji. Ani w listach, ani w faksach czy rozmowach telefonicznych nie było najmniejszych punktów zaczepienia wskazujących na to, że Berlińczyk konspirował z konstruktorami bomby atomowej z Phenianu. Wszyscy byli sfrustrowani - jedna z pierwszych spraw, a tu nic. Ale akcja przyniosła również sporo dobrego, jak upiększał niepowodzenie jeden z odpowiedzialnych pracowników ZKA, gdyż wykazała niewinność Guntera L. W sierpniu 1993 roku Celny Urząd Kryminalny poinformował L. o akcji podsłuchowej, kiedy - jak przewiduje prawo "nie stanowiło to już zagrożenia" dla podsłuchujących i otwierających listy, a wszystkie ślady zatarto. Oczywiście "zgromadzony w wyniku czynności materiał", jak nieśmiało podano w piśmie kolońskiego urzędu, "został w całości (...) niezwłocznie zniszczony". Zwykle urzędnicy ścigający przestępstwa celne zrzucają odpowiedzialność nieudanej akcji podsłuchowej na prokuraturę. Szeptem mówi się, że często wszczynano dochodzenie, chociaż w wyniku podjętych czynności znajdowano "samo czyste powietrze". Wówczas to prokurator musiał umorzyć postępowanie. Praktyka taka budzi jednak spore sprzeciwy: nadanie Celnemu Urzędowi Kryminalnemu uprawnień do prowadzenia podsłuchu jest sprzeczne zarówno z zasadą domniemania niewinności, jak i współmierności środków, gdyż nie chodzi tu o ściganie karne, lecz o udaremnienie popełnienia przestępstwa. Czy tak poważną ingerencję w zagwarantowane konstytucją prawa moina uzasadniać tym, że służby specjalne kiedyś coś wykryły? Firmy eksportowe już od pierwszej chwili planowania działalności "powinny liczyć się z kontrolą poczty i telekomunikacji", przeprowadzaną, "być może, jedynie na podstawie bliżej nieokreślonej wskazówki ze strony służb wywiadowczych" - ostrzega Regina Michalke. 292 Ponadto tak kuszące narzędzia podsłuchu mogą stać się dla podsłuchujących celem samym w sobie, gdyż wygodnie jest po 3 miesiącach złożyć wniosek o przedłużenie, aby tak długo podsłuchiwać i czytać, aż znajdzie się coś użytecznego. Bez większych sprzeciwów politycznych prolongowano też regulację prawną, która miała obowiązywać do 1994 roku. Przy następnej decyzji o przedłużeniu w 1996 roku zapewne zrezygnuje się już z wyznaczania ram czasowych. Federalne Ministerstwo Finansów, któremu podlega Celny Urząd Kryminalny (ZKA), niestrudzenie wychwala wielkie sukcesy, jakie pojawiły się dzięki tej decyzji. Udało się wytrącić narzędzie pracy przemytnikom i eksporterom broni wspomagającym projekty nukleame i rakietowe "w pewnych krajach". "Wyniki rozpoznania potwierdziły słuszność tych regulacji prawnych"l50. Za największy swój sukces ZKA uznał w 1994 roku, a więc tuż przed podjęciem decyzji o przedłużeniu, fakt, iż udowodniono winę jednemu z głównych dostawców dla programu atomowego pewnego "obcego kraju" - podał w Bundestagu sekretarz stanu ds. finansów Grunewald. Plany "tego państwa (...) niezwykle skutecznie udaremniono". A jednak ani Grunewald, ani "również rząd federalny (...) nie byli w stanie" poinformować parlamentarzystów, o który kraj chodziło i o jakiego dostawcę. Czyżby ta tajemniczość bardziej służyła mydleniu oczu niż ochronie danych osobistych? Chodziło bowiem o Heinza M., dostawcę komputerów z Erlangen, a jego sprawa była raczej mało istotna. Heinz M. również znalazł się na owej liście osób wytypowanych do podsłuchu, którą BND przekazała celnikom. Jednak jeszcze w trakcie akcji podsłuchowej eksporter komputerów zmarł na raka, a jego dostawy dla Pakistańczyków przejął zięć. Celnicy mieli szczęście, gdyż następca poszedł w ślady teścia bardzo nieprofesjonalnie i przesyłał faksem do swoich zleceniodawców w Rawalpindi czytelnym tekstem wszystkie tajne szczegóły. Sprawę można było przekazać prokuraturze. 293 Lecz teść i zięć byli raczej płotkami. Jest prawdą, że M. przynajmniej od 1977 roku wyraźnie przysłużył się pakistańskiemu programowi nuklearnemu swoimi dostawami elektroniki. Niemniej jednak właśnie wtedy Pakistan zaopatrywał się w Niemczech w najważniejszą technikę do budowy swojej bomby atomowej. Odbywało się to przez ambasadę w Bonn, która służyła za centralę zaopatrzenia, no i dzięki niemieckiej wspaniałomyślności. Na większość eksportu z Erlangen, na przykład w roku 1986 na wywóz "urządzenia do elektronicznego przetwarzania danych wraz ze sprzętem peryferyjnym i akcesoriami", wartości niemal 1,7 milionów marek, przeznaczonych dla kwatery głównej armii pakistańskiej" (co podawał M. W swoim wniosku wywozowym), Federalne Ministerstwo Gospodarki wyrażało zgodę, po części przy zdecydowanym sprzeciwie Ministerstwa Spraw Zagranicznych 151. Współmiemość środków i wagi sprawy nie została zachowana również przy akcji podsłuchowej przeciwko inżynierowi Hansowi P. z Wuppertal. Specjalista od techniki medycznej mieszkał przez długi czas w Bagdadzie, ożenił się z miejscową kobietą i nieźle dorobił. Po wojnie w Zatoce Perskiej, kiedy wyszło na jaw uwikłanie wielu firm niemieckich w zbrojenie Saddama Husajna w broń chemiczną, atomową i rakietową, sytuacja Hansa P. natychmiast uczyniła go podejrzanym o chęć złamania embarga Narodów Zjednoczonych. Najwidoczniej amerykańska NSA na wiosnę 1993 roku przechwyciła w irackim Ministerstwie Obrony pytanie skierowane do owego człowieka z Wuppertalu, czy nie mógłby dostarczyć szpitala polowego, wełnianych kocy i wojskowych ubrań. Amerykanie przekazali informację do BND, a stamtąd przedostała się ona do Celnego Urzędu Kryminalnego. Czym prędzej złożono wniosek o pozwolenie na podsłuch i już po kilku tygodniach panowie z ZKA wsłuchiwali się w rozmowy Hansa P. i studiowali jego faksy. 294 I tak nasłuchujący dowiedzieli się, że inżynier wyraził zainteresowanie dostawami, ale poinformował swoich partnerów z Bagdadu, iż będzie ściśle przestrzegał embarga ONZ. Faktycznie, po jakimś czasie zwrócił się z pytaniem do Federalnego Urzędu Eksportu - a jest to urząd podległy Federalnemu Ministerstwu Gospodarki, który wydaje zezwolenia na eksport nowoczesnych technologii - czy do samych negocjacji handlowych z Irakiem wymagane jest pozwolenie, czemu zaprzeczono. Odpowiedź urzędu nie umknęła oczywiście uwadze ludzi z Urzędu Celnego, ale była ona błędna co podsłuchujący szybko ustalili - a czego Hans P. nie mógł się domyślać. W rzeczywistości wszelkie kontakty handlowe z Irakiem były surowo zabronione. Hans P. prędko odebrał oferty, również na tace i konserwy, zaplanował na czerwiec 1993 roku przelot do Bagdadu "na ostateczne rozmowy handlowe z irackim Ministerstwem Obrony", jak ujęto to w raporcie wyższej dyrekcji finansowej z Dusseldorfu 152. Tymczasem zarządzono rutynową kontrolę firmy i zebrano od Hansa P. wszelkie możliwe informacje o szczegółach negocjacji z Irakiem. Kontrolerzy nie wyrażali żadnych zastrzeżeń, również wobec planowanej podróży do Bagdadu. Nasłuchujący przez cały czas byli dokładnie zorientowani w całej sytuacji. Wiedzieli, że inżynier musiał wielokrotnie przekładać termin podróży, bo rzuciła go żona, że żądał od jej kochanka wyjaśnień i że dzwoniąc do domu, usiłował uspokoić troje małych dzieci, które matka po prostu zostawiła. Prywatne kłopoty wnoszą nieco urozmaicenia w dość nudne zajęcie nasłuchujących; budzi się całkiem ludzki odruch podglądacza. 295 W połowie maja 1994 roku P. wyjechał w końcu do Iraku. Poinformowane przez nasłuch dochodzeniowe służby celne poczyniły odpowiednie przygotowania na jego powrót. Tydzień później na lotnisku we Frankfurcie, po krótkim postoju w Ammanie, P. został aresztowany. W tym samym czasie przeszukano biuro, mieszkanie i pomieszczenia jego doradcy podatkowego. Jednak po paru dniach inżynier był już znowu na wolności - sędzia odmówił wydania nakazu aresztowania. Mimo to sekretarz stanu ds. finansów Grunewald przechwalał się w Bundestagu, że dzięki tej akcji udaremniono przekazanie "dóbr wojskowych" do Iraku. Pozdrowienia od Wielkiego Brata Nie jest przypadkiem, że akcje podsłuchowe stosuje się wyłącznie wobec maleńkich firm lub przedsiębiorstw jednoosobowych. Jeśli firma ma więcej niż osiem filii, nasłuch nie jest możliwy ze względów technicznych. Przedsiębiorstwa takiego jak Imhausen, którego legalne transakcje z Libią przyczyniły się do uchwalenia nowej ustawy, gdyż nadwerężyły dobrą reputację Republiki Federalnej Niemiec na arenie międzynarodowej, w ogóle nie sposób podsłuchiwać. Podsłuchiwanie ludzi od drobnego handlu wynika z ograniczeń technicznych. Za kulisami mówi się, że jest to dosyć wygodne dla ministerialnych urzędników i polityków w Bonn, gdyż w przeciwnym razie "musieliby, być może, nadstawić ucha również przy telefonach u Daimler-Benza, Thyssena i w Rheinmetall". A przecież wszyscy wiedzą, że grube ryby łapie się trudniej niż płotki. 296 Karl-Heinz Matthias, prezydent Celnego Urzędu Kryminalnego, nie dramatyzuje. Akcje podsłuchowe jego urzędu "nie stanowią poważnego naruszenia swobód obywatelskich", w każdym razie, kiedy rozważy się straty i korzyści. Jeśli takie metody mogą przeszkodzić w eksporcie broni masowego rażenia, wówczas akcje te można ocenić jako sukces 153. Wraz z nadaniem ZKA specjalnych uprawnień po raz pierwszy pozwolono organom ścigania karnego korzystać z metod wywiadowczych, czyli podsłuchiwać i szpiegować zapobiegawczo. Standardowy argument zwolenników "wielkiego podsłuchu" brzmiał: kto nie akceptuje szerokiego wykorzystania środków elektronicznych BND, pozwala na przegraną w walce z przestępczością zorganizowaną. Planowana ustawa ma usunąć niedomagania obowiązujących rozwiązań, kiedy to wyników rozpoznania telekomunikacyjnego nie wolno wykorzystywać do zwalczania przestępczości, usunąć "zgodnie z zasadą: my mamy urządzenia za miliardy, a więc przyznajcie nam uprawnienia, aby inwestycje nie okazały się chybione" - jak ujął to krytycznie Jurgen Seifert, politolog z Hanoweru 154. Uważa on, iż według obowiązującego prawa zakładanie podsłuchu w sieci telekomunikacyjnej "na terenie Republiki Federalnej Niemiec jest łamaniem konstytucji. Organa kontroli parlamentamej albo nie są zorientowane, albo milczą ze względu na rację stanu". Jeśli akcje podsłuchowe BND zostałyby zalegalizowane, wówczas policja otrzymałaby uprawnienia, które już w tej chwili posiada urząd celny, do reagowania nie tylko na konkretne zagrożenia, ale również do tropienia samych zagroień. Stanie się tak, jeśli "policja sama lub z pomocą służb specjalnych zacznie potajemnie gromadzić informacje o wszystkich ludziach rzetelnie albo i nie" pisze Martin Klingst. A wtedy zachwiana zostanie zasada ukierunkowanego ograniczania władzy i wiedzy państwa 155. Taka tendencja rozwojowa prowadzi albo "do «upolicyjnienia» BND" (Seifert), albo też do swego rodzaju "Tajnej Policji Państwowej" jak Gestapo), w każdym razie do sytuacji o charakterze orwellowskim. 297 Wówczas to spełniłoby się marzenie byłego prezydenta Celnego Urzędu Kryminalnego Horsta Herolda, "aby przeniknąć i zbadać faktycznie zgromadzony materiał o wszelkich nienaturalnych i odbiegających od normy zachowaniach społecznych (...), by w ten sposób przygotować instrumenty do powstrzymania przestępczości" 156. Adnotacje Część I Piraci komputerowych sieci 1 "Hi all, well, due to ..." - Protokół z rozmów prowadzonych w sieci Instytutu Fizyki Jądrowej Maxa Plancka w Heidelbergu 29 kwietnia 1987 (poczta elektroniczna VAXbusterów). 2 Więcej informacji o włamaniu do komputerów NASA (NASA-Hack) można znaleźć w: Jurgen Wieckmann, Das Chaos Computerbuch, Wunderlich, Reinbeck 1988. Podane tutaj fakty o włamaniu do NASA zaczerpnięto z rozmów z członkami zarządu Chaos Computer Club, z zainteresowanymi hakerami i poszkodowanymi administratorami systemów. 3 Dane o firmach i liczby pochodzą z dokumentacji dochodzenia prowadzonego przez prokuraturę w Hanowerze (1986) przeciwko Captain Hagbardowi (pseudonim) oraz z dokumentacji sprawy prokuratury w Hamburgu (1987) przeciwko członkom zarządu Chaos Computer Club oraz VAXbusterom. 4 Dalsze szczegóły o elektronicznych narzędziach do włamań można znaleźć w: Thomas Ammann, Matthias Lehnhard, Gerd Meissner, Stephan Stahl, Hacker fur Moskau, Wunderlich, Reinbeck 1989. Informacje oparto na dokumentach (1987) francuskiego sędziego śledczego Daniela Fontanauda z Tribunal de Grande Instance w Creteil. 5 Taką definicję przedstawił Steffen Wemery licznie zgromadzonym przedstawicielom mediów we wrześniu 1987 roku. 6 Informacje o penetrowanych przez hakerów instytucjach pochodzą z rozmów z nimi: MAXXIM -em, Captain Hagbardem i Pengiem oraz z dokumentów prokuratury w Hamburgu zgromadzonych przeciwko Klubowi Komputerowemu Chaos i VAXbusterom. 7 Opowiadali o tym na przykład autorzy książki Hackers fur Moskau. O włamaniu do Porsche'a będzie jeszcze mowa również w tej książce. 300 8 Rozmowa z MAXXIM-em w lutym 1990 roku. 9 Ari Ben-Menashe, Profits of War, Sheridan Square, New York 1992. 10 Raport pułkownika Wenzla dla generała brygady Kleinego, Hauptabteilung XVIII/B, Berlin, 10 stycznia 1988. 11 Stefan Weirauch, Das Sicherheitsloch in VAX/VMS Version 4.4/4.5 - Ereignisse um einen Betriebssystemfehler, Karlsruhe 1987 (nie publikowane studium). 12 Rozmowa z Helmutem Hansenem 27 września 1993 (zmienione nazwisko). 13 Por. rozdział "Danny Casolaro - śmierć nadgorliwego dziennikarza". 14 Szczególnie bogate w informacje okazały się: serwer "Activ-L " Uniwersytetu Missouri (MIZZOUl) i komputer Uniwersytetu Michigan (ftp.css.itd.umich.edu). Uniwersytet Michigan zreorganizował swoją sieć, a zatem zakonspiro\vane informacje w 1985 roku nie były już dostępne. 15 The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee of the ludicia. Jack Brooks, Teksas). ry, 12 wrzesień 1992 (przewodniczący. 16 Richard L. Fricker, The Inslaw Octopus, "Wired", styczeń 1993. 17 Elektroniczny list Dona Webba (0004 200 716 at mcimail.-com) z 27 września 1993. 18 Bulletin Board (elektroniczna tablica ogłoszeń) Waltera Altera w Oakland (niedaleko San Francisco) osiągalna pod numerem (510) 532-6248. 19 Od chwili uruchomienia elektronicznych systemów wyszukiwania w bibliotece uniwersyteckiej w Getyndze nastąpił znaczny rozwój sieci łączącej biblioteki w Niemczech. Możliwe jest wnikliwsze przeglądanie katalogów. Największą dostępną w sieci biblioteką jest Library of Congress w Waszyngtonie. 20 W materiałach reklamowych z 1995 roku Deutsche Telekom polecała swoje "Infostrady" do cyfrowej transmisji danych. Przy szybkości transmisji 64 kilobitów na sekundę zachwalana sieć cyfrowej ISDN była zaledwie polną dróżką. Kiedy amerykański wiceprezydent Al Gore mówił o Information Highways do transmisji danych cyfrowych, miał na myśli wartości rzędu giga, niezbędne do przekazywania obrazów wideo, teleshoppingu i świadczenia innych usług opartych na mówionym języku i ruchomych obrazach. Od hanowerskich targów CeBIT '95 również w Niemczech coraz częściej dyskutuje się o "infostradach". 2l Projekt nie ograniczy się do jednego konsorcjum. Rodzi się konkurencja. Dopiero po przydzieleniu licencji okaże się, które konsorcjum opanuje niemiecki rynek usług telekomunikacyjnych. Również Deutsche Telekom szuka nowych partnerów i z pewnością ich znajdzie. 301 CZęść II Software'owi piraci w tajnej misji 1 śmierć Danny'ego Casolaro narobiła w Stanach sporo zamieszania. Informacje o okolicznościach jego zgonu pochodzą z różnych publikacji: Richard L. Fricker, The Inslaw Octopus, "Wired", styczeń 1993; Barbara McMullen, John F. McMullen, Suicide of INSLAW Reporter Questioned, "Newsbytes", 15.08.1991; tychże, INSLAw Death Investigation Continues, "Newsbytes", 19.08.1991; tychże, INSLAw "Source", peaks to "Newsbytes", "Newsbytes", 22.08.1991; tychże, Casolaro Source Charges Gov't Procurement Scandal, "Newsbytes", 27.08.1991; James Ridgeway, Doug Vaughan, The Last Days ofDanny Casolaro, "Village Voice", New York, 15.10.1991; The Casolaro Murder - The Feds' Theft of INSLAW Software, Pacific Radio Station WBAI.- FM, New y ork, 20.09.1991. 2 The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee of the Ju12.09.1992 (przewodniczący. diciary, Jack Brooks, Teksas). 3 Barbara McMullen, John F. McMullen, INSLAw Death Investigation Continues, "Newsbytes", 19.08.1991. 4 We wrześniu 1991 roku rozgłośnia Pacific Radio Station WBAI-FM, 505 EightAve., 19th Fl., New York, nadała audycję poświęconą śmierci Casolaro. W audycji głos zabierało wielu przyjaciół, znajomych i świadków, między innymi Bill Hamilton, dyrektor INSLAW, i Harry Martin z kalifornijskiej gazety "The Napa Sentinel". Audycja została zarejestrowana na taśmie. Podane informacje są oparte na transkrypcji Johna DiNardo. 5 Bill Hamilton, dyrektor I.NSLAW Inc., w audycji WBAI z dnia 20.09.1991. 302 6 Fricker, dz. cyt. 7 Ridgeway, Vaughan, dz. cyt. 8 Podstawową pozycją o powiązaniach służb specjalnych z handlem heroiną jest: Alfred McCoy, The Politics of Heroin - CIA-complicity in the global drug trade, Lawrence Hill, New York 1991. O służbach wywiadowczych, heroinie i praniu pieniędzy w związku z bankructwem Nugan Hand Bank w Australii pisze: Jonathan Kwitny, The Crimes of Patriots, A True Tale of Dope, Dirty Money, and the CIA, Norton, New York 1987. Rolę wojska w handlu narkotykami (kokaina i haszysz) w Panamie przedstawiono w: John Dinges, Our man in Panama. How general Noriega used the United States and made minfons in drugs and arms, Random House, New York 1990. Informacje o tym, co w USA ujawniono w związku z aferą Iran-Contras o handlu kokainą z Kolumbią i innymi państwami Ameryki środkowej, można znaleźć w: Peter Dale Scott, Jonathan Marshall, Cocaine politics: drugs armies, and the CIA in Central America, University of California Press, Berkeley 1991. 9 An associate of the late journalist Danny Casolaro claims to have seen U.S. Government communications intelligence documents that Casolaro obtained from an employee of the National Security Agency facility in Vint Mills, Virginia, conserning the sales of PROMIS to Israel, Germany, South Africa and other countries, and concerning the flow of the proceeds uom some of the sales to bank accounts in the Cayman Islands and in Switzerland. The NSA employee identified by Casolaro's associate was found murdered in his car at National Airport in January 1991. (INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report. 1993, wiersze 2153-2161). Cytat pochodzi z odpowiedzi firmy INSLAW Report of Special Counsel Nicholas J. Bua to the Attorney General of the United States Responding to the Allegations of INSLAW, Inc., marzec 1993, por. również Barbara E. McMullen, John F. McMullen, INSLAW Source speaks to Newsbytes, "Newsbytes", 22.08.1991. 10 Fricker, dz. cyt. 11 Por. rozdział o aferze Iran-Contras: "Oliver North - Dla Boga i Ojczyzny". 12 Audycja radia WBAI. z dnia 20.09.1991 (sprawozdanie o dniu 9 sierpnia 1991 w życiu Danny'ego Casolaro). 303 13 Fricker, dz. cyt. Może tu chodzić o biuro w Waszyngtonie, które Oliver North otrzymal w 1986 roku: Office to Combat Terrororism. Biuro było tak tajne, że nie wiedziało o nim nawet wielu pracowników Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Por. Scott, Marshall, dz. cyt. 14 Audycja radia WBAI z dnia 20.09.1991 roku. 15 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersze 3506-3519. 16 INSLAW's Anlysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersze 3563-3574. Barbara McMullen, John F. McMullen, Casolaro Source Charge Gov't Procurement Scandal, "Newsbytes", 27.08.1991. 17 Harry Martin, wydawca gazety "The Napa SentineI", Napa, Kalifornia, w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991 roku, 18 Bill Hamilton, dyrektor firmy INSLAW Inc., w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991. Hamilton pozostawał, według własnych zeznań, w stałym, niemalże codziennym kontakcie z Casolaro. Hamilton zaliczał do "ośmiornicy" urzędników CIA Theodore'a Shackleya, Thomasa Clinesa i George'a Pendera. 19 Christic Insitute, Waszyngton D.C., powstał jako instytucja użyteczności publicznej, zajmująca się głównie przestrzeganiem praw obywatelskich, a także przeprowadzająca badania w tej dziedzinie. Christic Insitute występował przeciwko American Nazi Party i Ku-Klux-Klan; zasłynął wczesnym zdemaskowaniem afery Iran-Contras. Instytut przegrał procesy przed sądem, gdyż nie zdołał dostatecznie udowodnić swoich zarzutów wobec rządu USA i CIA, por. Peter Dale Scott, Jonathan Marshall, dz.cyt. s. 125 i nast. Christic Institute zawiesił ostatnio swoją dzialalność. 20 Ridgeway, Vaughan, dz. cyt. 21 Bil Hamilton w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991. 22 Komisja Brooksa wezwała na przesłuchanie Earla Briana i Philipa Nicholsa. Przed komisją zaprzeczyli wszystkim zarzutom. 23 Bill Hamilton w audycji WBAI z dnia 20.09.1991. 24 List od Garby Leon, Columbia Pictures, Thalberg 1319, 10202 W. Washington Rd. Culver City, California 90232 pisany do Janet Reno, Attorney General of the United States Departement of Justice, 22 sierpnia 1993. 25 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 130. 304 26 The INSLAW Affair, Investigative Report by the Committee of Judiciary, 1992, Rozdział I: Summary. 27 Fricker, dz. cyt. 28 The INSLAW Affair, Investigative Report by the Commitee of the Judiciary, 1992. Opis sporu pomiędzy firmą INSLAW a Departamentem Sprawiedliwości znajduje się w części III: Conflicts beetween the Departement and INSLAW result in the misappriopriation of INSLAW's Enhanced PROMlS. Konflikt został przedstawiony na podstawie ustaleń komisji i uzupełniony o wypowiedzi Williama Hamiltona i wyniki ustaleń Frickera z czasopisma " Wired". 29 Bill Hamilton w audycji WBAI z dnia 20.09.1991 roku. 30 The INSLAW Affair, lnvestigative Report by the Committee of the Judiciary, 1992. Komisja sprawdzała czy sekretarz sprawiedliwości i inni urzędnicy w Departamencie Sprawiedliwości nie byli zamieszani w aferę INSLAW. Rozdział IV. Significant questions remain unanswered about possible high level criminal conspiracy. 3 1 TaInŻe. 32 Fricker, dz. cyt. 33 Bill Hamilton w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991. 34 Maggie Mahar, Beneath Contempt: Did the Justice Dept. Deliberately Bankrupt INSLAW? "Barron's National Business and Financial Weekly", 21.03.1988; tejże, Rogue Justice: What Really Sparked the v endetta Against INSLAW , "Barron's National Business and Financial Weekly", 4.04.1988; Martin Kilian, Spione benutzen die virtuelle Hintertur, "Die Weltwoche", 16 marca 1995. 35 M. Mahar, dz. cyt., 21.03.1988; tejże, dz. cyt., 4.04.1988. 36 Szczegóły o Iosie Ratinera można znaleźć: Ben-Menashe, dz. cyt., s.141; Fricker, dz. cyt.; Mahar, dz. cyt., 4.04.1988. 37 M. Sersh, The Samson Option, Random House (Vintage Books), New y ork 1993, s. 303. 38 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 141. 39 Mahar, dz. cyt., 4.04.1988; INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz 2503 i nast. 40 James J. Kilpatrick, The INSLAW Affair still raises a stink around W ashington, "Detroit Free Press", 24.08.1992. . 305 41 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz 2727 i nast. 42 Por. rozdziały. "Bank of Credit and Commerce I.nternational Największa na świecie pralnia brudnych pieniędzy", "Robert Maxwell - Olbrzymi papierowy tygrys". 43 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz 2185 i nast. 44 Tamże, wiersz 2250 i nast., The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee of the Judiciary, 1992, Rozdział IV B 4: Does The Government of Canada have the PROMIS Software? Według wypowiedzi Hamiltona w wywiadzie z dnia 9.03.1995 roku w transakcji z Kanadą oprócz Earla Briana brał udział poprzez Pergamon International również Robert Maxwell. 45 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz I 779 i nast. 46 Tamże, 1993, wiersz 1980 i nast., 2044 i nast., 2212 i nast.; The Inslaw Affair, lnvestigative Report by the Committee of the Judiciary, 1992, Rozdział IV B 5: Did the CIA assist in the sale ofPROMIS?; Rozdział IV B 6: Allegations of p RO M IS distribution to agencies within the Department. 47 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz 2256 i nast.; Bill Hamilton w audycji radia WBAl z dnia 20.09.1991 roku. 48 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 131 i nast. 49 Krótki opis programu PROMI.S firmy INSLAW: "One unique feature of PROMI.S is the automated evaluation of cases. Through the application of a uniform set of criteria, PROMI.S assigns two numerical ratings to each case, one signifying the gravity of the crime through a measurement of the amount of harm done to society , and the other signifying the gravity of the prior criminal record of the accused. A complementary feature of PROMIS is the automation of reasons for decisions or actions taken along the assembly line". 50 Por. rozdział: "Rafi Eitan - Zimny i bezwzględny antyterrorysta". 51 Informacji na temat sprzedaży i wykorzystywania oprogramowania PROMIS udzielali przede wszystkim Bill Hamilton i Ari Ben- Menashe, którzy opierają się głównie na źródłach służb wywiadow- 306 czych, zwykle bliżej nie znanych. Ben-Menashe mówi przede wszystkim o użyciu programu w Jordanii, sprzedaży do lraku i rozprowadzaniu go przez Roberta Maxwella. Por. Ben-Menashe, dz. cyt., rozdział: PROMIS, s. 127 i nast.; Hamilton w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991. Komisja prawna Izby Reprezentantów pod przewodnictwem Jacka Brooksa badała przede wszystkim sprzedaż PROMIS w USA i do Kanady, przesłuchując ponadto wielu świadków , którzy mogli mieć coś do powiedzenia w związku ze światową sprzedażą innym służbom wywiadowczym i państwom czy też wykorzystaniu na amerykańskich i brytyjskich atomowych okrętach podwodnych. Por. The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee ofthe Judiciary, 1992, Rozdział IV B: Enhanced PROMIS may have been disseminated nationally and Internaltionally. Pismo "Wired" wskazywało na możliwe wykorzystanie PROMIS w lzraelu do kontroli nad Palestyńczykami i badało wykorzystanie programu przez Olivera Northa w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Por. Fricker , dz. cyt. Na wykorzystanie PROMlS w bankach wskazują przede wszystkim Ben-Menashe i Martin Kilian. Por. Martin Kilian, dz. cyt. 52 Seymour M. Hersh, The Iran-Contra Committees DID THEY PROTECT REAGAN?, "New York Times Magazine", 29 kwietnia 1990. Por. rozdział: "Oliver North - Dla Boga i Ojczyzny". 53 O Richardzie Babayanie i sprzedaży PROMlS do lraku: Kilian, dz. cyt.; audycja radia WBAI z dnia 20.09.1991, wyciąg w: "In These Times", 29.05- 11.06.1991. 54 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 287, 306; o Cardoenie por . rozdział: "Banca Nationale del Lavoro - Poręczenia rolne dla potrzeb zbrojenia Iraku". 55 Kilian, dz. cyt. 56 "Our software has been illegally sold to I.raq, Libya, Egypt, Saudi Arabia, lsrael, Jordan, France, Germany, Great Britain, Canada, South Korea, Japan. Supposedly, as many as eightyeight countries were induced to purchase our software by people who had no right to sell it; who were, themselves, supported in their illegal efforts by the United States Government in the White House" (Hamilton w audycji radia WBAI z dnia 20.09 1991). Prawdopodobna sprzedaż do innych państw bez podania dokładnego odbiorcy. Egipt, Australia, Brazylia, 307 Chile, Niemcy, Iran, lslandia, Izrael, Japonia, Jordania, Kanada, Kolumbia, Kuwejt, Libia, Nowa Zelandia, Nikaragua, Pakistan, Arabia Saudyjska, Republika Południowej Afryki, Transkei, Turcja, Cypr. Sprzedaż służbom wywiadowczym: Central lntelligence Agency (USA), Canadian Security and Intelligence Service (Kanada), Defense Intelligence Agency (USA), Entezemet (lrak), GRU (wywiad wojskowy Związku Radzieckiego), Los Alamos (wywiad nuklearny, USA), M.I..5 (kontrwywiad, Wielka Brytania), Mossad (lzrael), National Security Agency (USA). Sprzedaż siłom zbrojnym: Izrael (lotnictwo), Wielka Brytania ( okręty podwodne ), Gwatemala, NA TO (kwatera główna NA TO w Europie SHAPE), USA (atomowe okręty podwodne), Singapur. Sprzedaż innym instytucjom: Drug Enforcement Agency (USA), FBI (USA), Interpol (Francja), NASA (USA), National Security Council (USA), Royal Canadian Mounted Police (Kanada), Sandia National Laboratories (USA), Schweizerische Kreditanstalt (Szwajcaria), Schweizerischer Bankverein (Szwajcaria), Bank światowy (USA). Na potwierdzenie tych sprzedaży istnieją wypowiedzi świadków . Z całkowitą jednak pewnością nie można stwierdzić, komu sprzedano PROMIS. W celu jej uzyskania należałoby przeprowadzić porównanie kodów pomiędzy ujawnionym programem a PROMIS. Do tego jednak jeszcze nie doszło. 57 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz 2333 i nast. 58 Fricker, dz. cyt. INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BU A Report, 1993, wiersz 2344 i nast. The Inslaw Affair , Investigative Report by the Committee of the Judiciary, 1992, Rozdział IV B: Enhanced PROMIS may have been disseminated nationally and internationally. 59 źródłem łaczącym Earla Briana, Roberta McFarlane i Rafi Eitana jest Ari Ben-Menashe. Por. The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee of the Judiciary, 1992, Rozdział lV B 8: The Allegators; audycja radia WBAI z dnia 20.09 1991 z cytatem Ben-Menashego zaczerpniętym z pisma "In These Times" 29.05-11.06.1991; dz. cyt., 1992, s. 131 i nast. 60 Informacja o wbudowaniu kuchennych drzwi (trap door) oraz wypróbowaniu programu w Jordanii i Gwatemali pochodzi od Ben-Menashego. Por. Ben-Menashe, dz. cyt., s. 132 i nast. 308 61 Understanding Guatemala, American Friends Service Committee, Philadelphia 1986. O korupcji, tajnych służbach, handlu narkotykami, bronią i polityce USA w Gwatemali 1 . rn . nych państwach Ameryki środkowej por. Jonathan Marshall, Peter Dale Scott, Jane Hunter, The Iran-Contra-Connection, South End Press, Boston 1987; Peter Da1e Scott, Jonathan Marshall, dz. cyt. 62 "Since 1954, The Guatemalan military has been responsible for almost unimaginable brutality, including 100 000 deaths and 40 000 disappearances". (Peter Dale Scott, Jonathan Marshall, dz. cyt., s. 189). 63 Jonathan Marshall, Peter Dale Scott, Jane Hunter, dz. cyt. s.60. 64 Understanding Guatemala, dz. cyt.; Guatemala Human Rights Violations under the Civilian Government, Amnesty International, 1991. 65 Jonathan Marshall, Peter Dale Scott, Jane Hunter, dz. cyt. s. 89 i nast. 133. 66 O UŻyciu programu PROMIS w Gwatemali pisze Ben-Menashe. Por. tenże, dz. cyt., s. 137 i nast. 67 Tamże, s. 139. Scott, Marshall, dz. cyt., s. 188 i nast. 68 Fakty o Michaelu Riconosciuto pochodzą głównie z raportów komisji Brooksa, z audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991 roku i dwóch wywiadów z jego żoną Bobbie. Audycja radia WBAI zawiera również wywiad Iana Mastersa z KPFK (Los Angeles) z aresztowanym Michaelem Riconosciuto. Harry Martin, wydawca czasopisma "The Napa Sentinel" (Kalifornia) i Victoria McCollough, dziennikarka z Kaliforni, intensywnie zajmowali się zdarzeniami w rezerwacie Indian Cabazon, gdzie Michael Riconosciuto przez pewien czas pracował. Por. Lee Doyle, Interview. Meet Bobbie Riconosciuto, Whole Earth Electronic Link (WELL), marzec 1993; Dave Emory, Victoria McCollough, Wywiad z Robertą (Bobbie) Riconosciuto, Public Forum, Louden Nelson Center, Santa Cruz, Califomia, 12.12.1992 (New York Transfer News Service); The Casolaro Murder - The Fed's Theft of Inslaw Software, Pacific Radio Station WBAI-FM, New York, 20.09.1991; The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee of the Judiciary, 1992, Rozdział B2: Sworn Statement by Michael Riconosciuto (przewodniczący: Jack Brooks, Texas). 309 69 Michael Riconosciuto w audycji radia WBAI z dnia 20.09. 1991 . 70 Roberta (Bobbie) Riconosciuto w wywiadzie z Davem Emory, 12.12.1992. 71 Tamże. 72 James Ridgeway, Doug Vaugham, dz. cyt. 73 Michael Riconosciuto w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991. 74 Tamże. Wackenhut Corporation zaprzecza, jakoby Roconosciuto znajdował się na jej liście płac. Nie zaprzeczano zaś, że istniała swego rodzaju joint-venture z rezerwatem Cabazon. Jak wyjaśnił rzecznik Wackcnhut Patrick Cannan, chodziło tu o pewien projekt zakończony niepomyślnie po dwóch latach. Wprawdzie kancelaria adwokacka Williama Caseya udzielała porad Wackenhut, jednak nie sam Casey. Por. Barbara E. McCul1cn, John F. McCullen, W ackenhut deniec.' INSLAW connection, "Ncwsbytes", 24.09.1991. 75 Martin w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991 w nawiązaniu do książki: Stephen Pizzo, Mary Fricker, Paul Muolo, Inside Job, The Looting of America's Savings and Loan', McGraw Hul 1989, s. 303. 76 Komisja Brooksa, dz. C."t., adnotacja 217. 77 McCollough w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991 ; Harry V. Martin, Murder (if three lndian..' ma.y he part (~f. Hvuse Prvhe vn lnslaw' Cac.'e , " Napa Scntinel", Napa, Kalifornia, 16.04.199 1 . 78 Michael Riconosciuto w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991. 79 Ben-Menashe, dz. cyt. s. 133 i nast; Martin w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991; McCollough w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991; Ridgeway, dz. cyt. "Villagc Voice", 15.10.1991; One Step Beyond, 22.1 1.1992, audycja radia KFJC FN, Foothił1 Coł1ege, Los Altos Hills, California. Odpis Johna DiNardo. 80 McCollough w audycji radia WBAI z dnia 20.09.1991. 81 Przykład Nugan Hand Bank w Australii doskonale ilustruje, w jaki sposób tajne służby wykorzystywały i wykorzystują banki, umożliwiając im wpierw zawrotny rozkwit, a następnie pozwalając na upadek. Służby te działają jednak tak, aby przy pomocy logicznych argumentów mogły zaprzeczyć potem, że brały w tym udział. Nugan Hand Bank był uwikłany w pranie brudnych pieniędzy i handel narkotykami (por. "Bank of Credit and Commerce International - Największa na świecie pralnia brudnych pieniędzy"). Kwinty, dz. cyt. 310 82 Tamże, s. 124. 83 Fricker, dz. cyt.; Michael Riconosciuto przed komisją Brooksa w 1992 roku. 84 Michael Riconosciuto w audycji radia WBAI z 20.09.1991. 85 Fricker, dz. cyt.; Michael Riconosciuto przed komisją Brooksa w 1992 roku. 86 The INSLAW Affair, Investigative Report by the Committee of Judiciary, 1992, Rozdział C l : The Death of Danny Casolaro, oraz uwaga 222. 87 Fricker, dz. cyt.; źródłem twierdzenia, że Earl Brian wykorzystywał PROMIS dla swoich działań podczas negocjacji w sprawie zakładników w Teheranie w 1980 roku jest Michael Riconosciuto. 88 Michael Roconosciuto w wywiadzie z Ianem Mastersem, audycja radia WBAI z 20.09.1991. 89 Tamże. 90 Tamże. 91 Frank Snepp, October Surprise, "Village Voice", 28.02.1992. 92 Victoria McCollough w audycji Radia WBAI z 20.09.1991 z odesłaniem do: Eric Reguly, Question Grow a Big Daddy Watche His Empire Crumble 1908. 1991, "Financial Post", Toronto, Kanada. 93 Fricker, dz. cyt. Mc Col1ough w audycji Radia WBAI z 20.09.1991. 94 Fricker , dz. cyt. 95 Szczegóły o firmach, w których zaangażowany był Earl Brian, zaczerpnięto z dwuczęściowej książki Maggie Mahar opartej na bogatym materiale źródłowym: Maggie Mahar, Beneath Contempt; taż, Justice Rogue: What Really Sparked the Vendetta Against INSLAW "Barron's National Business and Financial Weekly", 4.04.1988, 96 The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee of Judiciary, 1992, Rozdział IV A: Allegations of conspiracy and intrigne continue to surround criminal conspiracy. 97 Mahar , dz. cyt., 4.04.1988. 98 Tamże. 99 Amir Taheri, Nest ofSpies: America's Journey to Disaster in Iran, Hutchinson, New York 1988, s. 86-87. 100 Ben-Menashe, dz. cyt, s. 54. 101 Tamże, s. 5 1 . 102 Tamże, s. 53-54. 311 103 Gary Sick, October Surprise - America's Hostages in IRAN and the Election ofRonald Reagan, Random House, New York 1991, s. 56. 104 Kenneth R. Timmermann, Fanning the Flames, New York 1988 (w jęz. niem: Ol ins Feuer Internationale W affengeschufte im Goljkrieg, Orell Fussli, Zurich 1988, s. 120); Amir Taheri, dz. cyt. s. 113. 105 Sick, dz. cyt. s. 56. 106 Cytowane u Timmermanna, Ol ins Feuer, s. 120. 107 Sick, dz. cyt., s. 244, 297. 108 Michael Ricononosciuto w wywiadzie z Ianem Mastersem w audycji Radia WBAI z 20.09.1991. 109 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 78-83. 110 TamŻe, s. 131. 111 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz 2109 i nast. 2177 i nast. 112 The Inslaw Affair, Investigative Report by the Committee ofJudiciary, 1992, Rozdział IV AIVB8: The allegators. 113 INSLAW's Analysis and Rebuttal of the BUA Report, 1993, wiersz 3153 i nast. 114 Nie jest jasne, co wojskowi w Gwatemali właściwie "oficjalnie" zamierzali robić z tymi rakietami, gdyż zwalczani przez nich "Guerilleros", czyli chłopi ze wsi, nie posiadali czołgów. "Amerykańscy partnerzy" od samego początku traktowli Gwatemalę jako stację pośrednią. "Droga okrężna" miała mieć miejsce na papierze, tzn. na istotnych ze względów prawnych poświadczeniach odbiorcy finalnego. Stany Zjednoczone również posiadały surową ustawę zabraniającą eksportu broni w rejony objęte wojną. 115 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 120. CZęść III Zakulisowi mordercy 1 Por. Joseph Persico, Casey: From the OSS to the CIA, Viking, New York 1990, rozdział 14: The Making of a President, s. 172-206. Ten cytat znajduje się na s.181. 2 Por. następne rozdziały, szczególnie o Oliverze Norcie i Ari Ben-Menashem. Na temat wprowadzania w błąd komisji kongresu por. przykładowo Bob Woodward, VEIL: The secret wars ofthe CIA, New York 1987, s. 251 (w jęz. niem.: Geheimkode VEIL, Droemer/Knaur, Munchen 1987, s. 279). 312 3 Persico, dz. cyt., s. 196-197. Gary Sick, dz. cyt., s. 32. 4 O historii oficjalnych negocjacji Cartera z Irańczykami i pośrednictwie Hansa-Dietricha Genschera oraz tajnych transakcjach Caseya i jego ludzi czytaj: Sick, dz. cyt. Sick był w tych negocjacjach doradcą Cartera. ze względu na wybory 4.11.1980 Carter potrzebował takiej "październikowej niespodzianki". Zwycięstwo nie było mu jednak dane. Irańczycy czekali z uwolnieniem zakładników dokładnie do objęcia urzędu przez Reagana dnia 20.01.1981. 5 Persico, dz. cyt., s. 336. 6 Por. rozdział o Banca Nationale del Lavoro. 7 Persico, dz. cyt., s. 290-291. 8 Woodward, dz. cyt., s. 82. Program PROMIS umożliwia to. Z pomocą komputera rozmowy można poklasyfikować, uporządkować i przygotować zestawienia. 9 James Bamford, NSA - Amerikas geheimster Nachrichtendienst, Orell Fussli, Zurich 1986, s. 159. Bill Hamilton z firmy INSLAW uważa, że NSA jest najodpowiedniejszą drogą dystrybucji programu PROMIS. Jest on pewien, że posiada ona PROMIS z firmy INSLAW, a ponadto twierdził, że w kwestii przebudowy programu w konia trojańskiego może wchodzić w rachubę jedynie NSA. "Jeśli Riconosciuto mówił prawdę o modyfikacjach programu PROMIS, co umożliwia elektroniczne szpiegowanie w bankach danych, wówczas jako pierwszy uczestnik takiego projektu może być brana pod uwagę NSA". Brak jednak ostatecznego dowodu. NSA posiada program o nazwie PROMlS, lecz twierdzi, że nie jest on identyczny z programem firmy INSLAW. Używa go do analizy swoich raportów. INSLAW's Analysis and Rebuttal ofthe BUA Report, 1993, wiersz 2039 i nast., 2921 i nast. 10 O CIA i Afganistanie por. Persico, dz. cyt., s. 225 i nast., o Solidarności s. 236- 237. O kontrolowaniu zagranicznych polityków por . Woodward, dz. cyt., s. 259, o wypowiedzeniu lnmana por. s. 260 i nast. 1 1 O aferze lran-Contras napisano wiele książek. W bibliotece uniwersyteckiej w Getyndze można obejrzeć na mikrofilmach 20 000 dokumentów. 313 Do ważniejszych publikacji należą: Malcolm Byme, Peter Kornbluth (wyd.), The Iran-Contra Affair. The Making of a Scandal, 1983 - 1988, Thc National Sccurity Archivc, 1 990; Theodore Draper, A v ery Thin Line: The Iran-Contra Affair, Hill and Wang, New York 1991; Jonathan Marshall, Peter Dale Scott, Jane Hunter, dz. cyt.; 01iver North, Under Fire, Harper Collins, 1991; Ann Wroe, Lives, lies and the Iran-Contra affair, Tauris, London 1992. Pewien zarys okresu Chomeiniego prezentuje: Amir Taheri, Nest ofSpies: America's Journey to Disaster in lran, Hutchinson, New Y ork 1988; Robin Wright, In the Name of God -- The Khomeini Decade, Bloomsbury, London 1989. 12 Joseph Persico, dz. cyt., s. 4 i nast. 13 Bob Woodward, dz. cyt. 14 "Zespół z Iranu (lran Team)" z Richardem Secordem, A1bertem Haki"' mem i innymi opisano w: Marshał1, Scott, Hunter , dz. cyt., s. 155 158; Draper, dz. cyt., s. 35-40. O załatwianiu certyfikatów odbiorcy finalnego z Gwatemali por. Draper, s. 106- 107. 15 Wroe, dz. cyt., s. 72. 16 Tamże, s. 1 08 - 1 09. I 7 A1fred W. McCoy, The Politics C?f Heroin --. CIA Complicity in the Global Drug Trade, Lawrence Hił1 Books, New York 1991, s. 482-489; Wroe, dz. cyt., s. 71, 108. O handlu kokainą pomiędzy Ameryką Południowa i Stanami Zjednoczonymi wspieranym przez kręgi związane z tajnymi służbami czy 01iverem Northem piszą: Scott, Marshał1, dz. cyt. O Manuelu Noriedze i jego machinacjach w roli handlarza narkotykami i pracza brudnych pieniędzy piszą: John Dinges, Our man in Panama, how general Noriega used the United States and made minfons in drugs and arms, Random House, New Y ork 1990. 18 Wroe, dz. cyt., s. 96-97. 19 Kwinty, dz. cyt., s. 379. Liczb nie można dokładnie sprawdzić. Podawane są różne liczby i wartości w procentach. Podobno Secord i Hakim wykroili dla siebie około 38 procent. 20 Con Coughlin, Hostage - The Complete Story of the Lebanon Captive..', Warner, London 1992, s. 300 - 301. Opis wizyty irańskich gości u Hassana Sabry z libańskiej gazety "Ash-Shirae" w Bejrucie dnia 17.10.1986 roku poprzedzają informacje Coughlina. Oprócz tego ist- 314 nieje jeszcze jedna książka o zakładnikach w Libanie: Gavin Hewitt, Terry Waite and Ollie North, Little, Brown & Co., Boston 1991. W przypadku Terry'ego Waite'a chodzi o przedstawiciela Kościoła Anglikańskiego, który swoimi akcjami zdołał uwolnić kilku zakładników, jednak później, w wyniku przecenienia własnych możliwości, znalazł się w sytuacji bez wyjścia i w styczniu został sam uprowadzony w Bejrucie. 21 lan Black, Benny Morris, Israel's Secret Wars, Hamilton, London 1991 (Warner, 1992), s. 371. 22 Coughlin, s. 4 - 5. 23 Tamże, s. 75 i nast. 24 Tamże, s. 79, 104, 164- 165. 25 Wright, dz. cyt., s. 128. Siedemnastu szyitów z grupy Dawa zdołało zbiec dopiero, kiedy iracki dyktator Saddam Husajn wydał w sierpniu 1990 roku rozkaz okupacji Kuwejtu. 26 Ari Ben-Menashe uważa, że izraelskiemu premierowi Szymonowi Peresowi chodziło przede wszystkim o dokonanie transakcji dla finansowania swojej Partii Pracy i swoich przyjaciół politycznych. Przeróżni handlarze bronią dostarczali przy poparciu tajnych służb o1brzymie ilości uzbrojenia do Iranu, którego dzienne zapotrzebowanie miało wartość około mi1iarda dolarów. Według Ben-Menashego Peres chciał podobno też coś z tego mieć. Por. Ben-Menashe, dz. cyt., s. 167- 168. 27 Wroe, dz. cyt., s. 99. 28 Taheri, dz. cyt., s. 196- 197. 29 Tamże, s. 202. 30 Coughlin, dz. cyt., s. 478-479. 31 Tamże, s. 304. 32 Byme, Kombluth (wyd.), dz. cyt., s. 61. 33 Tamże, s. 63. 34 Wroe, dz. cyt., s. 103. 35 North, dz. cyt., s. 189, 193- 194. 36 Wroe, dz. cyt., s. 145. 37 North, dz. cyt., s. 189, 193. 38 Tamże, s. 1 94. 39 Tamże, s. 196. 40 W oodward, dz. cyt., s. 367. 315 41 North, dz. cyt., S. 199. 42 Fricker, dz. cyt. 43 Scott, Marshał1, dz. cyt., s. 140 i nast. Oliver North zmusił do mi1czenia Jacka Terreł1a, najważniejszego świadka, wystawiając mu etykietkę terrorysty. Terrell mógł poświadczyć, że Contra-Connection wykorzystywano również do przemytu narkotyków do USA. 44 Herbert Quinde, FEMA 's Blueprintfor action: NSDD 47, "The Miami Herald" , 5.07.1987. NSDD 47 oznacza National Security Decision Directive 47 prezydenta Ronalda Reagana pod tytułem Emergency Mobilizativn Preparednes.'!. 45 Frickcr , dz. cyt. 46 Scott, Marshał1, dz. cyt., s. 242. 47 Protokół (H 2547) przemówienia Henry'ego Gonzalesa, Subject: Special order in the Hou.'!e of Representative.s', BNL Subpoena Reneval, 4.04.199], Section 1530. 48 Tamże. 49 Alan Friedman, Spider's Weh ~ Bush , Saddam, Thatcher and the Decade (~f' Deceit, Bantam, New y ork 1993, s. 27, 37, ]67. 50 Timmcrman, dz. cyt., s. 155. 51 Tamże, s. 79 i nast. 52 Friedmann, dz. cyt., s. 81 -82. W marcu 1995 roku we Włoszech oskarżono Giulio Adreottiego o kontakty z mafią sycylijską. Bettino Craxi był zamicszany w hande1 bronią i w aferę łapówkarską. Chociaż bank BNL należał właściwie do Urzędu Skarbowego, pozostawał w rękach różnych partii. Dyrektorem generalnym był zawsze chrześcijański demokrata, a przewodniczącym socjalista. Por. Friedmann, s. 85. 53 Tamże, s. 1 ]4. 54 Tamże, s. 52-53. 55 Informacje o życiorysie Carlosa Cardoena i jego karierze jako producenta broni pochodzą od Friedmanna, s. 46-47. 56 Tamże, s. 229 - 230. 57 Tamże, s. 238 i nast. 58 Tamże, s. 86, 1 10. 59 Tamże, s. 180. 60 Erich Schmidt-Eenboom, Schnuffler ohne Nase, Der BND - die unheimliche Macht im Staate, Econ, Dusseldorf 1993, s. 181 - 182, 219. ten- 316 że, Der Schattenkrieger - Klaus Kinkel und der BND, Econ, Dusseldorf 1995, s. 76. 61 The Casolaro Murder - The Fed's Theft of Inslaw Software, Pacifik Radio Station WBAl-FM, New York, 20.09.1991, z odesłaniem do pisma "ln These Times", 29.05. - 1 1.06.1991. 62 Friedmann, dz. cyt., s. 295. 63 Freund hort mit, "Der Spiegel" 8/89. 64 Friedmann, dz. cyt., s. 175. 65 Tamże, s. 1 17. 66 Weltbank soll schlanker werden, "Frankfurter Rundschau" (dpa/ap), 20.03. 1 994. 67 Rolf J. Langhammer, Die uberschutzten Zwillinge, "Die Zeit", 9.09.]994. 68 Woodward, dz. cyt., s. 500. 69 Wywiad telefoniczny Jochena Sperbera z Wił1iamem Hamiltonem z 9.03.1995. 70 INSLAW's Analysis and Rebuttal ofthe BUA Report, Exhibit B: A Synop.'!i.'! C?fSpec(fic Claims About U.S. Department ofJustice ( DOJ) Mal.feasance Againc'!t INSLAW Made by Credible Individuals Who Are Fear:ful C?f Repri.'!al, zeznania świadków 1 i 2, wiersze 5129-5178; Anthony Kimcry, U.S. Spy Agency May Be Tapping Foreign Banks' Computer Data, "Thomson's Intemational Banking Regulator", 17.01.1994; tenże, Congress Backs Claims That Spy Agencies Bugged Bank Software, "Thomson's Intemational Banking Regulator", 24.01.1994. 71 Carl D. Goerdelcr, Ein trauriges Opfer von lllusionen undfehlgeleiteter Hilfe, "Hannoversche Ał1gemeine Zeitung", 14.11.1994. 72 George Winslow, BCCI: The Big Picture - A system out of control, notjust one bank, "In These Times", 23.-29.10.1991. 73 Jean Ziegler, Die Schweiz wuscht wei.fJer, Piper, Munchen 1990, s. 140 - 141. 74 Mark Potts, Nicholas Kochan, Robert Whittington, Dirty Money; BCCI: The inside story of the world's sleaziest bank, National Press, W ashington 1992, s. 178. 75 Dinges, dz. cyt., s. 156, 162i nast. 76 Scott, Marshał1, dz. cyt., s. 65, 67. Dinges, dz. cyt., s. 169; Potts, Kochan, Whittington, dz. cyt., s. 178. 317 77 Tamże, s. 28. 78 Tamże, s. 94. 79 Tamże, s. 159, 166, 171. 80 Holger Koppc, Egmont R. Koch, Bombengeschufte Todliche Wajfen.fur die Dritte Welt, Knaur, Munchen 1991, s. V. 81 Potts, Kochan, Whittington, dz. cvt., s. 158. 82 Tamżc, s. 203. . 83 Mehr Geld .fur die Gluuhiger (dpa), "Hannoverschc Ał1gemeine Zeitung",11.01.1994. 84 Poniższy opis akcji policy-jne.i pochodzi z Pots, Kochan, Whittington, dz. C}'t. 85 W jaki sposób banki pracują dla służb wywiadowczych, por. K witny, dz. C."t., s. 120- 121. 86 Wywiad tclcfoniczny Jochcna Spcrbcra z Wil1iamem Hamiltonern z 9.03. 1995. 87 Potts, Kochan, Whittington, dz. ('vt., s. 264. - The Napa Sentinei" 88 Tamżc, s. 174, . Harry Martin, wydawca gazcty " (Kalit()rnia) w audycji Radia WBAI o śmicrci Danny'cgo Casolaro z 20.09. 1 99 1 . 89 Potts, Kochan, Whittington, dz. C."t., s. 189- 190. 90 Tamżc, s. 1 17. 91 L. J. Davis, Where ar(:, .vvu AI?, Mother Jones (bank danych), Iistopad/grudzicń 1993; Halz a~f.die Herrin, "Der Spiegci", 12/1994. 92 E. John Ryan, Who i,'! Jack R}'an?, "The Wał1 Street Journal" , 1 .08. 1994. 93 ALLTEIJ lN}'ORMATION SERVICES ANNOUNCŁ'S SO}'TW ARE' R~'N~.W ALS BY EJGHT BANKS, Pressemitteilung, Los Angcles, 14.03.1995. Systematics został wykupiony w 1990 roku przez firmę ALL TEL. W 1995 roku Systematics przemianowano na ALL TEL Information Services. Rozprowadzane przez firmę oprogramowanie bankowe «Horizon}} nie jest według Hamiltona identyczne z programem PROMIS (wywiad telefoniczny Jochena Sperbera z Williamem Hamiltonem z 9.03.1995). Firma Systematics mająca swoją siedzibę w Hamburgu nic ma nic wspólnego z przedsiębiorstwern w Littlc Rock. Firma w Hamburgu to wielki dystrybutor A pplc. 318 94 Rozmowa pomiędzy Egmontem Kochem i Wił1iamem Hamiltonem 23.02.1995. 95 Tamże. Wywiad telefoniczny Jochena Sperbera z Williamem Hami1tonem z 9.03.1995. 96 Kilian, dz. cyt. 97 Por. Schmidt-Eenboom, dz. cyt., s. 68. Osiadła w Izraelu firma kryptograficzna Algorithmic Research podkreśla, że klicnci sami generują swoje "klucze" i nie pozostawiają ich w firmie. W ten sposób stworzono zabezpieczenie przed nadużyciami ze strony firmy kryptograficznej. Nie mniej jednak na Targach Hanowerskich CeBIT '95 jeden z pracowników prezentował pod hasłem "Wenn ich der Mossad wore" (Gdybym był Mossadem), w jaki sposób bez większych problemów można rozszytrować dane. Jest to możliwe dlatego, że ze względów bezpieczeństwa nowy klucz - kombinację cyfr przekazuje się do filii. Następuje tu połączenie dwóch metod (klucz w standardzie DES jest szyfrowany procedurą RSA i przesyłany drogą radiową bądź za pomocą sieciowej transmisji danych). Zasada ta odpowiada jakby pozostawieniu klucza od skrytki w samochodzic. Kicrowca ma klucz, którym otwiera swój samochód. W samochodzie znajduje się skrzynka z pozostawionym tam spccjalnie kluczcm do skrytki. Kluczem od skrzynki kierowca otwicra skrzynkę, zabicra z nicj klucz od skrytki, idzie z tym kluczem do swojej skrytki i otwiera ją, aby przeczytać złożone tam wiadomości. Jest jednak możliwe, że w samochodzie umieszczono jeszcze jedną skrzynkę, do której ma dostęp inna osoba. Jeśli tam również zostanie złożony k.lucz od skrytki, o czym posiadacz pierwszej skrzynki nic wie, wówczas nieuprawniony posiadacz drugiej skrzynki może użyć duplikatu klucza od skrytki i sam przeczytać umieszczone tam wiadomości. 98 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 140. 99 Kil.ian, dz. cyt. 100 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 327. Naszkicowany tu życiorys Ben-Menashego został zaczerpnięty z jego książki. Tylko niektóre dane można sprawdzić. Jeśli chodzi o firmy takie jak GeoMilTech z Florydy czy Cardoen Industries z Chile, to informacje Ben-Menashego pokrywają się z danymi z innych publikacji. 101 Tamże, s. 278. Firma GeoMilTech, założona w 1983 roku przez byłą redaktorkę radiową Barbarę F. Studley, dostarczała w 1985 roku na 319 zlecenie 01ivera Northa polską broń do nikaraguańskich Contras. Firma proponowała szefowi ClA Caseyowi również broń z Chin, Izraela i USA dla innych rebeliantów. Por. również Byme, Kornbluth (wyd.), dz. cyt.,s. 115. 102 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 206, 340. 103 Tamże, s. 192. O izraelskich dostawach broni do Iranu piszą: Marshall, Scott, Hunter, dz. cyt., s. 171 i nast.; Timmerman, dz. cyt., s. 284 i nast. 104 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 97-98; Woodward, dz. cyt., s. 198- 199. 105 Tamże, s. 1 1 1 - 1 12. Sporo broni pochodzi również z amerykańskich arsenałów w Niemczech, jak choćby rakiety przeciwpanceme TOW. Jednym z największych miejsc przeładunkowych był port lotniczy Frankfurt nad Menem, gdzie lądowały samoloty transportowe Iran Air. 106 O dostawach broni z krajów Bloku Wschodniego por. Ben-Menashe, dz. cyt., s. 142 i nast., 191 - 192; Timmerman, dz. cyt., s. 191 i nast.; o zakupie myśliwców F-4 i F-5 z Etiopii por. Ben-Menashe, dz. cyt., . Timmerman, dz. cyt., s. 150. s. 162 i nast., 107 Sick, dz. cyt., s. 220. 1 08 Thomas Scheuer , Christian Sturm, Drehkreuz der W affenschieber, "Focus", 4911993. 109 Morstein, dz. cyt., s. l53, 159- 160. 110 Gute Kunden von der CIA, "Der Spiegei", 19/1992. 1 11 Aggressives Angebot, "Der Spiegel", 46/1993; Trio lranale, "Der Spiegel", 48/1993; Thomas Scheuer, Christian Sturm, Drehkreuz der Waffenschieber, "Focus", 49/1993. 1 12 Aggressives Angebot, "Der Spiegel", 4611993. Udział Iranu w światowej produkcji opium: 7 procent (1989). McCoy, dz. cyt., s. 12. 1 13 The INSLAW Affair, Investigative Report by the Committee of Judiciary, 1992, Rozdział lVB8 The Allegators. 1 14 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 253 i nast. 1 1 5 Friedmann, dz. cyt., s. 180. 1 16 Aferę Hindawi przedstawiono: Black, dz. cyt., s. 433 i nast. 117 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 121 - 122. 1 18 Tamże, s. 1 22 i nast. 1 19 Problemem, na i1e organizacja terrorystyczna Abu Nida1a była opanowana przez izraelski wywiad, zajął się Patrick Seale w książce: Abu 320 Nidal: A gun for hire, Random House, New y ork 1992 (w języku niem.: Abu Nidal - Der Hundler des Todes, Bertelsmann, Munchen 1992). 120 Potts, dz. cyt., s. 161 i nast. 121 Tamże, s. 166. 122 Morstein, dz. cyt., s. 191; Woodward, dz. cyt., s. 576. 123 Ben-Menashe, dz. cyt., s.129. Autor szpiegowskich thrillerów John 1e Carre wykorzystał Rafi Eitana jako wzorca dla izraelskiego antyterrorystycznego doradcy i zwierzchnika agentów Marty Kurza w swojej powieści The Little Drummer Girl, 1983. Kurz ściga palestyńskich terrorystów, aby ich zgładzić. 124 Black, dz. cyt., s. 423; Hersh, dz. cyt., s. 289. 125 Seale, dz. cyt., s. 194-195. 126 Black, dz. cyt., s. 419, 586, adnotacja 27 odesłaniem do "Boston Globe", 14. 12. 1986; Hersh, dz. cyt., s. 242 i nast. 127 Black dz. cyt., s. 419. 128 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 131. 129 Woodward, dz. cyt., s. 493. 130 Do poniższego opisu amerykańsko-izraelskich "uwikłań" por. Hersh, dz. cyt.; Black, dz. cyt.; Ronald Payne, Mossad-Israel's Most Secret Service (Bantam, 1990), Corgi 1991 , s. 204 i nast. 131 Nicholas Coleridge, Paper Tigers, Heinemann, London 1993 (Mandarin Paperbacks, London 1994, s. 256); Ein Kolo.p im Leben und im Tod, "Der Spiegel", 4611991. 1 32 TatnŻe, s. 528. 133 Er hat sie alle niedergewalzt, "Der SpiegeI", 51/1991. 134 Nicholas Davies, The Unknown Maxwell, Sidgwick & Jackson, London 1992, s. 15. Listę teorii o śmierci i morderstwach można znaleźć w Coleridge, dz. cyt., s. 527 i nast. 135 Christina Wilkening, Mann uber Bord, MDR (telewizja), 28.07.1994. 136 Dane z życia Roberta Maxwella pochodzą z: Tom Bower, Maxwell - The Outsider, Aurum Press, 1988; Davies, dz. cyt., s. 1992. Nicholas Davies rozpoczął swoją karierę dziennikarską w Mirror Group w 1961 roku. Jako późniejszy szef działu zagranicznego był bliskim zaufanym Roberta Maxwella. 137 Bower, dz. cyt., s. 35. 321 138 O sprawie Vanunu por. Ben-Menashe, dz. cyt., s. 200 i nast.; Black, dz. cyt., s. 437 i nast.; Davies, dz. cyt., s. 303 i nast.; Hersh, dz. cyt., s. 307 i nast.; Payne, dz. cyt., s. 233 - 242. 139 Podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku lrakijczycy wystrzeliwali wprawdzie rakiety scud do Izraela i Arabii Saudyjskiej, jednak tylko z głowicami konwencjonalnymi. Izraelczycy liczyli się z możliwością wykorzystania przez Saddama Hussajna broni chemicznej. Dlatego też podczas każdego alarmu rakietowego ludność zakładała maski gazowe. Saddam Husajn z pewnością musiał mieć się na baczności przed Izraelem jako mocarstwem atomowym i Iiczyć się z możliwością zniszczenia Bagdadu. Stąd też nie odważył się użyć gazu przeciwko Izraelowi. 140 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 200 i nast. Nicholas Davies zakwestionował twierdzenia Ben-Menashego, jakoby ten brał udział w "zdradzie" Vanunu na rzecz Mossadu: Davies, dz. cyt., s. 303. 141 Black, dz. cyt., s. 438; Ben-Menashe, dz. cyt., s. 203; Payne, dz. cyt., s. 240. 142 Davies, dz. cyt., s. 12. 143 List z U.S. Department of Justice do Wil1iama A. Hamiltona z dnia 23 maja 1994 z załącznikami FB1. 144 W 1986 roku hakerzy z Hanoweru, według własnych oświadczeń, włamali się do komputera UNIX Dowództwa Lotnictwa Strategicznego (Strategic Air Command) i dokonali swego rodzaju komputerowego przeskoku do Dowództwa Lotnictwa Taktycznego (Tactical Air Commands - T AC), również w Europie. Baza danych OPTIMIS Pentagonu była dostępna od 1986 do 1990 roku. Angielski haker włamał się, według jego własnych oświadczeń, w latach 1987 i 1988 do komputerów Dowództwa Lotnictwa Strategicznego i innych instytucji wojskowych korzystających z Milnetu. 145 Wywiad Egmonta R. Kocha z Williamem Hamiltonem dnia 23.02.1995; Wywiad telefoniczny Jochena Sperbera z Williamem Hamiltonem z 9.03.1995. 146 Ben-Menashe, dz. cyt., s. 174- 176. 147 Informacje o zwerbowaniu Maxwel1a przez Eitana i dystrybucji PROMIS przez firmę-przykrywkę Degem podaje się za: Ben-Menashe, dz. cyt., s. 135 i nast. 322 148 Wywiad telefoniczny Jochena Sperbera z Wil1iamem Hamiltonem z 9.03.1995. Patrz już w rozdziale "Bank of Credit and Commerce Intemational". 149 Wywiad telefoniczny Jochena Sperbera z Wil1iamem Hamiltonem z 9.03.1995. 150 Ben-Menashe, dz. cyt., s.140-141. 151 Tamże, s. 153. 152 Nicholas Davies w Wilkening, dz. cyt. 1 53 Tamże. 1 54 Informacje o transakcji ze Związkiem Radzieckim ze sprzedażą długów podaje się za Wilkening, dz. cyt. 1 55 Tamże. 156 Historia miliardów Maxwel1a jeszcze się nie zakończyła. W Wielkiej Brytanii rozpoczął się z początkiem czerwca 1995 roku proces przeciwko synom Maxwella Ianowi i Kevinowi. Ważną rolę mogła odgrywać firma Nordex z Wiednia i być może nada1 ją odgrywa. Kapitał założycielski tej firmy wynosił 2, 7 mi1iarda dolarów. Przedsiębiorstwo to założono rzekomo z inicjatywy Związku Radzieckiego i Rady Ministrów Lotewskiej Republiki Radzieckiej dla potrzeb organizowania działalności zagranicznej kluczowych gałęzi radzieckiego przemysłu. Najwidoczniej jednak chodziło tu o pranie brudnych pieniędzy. lnterpol i radzieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przyjrzało się dokładniej tej firmie, gdyż wyraźnie dokonywano w niej nielegalnych transferów dolarów do Austrii i Szwajcarii. Firma Nordex posiada dobre kontakty z Rosją i Lotwą, ma fi1ie nawet w Zurychu, Hongkongu i Pekinie. Dyrektor Grigori Loutschanski pochodzi z Lotwy. Partnerami firmy są najprawdopodobniej również synowie Maxwella Ian i Kevin oraz bułgarski pracownik Maxwella Ognan Dojnow. Być może tutaj znajduje się parę miliardów Maxwel1a. CZęść IV Agenci on-line" nasłuch i zbieranie danych w interesie państwa 1 Oto niektóre ważniejsze pub1ikacje dotyczące ochrony danych: Helmut Krauch, Erfassungsschutz, Stuttgart 1975; Jochen Bo1sche, Der Weg in den tiberwachungsstaat, Reinbek 1979. Frank A. 323 Koch, Burgerhandbuch Datenschutz, Reinbek 1981; Rolf G6ssner, Uwe Herzog, Der Apparat, K61n 1982; Gerd E. Hoffmann, Im Jahrzehnt der Groj3en Bruder , Frankfurt 1983; Werner Meyer-Larsen (wyd.), Der Orwel/-Staat 1984, Reinbek 1983; Hans Schwenger, Im Jahr des Groj3en Bruders, Munchen 1983; Jurgen Taeger (wyd.), Die Volkszuhlung, Reinbek 1983; Anatol Jochansen, Orwel/ im Verhor, Munchen 1984; Egmont R. Koch, Im Kopfein Paradies, Munchen 1984; Gunter Myrel1, Daten-Schatten, Reinbek 1984. 2 "Der Spiegel" 4/1982; patrz także "Franfurter Rundschau" z dnia 5.06.1982. 3 Norbert F. P6tzl, Das elektronische Schleppnetz, w: Werner Meyer-Larsen (wyd.), dz. cyt. 4 Peter Koch, Reimar Oltmanns (wyd.), SOS Freiheit in Deutschland, Hamburg 1978, s. 63; "Trans-Atlantik" 1111980. 5 James Bamford, The Puzzle Palace, New Y ork 1982; wydanie w jęz. niemieckim, Zurich 1986, s. 320. 6 Tamże, s. 315; "Newsweek" z dnia 10.11.1975; "New York Times" z dnia 21.02.1976; "New York Times" z dnia 29.04.1976; "New York Times" z dnia 30.04.1976; David Kahn, Big Ear or Big Brother? "New Y ork Times Maga'zine" z dnia 16.05.1976. 7 James Bamford, dz. cyt., s. 474; "New Y ork Times" z dnia 29.04.1976. 8 Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, Dusseldorf 1993; Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, Die schmutzigen Geschufte der Wirtschaftsspione, Dusseldorf 1994. 9 Por. James Bamford, dz. cyt., s. 79 i nast. 10 Por.; także: "New York Times" z dnia 19.09.1982; "Newsweek" z dnia 6.09.1982; Der Abhor- Multi: Al/es unter Kontrol/e, "Stern" z dnia 7.10.1982; James Bamford, America's Supersecret Eyes in Space, "New York Times Magazine" z dnia 13.01.1985. 11 James Bamford, dz. cyt., s. 11 i nast.; NSA: Amerikas grojJes Ohr, "Der Spiegel" 811989, s. 30 i nast.; National Security Agency Act of 1959, Public Law 86-36 z dnia 29.05.1959, s. 93 i nast. 12 James Bamford, dz. cyt., s. 113. 13 John M. Carrol, Der elektronische Krieg, Berlin 1967, s. 41. 324 14 U. S. Electronic Espionage: A Memoir, "Ramparts", August 1972, s. 35; Perry Fellwock, Tom Topor. Identify Ramparts' Code Man, "New York Post" z dnia 18.07.1972, s. 14. 15 James Bamford, dz. cyt., s. 334. 16 Harrison E. Salisbury, Big Brother ls Alive and Monitoring 400000 Cal/s a Day, "Penthouse" 11/1980, s. 114; Jurij Pietrow, AGRs at Sea, AGRs in the Air ..., "Literaturnaja Gazieta " z dnia 30.04.1969, s. A37 (przekład NSA). 17 James Bamford, dz. cyt., s. 299 i nast.; "Stern" z dnia 26.06.1975; "International Herald Tribune" z dnia 17.10.1975; "Die Welt" z dnia 27.10.1975; "Newsweek" z dnia 10.11.1975; "New York Times Magazine" z dnia 21.02.1976; "New York Times" z dnia 29.04.1976; "New Y ork Times" z dnia 30.04.1976; David Kahn, dz. cyt. 18 Intel/igence Agency Chief Seeks "Dialogue" with Academics, "Science" z dnia 27.10.1978; Eavesdropping On the World's Secrets, "U.S. News and World Report" z dnia 26.06.1978. 19 James Bamford, dz. cyt.; patrz także: "New York Times" z dnia 19.09.1982; "Newsweek" z dnia 6.09.1982. 20 "Der Spiegel" 8/1989, s. 39. 21 James Bamford, dz. cyt., s. 136. 22 James Bamford, America's Supersecret Eyes in Space, "New York Times Magazine" z dnia 13.01.1985. 23 James Bamford, The Puzzle Palace, s. 90 i nast. 24 Reagan Orders Action on Eavesdropping, "New York Times" z dnia 15.10.1984, patrz także: "New York Times" z dnia 7.10.1984; Robert Woodward, dz. cyt.; patrz także: US Signal Intel/igence Directive (USSID ) z dnia 20.10.1980, classified by NSA/CSSM 123-2. 25 USA Field Station Augsburg/NAS, Annual Report, APO New York 09458, classified by DOD 5-5200 17(M-2), 1987, s. 101; patrz także: NSA/CSS: US Signal Intel/igence Direcctive (USSID) z dnia 9.06.1987, classified by NSA/CSSM 123-2. 26 Widening Spy Scandals, "U.S. News and World Report" z dnia 9.12.1985; Can Anything Stay Secret?, "Newsweek" z dnia 8.06.1986; Der Fal/ Pelton: Ein Verrat zu Discount-Preisen, "Die Welt" z dnia 5.06.1986. 325 27 Accused US Spy Compromised Long Running Sophisticated Operation, Sorces Say, "lnternational Hera1d Tribune" z dnia 22.05.1986; In Spy Trial, US M akes Extraordinary Disclosure, "lntemational Hera1d Tribune" z dnia 29.05.1986; Pelton Was an Authority On Soviet Signals System, "lnternational Hera1d Tribune" z dnia 29.05.1986; Spy Trial Poses a Nightmare For Head of Security Agency , "lnternational Herald Tribune" z dnia 2.06.1986; Can Anything Stay Secret?, "Newsweek" z dnia 8.06.1986. 28 Robert Woodward, dz. cyt., s. 579; In Spy Trial, US Makes Extraordinary Disclosure, "lntemational Herald Tribune" z dnia 29.05.1986; Spy Trial Poses a Nightmare For Head of Security Agency, "lnternational Herald Tribune" z dnia 2.06.1986. 29 Widening Spy Scandals, "U.S. News and World Report" z dnia 9.12.1985; In Spy Trial, US Makes Extraordinary Disclosure, "lnternational Herald Tribune" z dnia 29.05.1986; Pelton Was an Authority On Soviet Signals Systems, "lnternational Herald Tribune" z dnia 29.05.1986. 30 Spy Trial Poses a Nightmare For Head ofSecurity Agency, "lnternational Herald Tribune" z dnia 2.06.1986; Spy Official in US Urges Prosecution Over Leaks, "lnternational Herald Tribune" z dnia 4.09.1987; z powodu przecieków rządowych w sprawie szpiega NSA Peltona, ale jeszcze bardziej ze względu na przeciek w sprawie Libii w 1988 roku ustąpił szef NSA William E. Odom: Head of National Security Plans to Retire, "New y ork Times" z dnia 23.02.1988; US spy chiefs resigns, "Guardian " z dnia 24.02.1988. 31 How US broke Libyan codes, "Financial Times" z dnia 17.04.1986; Seeking the Smoking Fuse, "Times" z dnia 21.04.1986; Sammelsurium von Erkenntnissen, "Der Spiegel" z dnia 21.04.1984; Spy Official in US Urges Prosecution Over Leaks, "lnternational Herald Tribune" z dnia 4.09.1987. NSA: Amerikas gro.fJes Ohr , , "Der Spiegel" z dnia 20.02.1989. Lauschangriff enttarnte Imhausen, "Suddeutsche Zeitung" z dnia 20.02.1989; NSA, "Suddeutsche Zeitung" z dnia 21.02.1989. Des ofteren recht, "Der Spiegel" z dnia 27.02.1989. , , Spying and Sa- 326 botage by Computer, "Times" z dnia 20.03.1989; znany był jeszcze jeden przypadek rozpoznania przez NSA: w 1984 tajne służby przechwyciły przesyłkę teleksową z Syrii do lranu, która potwierdziła udział Libii w zamachu bombowym w Libanie, On the trail of terrorists, "U.S. News and World Report" z dnia 13.02.1989. 32 Osobiste notatki doktora Horsta Munnchena, 1992; wywiad z Munnchenem w: Egmont R. Koch, Elektronische Spionage, RTL, 22 i 23.12.1992; przez swoje urządzenia nasłuchowe NRD była doskonale zorientowana w polityce i gospodarce Republiki Federalnej, por. Still in der Ackerfurche, "Der Spiegel" 51/1994, s. 25. 33 NSA: Amerikas grofles Ohr, "Der Spiegel" z dnia 20.02.1989. 34 Deutscher Bundestag, 11/129 z dnia 24.02.1989, s. 9517 i nast.; Bonn: Burger werden nicht bespitzelt, "Suddeutsche Zeitung" z dnia 25.02.1989; Des ofteren recht, "Der Spiegel" z dnia 27.02.1989. 35 Otto Leiberich, Grundlage, Struktur und Leistungsangebot des Bundesamtes fur Sicherheit in der Informationstechnik, "KBST -Forum" 1991; BSl-Gesetz z dnia 17.12.1990, BGBl, s. 2834 i nast.; Bonn zieht nach: Ein Super-Geheimdienst entsteht, "Geheim" 111991, s. 30 i nast. 36 Wywiad z Michaelem Dickopfem w: Egmont R. Koch, dz. cyt. 37 US Select Three to Produce and Service New Secure Telephones, "New y ork Times" z dnia 27.03.1985. 38 NSA to Provide Secret Codes, "Science" z dnia 4.10.1985; Vast Coding ofDate Is Urged To Hamper Elektronic Spies, "New y ork Times" z dnia 29.12.1985. 39 "San Jos6 Mercury News" z dnia 3.04.1994; Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, dz. cyt., s. 209 i nast. 40 William J. Clinton, The White House: Public Encryption Management Dir. z dnia 15.04.1993. The 41 Marc Rotenberg, Electronic Privacy Legislation in the US, " lntemational Privacy Bul1etin", lipiec-wrzesień 1994; Codes, Keys, and Conflikts: Issues in US Crypto Police, "ACM US Public Policy Committee", czerwiec 1994; Steven Levy, Bericht vom Kryptokrieg, "Die Zeit" z dnia 30.12.1994. 327 42 Simson Garfinkel, Pretty Good Privacy, Sebastopol/Cal. 1995; David Bonisar, Governmental limitations on communications security and privacy, "Roadblocks on the Information Superhighway", sierpień 1994, s. 495. 43 Steven Levy, dz. cyt. 44 David Banisar (wyd.), 1994 Cryptography and Privacy Sourcebook, EPIC, Upland 1994. , Nina Schuyler, Bugs in the System, "California Lawyer", lipiec 1994, s. 45; Big Brother Cyberspace, " The Progressive", December 1994, s. 22. 45 Osobiste informacje od Marca Rotenberga, 1995; patrz także: EPlC-Press Release z dnia 25.2.1995; ponadto: USA blockieren Lieferung von Spezialchips, "highTech" 12/1991. 46 Osobiste informacje od Jeffreya T. Richelsona, 1992; wywiad z Jeffreyem T. Richelsonem, w. Egmont R. Koch, dz. cyt., patrz także: Jeffrey T. Richelson, The U.S. lntelligence Community, New Y ork 1990. 47 USA Field Station Augsburg/NAS, Annual Report, APO New York 09458, classified by DOD 5-5200 17(M-2), 1987. 48 Szacunkowe dane Ericha Schmidt-Eenbooma: NSA 500 pracowników, INSCOM 4700 pracowników, DIA, Airforce i Navy 300 pracowników. W przypadku CIA Schmidt-Eenboom zakłada 16 000 pracowników w Niemczech. 49 USA Field Station Augsburg/NAS, Annual Report, APO New Y ork 09458, classified by DOD 5-5200 17(M-2), 1987, s. 006-007. 50 Erich Schmidt-Eenboom, Uncle Sam 's achter Sinn, "Mediatus" 6/1989; NSA: Amerikas grofies Ohr, "Der Spiegel " z dnia 20.02.1989. 51 USA Field Station Augsburg/NAS, Annual Report, APO New Y ork 09458, classified by DOD 5-5200 17(M-2), 1987, s. 066; informacje o sprzęcie komputerowym znaleźć można na s. 124 raportu: " To support automation systems development and interactive data processing the xxx consisted of an IBM 4341 Group II, elght megabyte computer. By the close of FY 86, xxx peripheral equipment consisted of two 3330/3333 disk drives, two 3380 disk drives, six 3420 tape drives, eight 3480 tape drives, a 2540 card reader/punch, one 1403 high speed printer, two 3272 termi- 328 nal/ printer controller, a 3880 disk control1er, two 3830 disk controllers, 89 Video Display Terminals (VDT) and 38 printers". Patrz także US Army Europe, Command Telephone Directory, USA-REURPAM 25-18/1990, ze wskazaniem na: "Destroy as official document, i.e. shred, pulp, burn". 52 USA Field Station Augsburg/NAS, Annual Report, APO New York 09458, classified by DOD 5-5200 17(M-2), 1987, s. 006-010; patrz także: BRD/USA aktivieren Geheimdienst-Netz, Geheim 1,2,3/1987. 53 USA Field Station AugsburgiNAS, Annual Report, APO New York 09458, classified by DOD 5-5200 17(M-2), 1987, s. 203-289. 54 Erich Schmidt-Eenboom, dz. cyt.. 55 Wywiad Ericha Schmidt-Eenbooma, w: Egmont R. Koch, dz. cyt. 56 "Geheim" 2/1987, s. 17. 57 Steven Emerson, Secret Warriors - lnside the Covert Military Operations of the Reagan Era, G. P. Putnam's Sons, New York 1988, opisuje pracę wojskowych jednostek specjalnych jak "Yellow Fruit" oraz ich współpracę ze służbami wywiadowczymi. 58 Emerson, dz. cyt., s. 1 17- 120. 59 Ufos schockierten US-Camp-Bewohner, "Mangfallbote Rosenheim" z dnia 22.01.1991; Keine Erklurung fur nuchtlichen Spuk, "Mangfallbote Rosenheim" z dnia 21.01.1991; Ufos weiterhin mit Fragezeichen "Mangfallbote Rosenheim" z dnia 23.01.1991. 60 Osobiste notatki Jeffreya T. Richelsona, 1992; patrz także: Jeffrey T. Richelson, dz. cyt., s. 185. 61 Egmont R. Koch, dz. cyt. 62 Osobiste notatki Jeffreya T. Richelsona; wywiad z Jeffreyem T. Richelsonem, w: Egmont R. Koch, dz. cyt. 63 Farewell to the Last Outpost of Freedom, "INSCOM Journal" 411992, s. 10; US Army Field Station Berlin, Report FY 1985 i 1986, classified by DOD 5-5200 17(M-2). 64 Tamże, s. 048-049. patrz także: Berliń - die W elthauptstadt der Spione, "Tageszeitung" z dnia 1.12.1988. 65 Army Decoder and Civilian Held As Spiesfor Soviet and East Berlin, "New Y ork Times" z dnia 22. 12.1988; Suspect Passes '83 Review , After US Asserts He Spied, "New Y ork Times" z dnia 329 23.12.1988; US, in Detail, Admits Its Spying ln Europe as Suspect's Trial Opens, "New York Times" z dnia 18.07.1989. 66 Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, Dusseldorf 1993, s. 226; "Suddeutsche Zeitung" z dnia 26.5.1995. 67 US Prepares to Reduce Spying Posts in Germany, "New y ork Times" z dnia 15.04. 1990. 68 Intelligence Authorization Act, Fiscal Year 1992, Report 102-65, House of Representatives, s. 20. 69 US Prepares to Reduce Spying Poc')ts in Germany, "New Y ork Times" z dnia 1 5.04. 1990; patrz także: Peter H utz, Die wahre Aufklurung liegt in der L~ft, "Tageszeitung z dnia 8.02.1990. 70 O tzw. włamaniu hakerów na z.lecenie KGB pisano w wie.lu książkach: Thomas Ammann, Matthias Lehnhardt, Gerd Meissner, Stephan Stah.l, dz. cyt.; Katie Hafner , John Markoff, Cyberpunk, Simon & Schuster, New y ork 1991 (w jęz. niemieckim: Econ, Dusseldorf 1993); C.lifford Stoll, The Cuckoo's Egg, Doub.leday, New Y ork 1989 (w jęz. niemieckim: Kuckuck.')ei . Die Jagd aufdie deutschen H a(~ker , die das Pentagon knackten, Kruger , Frankfurt aIM. 1989). 71 Zagajenie ministra spraw wewnętrznych doktora W o.lfganga Schaub.le podczas wizyty w Federa.lnym Urzędzie Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych, 20 sierpnia 1991, Pressereferat BMI. 72 źrodłem szczegółowych informacji o włamaniu hakerów na z.lecenie KGB są liczne rozmowy Jochena Sperbera z hakerami przeprowadzone w Iatach 1988 - 1990, między innymi z Brainwarem, Hagbardem, Pengiem oraz z Cliffordem Stollem. 73 Clifford Stoll w rozmowie z Jochenem Sperberem, 1990. 74 Wywiady Jochena Sperbera z Hagbardem i Pengiem. 1988, 1989. 75 Prokurator Generalny, Karlsruhe, donos prasowy z dnia 16.08.1989. 76 Stoll, dz. cyt., s. 353. 77 Jay Peterzell, Spying and Sabotage by Computer, "Time-Magazine", 20.03.1989. 78 Opis czynności referatu 54B w zakresie kontroli dalekopisów PFK; Opis czynności urzędu 14B, organizacyjne podstawy ujęcia danych (w językach obcych); Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, s. 224. patrz także: Egmont R. Koch, dz. cyt. 330 79 Por. Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, s. 220 i nast. 80 "Defence" 11/1991, s. 46; "Flugrevue" 1111991, s. 79; Tod in Weij3-Blau, "Die Grunen im Bayerischen Landtag", maj 1992; Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, dz. cyt., s. 266. 81 Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, s. 223 i nast. 82 Opis czynności referatu 54B w zakresie kontroli da.lekopisów PFK; Opis czynności urzędu 14B, organizacyjne podstawy ujęcia danych (w językach obcych); patrz także: Staubsauger im Ather, Interview mit BND-Abteilungsleiter Gerhard Gullich, "Der Spiegel" 15/1993, s. 65. 83 Nach dem Kalten Krieg: Braucht Bonn uberhaupt noch Pullach? Wywiad z szefem BND Konradem Porznerem, "Suddeutsche Zeitung" z dnia 1 0 - 11.07.1993, s. 9. 84 Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, s. 220 i nast.; osobista informacja doktora Horsta Mannchena, 1993; wywiad z doktorem Horstem Mannchenem, w: Egmont R. Koch, dz. cyt. 85 Opis czynności referatu 54B w zakresie kontro.li dalekopisów PFK; Opis czynności urzędu 14B, organizacyjne podstawy ujęcia danych. 86 Staubsauger im A.ther, Interview mit BND-Abteilungsleiter Gerhard Gullich, "Der Spiege.l" l 5/ 1993, s. 65. 87 "Westfalenblatt" z dnia 6.09.1993. 88 Egmont R. Koch, Ein boser Verdacht, "Die Zeit" z dnia 13.05.1994, s. 32. 89 Egmont R. Koch, Elektronische Spionage. 90 Protokół z posiedzenia senatul zgromadzenia członków FGAN e.V. z dnia 5.05.1988 w Wachtberg-Werthoven, s. 3 i nast. 91 Według protokołu z posiedzenia w 1988 roku doktor Meisen z Federalnego Ministerstwa Obrony podkreślił, iż nie rozumie "wątpliwości Urzędu Skarbowego Sankt Augustin (...)"; sześć 1at później "Federa.Ine Ministerstwo Obrony razem z FGAN sprawdzały możliwość wystąpienia do Ministra Finansów". 92 Protokół z posiedzenia senatul zgromadzenia członków FGAN e. V. z dnia 20.04.1994 w W achtberg- W erthoven, s. 7 i nast. 93 Wiadomości VDI z dnia 13.03.1992; Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, s. 228. 94 Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, s. 228. 331 95 Tamże, s. 55 - 56. 96 Peter Schweizer, They're Stealing Our Secrets, The American Legion, S. 28; Peter Schweizer , Diebstahl bei Freunden, Reinbek 1993, s. 141 i nast.; patrz także: Der BND kennt keine Freunde, "Focus" 28/1993, s. 42. 97 "Focus" 24/1993, s. 52. 98 France Accuses Americans of Spying, Seeks Recall, "Washington Post" z dnia 23.02.1995, s. 1, s. A20; Paris und Washington spielen Spionagea.ffure herunter, "Suddeutsche Zeitung" z dnia 24.02. 1995, s. 2; Schnuffler ohne Mission, "Die Woche" z dnia 24.02.1995, s. 32. 99 Douglas Waller, The Open Barn Door, "Newsweek" z dnia 4.05. 1992, s. 42. 100 Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, dz. cyt. 101 "K61ner Stadtanzeiger" z dnia 8.08.1984 102 "Innere Sicherheit" z dnia 28.02.1992, s. 20. 103 Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, dz. cyt., s. 91 i nast. 104 Osobiste wypowiedzi Ericha Schmidt-Eenbooma, 1995. 105 Otto Leiberich, Grundlage, Struktur und Leistungsangebot des Bundesamtes fur Sicherheit in der Informationstechnik (BSI), "KBST-Forum" 1991; "Wirtschaftswoche" z dnia 15.03.199l, "Innere Sicherheit" z dnia 7.06. 1993; patrz także: Erich Schmidt-Enboom, Jo Angerer, dz. cyt., s. 224 i nast. 106 West Germany. New Computer Security Agency, "Intelligence Newsletter" z dnia 25.1.0.1989. Bonn zieht nach: Ein Super-Geheimdienst entsteht, "Geheim" 1/1991, s. 30. 107 Zagajenie ministra spraw wewnętrznych doktora Wolfganga Schauble podczas wizyty w Federalnym Urzędzie Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych, 20 sierpnia 1991, Pressereferat BMI. 108 Ustawa o BSI (Federalny Urząd Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych) z dnia 17.12.1990, BGGI.I, s. 2934 i nast.; patrz także: Gero von Randow, Schlussel fur Abhorer, "Die Zeit" z dnia 24.09.1993, s. 49. 109 Osobiste wypowiedzi Ericha Schmidt-Eenbooma, 1995. 1 10 Otto Leiberich, dz. cyt. 1 1 l Westliche Nachrichtendienste kummern sich versturkt um Betriebsspionage, "Handelsblatt" z dnia 17.05.1993. 332 112 v ersturkung der wirtschaftlichen W ettbewerbsfuhigkeit der USA durch ND, Bundesnachrichtendienst, czerwiec 1991. 11.3 Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, dz. cyt., s. 93-94; patrz także: Egmont R. Koch, Gunther Latsch, Giftgasproduktion fur den Iran? "Spiegel" TV z dnia 26.11.1989; Holger Koppe, Egmont R. Koch, Bombengeschufte - Todliche Waffenfur die Dritte Welt, Munchen 1991. 114 Heinz Vielain, Wa.ffenschmuggel im Staatsauftrag, Herford 1986. 115 "Suddeutsche Zeitung" z dnia 10 - 11.07.1993, s. 9. 116 "PR dr Voge1. do pana ministra stanu, dot.: Pobyt pana Schalck-Go1.odkowskiego (tajne): BND podaje te1.efonicznie nastepującą informację: W wyniku nasłuchu na łączach telefonicznych BND zrejestrowała rozmowę prowadzoną przez pewnego adwokata z Rostocku dzisiaj rano o godz. 101° - z sekretariatem przewodniczącego CDU -Ost de Maizierem ..." z dnia 5.12.1989. 1 17 Osobiste informacje informatora z branży komputerowej, 1991. 118 Uwe Leysieffer, Die nachrichtendienstlich gesteuerte Wirtschaftsspionage der Warschauer-Pakt-Staaten gegen die Bundesrepublik Deutschland am Beispiel der DDR und der UdSSR, Diplomarbeit Bergische Universitat - Gesamthochschule Wuppertal, 1989. patrz także: Jay Tuck, Karlhans Liebl (wyd.), Direktorat T - Industriespionage des Ostens; Egmont R. Koch, Grenzenlose Geschufte - Organisierte Wirtschaftskriminalitut in Europa, Munchen 1988; tenże, Das geheime Kartell, Hamburg 1992. 1 19 Dossier der Hauptabteilung XVIIl/8 (ściśle tajne) z dnia 18.08.1988. 120 Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, dz. cyt., s. 297 i nast. 121 Przesłuchanie Schalck-Golodkowskiego przez Federalny Urząd Kryminalny z dnia 3.05.1990, s. 54 i nast. 122 lnformacja agencji DPA z dnia 5.01.1990. 123 Przesłuchanie Schalck-Golodkowskiego przez Federalny Urząd Kryminalny z dnia 3.05.1990, s. 56; technika podsłuchowa sprowadzana okrężnymi drogami z RFN do NRD była tam oczywiście wykorzystywana do szpiegowania w kraju; na pytanie prokuratora generalnego NRD doktor Horst Mannchen przyznał w lutym 1990 roku, że "ostatni portfel zamówień obejmował około 10 000 numerów telefonów", czyli tyle aparatów było na podsłuchu; Mannchen podaje dalej: "Chciałbym oświadczyć, że - patrząc na to z dzisiejszej perspektywy nie było żadnych podstaw prawnych, aby wykorzystywać technikę podsłuchową bez zgody prokuratora. Patrząc z ówczesnej perspektywy istniał rozkaz i ten rozkaz był ustawą", przesłuchanie świadka z dnia 21.02.1990. 333 124 Osobiste wypowiedzi doktora Horsta Mannchena; wywiad z doktorem Horstem Mannchenem, w: Egmont R. Koch, Elektronische Spionage. 125 Robert Woodward, dz. cyt., s. 577. 126 Sammelsurium von Erkenntnissen, "Der Spiegel" z dnia 21.04.1986. 127 How US broke Libyan codes, "Financial Times" z dnia 17.04.1986. 128 Spy Official in US Urges Prosecution Over Leaks, "International Herald Tribune" z dnia 4.09. 1987. Head of National Security Plans to Retire, "New y ork Times"'z dnia 23.02.1988. 129 Erich Schmidt-Eenboom, Der BND, s. 274. 130 Tamże, s. 268. 131 Osobiste wypowiedzi Doris Kosalla, firma KryptoKom; materiał prasowy KryptoKom przygotowany na CeBIT 1995, między innymi odczyt Norberta Pohlmanna, Mit Sicherheit in die Kommunikationsgesellschaft. 132 Osobiste wypowiedzi Richarda Tongu, Davida Tolkowskiego, z firmy Algorithmic Research Ltd.; ulotka informacyjna Algorithmic Research Ltd na CeBIT 1995 Who we are. Algorithmic Research Ltd. posiada przedstawicielstwa w Niemczech, Singapurze i w Anglu; pewne informacje wskazują na to, że firma ta zaopatrywała filie Schweizerischer Benkverein, które być może używają również programu PROMIS. 133 Information ist Wertsache, prospekt Crypto AG na CeBIT 1995, s. 2. 134 Fiszka prokuratury szwajcarskiej (SBA) z dnia 10.12.1993; Res Strehle, Verschlusselt - Der Fall Hans Buhler, Zurich 1994, s. 117 i nast. 135 "Bilanz" AG 311988. 334 136 Res Strehle, dz. cyt., s. 144-45. 137 Tamże,s. 193-194. 138 Tamże, s. 1 16. 1390 "Focus" 13/1994, s. 38. 140 Res Strehle, dz. cyt., s. 197. 141 Pismo z wymówieniem pracy firmy Crypto AG z dnia 25.02.1993; Hans Buhlers zweites Trauma, "Zuger Nachrichten" z dnia 10.03.1993; oświadczenie prasowe firmy Crypto AG z dnia 10.03.1993. 142 Res Strehle, dz. cyt., s. 116. 143 Gute Beziehungen, "Der Spiegel" 4411993; Handel mit den Henkern, "Die Zeit" z dnia 7.01.1994; Res Strehle, dz. cyt., s. 116. 144 Erich Schmidt-Eenboom, Jo Angerer, dz. cyt., s. 99. patrz także: "Der Spiegel" 17/1994, s. 16; "Focus" 14/1994, s. 49. 145 Res Strehle, dz. cyt., s. 145. 146 Pismo ZKA (Celny Urząd Kryminalny) z sierpnia 1993 do Gunthera L.; patrz także: Egmont R. Koch, Ein boser V erdacht, "Die Zeit" z dnia 13.05.1994, s. 32. 147 A 0101, Zbiór przepisów Ministerstwa Finansów, 50, przekazane dnia 1.06.1993. 148 Regina Michalke, Die Strafrechtlichen und verfahrensrechtlichen Anderungen des Auflenwirtschaftsgesetzes, StV 5/93, s. 262. 149 Deutsche Hilfefur Koreas Bombe, "Der Spiegel" z dnia 4.11.1991 s. 16; Nuclear Acitily By North Koreans Worries The U.S., "New York Times" z dnia 10.1 1.1991, s. 1. 150 Deutscher Bundestag, 12. Wahlperiode, 216 Sitzung, 10.03.1994, s. 18685; Jurgen Sussenburger, Exportregeln fur Rustungsguter werden gelockert, "Kolner Stadt Anzeiger" z dnia 4.03.1994. 151 Egmont R. Koch, Grenzenlose Geschufte - Organisierte Wirtschaftskriminalitut in Europa, Munchen 1988; Holger Koppe, Egmont R. Koch, dz. cyt. 152 Raport Punktu Kontrołi Celnej OFD DusseldorfAB Nr 251/93-Bp Z 607 z dnia20.07.1993. 153 Osobiste wypowiedzi Karl-Heinza Matthiasa, 1995. 154 Jurgen Seifert, Der grofle Lauschangriff im Ather, "Tageszeitung" z dnia 4.05.1993, s. 12. 335 155 Martin Klingst, Wenn der groBe Horchangriff droht, "Die Zeit" z dnia 25.02.1994, s. 9. 156 Cytat z Peter Koch, Reimar 01tmanns, sos Freiheit in Deutschland, Reinbek 1978. Słownik Archie: elektroniczny system wyszukujący nagłówki na serwerach protokołem FTP. Bulletin Board: system komputerowy komunikujący się z zewnętrznym środowiskiem za pomocą modemów , który może być UŻywany zdalnie przez publiczną sieć telefoniczną, przez użytkowników chcących korzystać z zawartych w nim zbiorów oprogramowania i poczty elektronicznej. Czapka Niewidka: program umożliwiający hakerom zamaskować swoją obecność w systemie. Digital Equipment: amerykańska finna komputerowa produkująca komputery VAX. Dziura software'owa: błąd w oprogramowaniu systemowym (systemie operacyjnym) umożliwiający dostęP do systemu osobom nieupoważnionym. FTP. bardzo popularna usługa sieci Internet, która zazwyczaj służy do pobierania plików z odległej maszyny do lokalnej i odwrotnie. Gopher. system, który ma za zadanie wspomaganie poszukiwania informacji w sieci Internet. W chwili obecnej wszelkie możliwości Gophera zostały całkowicie wbudowane w przeglądarki internetowe. Information highways: amerykańskie pojęcie oznaczające infostrady przyszłego tysiąclecia, miliony razy szybsze od dzisiejszych «polnych dróżek» do przesyłania danych cyfrowych. Infostrada: niezbyt jasne pojęcie określające połączenia lub ścieżki w sieciach komputerowych. Internet: największa na świecie sieć komputerowa skupiająca w swoim obrębie wiele mniejszych sieci. Internet umożliwia wymianę informacji ponad 45 milionom ludzi w około 160 krajach. Klucz ogólny. słowo używane przez hakerów podczas włamania do komputerów NASA (NASA-hack) zastępujące hasło i dające pełne uprawnienia dostępu do raz otwartego komputera. 337 Egmont R. Koch, ur. 1950 r., studiował biochemię i biologię na Politechnice w Hanowerze (Technische Universitut), a od 1972 roku pracuje jako dziennikarz. Jest autorem wielu dociekliwych, demaskatorskich, dokumentalnych programów telewizyjnych. Ostatnia publikacja: "Tajny kartel. BND, Schalck, Stasi i S-ka". Jochen Sperber, dr nauk humanistycznych, ur. 1943, studiował język angielski i historię, jest nauczycielem gimnazjalnym w Hanowerze. Od lat osiemdziesiątych działa jako dziennikarz, interesuje się głównie "najnowszymi technologiami". Egmont R. Koch i Jochen Sperber idą tropem gigantycznej afery szpiegowskiej. Amerykański wywiad technologiczny NSA i izraelski Mossad wykradają z pomocą najwyższych instancji rządowych pewnej niewielkiej firmie software'owej tajemniczy program o nazwie PROMIS. Dzięki niemu elektroniczni agenci włamują się do zastrzeżonych baz danych banków, koncernów i urzędów na całym świecie. Amerykański dziennikarz zbierający materiały w tej sprawie umiera w tajemniczych okolicznościach, a jeden z jego informatorów zostaje zamordowany. Autorzy ujawniają przestępcze machinacje nowej mafu komputerowej.